Выбрать главу

Nie powinien tak ryzykować. Nie powinien próbować przeciskać się przez tę szczelinę. Ponieważ teraz, kiedy nagle się zatrzasnęła, rozcięła go na kawałki. I tam w środku, pod tą jadowitą skorupą pozostało coś, bez czego nie był w stanie funkcjonować. Jego serce.

Przełknął ciężko ślinę. Jego gardło było tak ściśnięte, że ledwie mu się to udało.

Teraz... teraz będzie musiał od nowa nauczyć się być sam. Będzie musiał nauczyć się żyć... bez niego. Ale nie wiedział, czy to w ogóle możliwe.

Bo jak można żyć dalej, mając w sobie jedynie... pustkę?

***

- Nareszcie! Już zaczęliśmy się martwić! - wykrzyknął Ron, kiedy tylko Harry, przemarznięty do szpiku kości, wszedł do Pokoju Wspólnego. Pomieszczenie było wypełnione rozgadanymi uczniami, więc prawie nikt nie zauważył jego przyjścia. Na razie. - Siadaj. Wyglądasz, jakbyś wrócił z bieguna polarnego.

Harry, unikając coraz bardziej zaciekawionych spojrzeń, ruszył w stronę kominka, ku przywołującym go przyjaciołom. Zanim jednak dotarł do kanapy, część uczniów już zaczęła szeptać między sobą i wskazywać go palcami. Do uszu Harry'ego docierały niektóre zdania:

- ...nie widzę siniaków...

- ...myślisz, że wraca ze skrzydła szpitalnego?

- ...musi być w niezłym szoku...

Harry usiadł pomiędzy Ronem a Hermioną, kompletnie nic nie rozumiejąc z tych strzępów zdań. Ale chyba nie chciał wiedzieć, o co chodzi.

- Stary, nawet sobie nie wyobrażasz, co się dzieje - zaczął Ron. - Cała szkoła aż huczy od plotek. Ta lekcja przejdzie do historii, mówię ci.

Zanim Harry zdążył coś na to odpowiedzieć, obok kanapy zmaterializował się zdyszany Dennis Creevey z zaczerwienionymi z przejęcia policzkami.

- Harry, wow! Słyszałem, co zrobiłeś! Jak postawiłeś się Snape'owi, a on cię pobił! I jak Neville się popłakał, a ty go obroniłeś! Jesteś niesamowity!

Gdzieś z oddali dobiegł do Harry'ego zdenerwowany głos Neville'a:

- Ile razy mam powtarzać, że wcale się nie popłakałem?!

Obok Dennisa pojawiła się Angelina, a za nią Katie Bell.

- Słyszałyśmy, że Snape wyczyścił wszystkim kociołki i doprowadził kogoś do płaczu. I odebrał punkty Ślizgonom! To prawda?

- Ee... - zaczął Ron, zerkając na całkowicie oszołomionego Harry'ego. - Częściowo.

- I podobno pobił Neville'a! A was wyrzucił z klasy.

- Nie, to Harry'ego pobił - wyjaśnił im Dennis. Obie dziewczyny spojrzały na Harry'ego z niedowierzaniem.

- Naprawdę?

Harry zamrugał. Co to wszystko miało znaczyć?

- Nie. Nikt mnie nie pobił - odpowiedział, lekko już zdenerwowany całą tą sytuacją.

- Wiedziałam, że Snape jest wrednym sukinsynem, ale żeby rzucać się na ucznia w klasie... - powiedziała Angelina, kręcąc głową, tak jakby to, co powiedział Harry, wcale do niej nie dotarło.

- Bo Harry bronił Neville'a! - zawołał Dennis, podskakując z przejęcia. - Ja wszystko wiem! Od Colina, który słyszał to od Mirandy, a jej powiedział o tym Michael, brat Jolice, która przyjaźni się z Ginny. Najpierw Snape kazał Neville'owi wypić jakiś eliksir, ale Harry wstał i wytrącił mu go z ręki. No i eliksir się roztrzaskał, a Neville się rozpłakał i Snape się wściekł i rzucił się na Harry'ego i popchnął go na ławkę. Wywalił wszystkich z klasy, ale Harry'emu kazał zostać i wtedy go pobił, żeby nie było świadków!

- Co? - Harry był w stanie wydusić z siebie tylko to jedno słowo.

- Kurczę, muszę powiedzieć o tym Annie i Denise z piątej klasy! - zawołała Katie, odbiegając w tłum uczniów, a Angelina podążyła za nią.

- Harry, to naprawdę niesamowite, że nie poszedłeś się poskarżyć dyrektorowi! - trajkotał dalej Dennis. - Ja od razu bym tak zrobił! Czym cię pobił Snape? Jakimś paskiem? Różdżką? Chyba nie batem? Ojej! Pewnie batem! To musiało boleć! Muszę powiedzieć o tym Colinowi! - Odwrócił się i pobiegł w drugi koniec Pokoju Wspólnego, gdzie jego brat Colin z przejęciem opowiadał grupce drugoklasistów o niesamowitych wydarzeniach na lekcji Eliksirów u szóstoklasistów.

