Выбрать главу

- Och, dzień dobry, profesorze - odparł, zastanawiając się, skąd u licha dyrektor wie o tym, że Harry chodzi ostatnio do biblioteki znacznie częściej niż zazwyczaj. No, ale w końcu to był Dumbledore.

- Chyba powinieneś być teraz na kolacji? - zapytał dyrektor. To była prawda. Ale Harry nie miał ochoty marnować czasu na jedzenie. I tak miał go ostatnio bardzo mało. Wolał się uczyć, a o tej porze biblioteka była opustoszała, co było mu bardzo na rękę, ponieważ o wiele łatwiej mógł się skupić.

- Nie jestem głodny - odparł, wzruszając ramionami.

- Jeżeli nie masz nic przeciwko, to chętnie bym z tobą porozmawiał. Ostatnio byłem dość mocno zajęty, chociaż z tego, co wiem, ty również. - Oczy dyrektora zamigotały i Harry doznał bardzo dziwnego wrażenia przewracania się wnętrzności. Miał nadzieję, że dyrektor nie podejrzewa, że on...

- Oczywiście. Nie. To znaczy tak. Możemy porozmawiać.

- W takim razie chodźmy.

Przez całą drogę do gabinetu Harry szedł ze spuszczoną głową, od czasu do czasu zerkając na plecy Dumbledore'a i zastanawiając się, czego dyrektor może od niego chcieć i o czym chciał z nim porozmawiać. Weszli do gabinetu, a Dumbledore zasiadł za biurkiem i przysunął Harry'emu półmisek z ciasteczkami oraz wciąż parującą herbatę. Widać, że zaplanował to spotkanie.

Dyrektor splótł palce i spojrzał na Harry'ego ponad swoimi okularami połówkami. Wyglądał na równie zmęczonego, jak ostatnio, ale tym razem jego okolone siecią zmarszczek oczy nie były już przygaszone. Błyszczały. Harry zastanawiał się, czy to możliwe, że jakieś plany poszły nareszcie po jego myśli i Zakonowi zaczęło się coś układać? Miał nadzieję, że dyrektor zaprosił go tutaj nie bez powodu i że może w końcu zechce mu coś wyjawić...

- Jak twoje szlabany z profesorem Snape'em? - zapytał nagle Dumbledore.

- Ee... - Harry poczuł, że robi mu się gorąco. To pytanie całkowicie go zaskoczyło. Co miał powiedzieć? Przecież nie może skłamać, że nadal na nie chodzi, bo co będzie, jeżeli dyrektor wie, że zostały przerwane? Ale zaraz, jeżeli by wiedział, to po co miałby o to pytać?

- Dobrze - wydusił w końcu ze ściśniętym gardłem.

Dyrektor przyglądał mu się z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Harry próbował wyglądać na całkowicie rozluźnionego.

- Hmm - odparł w końcu Dumbledore (czego Harry kompletnie nie potrafił zinterpretować, ponieważ równie dobrze mogło oznaczać "Skoro tak twierdzisz..." jak i "To świetnie!") i wskazał na tacę z ciasteczkami. - Może się poczęstujesz, Harry?

Chłopak automatycznie sięgnął po ciasteczko i ugryzł kawałek. Było owsiane i miało w środku rodzynki. Spojrzał na dyrektora, który także wziął jedno dla siebie, lecz zanim je ugryzł, powiedział:

- Pewnie zastanawiasz się, dlaczego cię o to zapytałem. Po prostu... doszły mnie ostatnio słuchy, że niezbyt dobrze układa się pomiędzy tobą, a profesorem Snape'em. Podobno na jednej z lekcji miały miejsce niezwykłe wypadki.

Harry gwałtownie wciągnął powietrze, kawałek ciastka wpadł mu nie do tego przewodu, co trzeba, i Harry zaczął się krztusić.

- Och, powinieneś przepić to herbatą, mój chłopcze - doradził Dumbledore, przysuwając mu bliżej filiżankę. Harry z załzawionymi oczami sięgnął po herbatę, wypił kilka łyków i po kilku chwilach atak kaszlu ustąpił. Spojrzał na dyrektora. Na jego twarzy dostrzegł jedynie uprzejme zaciekawienie.

To jasne, że doszły do niego słuchy. W końcu huczała o tym cała szkoła... Ale co miał mu niby powiedzieć? "To prawda. Profesor Snape okazał się największym draniem Czarodziejskiego Świata i przez to musiałem z nim zerwać" raczej nie brzmiało odpowiednio.

Dyrektor odchylił się na krześle i wbił w Harry'ego swoje iskrzące, błękitne oczy.

Co miał mu powiedzieć? Musi coś wymyślić! Musi!

- Ekhm... pomiędzy mną a profesorem Snape'em nigdy nie układało się zbyt dobrze - odparł w końcu, zagryzając wargę.

