Odetchnął ciężko i powoli ruszył w głąb pokoju. Położył książki na stoliku i usiadł w zielonym fotelu, spoglądając na trzaskające w kominku polana. Dopiero po chwili był w stanie sięgnąć po książkę. Kiedy ją otwierał, zauważył, jak bardzo drżą mu palce. Zacisnął dłonie w pięści, kilka razy rozprostował palce, ale niewiele to dało. To pomieszczenie... czuł, jak wspomnienia atakują go ze wszystkich stron, a on nie był w stanie z nimi walczyć.
Każdy fragment tego pokoju, każdy, dosłownie każdy znajdujący się w nim przedmiot nosił na sobie piętno życia, które już nie istniało. Które już nie należało do niego.
Półki z książkami, które lądowały na podłodze przy każdej większej sprzeczce. Drzwi, w które tak wiele razy był wciskany. Ściany, które nasiąkły jego jękami i krzykiem. Ten zielony fotel na którym on i Sn... I barek, przy którym...
Barek!
Harry odłożył książkę, podszedł do szafki i otworzył ją, zaglądając ostrożnie do środka.
Stały tam. W równym rzędzie. Butelki najlepszych trunków. Puste.
Przeklął i zamknął barek. A miał tak wielką ochotę się czegoś napić. Może wtedy udałoby mu się zapomnieć. Chociaż na chwilę. Na jedną, małą chwilę. Czy tak wiele wymagał?
Westchnął i powrócił do fotela. Zapadł się w niego i zapatrzył w płomienie.
Koniec tego! Miał postanowienie! Snape już dla niego nie istniał! Teraz miał inny cel. I to na nim powinien się skupić. Pieprzyć to, gdzie się znajduje! Pieprzyć to, co się tu wydarzyło! Pieprzyć to, ile tu przeżył!
Szarpnął się i sięgnął po książkę. Podciągnął nogi, opierając stopy na skraju fotela i położył sobie książkę na zgiętych kolanach. Wbił wzrok w tekst i zaczął czytać, marszcząc brwi w skupieniu i ani razu nie pozwalając na to, aby jego oczy oderwały się od czarnych liter i powędrowały w którąkolwiek stronę. Ani razu.
***
W czwartkowy poranek Harry'ego obudził wicher, uderzający w okna dormitorium. Otworzył zaspane oczy, czując że dzieje się z nim coś dziwnego. Przez całe jego ciało przepływały fale gorąca. Wszystkie mięśnie były napięte. Chyba coś mu się śniło. Coś przyjemnego. Coś... ekscytującego. Próbował zmusić zaspany umysł do pracy i przypomnieć sobie, co to było, ale nie potrafił. Pamiętał jedynie jakiś szept.
Uniósł powieki i spojrzał w dół. Pod przykryciem, w okolicach jego bioder znajdowało się całkiem spore wybrzuszenie. Odchylił kołdrę i zajrzał pod nią.
A niech to!
Miał erekcję. Twardą, bolesną erekcję, z którą musiał coś zrobić. Wiedział, że sama z siebie nie opadnie. Czuł bardzo wyraźne napięcie, które potrzebowało ujścia. Zagryzł wargę i włożył rękę w spodnie od piżamy, owijając dłoń wokół naprężonego penisa.
Nie myślał zupełnie o niczym, kiedy obciągał sobie, wpatrując się w sklepienie łóżka. Trochę bolało, kiedy sucha dłoń przesuwała się po wrażliwej skórze, ale musiał to zrobić. Musiał sobie ulżyć.
Jeszcze trochę. Już prawie...
Jego dłoń przyspieszyła. Zacisnął zęby, skupiając się na poruszaniu dłonią.
O tak, właśnie tak!
Napiął się, kiedy jego jądra zadrżały i z penisa wystrzeliła odrobina lepkiej cieczy, osiadając mu na palcach.
I to było wszystko. Pojedyncza fala gorąca, po której nastąpiła fala chłodu, chwila drażniącego łaskotania w podbrzuszu i pulsująca w dłoni erekcja. To wszystko. Żadnej przyjemności.
Pustka.
Westchnął i wyciągnął rękę ze spodni.
To nie był dobry początek dnia.
*
Harry położył książki na stoliku w kącie biblioteki i usiadł przy nim. Tym razem postanowił poszukać czegoś o maskowaniu i ukrywaniu się.
Zaczął przeglądać najgrubszą książkę. Przekartkował pierwszy rozdział, ale nie znalazł nic interesującego. Nie potrzebował żadnych zaklęć maskujących, w końcu miał pelerynę niewidkę. Dotarł do drugiego. Eliksiry niewidzialności. Jego dłoń zawisła nad książką.
