Выбрать главу

A co z innymi? Przecież Gryfoni, którzy byli na tej lekcji... Harry spojrzał na siedzących kawałek dalej Seamusa i Deana, ale wydawali się zajęci jedzeniem i rozmową. Za to Lavender i Parvati natychmiast odwróciły głowy, tak jakby jeszcze chwilę wcześniej przypatrywały mu się z uwagą.

Nie wszyscy byli głusi i ślepi. Zdawał sobie z tego sprawę. A sytuacja, w której uczeń wybucha płaczem na lekcji, po tym jak nauczyciel mówi mu coś nieprzyjemnego, na pewno nie należała do normalnych. A co, jeżeli niektórzy także... zaczęli coś podejrzewać?

Harry przełknął głośno ślinę. I w tym samym momencie drzwi Wielkiej Sali otworzyły się z trzaskiem. Wszystkie spojrzenia skierowały się w tamtą stronę. Harry'ego również.

W wejściu stała... Ślizgonka. Harry nigdy wcześniej jej nie widział. Miała długie, kasztanowe włosy związane w koński ogon. Nie była wysoka. Wyglądała na szesnaście lat. Rozejrzała się po Wielkiej Sali i zdecydowanym krokiem ruszyła przed siebie. Jednak nie w stronę stołu Ślizgonów, tylko... Gryfonów. I dopiero kiedy była w połowie drogi, Harry zorientował się, że idzie prosto na niego. Zatrzymała się przed nim i położyła ręce na biodrach. Przez chwilę mierzyła go jasnobłękitnymi oczami, a następnie krzyknęła:

- Jesteś największym palantem, jakiego kiedykolwiek spotkałam, Harry Potterze! Szczerze, gdybym wiedziała, jaki jesteś, to nigdy nie zaczęłabym się z tobą spotykać! Nie dość, że się mnie wstydzisz i próbujesz ukrywać przed wszystkimi nasz związek, to jeszcze odreagowujesz na lekcjach! I dlaczego? Tylko dlatego, że powiedziałam ci kilka słów prawdy! O tym, że nic już dla mnie nie znaczysz i nic mnie nie obchodzisz! I podtrzymuję to! Z nami koniec! Jeżeli chcesz odzyskać swoje rzeczy, to masz teraz jedyną szansę! Potem nigdy mnie już nie zobaczysz!

Harry wpatrywał się w nią z rozdziawionymi ustami.

Co to miało znaczyć? Kim ona, do cholery była? Czyżby Ślizgoni chcieli mu zrobić kawał? Jeżeli tak, to wcale nie był śmieszny.

Spojrzał w stronę stołu Ślizgonów, ale wydawali się równie zaskoczeni, jak cała reszta uczniów. Przeniósł wzrok na Rona i Hermionę. Ron zamarł ze zwisającym mu z ust makaronem, a Hermiona mrugała, spoglądając raz na Harry'ego, raz na Ślizgonkę.

- No idziesz czy nie? - zawołała niecierpliwie dziewczyna, odwracając się w stronę wyjścia.

Pomimo iż Harry nie miał pojęcia, co się dzieje i kim jest tajemnicza przybyszka, posłusznie wstał z miejsca i ruszył za nią, odprowadzany zaszokowanymi i rozbawionymi spojrzeniami uczniów i nauczycieli.

Kiedy tylko zamknął za sobą drzwi Wielkiej Sali, usłyszał wybuchający za nimi gwar. Ale dziewczyna nie zatrzymała się. Skierowała się prosto do znajdującej się w Sali Wejściowej łazienki. Harry kroczył za nią, mając w głowie całkowity chaos.

Kiedy znaleźli się w środku i drzwi zatrzasnęły się za nimi, dziewczyna odwróciła się do niego, przez chwilę mierzyła go tymi jasnoniebieskimi oczami, a następnie... rzuciła się do przodu i objęła go ramionami.

- Och, Harry. Tak bardzo mi przykro.

- Ee... - odparł Harry. - Kim jesteś? - zdołał wydusić po dłuższej chwili.

- Och. - Dziewczyna oderwała się do niego i uśmiechnęła smutno. - Słyszałam, co się wydarzyło na Eliksirach. I jak potraktował cię Snape. I słyszałam, jak niektórzy Krukoni zaczęli się zastanawiać, co to mogło znaczyć... I pamiętałam, że wszyscy byli przekonani, że masz w Slytherinie dziewczynę. No więc stwierdziłam, że ci pomogę. Wzięłam od Nimfadory Eliksir Wielosokowy i transmutowałam swoje szaty w szaty Ślizgonów.

Oczy Harry'ego rozszerzyły się.

- Lu-Luna...?

