Harry z największym trudem oderwał od niego wzrok i bokiem prześliznął się przez drzwi, starając się nie dotknąć czarnego materiału sięgającej do ziemi szaty. Kiedy znalazł się na zewnątrz, a drzwi się za nim zatrzasnęły, pozwolił sobie w końcu na odetchnięcie pełną piersią. Miał wrażenie, jakby przed chwilą stoczył jakiś milczący bój, który całkowicie wykończył go psychicznie. Oparł się o ścianę i westchnął głęboko.
Snape... tylko tego mu brakowało! Żeby Snape dowiedział się o tym, co mu się śniło! Po prostu pięknie. Następnym razem, kiedy będzie chciał coś Dumbledore'owi powiedzieć, rzuci na siebie zaklęcie wyciszające. Tak, tak właśnie zro...
- Co się śniło Potterowi? - usłyszał dochodzący zza drzwi, przytłumiony głos Snape'a.
Serce Harry'ego podskoczyło. Pewnie odczekali chwilę, aż sobie pójdzie, a teraz... Nie mógł stracić takiej okazji!
Na palcach podszedł do drzwi i przyłożył do nich ucho.
- Uspokój się, Severusie, i usiądź.
- Nie mam ochoty. Co mu się śniło?
- Harry opowiedział mi o tym, co przyśniło mu się kilka dni temu. Podobno we śnie był torturowany przez Voldemorta. Na oczach Śmierciożerców. Wyznał mi również, iż boi się, że to mogła być swego rodzaju... wizja. - Przez chwilę panowała cisza. - Zbladłeś, Severusie. Lepiej usiądź i weź sobie ciasteczko.
- Pieprzę twoje ciasteczka. Co jeszcze? Mówił coś jeszcze?
- Ależ po co te nerwy, Severusie? Co prawda nic więcej nie chciał zdradzić, ale podejrzewam... że nie powiedział mi wszystkiego. - Serce Harry'ego zabiło mocniej. A jednak się domyślił! - Ale coś w tym śnie przeraziło go tak bardzo, iż niemal wyczuwałem płynący od niego strach. Coś, o czym nie chce mi powiedzieć. Coś, co przeraża go nawet bardziej niż najgorsze tortury, którymi mógłby zostać poddany. Nie domyślasz się, co to takiego, Severusie?
- Dyrektorze... jeżeli pan pozwoli, to przyprowadzę tutaj Pottera. Wyciągnę z niego ten sen! To może być coś ważnego, a ten głupi dzieciak nie zdaje sobie z tego sprawy!
Oczy Harry'ego rozszerzyły się. Jak on śmie?! Jak śmie...
- Nie. Nie, Severusie. Nie możemy zmusić go do wyjawienia czegoś, czego wyjawić nie chce. Zresztą powiedział mi, że podczas tego snu blizna w ogóle go nie bolała. Tak więc nie sądzę, aby ten sen mógł być sprawką Voldemorta, ale chciałbym poznać twoje zdanie.
Przez chwilę panowała cisza. Harry miał wrażenie, że zaraz eksploduje z niecierpliwości. W końcu usłyszał cichy, tym razem już całkowicie opanowany głos Snape'a:
- Zgadzam się z panem, dyrektorze. To mógł być tylko zwykły sen. Gdyby to miała być wizja, blizna przepaliłaby mu czoło. Zresztą nic nie wiem o tym, aby Czarny Pan miał ostatnio jakieś plany związane z chłopakiem. Potter lubi robić zamieszanie wokół swojej osoby. Uważam, że w Hogwarcie jest całkowicie bezpieczny i nie powinniśmy się o niego martwić.
- Cóż, dziękuję za twe słowa Severusie, ale widzisz... ja jednak niepokoję się o niego.
- Dyrektorze?
- Czy zauważyłeś, że Harry stał się ostatnio bardzo cichy i skryty? Wiem, że całe dnie spędza w bibliotece, uczy się niemal od rana do wieczora, a ostatnio nawet... spędził dwie noce w Dziale Ksiąg Zakazanych.
Serce Harry'ego podskoczyło do gardła.
O kurwa! Skąd Dumbledore mógł o tym wiedzieć? Czyżby w Dziale Ksiąg Zakazanych były jakieś zabezpieczenia i Dumbledore wiedział, kto i kiedy w nim przebywał?
- Słucham? Chyba się przesłyszałem.
- Z tego, co powiedział mi na temat swojego snu, wywnioskowałem, że to właśnie on skłonił go do podjęcia tak drastycznej decyzji i rozpoczęcia nauki Czarnej Magii.
- Nie wiem, czy dobrze zrozumiałem - wycedził po chwili Snape. W jego głosie było coś takiego, że Harry'emu zjeżyły się włoski na karku. - Wiedziałeś, że Potter uczy się po nocach Czarnej Magii, I MU NA TO POZWOLIŁEŚ?! - Krzyk był tak głośny, że Harry musiał oderwać ucho od drzwi.