Zacisnął powieki i przetarł oczy, próbując pozbyć się niechcianych obrazów. Nie pomogło.
Otworzył oczy i spojrzał w okno, podpierając głowę ręką.
Nie chciał tego. Czy nie mógł nawet pouczyć się w spokoju? Czy na każdym kroku musiały prześladować go wspomnienia? Czy wszystko musiało mu ciągle przypominać o...?
Dostał wtedy "Wybitny". Pamiętał swoje zszokowanie. Po raz pierwszy dostał na Eliksirach "Wybitny". A jeszcze wyraźniej pamiętał to, co wydarzyło się później... Podpalona tablica, "erekcja" zamiast "reakcja" i składniki pod ławkami... No i "kara" po lekcji.
Przełknął ślinę. To wcale nie były miłe wspomnienia. Bolały. Przyjemne wspomnienia nie powinny boleć. Nie powinny sprawiać, że gardło ściskało się, a do ust napływała gorycz.
Za oknem sypał śnieg. Drobne płatki powoli spływały z nieba, lądując miękko na parapecie. Było w tym widoku coś uspokajającego. Coś, co odciągało myśli Harry'ego od tych ciemnych rejonów, w które zdecydowanie nie powinien się zapuszczać. Obserwował je. Obserwował, jak płatek za płatkiem opada na stos śniegu, powiększając go. Były miękkie, kruche i bardzo małe. Ale było ich tak wiele, że już prawie nie utrzymywały się na parapecie. Kto by pomyślał, że takie drobiny potrafią stworzyć coś takiego? Będą sypać i sypać niezauważenie, aż w końcu parapet się przepełni i wszystko... runie. Prosto na sam dół.
Tak jak on.
Otrząsnął się, czując jakieś znajome mrowienie. Czuł je już od jakiegoś czasu, ale był zbyt pochłonięty myślami i wpatrywaniem się w okno, aby to zauważyć.
Ale tym razem mrowienie nie wędrowało mu po karku, tylko po ramieniu i policzku. Opuścił rękę, na której opierał brodę, i nie musiał nawet przesuwać głowy, aby go dostrzec.
Snape. Stał pomiędzy półkami, zaledwie parę metrów na lewo od niego, częściowo ukryty za książkami. Wysoki i mroczny. Przy nim nawet otaczający go cień wydawał się wyblakły.
Musiał przyglądać mu się już od jakiegoś czasu.
Dlaczego mu to robił? Dlaczego nie zostawi go w spokoju? O co mu chodzi? W co on pogrywa?
Wiedział, że Snape nie szuka kontaktu z nim. Tu musi chodzić o coś innego...
Jak ma o nim zapomnieć, skoro bez przerwy czuje na sobie jego wzrok? Jak ma zapomnieć, skoro Snape stał się niemal jego cieniem?
Zagryzł wargę i wbił wzrok w otwartą książkę.
Nie, nie da mu się pokonać! Nie da się zastraszyć! Nie ucieknie i nie ukryje się, chociaż to byłoby najprostsze rozwiązanie. Pokaże Snape'owi, że może sobie chodzić za nim, ile chce, może mu się przyglądać, jak długo chce, ale Harry nie da się złamać. Nie tym razem!
Wziął głęboki oddech, błyskawicznie przekartkował rozdział o eliksirach niewidzialności i dotarł do zaklęć zmieniających wygląd. Pochylił się nad książką i zaczął czytać.
Snape'a tu nie ma, powtarzał sobie w myślach co jakiś czas. Snape'a tu nie ma.
Ale był. Przez cały czas. Ukryty za półkami. Nie poruszył się. Tylko mu się przyglądał.
Harry zacisnął powieki.
Chyba lepiej będzie pouczyć się w Pokoju Życzeń. Tu jest zbyt... głośno. Tak, zbyt głośno. Nie może się skupić. I za jasno.
Podniósł się, zgarnął książki i, ani razu nie spoglądając na ukrytą w cieniu postać, ruszył prosto do stanowiska pani Pince. Wypożyczył książki i wyszedł z biblioteki, odprowadzany spojrzeniem śledzących go, czarnych oczu.
Kiedy znalazł się na korytarzu, pozwolił sobie na głębokie westchnienie.
Od razu lepiej. Jakoś tak więcej powietrza...
Wziął jeszcze jeden wdech i ruszył prosto na siódme piętro.
***
Na piątkowym obiedzie nie było Snape'a. Hermiony również, ponieważ oświadczyła wcześniej, że nie przyjdzie, bo musi napisać wyjątkowo trudne wypracowanie na Numerologię. Harry siedział pochylony nad talerzem i próbował przełknąć chociaż mały kawałek pieczonego kurczaka. Nie udawało mu się to. Był zbyt przerażony tym, co czekało go po obiedzie...