Выбрать главу

Wstał i chwiejnie podszedł do swojej torby. Wyjął z niej pelerynę niewidkę, otulił się nią szczelnie i położył na łóżku, zwijając się w pozycji embrionalnej i przyciskając do siebie karteczkę. Zamknął oczy.

Kilka godzin później do dormitorium wszedł Ron, wołając go na specjalną, walentynkową kolację, ale widząc, że Harry'ego nie ma, wzruszył ramionami i wrócił do czekającej na dole Hermiony. Wszyscy byli dzisiaj zbyt zapatrzeni w siebie, by zwracać uwagę na jego nieobecność. To dobrze.

Otworzył oczy i wpatrywał się w pogrążony w ciemnościach pokój. Musi zająć czymś myśli. Miał już dosyć leżenia tutaj i... i... To do niczego go nie doprowadzi. Musi... musi wstać i pójść do biblioteki. Teraz, póki wszyscy są zajęci walentynkową zabawą, zorganizowaną przez Tonks. Zerwał się z łóżka, ostrożnie włożył kartkę do pudełka i umieścił ją na samym dnie kufra, z powrotem odkładając ją w zapomnienie, a następnie rozłożył Mapę Huncwotów, żeby sprawdzić, czy na pewno nikogo nie ma teraz w bibliotece.

Miał rację, wszyscy byli w Wielkiej Sali, łącznie z panią Pince - przecież nikt nie będzie się uczył w walentynkowy wieczór. Jego wzrok mimowolnie powędrował do znajdujących się w lochach komnat. Snape był u siebie. Chyba tylko oni dwaj nie brali udziału w zabawie. Nawet Filch i pani Norris stali razem w kącie Wielkiej Sali. Miał drogę wolną.

Wyśliznął się z dormitorium i bez żadnych problemów dotarł do biblioteki. Nie obchodziło go to, że Dumbledore dowie się o tym, że Harry znowu odwiedził Dział Ksiąg Zakazanych. Najwyraźniej dyrektor nie miał zamiaru nic w tej sprawie robić, a to oznaczało przyzwolenie. Zresztą... nieważne.

Rzucił na drzwi zaklęcie otwierające, wśliznął się do pustej biblioteki i skierował prosto do zakazanego działu, ale jakież było jego zdziwienie, kiedy nagle, tuż po przekroczeniu progu, natrafił na jakąś niewidzialną barierę, która odrzuciła go do tyłu i Harry wpadł na ścianę za sobą. Otrząsnął się, nieco oszołomiony, i spojrzał na migającą teraz wściekłą czerwienią przestrzeń pomiędzy regałami. Na połyskującej barierze utworzył się napis:

PRÓBA SFORSOWANIA

INTRUZ: HARRY POTTER

GRYFFINDOR

SZÓSTY ROK

Harry otworzył szeroko oczy.

O cholera! Skąd to się...? Przecież nigdy wcześniej... Kto w ogóle...?

Błyskawicznie sięgnął po Mapę Huncwotów. Pani Pince i Dumbledore wciąż znajdowali się w Wielkiej Sali. Filch także. A więc kto?

Jego wzrok przykuła przesuwająca się w rogu mapy kropka, zdecydowanie zmierzająca w stronę biblioteki i to wyjątkowo szybko.

Severus Snape.

O kurwa!

Harry wypadł na korytarz, nie przejmując się rzucaniem na drzwi Alohomory, i w ostatniej chwili schował się za najbliższym rogiem. Zza zakrętu po drugiej stronie korytarza wyłonił się Snape. Peleryna powiewała za nim, kiedy pospiesznie sunął w stronę biblioteki. Na jego ściągniętej, surowej twarzy widniało coś w rodzaju gniewnego poirytowania. Kiedy mężczyzna zniknął w drzwiach biblioteki, Harry ruszył szybko z powrotem do wieży Gryffndoru.

A więc to był Snape. Ten niemożliwy drań zablokował mu dostęp do działu! A przecież mówił Dumbledore'owi, że nie zamierza nic z tym zrobić, że kompletnie go to nie interesuje! A więc dlaczego...?

Harry przystanął. Dopiero teraz zrozumiał. Snape nigdy nie chciał i nie zamierzał uczyć go Czarnej Magii. Nigdy. Dlatego zawsze zbywał Harry'ego, kiedy chłopak go o to prosił. Dlatego tak naskoczył na Dumbledore'a, że pozwala mu chodzić do Działu Ksiąg Zakazanych. Ale dlaczego nie chciał go uczyć? Dlaczego w takim razie uczył Notta?

Odpowiedź była bardzo prosta, ale Harry w obecnym stanie umysłu, nie potrafił na nią wpaść. Wciąż wzburzony, ruszył prosto do dormitorium, siarczyście przeklinając po drodze Snape'a i jego barierę.

