Выбрать главу

- Myślę, że to zależy od tego, czego ty sam chcesz.

Harry nadal wpatrywał się w rycinę, ale już jej nie widział. Przymknął oczy i jeszcze raz wchłonął rozwiewający się z wolna zapach.

- Nie wiem.

***

Harry nie chciał iść spać. Nie wyobrażał sobie, że mógłby spokojnie przyłożyć głowę do poduszki po tym, co mu się ostatnio śniło. Nie, to w ogóle nie wchodziło w rachubę. Wolał spożytkować ten czas bardziej produktywnie i drugą noc z rzędu spędził w Dziale Ksiąg Zakazanych, pochłaniając treść podręczników Czarnej Magii. Nad ranem zasnął na kilka godzin, zbyt zmęczony ciągłym czytaniem i obudził się na podłodze, zmarznięty i przemęczony. Zdążył wrócić do dormitorium, zanim ktokolwiek jeszcze wstał, położył się w łóżku i udawał, że spędził w nim całą noc. Ron oczywiście nie omieszkał wypomnieć mu podczas śniadania, że wygląda tak, jakby przebiegło po nim stado buchorożców, ale Harry puścił to mimo uszu. Hermiona z kolei wyglądała na coraz bardziej zmartwioną jego wyglądem i nawet zasugerowała mu udanie się do pani Pomfrey, ale jedno przekrwione spojrzenie, które jej rzucił, wystarczyło, aby więcej o tym nie wspominała.

Lekcje... udało mu się jakoś przeżyć. Wróżbiarstwo było tak samo mętne, jak zazwyczaj, na Historii Magii udało mu się trochę zdrzemnąć, a na Transmutacji powtarzali zaklęcia przemian zwierząt w różne przedmioty. Zadziwiająco szybko poszło mu zamienienie traszki w poduszkę. Wolał nie zastanawiać się, dlaczego.

Ku jego zaskoczeniu, McGonagall zaczepiła go po lekcji i zapytała, czy dobrze się czuje, ponieważ wygląda jak chodząca śmierć. Harry wytłumaczył, że po prostu dużo się ostatnio uczy i jest trochę przemęczony. Chyba mu nie uwierzyła, sądząc po jej uniesionych brwiach, ale na szczęście nie drążyła dalej.

Zostały jeszcze tylko Eliksiry. Harry miał nadzieję, że Snape nie ma zamiaru ponownie odgrywać tego samego teatrzyku, którym uraczył ich na ostatniej lekcji.

Było jeszcze gorzej.

Już od chwili, kiedy wszedł do klasy, Harry wyczuł na sobie jego taksujące spojrzenie. Zdeterminowany, że tym razem nie pozwoli mu wytrącić się z równowagi, zabrał się za przygotowywanie składników. Ale to nie spojrzenia Snape'a nie pozwalały mu skupić się na pracy. Raczej zachowanie mężczyzny. Było... jeszcze dziwniejsze niż ostatnio. Snape wydawał się być ciągle pogrążony w myślach. Przez całą lekcję nie powiedział im ani słowa, poza "Eliksir redukujący. Składniki są na tablicy. Do roboty", a potem usiadł przy swoim biurku, pochylił się nad pergaminami i tylko co jakiś czas podnosił znad nich wzrok, przesuwał spojrzenie po całej klasie, najdłużej zatrzymując je na Harrym, a potem odwracał głowę w stronę ściany i przez kilka długich chwil po prostu wpatrywał się w przestrzeń.

To było... deprymujące. Nawet Lavender i Parvati zaczęły szeptać pomiędzy sobą, a do uszu Harry'ego co jakiś czas docierały strzępy ich rozmów, w których ciągle powtarzało się jedno słowo: "Snape".

Głowa, która bolała Harry'ego praktycznie non stop od samego rana, teraz już niemal pulsowała. Miał wrażenie, jakby coś się w niej rozrastało i próbowało ją rozerwać. Jakby ktoś uderzał w nią młotkiem od środka.

Zdjął okulary, kilka razy przetarł oczy i założył je ponownie. Niemal natychmiast poczuł na sobie płonące spojrzenie Mistrza Eliksirów, ale kiedy podniósł wzrok, mężczyzna odwrócił głowę do ściany. Harry zauważył, że Snape wciąż obraca pióro w palcach, najwyraźniej zupełnie nieświadomie. I że robi to z coraz większą nerwowością.

Hermiona kilka razy zapytała, czy na pewno wszystko z nim w porządku, ponieważ coraz częściej przerywał pracę i przecierał oczy albo masował skronie. Ból stawał się nie do zniesienia. Chyba rzeczywiście będzie musiał w końcu się porządnie wyspać. Nie pociągnie tak dłużej.