- Wiem, że to trochę nie mój styl. - Przejrzała się krytycznie w lustrze. - Jak można nosić tak pedantycznie związane włosy? I żadnych ozdób? Ale miałam mało czasu. To była pierwsza dziewczyna mniej więcej w odpowiednim wieku, jaką spotkałam w drodze do Hogsmeade. Nie mogłam użyć włosów prawdziwej Ślizgonki, bo wszyscy mogliby ją później wypytywać, co się stało, i oszustwo wyszłoby na jaw. A tak, jeżeli nikt nie wie, kim ona jest, to nie będzie problemu. - Uśmiechnęła się. Charakterystyczny dla Luny, nieco nieprzytomny wyraz twarzy wyglądał dziwacznie na surowym obliczu dziewczyny.

- Przeraziłaś mnie. Prawie dostałem zawału. Nie wiedziałem, co się dzieje - wymruczał Harry, wciąż nie potrafiąc uwierzyć w ten zwariowany pomysł. Tylko Luna mogła wpaść na coś takiego.

- Ale teraz już nikt nie będzie cię o nic podejrzewał. Pokłóciłeś się z dziewczyną, Snape rozdrapał świeżą ranę i... bum. Tak jakoś wyszło.

Harry zagryzł wargę. Uśmiech momentalnie spełzł z twarzy dziewczyny.

- Harry... - zaczęła trochę niepewnie. - On na pewno tak nie myśli. Kiedy jest się wściekłym, można powiedzieć najbliższej osobie nawet najokrutniejsze, najbardziej raniące słowa. Ale to wcale nie znaczy, że są one prawdziwe.

- To już jest skończone - wymamrotał Harry. Nie miał ochoty o tym dyskutować.

- Rozmawiałeś z nim o tym?

- Nie, Luno, i nie mam zamiaru! - warknął. - Nie uwierzę już w ani jedno jego słowo. Nigdy. On należy już do przeszłości. Nie chcę o nim rozmawiać.

Dziewczyna wpatrywała się w niego z przechyloną głową i ze zmrużonymi oczami.

- Ale przecież go ko...

- Snape w ogóle mnie już nie obchodzi! - przerwał jej Harry podniesionym tonem. - Miał swoją szansę, ale ją stracił. Teraz już dla mnie nie istnieje i nie chcę, żebyś mi o nim przypominała!

Luna nie wydawała się przestraszona tym wybuchem. Raczej zasmucona.

- Wiesz... mnie też często mówią, że wyobrażam sobie coś, co nie istnieje. Ale ty jesteś w tym lepszy ode mnie, Harry.

Chłopak zamrugał.

- Co?

- Jeżeli będziesz chciał... o czymś porozmawiać. Oczywiście o czymś absolutnie nie związanym z wiesz-kim... to po prostu przyjdź. - Uśmiechnęła się do niego promiennie. - Mam cudowną kolekcję ogrzewaczy na imbryki. Dostałam od Nimfadory. Co prawda, nie mam imbryka, ale fajnie wyglądają jako ocieplacze na ręce.

Harry pokiwał głową i odwrócił się w stronę wyjścia.

- Dzięki - powiedział cicho. - Muszę już iść. Ja...

- ...masz coś ważnego do zrobienia, wiem.

Nie spojrzał jej w oczy.

- Do zobaczenia.

***

- Harry? - Hermiona zajrzała niepewnie do dormitorium. Harry siedział na łóżku z podkurczonymi nogami i czołem opartym o kolana. Przyszedł tu prosto po rozmowie z Luną i siedział tak przez cały wieczór. Nie widział się z nikim. Słyszał tylko dochodzące z Pokoju Wspólnego śmiechy i rozmowy. - Możemy porozmawiać? - zapytała cicho dziewczyna, wchodząc do środka.

Harry nie podniósł głowy. Nie miał ochoty z nikim rozmawiać. A już najmniej z nią.

- Jeśli chcesz - odparł. Nie wiedział, dlaczego to zrobił. Może jednak miał już dosyć ciszy i samotności?

Gryfonka zamknęła drzwi, wyciągnęła różdżkę i rzuciła na nie zaklęcie blokujące i wyciszające.

Och, a więc to miała być taka rozmowa...

Harry'emu coraz mniej się to podobało. Ostatnim razem, kiedy Hermiona chciała z nim "porozmawiać"... cóż, nie skończyło się to zbyt przyjemnie.

Usłyszał jej ciężkie westchnienie i kroki, kiedy podeszła do łóżka i usiadła na nim. Przez chwilę pomiędzy nimi panowała niczym niezmącona cisza.

Po chwili Hermiona przełknęła ślinę i odezwała się lekko drżącym głosem:

- Jak długo... ty i on?

Harry spiął się cały i zrobiło mu się nagle niezwykle gorąco. Wiedział, że się domyśliła, ale... to był jednak szok, usłyszeć takie pytanie wprost z jej ust. Nie pozostawiało żadnych wątpliwości. Żadnego: "o czym ty mówisz?", "co to za pytanie?" czy "nie mam pojęcia, co sugerujesz".

Oblizał wyschnięte wargi, próbując uspokoić szybko bijące serce.