Выбрать главу

- Nie dotykaj mnie! - krzyknął Harry, cofając się pod ścianę. Kręciło mu się w głowie. Nie miał pojęcia, co robić. Uciekać? Wyciągnąć różdżkę? Trząsł się tak bardzo, iż miał wrażenie, że za chwilę rozpadnie się na kawałki. - Nie zbliżaj się do mnie! - wykrzyczał, kiedy Severus ponownie ruszył w jego stronę. Ale tym razem Harry nie pozwolił mu zrobić tego ponownie. Zamachnął się i zaczął się bronić, uderzając pięściami w ramię i klatkę piersiową mężczyzny. - Nie masz prawa! Ty łajdaku! - krzyczał w amoku, uderzając w osłaniającego się ramieniem mężczyznę. - Jestem dla ciebie nikim! Nic dla ciebie nie znaczę! Sam tak powiedziałeś! Jestem tylko... nic nieznaczącym zerem!

- Dobrze wiesz, że to nie jest prawda!

- A właśnie, że tak! Podły, kłamliwy bydlak! - Zaczął uderzać jeszcze mocniej. - Zostaw mnie! Nigdy więcej mnie nie dotkniesz!

- Tak, zasłużyłem na to - powiedział nagle Snape, zmieniając linię frontu. - Jestem bydlakiem. Podłym draniem.

- Zamknij się!

Snape wykorzystał chwilowe zaskoczenie Harry'ego i złapał go mocno za prawy nadgarstek. Ale Harry nie miał zamiaru ustąpić. Wczepił się paznokciami w szatę na piersi mężczyzny, próbując wyszarpnąć rękę.

- Puść mnie! Nie możesz... - krzyczał, lewą ręką odpychając Snape'a i jednocześnie próbując wyszarpnąć prawą z mocnego uścisku.

- Uspokój się - odparł Severus, łapiąc go za drugi nadgarstek, by powstrzymać jego szamotaninę. - Chcę tylko porozmawiać.

- Porozmawiać? Ja też chciałem porozmawiać! Błagałem, żebyś mnie wysłuchał, ale byłeś zbyt wielkim, egoistycznym dupkiem, żeby to zrobić! Puuuuść! - Snape miał zbyt dużo siły. Ale skoro nie chciał go puścić, to Harry postanowił wykorzystać sytuację w drugą stronę i całym ciałem rzucił się do przodu, próbując zwalić mężczyznę z nóg. Ale Snape w ostatniej chwili podparł się stopą, łapiąc równowagę i unikając kontaktu z podłogą. Jego twarz była ściągnięta, a oczy płonęły dziko.

- Dosyć tego. Nie pozostawiasz mi wyboru.

Harry poczuł nagłe szarpnięcie. Snape odepchnął go od siebie i błyskawicznie sięgnął po różdżkę. Harry uderzył plecami w ścianę i nagle odkrył, że nie może się poruszyć. Jego ręce, nogi i całe ciało, łącznie z głową, przykleiło się do powierzchni za nim. Zaczął się szarpać, ale nie mógł poruszyć nawet palcem. Zacisnął zęby, z całej siły próbując oderwać od ściany choćby dłoń, głowę, cokolwiek, ale nie był w stanie.

- Uwolnij mnie!

- Powiedziałem już. Żaden z nas stąd nie wyjdzie, dopóki mnie nie wysłuchasz - odparł Snape. Podszedł do Harry'ego i zatrzymął się o krok przed nim, krzyżując ramiona. Wyraz jego twarzy był niezwykle poważny, a oczy zdawały się płonąć w półmroku.

Harry dyszał ciężko. Serce waliło mu jak młotem, a krew pulsowała w głowie. To, że był teraz taki bezbronny, doprowadzało go do furii. Ale wiedział, że Snape nie ustąpi. Że będzie tu stał nawet przez kilka godzin, dopóki Harry się nie podda. Nie miał wyjścia. Musiał go wysłuchać. Niech Snape powie, co ma do powiedzenia, a później niech się wynosi. I tak niczego to nie zmieni. Niczego.

Harry przymknął na chwilę powieki i wziął głęboki oddech. Napędzająca go adrenalina oraz gniew powoli opadały.

- W porządku - wysyczał ze złością.

Severus wbił w niego przeszywające spojrzenie i oblizał wargi, po czym odezwał się cichym, łagodnym głosem:

- Doskonale rozumiem, że jesteś teraz wzburzony, wściekły, że mnie nienawidzisz. Wiem, że poczułeś się zraniony. Wiem, że sprawiłem ci przykrość. Moje zachowanie było całkowicie niewybaczalne. Kompletnie straciłem nad sobą panowanie. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Ale nie chciałem... cię skrzywdzić. - Snape urwał na moment, ponownie oblizując wargi.

Harry zamknął oczy. Może chociaż w ten sposób nie pozwoli tym słowom... nie pozwoli im przeniknąć. W głąb siebie.