Lekcja przebiegła w całkowitej ciszy, poza jednym incydentem. Neville'owi wybuchł kociołek. To nie była jakaś wielka niespodzianka, w tym roku zniszczył już trzy. Znacznie większą niespodzianką była reakcja Snape'a. Zareagował dopiero wtedy, kiedy wszyscy uczniowie wbili w niego wyczekujące spojrzenia. Szczególnie Ślizgoni, którzy uwielbiali oglądać, jak opiekun ich domu miesza z błotem "tego żałosnego Longbottoma". Ale Snape nie wyglądał na kogoś, kto zamierza mieszać kogokolwiek z błotem. Wyglądał raczej jak ktoś, kto powrócił z bardzo daleka. Oderwał wzrok od ściany, rozejrzał się po klasie i niedbale machnął różdżką w stronę zniszczonego kociołka, usuwając rozlany eliksir i skorupy, po czym bez słowa powrócił do przerwanej czynności, czyli wpatrywania się w ścianę.

Neville rozejrzał się ze zdumieniem, jakby szukał jakiejś podpowiedzi, co powinien teraz zrobić. W końcu usiadł, spakował się i po prostu czekał na dzwonek, wciąż wyglądając tak, jakby nie dowierzał, że rekin, który wszelkimi prawami natury powinien go pożreć, po prostu machnął ogonem i sobie odpłynął.

Harry nie mógł się powstrzymać. Przyglądał się Snape'owi tak, jakby widział go po raz pierwszy w życiu. Ale mógł to robić bez obaw, ponieważ wszyscy teraz patrzyli na nauczyciela. Szepty pomiędzy uczniami ucichły dopiero po kilku minutach i wszyscy powoli wrócili do pracy. Wszyscy poza Harrym. Wciął wpatrywał się w odwróconą do ściany twarz Snape'a. I wtedy ta twarz poruszyła się i odwróciła w jego stronę. Czarne oczy przemierzyły klasę i zatopiły się w oczach Harry'ego. Nie potrafił odwrócić od nich wzroku. I nie potrafił uciszyć tego krzyku w swoim umyśle:

"Przestań się tak zachowywać! Przestań! Przestań!"

Po chwili brwi mężczyzny zmarszczyły się, jakby zobaczył na twarzy Harry'ego coś, co go zaskoczyło. Harry z największym wysiłkiem oderwał spojrzenie od tych dwóch, pochłaniających wszelkie światło niczym czarne dziury tęczówek i spuścił głowę. Ból w jego skroniach pulsował prawie z taką samą siłą, z jaką biło jego serce. Ręce mu się trzęsły, kiedy sięgnął po fiolkę zawierającą wyciąg z czyrakobulwy.

Nie, musi się uspokoić. Nie pozwoli mu się wyprowadzić z równowagi! Nie tym razem!

Udało mu się ochłonąć dopiero po kilku minutach i nie spojrzał na Snape'a już ani razu aż do chwili, kiedy nauczyciel oznajmił, że czas na przygotowanie eliksiru się zakończył, a po tym, jak otrzyma od nich próbki i rozda im testy, które pisali na ostatniej lekcji, będą mogli opuścić klasę.

Tym razem Harry postanowił, że nie podejdzie do biurka. Niech Snape myśli sobie, co chce. Na pewno już się do niego nie zbliży. Nie po tym, co się ostatnio wydarzyło. A już w szczególności nie po tym, jak Snape zachowywał się na dzisiejszej lekcji. Wolał nie ryzykować. Dał swoją fiolkę Hermionie, spakował się i czekał, aż wszyscy oddadzą próbki i powrócą na miejsca.

Snape machnął różdżką i leżące na jego biurku testy pofrunęły w stronę wszystkich uczniów. Na ławce Harry'ego wylądował pergamin. Prawie czysty. Wiedział, że zawalił ten test, nie zaskoczyła go więc widniejąca w prawym górnym rogu ocena "troll". Za to bardzo zaskoczyło go to, co znalazł na samym dole swojego testu. Rozwinął go do końca i szeroko otwartymi oczami spojrzał na nakreślone czerwonym atramentem oraz ostrym, charakterystycznym pismem Snape'a zdanie:

Rozumiem, dlaczego karzesz mnie, ale dlaczego karzesz także siebie?

Serce Harry'ego zamarło. Gwałtownie poderwał głowę i spojrzał wprost w przypatrujące mu się, ciemne oczy.

To... to było jak cios poniżej pasa. Snape myślał, że to jest jakaś kara, którą może odbębnić, a potem wszystko będzie jak dawniej? Jak mógł? Jak mógł tak napisać? Jak mógł napisać, że Harry sam się karze? Przecież on cierpi przez niego! Przez niego! Tylko i wyłącznie przez niego! Ponieważ Snape jest pieprzonym sukinsynem! Ponieważ nie miał na tyle przyzwoitości, aby po prostu przeprosić go za to, jaką krzywdę mu wyrządził! Nie, on wolał go dobić! A teraz zrzuca winę na Harry'ego! Tak, to bardzo w jego stylu! Podły, wyrachowany skurwiel!