Выбрать главу

- Harry, to dla ciebie.

Chłopak odwrócił się od stołu, przy którym wraz z Ronem jadł obiad, i spojrzał z zaskoczeniem na stojącą za nim Lunę. Dziewczyna wyciągała w jego stronę mały, turkusowy kamyk.

Harry zawahał się, ale przyjął podarek. Obrócił kamyk w palcach, ale nie wyglądał jakoś nadzwyczajnie.

- Co to jest? - zapytał.

- Opal - odparła Luna, jakby to wszystko wyjaśniało. Harry spojrzał na nią wyczekująco. Dziewczyna przewróciła oczami. - Opal - powtórzyła. - Patrzy się na niego, kiedy nie ma się ochoty patrzeć na coś innego.

Harry już otwierał usta, aby zapytać "Co?", kiedy nagle w jego umyśle coś zaskoczyło.

Zaraz po obiedzie miały być Eliksiry. Jego pierwsze Eliksiry od tamtej lekcji... Na samą myśl o tym gardło ściskało mu się tak, że nie był w stanie przełknąć śliny, a żołądek fikał koziołki.

A teraz Luna przynosi mu jakiś kamyk, żeby... co z nim robił? Żeby na niego patrzył w czasie lekcji? Jak ma to mu niby pomóc? To było kompletnie bez sensu.

- Dzięki - wymamrotał i wsunął prezent do kieszeni spodni.

- Tata mi zawsze powtarzał, że jeżeli nie masz ochoty na coś patrzeć, to znajdź sobie coś, na co będziesz miał ochotę patrzeć. I ma taki ładny kolor, prawda? - uśmiechnęła się.

- Tak. Dzięki, Luno - powtórzył Harry jeszcze raz i odwrócił się do swojego talerza.

- Powodzenia - powiedziała Krukonka i oddaliła się do swojego stołu.

- Ona jest dziwna - mruknął Ron, kiedy przełknął wyjątkowo dużego ziemniaka. - Na co niby nie miałbyś ochoty patrzeć?

Harry nie odpowiedział. Wzruszył tylko ramionami. Spojrzał na rozgrzebanego kurczaka i stwierdził, że jeżeli zaraz stąd nie wyjdzie, to zwróci wszystko, co zjadł.

- Chodźmy - powiedział i podniósł się. Czuł się tak, jakby ruszał na jakąś bitwę.

I wcale nie było to tak dalekie od prawdy.

*

Hary wyjął książki, mosiężną wagę, cynowy kociołek oraz atrament, pióro i plik czystych pergaminów i ustawił wszystko na ławce, starając się nie drżeć w środku aż tak bardzo. Snape'a jeszcze nie było. Dlatego wszystkie spojrzenia spoczywały na nim.

Co oni sobie myśleli? Że zaraz znowu wybuchnie płaczem? Już i tak był wystarczająco zdenerwowany, nie potrzebował jeszcze ich przeciągłych spojrzeń! Nawet Neville patrzył na niego z obawą.

- Harry, jak pognieciesz swoje pergaminy, to nie będziesz miał na czym notować, a ja ci nie pożyczę, bo mam ostatni - dotarł do niego głos Rona i Harry dopiero teraz zorientował się, że ściska trzymane w rękach pergaminy tak bardzo, że już prawie nie nadawały się do pisania. Ron rozejrzał się po klasie i widząc głupie uśmieszki na twarzach przyglądających się Harry'emu Ślizgonów, warknął w ich stronę: - Na co się gapicie?!

- Zostaw ich - mruknęła Hermiona. - Przecież wiesz, że robią to specjalnie, tylko po to, żeby nas zdenerwować. Masz, Harry. - Dziewczyna położyła przed nim kilka czystych pergaminów.

- Dzięki - wydukał Harry, czując się wyjątkowo głupio. Usiadł przy ławce i wbił rozbiegane spojrzenie w leżące na stole "Eliksiry Dla Zaawansowanych".

Obawiał się tej lekcji. Bardziej niż próbował sobie wmawiać. Mógł się spodziewać po Snapie wszystkiego. I to było najgorsze.

Chciał po prostu jakoś tę lekcję przeżyć. Chyba nie wymagał zbyt wiele.

Już wcześniej postanowił, że cokolwiek Snape zrobi albo powie, to tym razem nie da mu się sprowokować. Będzie go ignorował. W ogóle nawet nie zamierzał na niego patrzeć. To było najrozsądniejsze wyjście. W zasadzie chyba jedyne, jakie miał.

Drzwi otworzyły się z trzaskiem i w pełnej szumu rozgadanych uczniów klasie zapanowała nagła cisza. Harry wziął głęboki oddech i jeszcze intensywniej zaczął się wpatrywać w swój podręcznik.

