Выбрать главу

*

Harry otworzył oczy i z determinacją wbił spojrzenie w leżącą przed nim książkę. Litery tańczyły mu przed oczami. Próbował coś przeczytać, ale nie potrafił się skupić. Jego myśli wciąż wędrowały ku książce, którą czytał w nocy, a w szczególności ku zaklęciu Legilimens Evocis. Dowiedział się wczoraj wszystkiego, co było mu potrzebne, aby opanować to zaklęcie. Na szczęście stron ze szczegółową instrukcją dotyczącą tego, jak się go nauczyć i jak je rzucić, nikt nie wyrwał. Ale sama teoria nie wystarczy. Musiał ćwiczyć. I to dużo ćwiczyć, jeżeli wierzyć zapiskom. Ale jak miał to zrobić? Przecież nie może ćwiczyć na sobie.

Ten problem nurtował go tak bardzo, że nie pozwalał mu się skupić na niczym innym. Głowa bolała go coraz bardziej, a oczy wciąż mu się zamykały. Siedział sam w kącie biblioteki. Było jeszcze zbyt wcześnie, by spotkać tu jakiegoś ucznia.

A co z innymi zaklęciami? Pobieżnie przejrzał wczoraj także wolumin o najbardziej śmiercionośnych klątwach i już same opisy wystarczyły, aby zrobiło mu się niedobrze. Nie wyobrażał sobie, jak mógłby wypróbować na kimś zaklęcie roztapiające skórę. Nie byłby w stanie rzucić go nawet na robaka, a co dopiero na istotę ludzką. Ale jak ma się czegokolwiek nauczyć, nie ćwicząc? Miał dosyć teorii, chciał praktyki.

Ponownie spojrzał na tekst poświęcony zaklęciom wiążącym. Litery rozmazywały mu się przed oczami, a głowa ciążyła jak kamień. Położył ramię na blacie i ułożył na nim głowę, mrużąc oczy i próbując skupić się na opisie sposobu rzucania zaklęcia związującego nogi i ręce ofiary.

Zanim się zorientował, powieki mu opadły i pogrążył się w głębokim, niespokojnym śnie.

*

- Harry!

Świadomość Harry'ego bardzo powoli wracała do jego ciała. Otulał go ziołowo-korzenny aromat. Znał ten zapach. To był zapach Severusa. Czuł go zawsze, kiedy się do niego przytulał. Kiedy leżał w jego łóżku. Kiedy po prostu był obok.

Nie chciał się budzić. Nie chciał jeszcze wstawać. Było mu tak przyjemnie. Severus... był przy nim, tak blisko...

- Harry!

Harry otworzył jedno oko. Coś przyciskało mu się do policzka. I bolała go szyja. Otworzył drugie oko i zobaczył przed sobą ułożone w równych rzędach litery. Książka. A dalej drewniany blat.

Co się działo? Przecież jeszcze przed chwilą był w komnatach Sev...

Zamrugał i z trudem uniósł głowę. W oddali zobaczył zastawione książkami regały. Biblioteka. Był w bibliotece. No tak.

Ale... ale coś się nie zgadzało. Biblioteka pachniała Severusem. Nie powinna nim pachnieć. Zazwyczaj pachniała tylko kurzem i starymi pergaminami. Przymknął oczy i wciągnął głęboko w nozdrza ten znajomy, wyjątkowo mocny korzenny zapach, rozkoszując się nim i czując, jak całe jego ciało odpręża się mimowolnie pod jego wpływem.

Jego serce zabiło szybciej, kiedy coś sobie nagle uświadomił. Ten zapach... był zbyt intensywny. Nie wyczułby go z daleka. Snape musiał... musiał stać tuż obok niego!

Otworzył gwałtownie oczy i rozejrzał się wokół. Obok niego stała Hermiona. Przyglądała mu się z zaskoczeniem. Harry przełknął ślinę, czując jednocześnie ulgę i... coś na kształt zawodu. Ale nie uspokoił się. Potoczył spojrzeniem po całej bibliotece. Jego wzrok wędrował od regału do regału, poszukując ciemnego, ukrytego za którymś z nich cienia. Ale nie dostrzegł go.

To niemożliwe. Snape musiał tu być. Wyczuwał to każdą komórką ciała. Musiał tu być jeszcze przed chwilą! Gdzieś obok, bardzo blisko! Musiał do niego podejść, kiedy spał! Ta myśl spowodowała, że jego serce zaczęło bić jeszcze szybciej. Ponownie przymknął oczy i głęboko odetchnął powietrzem przesyconym zapachem mężczyzny.

O boże, co się z nim działo? Nie miał pojęcia, że sam zapach może wywołać w nim taką reakcję... Miał wrażenie, że zaraz osunie się po krześle i...

