Выбрать главу

Harry poczuł bolesne ukłucie, kiedy te słowa przedarły się przez lodowatą barierę otaczającą jego serce, roztopiły ją i coś w nim złamały. Ale to nie był koniec. Był jeszcze mur. Mur, który jednak coraz bardziej się kruszył.

Nie chciał mu wierzyć. Ale czy miał jakiś wybór? Czy mógł dalej próbować się opierać i wmawiać sobie, że te wszystkie spojrzenia, każdy dotyk, każdy pocałunek... że to nic nie znaczyło? Że to wewnętrzne rozdarcie, które odczuwał przy każdym spotkaniu ze Snape'em, było tylko imaginacją?

Nie.

Ponieważ to był jego Severus. Severus, który zachowywał się irracjonalnie, który jednym gestem i słowem potrafił rozbić misterną konstrukcję zaufania, a później nieudolnie próbował ją poskładać, nie mając do tego żadnych predyspozycji poza wyuczoną przez lata skłonnością do zaciskania pięści i zadawania ciosów. Jeżeli nie możesz czegoś naprawić, uderzaj tak długo, dopóki nie zacznie działać. Ale Severus się przełamał. Nie uderzał, nie atakował. Przesuwał się każdego dnia o kilka cali, precyzyjnie układając kamienie i czekając na szansę, by móc położyć najwyższy.

Wargi Severusa docierały coraz dalej. Błyskawicznie odpiął kołnierzyk i kilka górnych guzików koszuli Harry'ego i zaczął całować jego ramię. Z ust Harry'ego wyrwał się cichy jęk.

Nienawidził Snape'a za to. Nienawidził go za to, że potrafił wyrwać z niego ten jęk!

Severus zamruczał w jego ramię i jednocześnie sięgnął po różdżkę. Nie odrywając ust od skóry Harry'ego, rzucił na niego niewerbalne zaklęcie. Chłopak odkrył nagle, że jest wolny i może się poruszać, ale zanim zdążył cokolwiek zrobić, smukłe palce zacisnęły się na wierzchu jego dłoni. Severus wyprostował się i spojrzał mu prosto w oczy, a następnie uniósł jego rękę i łagodnie położył na swojej twarzy. Harry poczuł pod palcami chłodną skórę i maleńkie włoski początkowego zarostu.

Severus nic nie robił. Po prostu trzymał jego dłoń na swoim policzku, przyglądając mu się z czymś nieokreślonym w oczach. W końcu, bardzo powoli zsunął swoją rękę, pozostawiając dłoń Harry'ego na swoim policzku. Harry przyjrzał się jego twarzy i zmarszczył brwi. Severus spoglądał na niego... niepewnie. Jakby w każdej chwili spodziewał się ciosu.

Zasłużył sobie na to. Zasłużył jak cholera! Harry nareszcie mógł mu odpłacić! Mógł go zranić, tak samo jak mężczyzna zranił jego, mógł go uderzyć, mógł z całej siły trzasnąć go w ten chłodny, kłujący policzek, tak mocno, że pozostawiłby na nim czerwony, odciśnięty ślad swojej dłoni i to byłoby sprawiedliwe i nareszcie czułby się... fatalnie.

Nie zrobił tego. Nabrał powietrza i... łagodnie przesunął palcami po jasnej skórze, gładząc ją ostrożnie i z pewną dozą nieśmiałości. Oczy Severusa zamigotały. Harry przymknął powieki, skupiając się na fakturze skóry, której dotykał... której nie dotykał od tak dawna... za dotykaniem której tęsknił przez tak długi czas...

Uniósł powieki, spojrzał prosto w te dwa ciemne, błyszczące tunele i wyszeptał:

- I tak wciąż jesteś draniem.

- Wiem.

Severus poruszył się i przysunął bliżej. Tym razem Harry nie bronił się. Nawet nie próbował. Nie potrafił. Pozwolił, by mężczyzna oplótł go ciasno rękami i przyciągnął do siebie, zamykając w ciepłym więzieniu swych ramion. Harry poddał się i zamknął oczy. Jego policzek był mocno przyciśnięty do szorstkiego materiału czarnej szaty, dokładnie na wysokości serca mężczyzny. Słyszał jego przyspieszone bicie.

Przez chwilę panowała cisza. Harry odniósł wrażenie, że uścisk stał się jeszcze silniejszy. Czuł niemal każdą kość szczupłego ciała mężczyzny. I ten zapach... wszędzie wokół, niemal przemocą wdzierający się do nozdrzy.

