- Nie.... - jęknęła cicho Hermiona, a dłonie Harry'ego mocno zacisnęły się w pięści. Trawiła go lodowata gorączka. Jego ciało drżało z gniewu.
Wtedy Neville rzucił mu szybkie spojrzenie, pełne niemego błagania o pomoc, o ratunek.
To było jak naciśnięcie na spust.
- Ja to wypiję! - oświadczył Harry. Głośno i zdecydowanie. Strzała została wypuszczona. Wszystkie oczy skierowały się na niego. Severus zesztywniał i przez chwilę po prostu stał bez ruchu. Harry wiedział, że była to zbyt jawna prowokacja, aby mężczyzna mógł ją zignorować, szczególnie że uczniowie już zaczynali zerkać na siebie pytająco, zastanawiając się najwyraźniej nad tym, dlaczego nauczyciel nie reaguje.
W końcu bardzo powoli się odwrócił. Ich spojrzenia skrzyżowały się i Harry doznał dziwnego wrażenia, jakby w powietrzu pojawiły się iskry. Coś w czarnych oczach zadrżało przez chwilę, zanim przykryły je burzowe chmury. To nie było dobre spojrzenie. Wręcz przeciwnie. Zwiastowało prawdziwą nawałnicę.
- Nie wtrącaj się, Potter! - wysyczał Mistrz Eliksirów głosem tnącym niczym ostrze skalpela.
- Nalej mi trochę eliksiru, Neville. - Harry z trudem wyrwał wzrok spod wpływu sztyletujących go oczu nauczyciela i spojrzał na zatrwożonego przyjaciela. - I podaj mi go. - Kątem oka zobaczył, jak twarz Snape'a staje się czerwona z wściekłości.
- Niczego nie będziesz pił! - ryknął, a część uczniów skuliła się tak bardzo, że niemal wpełzła pod ławki. - Ten eliksir wypije Longbottom!
Harry spojrzał twardo na Severusa.
- Kazał mi już pan pić różne świństwa... Co za różnica?
Trafił. Oczy Snape'a rozszerzyły się na moment i coś w nich zostało zburzone. Harry widział, jak wali się i odsłania coś, co nie powinno zostać uwolnione.
- Nie przejmuj się, Neville - kontynuował spokojnie Harry, widząc że Gryfon spogląda raz na niego, raz na Snape'a, nie wiedząc, co ma robić. - Po prostu podaj mi eliksir.
Po tych słowach ponownie zerknął na Mistrza Eliksirów, który wyglądał tak, jakby miał zaraz eksplodować z wściekłości. Emanował nią z taką intensywnością, iż można jej było niemal dotknąć.
- Nie waż się ruszyć nawet jednym palcem, Longbottom. Spróbuj to zrobić, a go stracisz.
Neville zrobił się niemal biały i natychmiast cofnął rękę, którą już sięgał po próbówkę.
- Jeżeli chce pan mieć kozła ofiarnego, to równie dobrze mogę nim być ja. - Ostatnie słowo Harry wymówił z naciskiem, a jego oczy błysnęły stalowym zdecydowaniem. - A jeżeli ma pan zły humor, to powinien pan o tym z kimś porozmawiać, a nie wyżywać się na uczniach. To w bardzo złym guście.
- Jak śmiesz...? - zaczął mężczyzna, lecz Harry nie pozwolił mu dokończyć.
- Nie pozwolę panu znęcać się nad moimi przyjaciółmi! - wyrzucił z siebie, prawie krzycząc. Wiedział, że wszyscy patrzą na niego tak, jakby postradał zmysły. Postawił się Snape'owi. Snape'owi, który był w takim nastroju. To było prawie samobójstwo. Wiedział, że tak myślą. Ale jego to nie obchodziło.
Mięśnie twarzy Snape'a drżały. Widział żyłę pulsującą wściekle na jego skroni, a w kącikach ust coś, co przypominało pianę.
- Ty mi "nie pozwolisz"? - Zajadłość, z jaką Snape wypluł z siebie te słowa, mogłaby stopić żelazo. - A co ty możesz zrobić, Potter? Nie masz tu żadnej władzy! Nic nie możesz! - Kpina w głosie mężczyzny była niemal namacalna. Zawisła w powietrzu, śmiejąc się Harry'emu w twarz.
- Och, mogę więcej niż się panu wydaje... - wycedził Harry, odpierając mordercze spojrzenie, które wbijał w niego Snape. Tak jakby wzrokiem chciał mu przekazać ukryte za słowami znaczenie. Ale albo nie robiło ono na mężczyźnie żadnego wrażenia, albo rozwścieczyło go tylko jeszcze bardziej, gdyż po chwili odezwał się chrapliwym głosem:
- Czyżby? Nie wydaje mi się, Potter. Nie ma dla mnie żadnego znaczenia, co zrobisz lub powiesz. Twoje zarozumialstwo...