- Harry, dobrze się czujesz? - zapytała niepewnie Hermiona. Ściskała w rękach kilka książek.

- Tak - mruknął chłopak, czując, że kręci mu się w głowie. - Po prostu czytałem i... zasnąłem.

- Mogę się przysiąść? - zapytała. Kiedy Harry skinął głową, dziewczyna rozpromieniła się, położyła na blacie stos książek i usiadła obok niego. Przez chwilę przyglądała się Harry'emu, tak jakby walczyła ze sobą, po czym powiedziała: - Widziałam przed chwilą Snape'a. Wychodził z biblioteki. Zauważyłam, że ostatnio często tu bywa - mówiąc to, bacznie przyglądała się Harry'emu. - Wczoraj też go tu widziałam. Wszedł na chwilę, rozejrzał się i wyszedł. Trzy razy w ciągu całego popołudnia.

Harry nie mógł okazać, jak jej słowa na niego podziałały. Poczuł, że oblewa go fala lodowatego strachu.

Czyli jednak miał rację! Snape musiał do niego podejść! Musiał stać tuż obok i przyglądać się, jak Harry śpi... I szukał go tu wczoraj.

Cholera!

Starając się zachować obojętny wyraz twarzy, wzruszył ramionami.

- Nauczyciele mają prawo przychodzić do biblioteki.

Hermiona nie skomentowała tego. Wciąż przyglądała mu się tym taksującym spojrzeniem, którego tak serdecznie nienawidził. Jakby próbowała rozebrać go na czynniki pierwsze i zobaczyć, co ma w środku.

- Wiesz... wydaje mi się, że on żałuje tego, co zrobił - odezwała się w końcu cicho i niepewnie, jakby próbowała wybadać, czy lód, po którym stąpa, za chwilę się pod nią nie załamie. Harry nie odpowiedział. Wbijał spojrzenie w leżącą przed sobą książkę, ale nie widział żadnych liter. Jedynie rozmazaną czerń. - Harry... - Hermiona zrobiła pauzę, jakby dokładnie ważyła każde słowo. - Wiem, że chcesz, żebyśmy dali ci spokój, ale... - przełknęła ślinę - ...martwię się o ciebie. Nie mogę patrzeć na to, jak cierpisz. Widzę to. W każdym twoim spojrzeniu. W każdym słowie, geście. Nie zaprzeczaj - dodała szybko, kiedy Harry już otwierał usta, aby to zrobić. - Wiesz, ja też byłam na tej lekcji. Widziałam, jak się zachowywał. Widziałam, jak na ciebie... patrzy. - Wydawało się, że każde słowo sprawia jej ogromną trudność, ale postanowiła je wypowiedzieć za wszelką cenę. - Tak nie zachowuje się ktoś, kto... nienawidzi. - Harry zagryzł wargę, czując jak coś ciężkiego opada mu na dno żołądka. - Wiesz, długo nad tym wszystkim myślałam i... po prostu... chciałabym, żebyś był szczęśliwy. A widząc, w jakim jesteś stanie... nie mogę tego znieść. Nie mogę znieść, jak się męczysz i chciałam ci tylko powiedzieć, że zauważyłam pewne zmiany w jego zachowaniu. I uważam, że powinieneś to przemyśleć. Wydaje mi się, że... że... - Znowu się zacięła, jakby to, co zamierzała powiedzieć, nie chciało jej przejść przez gardło. - Że jemu jednak na tobie zależy.

Serce Harry'ego tłukło się w piersi. Z trudem przełknął ślinę przez boleśnie ściśnięte gardło.

Ona nic nie wiedziała. O niczym nie miała pojęcia. Nie wiedziała o torturach, o zniewagach, o krwi na szatach Śmierciożercy, o satysfakcji czerpanej z zadawania bólu... Widziała tylko to, co Snape chciał pokazać, naiwnie dała się złapać na jego lep. Harry wiedział, że próbuje go pocieszyć, ale jej słowa nie trafiały do niego, ponieważ nigdy nie będą w pełni obiektywne. Nie znała Snape'a tak jak on. Mogła się tylko przyglądać granemu na scenie przedstawieniu, ale nigdy się nie dowie, co tak naprawdę dzieje się za kulisami. Ale Harry wiedział. Wiedział, że Snape'owi na nikim nie zależy.

Litery przed jego oczami wyostrzyły się.

- Myślisz, że gdyby zatoczyć różdżką kilka kółek więcej, to pęta staną się dłuższe czy mocniejsze? - zapytał, wpatrując się w rycinę przedstawiającą sposób rzucenia czaru.

Hermiona odezwała się dopiero po dłuższej chwili.