- Potter? - zapytał po chwili Severus, poruszając się i spoglądając w dół, na czuprynę czarnych, rozkopanych włosów. Harry wciąż miał zamknięte oczy i przyciskał policzek do jego piersi. I wtedy poczuł, jak coś zanurza mu się we włosach. Długie palce, które zaczęły łagodnie głaskać go po głowie. Zamruczał, nie potrafiąc powstrzymać dreszczu, który wywołał ten dotyk. Miał wrażenie, że nie czuł go od miesięcy, że już niemal zapomniał, jakie to przyjemne. Mężczyzna pochylił się i zanurzył we włosach Harry'ego również twarz, muskając miękkie kosmyki swoim zakrzywionym nosem oraz cienkimi wargami. Wziął głęboki oddech, wchłaniając w siebie zapach Harry'ego. Potem zrobił to jeszcze raz, i kolejny, za każdym razem coraz mocniej, jakby próbował przesiąknąć jego zapachem. W końcu wypuścił powietrze, łaskocząc gorącym oddechem głowę Harry'ego i przełykając ślinę. - Wierzysz mi? Wiesz, że to, co powiedziałem w klasie, nie jest prawdą?

Harry zagryzł wargę. Nie wiedział, co myśleć. Oczywiście, że zawsze w głębi serca wiedział... nie, wierzył, że to nie jest prawda. Ale tak łatwo było w nią uwierzyć, w świetle tego wszystkiego, co się działo wcześniej. Jednak wiedział, że od samego początku... to była tylko i wyłącznie jego prawda. Prawda, którą sobie wmawiał.

- Ja... nie wiem.

Słyszał, jak Severus nabiera tchu. I poczuł, jak zanurza wargi jeszcze głębiej w jego włosy, przyciskając je do skóry na czubku głowy. I jak wypowiada zachrypniętym, niskim głosem:

- Nie jesteś dla mnie nikim. - Zanim te słowa zdążyły w pełni dotrzeć do Harry'ego, Severus odsunął się odrobinę i powiedział znacznie głośniejszym i zdecydowanym głosem: - Słyszysz? Spójrz na mnie. - Harry mimowolnie podniósł głowę, spoglądając szeroko otwartymi oczami w te dwa jeziora płynnego żaru. Severus patrzył na niego tak... tak... jakby próbował pochłonąć go spojrzeniem. Jego oczy błyszczały i zanurzały się w nim, z tak wielką determinacją, iż miał wrażenie, jakby przebijały się wprost do serca.

W tym samym momencie Harry poczuł na twarzy delikatne dotknięcie chłodnych palców, przesuwających się ostrożnie po jego skórze, pieszczących policzek, nos, usta, w tak nieziemski sposób, jakby po bardzo wielu samotnych chwilach nareszcie mogły odtworzyć ślady swych dawnych wędrówek i tym razem chciały zapamiętać już na zawsze każde zagłębienie, każdy fragment drogi, którą podążały.

- Nie jesteś - powtórzył cicho Severus, łapiąc dłoń Harry'ego, przysuwając do swych ust i całując ją z taką czułością, jakby nie potrafił się powstrzymać przed dotykaniem, smakowaniem, wdychaniem aromatu Harry'ego, teraz, kiedy znowu mógł być tak blisko niego.

Harry myślał, że jeszcze chwila i osunie się na podłogę. Nie czuł niczego, oprócz gorąca i żaru otaczającego jego serce ciepłym kokonem. Wpatrywał się w tą poprzecinaną zmarszczkami twarz i... uświadomił sobie, że nic się nie zmieniło. Że przez cały czas kochał Severusa tak samo mocno, że jego miłość wcale nie zmalała, że kochał go tak bardzo, że aż brakowało mu tchu, że aż kręciło mu się w głowie. I tak strasznie za nim tęsknił. Za widokiem tych cienkich warg wędrujących po jego skórze, za widokiem tych czarnych brwi, zmarszczonych w skupieniu, kiedy Severus zatracał się w nim, tak jak wtedy, podczas świąt. Za tym ekstatycznym uczuciem wypełniającego go szczęścia. Nie potrafił już bez tego... bez niego żyć. Owszem, mógł istnieć, ale byłaby to tylko wegetacja.

- Powiedz to. - Odezwał się Severus pomiędzy jednym a drugim pocałunkiem składanym na wewnętrznej stronie dłoni Harry'ego. - Powiedz, że mi wierzysz. - Uniósł powieki, zanurzając to odbierające zmysły, upojone spojrzenie w oczach Harry'ego.

Chłopak przełknął ślinę.

Czy mógł temu wierzyć? Czy mógł mu ponownie zaufać? Chciał to zrobić. Naprawdę chciał. Te dwa tygodnie były dla niego koszmarem. Koszmarem wypełnionym samotnością, cierpieniem i tęsknotą. Czuł się zagubiony, nie mógł znaleźć sobie miejsca. Nigdzie nie pasował. Teraz tutaj, kiedy czuł Severusa całym sobą, był kompletny. Wiedział, że tu, przy nim jest jego miejsce. Zupełnie jakby błądził w ciemności, szukając drogi, i wreszcie, po długim czasie, wrócił do... domu.