Słyszał długie, zamaszyste kroki sunącego przez pomieszczenie Mistrza Eliksirów. Snape zatrzymał się na środku sali i, jak Harry się domyślał, najprawdopodobniej obrzucił uczniów swoim spojrzeniem. Upewnił się, kiedy poczuł unoszące się na przedramionach włoski i pełzające po skórze mrowienie. Na szczęście nie trwało to zbyt długo.

- Pochowajcie książki - odezwał się Snape. Harry słyszał jego głos po raz pierwszy od poniedziałku. Wciąż był tak samo niski, głęboki i... lekko zachrypnięty? Dziwne, w klasie głos mężczyzny zazwyczaj był donośny i pewny siebie. - Napiszecie krótki test. Sprawdzimy, co zapamiętaliście z ostatnich lekcji.

Harry wiedział doskonale, co zapamiętali.

Przez chwile pomieszczenie wypełniło się szumem, kiedy uczniowie chowali do toreb podręczniki.

- Pytania są na tablicy. Macie dwadzieścia minut.

Harry westchnął. Nie miał wyjścia. Musiał w końcu podnieść głowę. Na szczęście tablica stała w pewnym oddaleniu od biurka nauczyciela. I tak widział go kątem oka, ale starał się tylko widzieć, a nie dostrzegać.

Tak jak podejrzewał, nie znał odpowiedzi na żadne pytanie. Ostatnio w ogóle do Eliksirów nie zaglądał. Znowu stały się jego najmniej lubianym przedmiotem. Ale przecież musiał coś napisać. Cokolwiek. Westchnął jeszcze raz i pochylił się nad pergaminem.

I wtedy znowu poczuł mrowienie. Tylko przez chwilę, ale to wystarczyło, aby całkowicie stracił wątek. Zanim skończył się test, czuł je jeszcze cztery razy. A ile jeszcze razy poczuje je do końca zajęć?

- Accio testy - mruknął Snape, kiedy skończyli już pisać. Ułożył je na swoim biurku i wskazał różdżką na tablicę, z której zniknęły pytania, a pojawił się spis ingrediencji nowego eliksiru. - Kto mi powie, co to za eliksir? - zapytał, rozglądając się po klasie. Harry widział, jak ręka siedzącej obok niego Hermiony mimowolnie się szarpnęła, ale nie podniosła jej. Zerknęła na niego ukradkiem. Był jej wdzięczny, że chociaż ten jeden raz powstrzymała się od odpowiedzi, aby nie ściągać na nich spojrzenia Snape'a, chociaż wiedział, że musiało ją to zapewne sporo kosztować. Ale niewiele to dało. Spojrzenie czarnych oczu po jakimś czasie i tak spoczęło na ich ławce. - Może panna Granger?

Hermiona wyprostowała się i odchrząknęła.

- Nalewka z czarnego piołunu wskazuje na jakiś eliksir odurzający, ale suszone paznokcie druzgotka stosuje się zazwyczaj w eliksirach osłabiających krążenie krwi. Z kolei wywar z jadu tarantuli skutecznie paraliżuje nerwy. Podejrzewam więc, że musi to być jakiś rodzaj eliksiru stosowanego w narkozie. Krew salamandry daje nam końcowy efekt, czyli kilkugodzinną śpiączkę. Czyli prawdopodobnie jest to Mikstura Morfeusza.

Przez chwilę w klasie panowała cisza.

- Doskonale wyczerpująca odpowiedź, panno Granger. Tak, Mikstura Morfeusza. Stosowana w szczególnie ciężkich przypadkach po trafieniu czarnomagicznymi klątwami lub po niezwykle niebezpiecznych, magicznych, a także mugolskich wypadkach. A waszym zadaniem na dzisiejszej lekcji jest przygotowanie tej mikstury. Mam nadzieję, że pójdzie wam lepiej niż na poprzednich zajęciach. Do roboty. - Po tych słowach Snape odwrócił się i usiadł przy swoim biurku. Hermiona spojrzała na Harry'ego z zaskoczeniem malującym się na twarzy. Harry słyszał zdumione szepty uczniów za swoimi plecami, a Ron wyglądał tak, jakby go trafił piorun.

Snape po raz pierwszy pochwalił Hermionę. Po raz pierwszy pochwalił kogoś z Gryffindoru. To wydarzenie wymagało upamiętnienia w "Historii Hogwartu".

Harry usłyszał pełen skrajnego niedowierzania szept Rona:

- Zwariował. Albo musiał nieźle oberwać za to, co wyprawiał na ostatniej lekcji. Nie ma innego wytłumaczenia.

Ani Hermiona, ani Harry nie odpowiedzieli mu. Popatrzyli tylko na siebie i zabrali się do wypisywania listy składników Mikstury Morfeusza. Ron wzruszył ramionami i poszedł w ich ślady.