- Uspokój się, Severusie...
- Jak mogłeś mu na to pozwolić? Powinieneś mu zabronić! Czy wszyscy w tej szkole postradali rozum? Czarna Magia to nie jest... Wiesz, jak ona działa! Wiesz, jakich zniszczeń potrafi dokonać w umyśle!
- Severusie, jeżeli pozwolisz mi...
- Nie! Potter nie będzie uczył się Czarnej Magii! Nie pozwolę na to!
- Posłuchaj mnie! - Dyrektor podniósł głos i było w nim coś takiego, że Harry mimowolnie się skulił. - Nie mogłem mu tego zabronić, ponieważ gdyby naprawdę chciał, to i tak znalazłby jakiś sposób, aby się jej uczyć. A poza tym uważam, że powinien móc sam dokonać wyboru.
- Wyboru? Jakiego wyboru, do cholery? Potter nie jest teraz w stanie... - Snape urwał nagle. Przez chwilę panowała cisza, którą przerwał głos Dumbledore'a.
- Każdy człowiek sam odpowiada za swoje czyny, Severusie. Groźbami niczego nie zdziałamy. Harry musi przekonać się, że Czarna Magia w niczym mu nie pomoże. Nawet jeżeli to oznacza, że może bardzo boleśnie się nią sparzyć. Jeżeli on sam tego nie zrozumie, to będziemy skończeni.
- Jak pan uważa, dyrektorze - odparł Snape. Wyglądało na to, że już się opanował.
- Myślę jednak, że mała pomoc zawsze mu się przyda. Harry najbardziej potrzebuje teraz kogoś, z kim swobodnie mógłby o tym porozmawiać. Żadnych zakazów, osądzania. Po prostu kogoś, kto pomógłby mu zrozumieć pewne sprawy...
Harry jeszcze mocniej przycisnął ucho do drzwi, ale miał wrażenie, że słyszy jedynie głośne bicie własnego serca. Po chwili Snape odpowiedział. Ale jego głos całkowicie się zmienił. Jeszcze chwilę temu poruszony, teraz stał się całkowicie oschły i oficjalny.
- Pan wybaczy, dyrektorze, ale w obecnej chwili nie mam czasu zajmować się potrzebami Pottera. Mam zbyt dużo spraw na głowie, aby jeszcze bawić się w psychologa i terapeutę tego zapatrzonego w siebie gówniarza, który najwyraźniej uważa, że pozjadał wszystkie rozumy. Jeżeli pan nie zamierza czegoś z tym z robić, to tym bardziej ja nie zamierzam.
Harry poczuł się tak, jakby po jego plecach spłynął strumień lodowatej wody, a serce przygniótł mu niewysłowiony ciężar.
Nie chciał już więcej tego słuchać. Nie chciał!
Oderwał się od drzwi, wpatrując się w ciemne drewno wzrokiem pełnym gorzkiego rozczarowania.
Tak... to był właśnie prawdziwy Snape. Ten Snape, którego tak nienawidził! Ten Snape, dla którego był... nikim.
Odwrócił się i biegiem ruszył do schodów, którymi zjechał na dół, a następnie skierował się prosto na siódme piętro.
Szlaban ze Snape'em za piętnaście minut! Jasne! Na pewno na niego pójdzie! Wolałby już spędzić te trzy godziny w jednym pokoju ze stadem Krakwatów!
Czuł buzującą w sobie, przesyconą goryczą złość i nie miał pojęcia, w jaki sposób mógłby ją wyładować.
Oto cały Snape! Może sobie grać w te swoje gierki, udawać, że mu zależy, próbować go podejść, a tak naprawdę jest takim samym sukinsynem, jakim zawsze był! Że też Harry prawie dał mu się nabrać... Powinien był wiedzieć, że to wszystko jest tylko wielkim przedstawieniem. Bo przecież to oczywiste, że Snape prędzej wypije eliksir Neville'a, niż będzie "bawił się w psychologa i terapeutę dla tego zapatrzonego w siebie Pottera, który pozjadał wszystkie rozumy i którego potrzebami nie ma zamiaru się zajmować"! Cały on! Dwulicowy, podstępny wąż!
Przeszedł trzy razy wzdłuż ściany i wpadł do Pokoju Życzeń, po czym rzucił się na zielony fotel i zapatrzył w płomienie.
Teraz będzie musiał siedzieć tu przez najbliższe trzy godziny i to wszystko, absolutnie wszystko była wina Snape'a!
Harry spojrzał na zegar.
*
Snape oderwał spojrzenie od zegara, przeniósł je na drzwi, a następnie na w połowie opróżnioną butelkę, która stała przed nim na stoliku.