- Ale to zrobiłeś... - powiedział, przełykając ślinę. - Dlaczego? - zapytał. Nie poznawał własnego głosu. Był zmieniony, jakby dochodził z bardzo daleka. - Dlaczego mnie wtedy nie wysłuchałeś? Dlaczego mnie torturowałeś? Zdajesz sobie sprawę, jaki zadałeś mi ból? - Nie potrafił powstrzymać goryczy w swoim głosie.

- Masz rację - odparł mężczyzna, podchodząc jeszcze bliżej, tak, że teraz niemal się dotykali i Harry mógł mu patrzeć prosto w twarz. - Masz rację, że postąpiłem okrutnie. Byłem zaślepiony. Byłem tak zaślepiony, że chciałem cię zniszczyć, chciałem ci sprawić jedynie ból, chciałem cię ukarać za to, do czego mnie wtedy doprowadziłeś. I w konsekwencji dopuściłem do siebie mroczniejszą stronę swojej osobowości. Nie jestem z tego dumny. A to, że cię wtedy nie wysłuchałem... to był błąd, za który srogo płacę aż do dzisiaj. - Coś w głosie Severusa przycichło na moment, ale mówił dalej. - Masz rację, że jestem podłym draniem. Zgadzam się z tym. Możesz mnie nazywać najgorszym z najgorszych. W pełni na to zasłużyłem. Podjąłem złe decyzje, nie zaprzeczam. Ale to wciąż jestem ja, Potter...

Harry wzdrygnął się, kiedy poczuł łagodne muśnięcie czarnych kosmyków na swojej brodzie. Snape pochylił się nad nim, niemal dotykając czołem jego czoła. Harry czuł jego oddech na swojej twarzy. Spoglądał prosto w te dwa mroczne tunele i miał wrażenie, że zaraz go pochłoną.

- Pomimo że starasz się wyprzeć te dobre wspomnienia, to wciąż je pamiętasz... wciąż pamiętasz mnie. - Ręka Snape'a uniosła się i spoczęła na sercu Harry'ego, które w tym samym momencie zaczęło bić jeszcze szybciej niż dotychczas. - Czujesz mnie? Wiem, że tak. - Severus przesunął twarz i wyszeptał mu wprost do ucha. - To ja jestem tym mężczyzną, który zna każde zagłębienie twojej skóry, który potrafi odczytać każdą zmianę wyrazu twojej twarzy... który poznał całego ciebie.

Harry ponownie przymknął powieki. Te słowa... Snape wiedział, jak to robić. Wiedział, jak uwodzić słowami. Jak spowodować, że nawet najchłodniejsze bariery... zaczynały się roztapiać.

- Możesz mnie nienawidzić, ale w głębi serca wiesz, że to nie jest nienawiść. Nie do końca - kontynuował mężczyzna tym samym przyciszonym, łagodnym głosem. - Tęskniłeś za mną. Tęskniłeś za tym...

Harry pragnął pokręcić głowa, ale nie był w stanie. Nie mógł już dłużej... to było niemal jak tortura.

- Nie chcę już tego słuchać - powiedział niewyraźnie.

- Nie musisz się tego wstydzić. Tego, że mnie potrzebujesz, nawet po tym, jaki zadałem ci ból. Nie musisz się wstydzić... - Długie palce musnęły twarz Harry'ego i chłopak poczuł ciarki na plecach oraz unoszące się włoski na karku - ... że wciąż drżysz pod moim dotykiem. Nie musisz się tego wypierać. Nawet jeżeli próbujesz, nie potrafisz zapanować nad biciem własnego serca. Słyszę je teraz. - Wargi zbliżyły się do ucha i Harry miał wrażenie, że ten niski głos rozbrzmiewa wprost w jego głowie. - Słyszę jak głośno bije. Coraz głośniej. Coraz szybciej. Wystarczy, że zrobię tak... - Gorący język wśliznął się do wnętrza ucha Harry'ego i chłopak miał wrażenie, że w jego ciele nastąpiło gwałtowne wyładowanie elektryczne. Poczuł dreszcze nawet w palcach u nóg.

- Przestań - wyszeptał, próbując złapać oddech, który nagle uleciał mu z płuc.

- Widzisz? Myślisz, że kogoś oszukasz? Myślisz, że oszukasz siebie? Obserwowałem cię wnikliwie przez te dwa tygodnie. Widziałem, jak się miotałeś. Jaki byłeś zagubiony. Przybity. Samotny. Myślisz, że udało ci się to ukryć? Ani razu nie widziałem na twojej twarzy uśmiechu. Przypominałeś wysuszony kwiat, który potrzebuje wody, aby dalej żyć. A ja... pragnę znowu zobaczyć ten uśmiech. Taki... bezczelny, irytujący i głupkowaty. Czasami zadziorny i zuchwały - mruczał Severus, przesuwając wargami po szyi Harry'ego. - A nawet można powiedzieć, że... ujmujący.