Harry powoli odwrócił się w stronę Rona i Hermiony. Dziewczyna zaciskała usta i wpatrywała się w swoje dłonie, a Ron miał skruszony wyraz twarzy.

- Nie patrz tak na nas - zaczął rudzielec. - Nie my to wymyśliliśmy. Każdy dopowiada coś od siebie i już w końcu nikt nie wie, co tak naprawdę się wydarzyło. Słyszałem nawet taką wersję, że Snape gonił cię po klasie i całą ją zdemolował, zanim w końcu cię dorwał.

- Mam dosyć słuchania tych głupot - oświadczyła Hermiona, odrzucając do tyłu włosy i biorąc głęboki oddech. Wyglądała na bardzo przejętą i zdenerwowaną. - Chodźmy na kolację.

- Nie wiem, czy mam ochotę... - mruknął Harry, spuszczając wzrok.

- A ja ci mówię, że masz - powiedziała zdecydowanym tonem i Harry poczuł na sobie jej przeszywające spojrzenie. Nie miał sił ani ochoty się kłócić. Pokiwał głową i z trudem podniósł się z kanapy. Kiedy wychodzili z Pokoju Wspólnego, obejrzał się jeszcze raz i zobaczył, jak Colin demonstruje drugoklasistom zamaszyste uderzenia batem.

***

W Wielkiej Sali gwar był nieco mniejszy niż w Pokoju Wspólnym, ale Harry wiedział, że i tak wszyscy rozmawiają o tym samym. Nie był pewien, czy powinien się cieszyć z takiego obrotu spraw. Z jednej strony było mu to na rękę - nikt nie wyśmiewał się z jego nagłego wybuchu, nie uważał go za beksę i nie próbował dociekać, dlaczego się rozpłakał. Ale z drugiej strony cała ta wrzawa doprowadzała go do frustracji, ponieważ na każdym kroku przypominano mu o tym, co wydarzyło się na lekcji. A on nie chciał pamiętać!

Odetchnął z ogromną ulgą, kiedy, wszedłszy do Wielkiej Sali, zauważył że na kolacji nie było ani Dumbledore'a ani Snape'a. Nie potrafiłby chyba znieść przebywania w jednym pomieszczeniu z tym... z tym... Przełknął przekleństwo w tym samym momencie, w którym od stołu Ślizgonów dobiegł ryk wesołości. Odwrócił się w tamtą stronę i zauważył stojącego w centralnym miejscu stołu Zabiniego, który zasłaniał sobie dłonią oczy i głośno pociągał nosem. Pomimo głośnego rechotu uczniów, Harry usłyszał, jak udając, że szlocha i pochlipuje, wypowiada płaczliwym tonem:

- Ale ja nie jestem nikim, panie profesorze. Jestem Wybrańcem. Jestem Chłopcem, Który Przeżył. I przecież jestem też pańskim... uczniem... - Kilkoro Ślizgonów, uśmiechając się szyderczo, zerknęło w kierunku Harry'ego. Ale wydarzyło się coś jeszcze. Coś dziwnego. Nott spojrzał na roześmianego Zabiniego i nieznacznie pokręcił głową. Ślizgon zauważył to i uśmiech spełzł mu z twarzy. Usiadł na miejscu i wbił spojrzenie w swój talerz. Harry zauważył złość na jego twarzy.

No tak, Ślizgoni byli przecież na tej lekcji i dokładnie wszystko widzieli. I byli inteligentni, a skoro już wcześniej mieli jakieś podejrzenia... Harry przełknął ślinę. Miał nadzieję, że nie byli jednak na tyle inteligentni, żeby poskładać wszystko do kupy. Nigdy, od czasu zniknięcia Malfoya, nie słyszał z ich ust żadnych insynuacji. Czyżby to była zasługa groźby, która nad nimi wisiała, jeżeli tylko spróbują? Ale nawet jeżeli o tym nie słyszał, to nie znaczyło, że w zaciszu własnych dormitoriów nie rozmawiali o tym. Może go podejrzewali? Może nawet wszystko już wiedzieli? Ale nie mogli tego okazać?

Harry zmarszczył brwi i odwrócił się do siedzących po drugiej stronie stołu Rona i Hermiony. Ron zajmował się swoim posiłkiem, ale Hermiona patrzyła dokładnie w tę samą stronę, co Harry. I kiedy chłopak odwrócił głowę, spojrzała mu prosto w oczy. Szybko spuścił wzrok, czując jak jego serce przyspiesza.

Nie podobała mu się jej mina. W ogóle nie podobało mu się to, jak na niego patrzyła. O czym mogła myśleć? Zastanawiała się nad tym, czy jest normalny? Uważała, że jest obrzydliwy? Czy też, że dobrze mu tak i sam sobie na to zasłużył?