- Dla ciebie może nie - przerwał mu Harry, czując jak rozbudzony potwór przejmuje nad nim kontrolę. Czara się przepełniła i jej zawartość wlała się do jego umysłu, odbierając mu rozsądek, opanowanie i zrywając wszystkie hamulce. - Ale dla profesora Dumbledore'a rzeczy, które mam do powiedzenia, na pewno byłyby niezwykle interesujące.
Dostrzegł jasny, gwałtowny rozbłysk w czarnych oczach. Tak nagły, jakby przecięła je błyskawica. Obaj pędzili teraz po niezwykle stromym zboczu. I nie było już niczego, co mogłoby ich zatrzymać.
Snape rzucił się do przodu, oparł dłonie na ławce Harry'ego i uderzył w niego wzrokiem pełnym lodowatej nienawiści i strzelającego płomieniami aż pod sufit szału. Wzrokiem człowieka, który już dawno przekroczył granice furii i znalazł się daleko po drugiej stronie.
- Grozisz mi, Potter? A kim ty jesteś, żeby mnie szantażować? W ogóle się nie liczysz! Nic mnie nie obchodzisz! Ani ty, ani twoje zdanie! Jesteś tylko żałosną kopią swojego skretyniałego ojca! Niczym więcej! - Słowa uderzały mocno i wbijały się niezwykle głęboko. Harry miał wrażenie, że zaczyna tracić oddech. - Masz się za kogoś wyjątkowego? Myślisz, że kogokolwiek obchodzisz? Wbij sobie wreszcie do głowy, że jesteś nędznym, bezwartościowym, nic nieznaczącym zerem! Że jesteś i zawsze będziesz dla mnie nikim! Rozumiesz? Nikim!
Oczy Harry'ego rozszerzyły się gwałtownie. Poczuł nagły, niewyobrażalny ból w klatce piersiowej, jakby te słowa przebiły wszystkie bariery i rozerwały jego serce na kawałeczki. Nie mógł oddychać, miał wrażenie, że jego płuca szarpnęły się spazmatycznie i przestały funkcjonować. Coś w nim umarło. Nagle i nieodwracalnie.
Nikim...
Nikim...
Nikim...
To pojedyncze, niepozorne słowo wibrowało wokół niego, coraz głośniej i głośniej...
Zawsze miał jeszcze nadzieję... A teraz... teraz nie pozostało mu nic. Tylko prawda, rzucona prosto w twarz. Jakby nic się nie liczyło. Nic, co przez te wszystkie miesiące... nic.
"Niech to przestanie tak boleć..." - pomyślał, a obraz przed jego oczami zaczął się rozmazywać. - "Niech to zniknie! Nie chcę tego czuć. Nie chcę!"
Snape nadal coś mówił, ale nie było już serca, w które słowa mogłyby się wbić i trafiały jedynie w pustkę.
Harry poczuł, że po jego policzkach spływa coś gorącego i wilgotnego.
- ...i kiedy wreszcie to sobie zapamięt... - Mistrz Eliksirów urwał tak nagle, jakby połknął język. Harry pomimo mgły przed oczami zobaczył, że oczy Severusa rozszerzyły się nienaturalnie, a na twarzy pojawił się... strach. Cały gniew zdawał się nagle i niespodziewanie z niego wyparować.
Harry nie potrafił nad sobą zapanować. Wiedział, że cierpienie, które odczuwa, jest doskonale widoczne na jego twarzy, ale nie był w stanie tego ukryć. Na jego gardle zacisnęła się pętla. Pod powiekami płonął mu ogień. Kolejne łzy potoczyły się wolno po jego policzkach.
Snape stał jak osłupiały. Jego twarz gwałtownie pobladła, a na ściągniętym obliczu pojawiło się coś na kształt desperacji.
"Muszę się opanować" - pomyślał Harry, zasłaniając dłonią oczy, chociaż wątpił, by to kogokolwiek zmyliło.
Byle tylko odszedł ten ból... byle zniknął...
Ale jak miał się, do cholery, opanować, skoro jego świat właśnie roztrzaskał się na kawałki?
Tyle czasu minęło, tyle pokonał przeszkód, tyle musiał znieść tylko po to, żeby usłyszeć to samo, co usłyszał wiele miesięcy temu... Tak jakby nic od tamtej pory się nie zmieniło. Tak jakby cały ten wysiłek... nic nie znaczył.