Ale musiał to zrobić. To było jedyne wyście. Nie miał innego wyboru. Do tego właśnie dążył przez cały czas. Chciał to zrobić już dawno temu, kiedy poprosił Snape'a o to, aby uczył go Czarnej Magii. Był przekonany, że jeżeli tego nie zrobi, ten sen, ta "wizja"... może okazać się rzeczywistością.
Ponownie zacisnął powieki i westchnął głęboko.
Jeżeli jedynym sposobem na pokonanie ciemności, jest walczenie jej bronią, nawet jeżeli to oznaczało, że może przekroczyć tę cienką granicę i znaleźć się po stronie ciemności, to... zrobi to.
Otworzył oczy i wszedł w mrok.
Książki były niespokojne. Wyczuwał płynącą z nich magię. Tak, to tutaj właśnie spoczywała moc. I on miał zamiar po nią sięgnąć.
Przeszedł wzdłuż jednej z półek. Kilka książek poruszyło się niespokojnie. Znał tę część. Był tutaj na pierwszym roku. Nie, to musiało być dalej. Skręcił w kolejną alejkę. Jeżeli trzymają tu naprawdę niebezpieczne księgi, to z pewnością będą w najbardziej niedostępnym miejscu. Szedł dalej, przyglądając się wibrującym z niecierpliwości woluminom. Prawie wszystkie miały czarne okładki z wyrytymi na nich srebrnymi inskrypcjami. Niektóre połyskiwały krwistą czerwienią, kiedy zbliżał do nich różdżkę. Szedł dalej. W końcu znalazł się w miejscu, w którym jeszcze nigdy nie był. Podłogę pokrywał kurz. Tak samo stojące na półkach książki. W powietrzu wisiała nieprzyjemna aura. Chyba nawet pani Pince bardzo rzadko tutaj zaglądała. Wcale jej się nie dziwił. Miał ochotę jak najszybciej oddalić się od tego miejsca. Przyświecił sobie różdżką i przekrzywiając głowę, zaczął odczytywać tytuły. Najczęściej przewijającymi się słowami były czarna magia, klątwy, tortury, ból, ofiara oraz śmierć.
Zmrużył oczy. Wszystkie książki wyglądały na równie przerażające. Podejrzewał jednak, że którąkolwiek by wybrał, znajdzie w niej znacznie więcej przydatnych rzeczy niż we wszystkich księgach, które czytał do tej pory, razem wziętych. Sięgnął na półkę po wolumin zatytułowany "Zabij Zmiażdż Zetrzyj Na Proch. Najbardziej Śmiercionośne Klątwy", kiedy jego wzrok przykuła połyskująca złotem książka kilka rzędów wyżej. Zmarszczył brwi, stanął na palcach i sięgnął po nią. Zdjął ją z półki i spojrzał na wyblakłą już i nadgryzioną zębem czasu okładkę. Książka wyglądała na bardzo starą, ale nadal można było odczytać tytuł:
"Kontrola Umysłu - Wrota Ku Władzy"
Jego serce zabiło mocniej. Otworzył gruby tom i spojrzał na spis treści. Jego wzrok przyciągnął napisany niepozorną czcionką tytuł rozdziału piątego:
"Legilimens Evocis"
To było to. Miał w rękach coś, co mogłoby mu pomóc znacznie bardziej niż jakiekolwiek klątwy, które łatwo mogłyby zostać odparte. Do dziś pamiętał słowa Tonks. Do dziś pamiętał strach, który odczuwał, kiedy wyobraził sobie, co można zrobić za pomocą tego zaklęcia.
Wpatrując się w księgę jak zahipnotyzowany, cofnął się pod przeciwległą ścianę i osunął się po niej, siadając na podłodze. Szczelniej otulił się peleryną i przyświecając sobie różdżką, otworzył wolumin na rozdziale pierwszym, dotyczącym historii i podstaw powstania wszelkich zaklęć kontrolujących umysły, łącznie z Imperiusem, Legilimens i całą masą innych pomniejszych, a następnie zagłębił się w lekturze.
Nie miał pojęcia, ile czasu minęło, zanim dotarł do rozdziału piątego poświęconego najniebezpieczniejszemu zaklęciu, jakie istniało, oczywiście poza Zaklęciami Niewybaczalnymi. Wiedział jedynie, że kiedy zaczął czytać, czuł się tak, jakby do jego żołądka dostało się coś bardzo ruchliwego. Czytał i czytał, pochłaniając każde słowo niczym spragniony, któremu na język opadają krople najczystszej wody, a jego oczy rozszerzały się coraz bardziej.
Ten tylko potrafi się temu zaklęciu przeciwstawić, kto opanował sztukę dysponowania nim przeciwko innym. Jeno "przeciwstawić" jest ogromnym niedopowiedzeniem. Wiedza nad zaklęciem daje nieznaczne szanse na to, by ofiara nie dopuściła do zupełnego zbeszczeszczania swego umysłu. Jednakoż całkowite przeciwstawienie się temu zaklęciu jest niemożliwe i niemożliwym będzie po wsze czasy.