- Och, doskonale o tym wiem, Harry, ale sądziłem, że jeżeli spędzicie ze sobą trochę czasu, to może dojdziecie w końcu do porozumienia.

Harry zmarszczył brwi. Do porozumienia? Ze Snape'em? Dobre sobie.

- Przykro mi, dyrektorze, ale to chyba nigdy nie będzie możliwe.

Dumbledore przyglądał mu się z uwagą. Harry próbował wytrzymać to spojrzenie.

- Cóż - odparł w końcu mężczyzna, po czym ugryzł ciasteczko, które od pewnego czasu trzymał w dłoni. - A jak twoje rany?

Harry rozszerzył oczy.

- Jakie... jakie rany?

- Te, które profesor Snape zostawił na twoich plecach za pomocą bata? A może to była rózga? Nie pamiętam.

Harry wpatrywał się w niego z niedowierzaniem, czując że jego żołądek znalazł się nagle gdzieś w okolicach gardła.

Skąd? Jak? To miała być jakaś prowokacja, czy też dyrektor mówił poważnie? Przecież chyba... przecież nie mógł...

Po chwili Dumbledore przerwał tę napiętą ciszę i... zachichotał. Pochylił się w stronę oszołomionego Harry'ego, opierając łokcie na biurku.

- Przepraszam, Harry. Najwyraźniej moje żarty nie są już tak zabawne jak kiedyś. Zawsze uważałem, że uczniowie w naszej szkole mają niesamowicie bogatą wyobraźnię.

Żołądek Harry'ego powrócił na miejsce. Boże, jeszcze jedna taka uwaga i padnie na zawał...

- Tak, zawsze coś wymyślą... - spróbował zażartować.

- Prawda? Tak samo, jak te plotki, które chodziły po szkole na początku roku szkolnego... - mówił dalej Dumbledore, wpatrując się w Harry'ego sokolim wzrokiem, a chłopak czuł, że jego żołądek ponownie zaczyna drżeć z niepokoju.

- Plotki? - zapytał, próbując okazać niewinne zainteresowanie.

- Tak, jakobyś... jakby to powiedzieć? Jakobyś żywił do profesora Snape'a pewne specyficzne uczucia...

O cholera! O kurwa! O... psia jego mać!

Nie, tylko spokojnie! Przecież Dumbledore powiedział tylko, że to jakieś tam plotki...

Harry próbował zachować kamienną twarz, pomimo iż w jego wnętrzu rozszalała się wichura.

O boże, a jeżeli on wie? Jeżeli czegoś się domyśla?

- ...oczywiście uznałem to za efekt zbyt rozbuchanej wyobraźni, ale sam widzisz, że uczniowie tej szkoły potrafią wymyślić nawet najbardziej nieprawdopodobne historie - dokończył Dumbledore, ani na sekundę nie odrywając spojrzenia od zielonych oczu Harry'ego.

W jego spojrzeniu było coś dziwnego i Harry dostrzegł to dopiero teraz, ale nie potrafił tego wyłuskać ani nazwać. Miał wrażenie, że dyrektor mówi mu to, co chciałby usłyszeć, a nie to, co...

- Naprawdę były takie plotki? - wydukał w końcu, próbując udawać zaskoczenie i obojętność. - Uważam, że to, co czasami wymyślają, jest naprawdę śmieszne i obrzydliwe. Nie mam pojęcia, jak ktoś w ogóle mógł wpaść na taki idiotyczny pomysł.

Dyrektor pokiwał głową i uśmiechnął się.

- Zadziwiające, prawda?

Harry spojrzał w dół. Z ciastka, które trzymał w dłoni, pozostała jedynie miazga.

Dlaczego, odkąd tylko wszedł, ciągle rozmawiali o Snapie? Nie podobało mu się to.

- Nie jesz ciasteczka? Są naprawdę pyszne. I podobno zdrowe. Minerwa ciągle powtarza mi, że powinienem skończyć ze słodyczami i zacząć odżywiać się bardziej... odpowiednio dla ludzi w moim wieku - powiedział swobodnie dyrektor, sięgając po kolejne ciastko.

- Przepraszam - wymamrotał Harry. - Źle się czuję.

- Och, to niedobrze. Wezwać panią Pomfrey?

- Nie - zaprzeczył szybko Harry. - Nie trzeba, to... niedługo powinno przejść.

"Kiedy tylko stąd wyjdę" - dodał w myślach.

- Mam nadzieję. Ale wiesz... czasami wydaje nam się, że sami damy sobie radę i że to, co nas boli, to nic takiego, chociaż prawda jest taka, że potrzebujemy pomocy i że powinniśmy... o nią kogoś poprosić.

Harry przełknął ślinę i spojrzał prosto w błękitne oczy dyrektora. Nie było w nich już iskierek.