***

Następny dzień minął względnie spokojnie, chociaż Harry wciąż nie potrafił pozbyć się złości i rozczarowania z powodu zablokowania dostępu do Działu Ksiąg Zakazanych. Jak miał się czegokolwiek nauczyć? Prawdziwie przydatne rzeczy znajdowały się tylko i wyłącznie w zablokowanym dziale. Jaki był głupi, że nie wyniósł stamtąd kilku książek i nie ukrył ich w Pokoju Życzeń, póki miał jeszcze okazję!

Dzisiaj znowu czekał go udawany szlaban. Po kolacji poszedł do biblioteki i próbował wybrać dla siebie coś, czego jeszcze nie czytał, a co mogłoby mu się przydać, ale nic takiego nie znalazł. Z pustymi rękami wspiął się więc na siódme piętro, przeszedł trzy razy wzdłuż ściany i poczekał na pojawienie się drzwi. Pchnął je, wszedł do komnaty i przystanął na środku pokoju, zastanawiając się, co będzie robił przez najbliższe trzy godziny. Drzwi, skrzypiąc nieprzyjemnie, powoli zatrzasnęły się za nim. Harry spojrzał na płonący kominek. Było cicho. Ale coś w atmosferze tego miejsca zmieniło się. Poczuł to dopiero teraz. Jakąś... obecność. Chłodną aurę, której nie powinno tutaj być. Zamarł, nasłuchując i jednocześnie odwracając głowę nieco w bok.

I wtedy kątem oka dostrzegł za sobą coś ciemnego. I usłyszał cichy szelest szorstkiej peleryny.

Odwrócił się błyskawicznie i... wciągnął gwałtownie powietrze, czując krew uderzającą do głowy, uginające się pod nim kolana i zasnuwającą mu oczy czarną mgłę.

Bo oto przed nim stał... Snape. Wpatrując się w niego swoimi czarnymi, zmrużonymi oczami, tak jakby usiłował zajrzeć mu do duszy.

Harry mimowolnie cofnął się o krok, podczas gdy jego umysł zalała fala paniki i wściekłości jednocześnie.

Co on tu robił? Po co tu za nim przyszedł?

- Odejdź - wydusił po chwili, kiedy udało mu się już przełknąć drapiącą gulę w gardle. - Nie chcę cię widzieć! Wyjdź stąd! Natychmiast!

- Nie. - Głos Snape'a był dziwnie zduszony, ale jednocześnie niezwykle zdecydowany. - Żaden z nas stąd nie wyjdzie, dopóki nie wysłuchasz tego, co mam do powiedzenia.

Oczy Harry'ego rozszerzyły się. To było... to było... takie w jego stylu! Znowu warunki! Znowu dyktowanie rozkazów!

- Skoro ty nie chcesz wyjść, to ja to zrobię! - Z determinacją ruszył w stronę drzwi, starając się jak najszerszym łukiem ominąć zagradzającą mu drogę wysoką sylwetkę mężczyzny, ale kiedy wyciągał rękę, żeby złapać za klamkę, drzwi nagle rozbłysły metalicznym blaskiem i... zniknęły. Na ich miejscu pozostała jedynie pusta, goła ściana. Harry odwrócił się gwałtownie, z wściekłością spoglądając na trzymającego różdżkę Snape'a. - Co zrobiłeś z drzwiami? Natychmiast mnie stąd wypuść! Nie będę cię słuchał! Nie interesuje mnie, co masz do powiedzenia! Chcę, żebyś stąd wyszedł! Chcę, żebyś zostawił mnie w spokoju!

Mężczyzna opuścił różdżkę i przekrzywił głowę. Jego oczy zmrużyły się jeszcze bardziej.

- A ja sądzę, że jednak mnie wysłuchasz...

- Nie! - Harry zamknął powieki i przycisnął dłonie do uszu.

Nie, nie, nie! Nie pozwoli na to! Nie pozwoli mu ponownie wedrzeć się do swojego świata! Nie pozwoli skruszyć tego muru, nawet jeżeli przez całe dwa tygodnie Snape krok po kroku usiłować zrobić w nim wyrwę wystarczającą do tego, aby w odpowiednim momencie móc się przez nią przebić.

Wtedy właśnie wydarzyło się coś, czego się nie spodziewał. Jego twarz musnął delikatny powiew i w tej samej chwili długie, szczupłe ramiona owinęły się ciasno wokół Harry'ego, zakleszczając go w odbierającym dech uścisku, tak mocnym, iż Harry miał wrażenie, że Severus próbuje wchłonąć go w siebie. Mężczyzna przywarł do niego, nie pozwalając mu się poruszyć. W nozdrza uderzył go intensywnie ziołowy aromat i sam ten zapach wystarczył, by ugięły się pod nim kolana, ale gniew i żal były silniejsze. To one kazały mu otworzyć oczy i z całej siły odepchnąć Snape'a od siebie. Mężczyzna zrobił kilka kroków do tyłu, ale nie wyglądał na zaskoczonego. Raczej na jeszcze bardziej zdeterminowanego.