To wcale nie brzmiało optymistycznie.. Co prawda Tonks wspominała już, że nie da się odeprzeć tego zaklęcia, ale miał nadzieję, że istnieje choćby cień szansy...
Opanowanie tego zaklęcia jest trudniejsze nawet niźli rzucenie przez osobę o najczystszej duszy zaklęcia zabijającego i często poza zasięgiem zwykłych czarodziejów oraz czarownic. Pierwszym znanym sposobem na pokonanie barier umysłu i nie zagubienie się w ich wichurze jest bardzo mocne pragnienie, by dowiedzieć się tego, czego rzucający dowiedzieć się chce. Musi jednak pragnąć tego nad swe życie. Drugim sposobem jest całkowite opanowanie własnego umysłu, doprowadzenie go do stanu, w którym nawet Imperius nie będzie mógł mu zagrozić, jednakoż niewiele osób na ziemi potrafi tego dokonać. Podporządkowanie własnego umysłu jest rzeczą najcięższą, tak jak kontrola nad każdą emocją, każdym zmysłem i umiejętność zmniejszenia tej kontroli w odpowiednich momentach.
Harry zamyślił się. Czyli z tego wynikało, że albo jesteś świetnym, ba, doskonałym oklumentą, albo tak bardzo chcesz dowiedzieć się prawdy, że oddałbyś za to nawet własne życie. Oczywiście miał nadzieje, że tylko metaforycznie. Po prostu musi chyba chcieć tego tak bardzo, jak... jak... jak bardzo chciał zabić Voldemorta.
Inną, równie ważką cechą Legilimens Evocis, jest kontrola nad własnymi myślami i wspomnieniami, gdyż zaklęcie owo nie służy tylko li do wykorzystywania go na innych. Taką samą sposobnością, z jaką można przywołać z umysłu ofiary wszelkie wspomnienia i myśli na dany temat, można również posługiwać się własnymi wspomnieniami oraz, co wydaje się niemożliwe, myślami. Można wydobyć wszystkie swe myśli oraz ukryć je w myślodsiewni. Nie będą to jednak te same srebrne wstęgi, w które oblekają się wspomnienia - wstęgi myśli mają złotą barwę, nawet jeśli wraz z nimi wysnuje się z głowy także wspomnienia.
Harry zamrugał. Złoto. Złote wstęgi w myślodsiewni. W myślodsiewni znajdującej się w tajnym laboratorium Snape'a. To były jego myśli i wspomnienia, usunięte z głowy za pomocą Legilimens Evocis!
Nie wiedział dlaczego, ale to odkrycie całkowicie go zaszokowało. Do tej pory sądził, że myślodsiewnia służy tylko do odcedzania nadmiaru wspomnień, aby przyjrzeć im się w późniejszym czasie. Nie wiedział, że można w niej także ukrywać myśli! Jak w ogóle... jak to w ogóle możliwe? Przecież myśli to nie jest coś, co można po prostu wyjąć i wrzucić do kociołka. Pojawiają się znienacka, w każdej chwili. W ułamku sekundy potrafi pojawić się ich tyle, iż nie wystarczyłoby całej księgi, aby je wszystkie spisać. A co się w takim razie dzieje, gdy ktoś usunie ich zbyt dużo?
I najważniejsze - jak doskonałym oklumentą musi być Snape, skoro potrafi czegoś takiego dokonać? Prawdopodobnie lepszym niż Harry kiedykolwiek podejrzewał.
Dokonać tego mogą jeno ci, którzy z tym zaklęciem są zaznajomieni we wszelkich aspektach, gdyż używali go wiele razy i na wszystkie sposoby, oraz panować nad swym własnym umysłem potrafią jak mało kto. Znane są zdarzenia, kiedy nieumiejętnie rzucone zaklęcie dokonywało w ich umysłach spustoszeń tak wszechogarniających, że nie potrafili już odnaleźć własnych jaźni, by do nich powrócić.
Harry ponownie przerwał czytanie.
Czyli po prostu ci, którzy próbowali tego dokonać, a nie do końca potrafili panować nad swoimi umysłami... oszaleli. Perspektywa była wprost przerażająca i Harry po raz kolejny poczuł przypływ lodowatego podziwu dla Snape'a. Nie potrafił sobie wyobrazić, jak można usunąć swoje myśli, a potem... A jeżeli przez przypadek usunąłby wiedzę o tym, jak wsadzić te myśli z powrotem do swojej głowy? Przypominało to trochę zabawę z tymi małymi, drewnianymi klockami ułożonymi w wieżę. Jeżeli wyciągniesz nie ten klocek, co trzeba, wszystko runie.