Och tak, to było to. Zapach, smak i dotyk. Wszystkie zmysły wypełnione tylko i wyłącznie Severusem. Czy mogło być coś wspanialszego?
- Twój zapach jest zniewalający - wyszeptał, przesuwając nosem po twarzy mężczyzny, w bok do ucha, a później w dół, aż do zagłębienia szyi, w której ponownie ukrył twarz. Nie potrzebował już niczego więcej. Chciałby po prostu tak siedzieć, przytulony do niego i nigdy więcej go nie puścić.
Po jakimś czasie, który wydawał się Harry'emu zdecydowanie zbyt krótki, Severus odchrząknął i odezwał się wyjątkowo poważnym tonem:
- Wiesz, że Dumbledore opowiedział mi o twoim śnie? - Harry zamarł, ale po chwili wahania, przytaknął niechętnie. - I wiesz, że obaj wiemy, że nie powiedziałeś dyrektorowi wszystkiego? - Harry zagryzł wargę i ponownie przytaknął, odsuwając się od mężczyzny ze spuszczoną głową i wzrokiem wbitym w dywan.
- Nie chciałem mu mówić o... pewnych rzeczach. Nie mogłem. Musiałem skłamać.
- Co takiego przed nim ukryłeś? - W głosie Severusa pojawił się lekki nacisk. - Czego mu nie powiedziałeś? Co w tym śnie było takiego, co skłoniło cię aż do sięgnięcia po Czarną Magię? - Harry spojrzał na niego, marszcząc brwi. - Tak, wiem, że potajemnie uczyłeś się w bibliotece Czarnej Magii - kontynuował mężczyzna. - Chciałbym po prostu wiedzieć, jaki był tego powód.
Harry milczał przez chwilę. Severus przyglądał mu się wnikliwie, niemal świdrując go wzrokiem.
- Ja... nie wiem, czy chciałbyś wiedzieć - odparł w końcu Harry. Kiedy Snape już otwierał usta, aby odpowiedzieć na to, zapewne idiotyczne w jego mniemaniu stwierdzenie, Gryfon go ubiegł: - Nie wiem, czy powinieneś wiedzieć. To... nie jest coś, o czym chciałoby się wiedzieć.
- Zapewniam cię, że niezależnie od tego, jak przerażające ci się to wydało, możesz mi powiedzieć - rzekł Snape, ostrożnie dobierając słowa.
Harry westchnął ciężko.
Chciał o tym komuś powiedzieć. Naprawdę chciał. A czyż Severus nie był... najodpowiedniejszą osobą?
- Ja... śniło mi się, że byłem torturowany przez Voldemorta i Śmierciożerców. Jakimiś okrutnymi klątwami, które... które roztapiały moją skórę, odrywały ją od mięśni. - Wyraz twarzy Severusa nie zmienił się nawet odrobinę. Wpatrywał się w Harry'ego z uwagą, marszcząc brwi i czekając. - Ale nie to było najgorsze. Najgorsze było to... że byłeś tam ze mną. Że ciebie też torturowali. - Teraz! Widział wyraźnie! Dziwny rozbłysk w oczach Snape'a. Drżący. - I ja... nie mogłem dopuścić, żeby.. Bałem się, że to może być wizja, że mogą ci coś zrobić, że to może wydarzyć się naprawdę. - Harry przerwał i przełknął ślinę, czując nagłą suchość w gardle, kiedy przed jego oczami pojawiła się wizja ze snu. Wizja czarnych, gasnących oczu.
- Więc poszedłeś do Działu Ksiąg Zakazanych, ponieważ stwierdziłeś, że tylko tam nauczysz się czegoś, co nie pozwoli ci do tego dopuścić - dokończył Severus.
- Tak - wymamrotał cicho Harry. - Było mi tak ciężko. Byłem sam, nie miałem się do kogo zwrócić. To była chyba najgorsza noc, jaką przeżyłem. Ciągle to widziałem. Nie mogłem tego znieść. - Zawahał się. Nie wiedział, jak dużo może powiedzieć Severusowi. Z każdym słowem, zmarszczka pomiędzy ciemnymi brwiami pogłębiała się. Ale komu innemu miałby o tym powiedzieć? - Przeczytałem kilka książek i raz nawet spróbowałem rzucić jakąś klątwę.. ale nic mi z tego nie wyszło.
- I spróbowałeś po raz ostatni - przerwał mu ostro Snape. - Nie pójdziesz tam więcej. Nie dotkniesz już żadnej książki poświęconej Czarnej Magii.
Harry zacisnął usta.
- Wiem, że to ty zablokowałeś mi dostęp do Działu Ksiąg Zakazanych. Ta twoja bariera wcale nie była miła...
Snape uśmiechnął się nieprzyjemnie.
- Zapewniam cię, że następna będzie jeszcze gorsza.
To nie było sprawiedliwe. Wszyscy byli przeciwko niemu. Nawet Severus.
- Dlaczego? Dlaczego nie mogę uczyć się tego, co uważam za najlepsze dla siebie? Nikt w tej szkole nie chce mnie niczego nauczyć, a kiedy sam próbuję, to wszyscy mi to uniemożliwiają.
- Potter, czy ty naprawdę nie rozumiesz, z jak mrocznymi siłami próbujesz igrać? To nie są zaklęcia domowe ani głupie dowcipy, które możesz rzucać sobie ot tak, dla rozrywki. Każde z nich wyszarpuje z ciebie kawałek duszy. Kawałek człowieczeństwa. Tak, dają ci poczucie siły, poczucie władzy, ale tylko przez chwilę. Na tyle jednak długą, by się od tego uzależnić. A kiedy już raz zaczniesz je rzucać, nigdy nie przestaniesz. Są jak nałóg. Niszczą ciebie i wszystko wokół, wszystko, co znasz. Myślisz, że jakikolwiek Śmierciożerca zachowywał się tak bestialsko od samego początku? Myślisz, że od początku, bez mrugnięcia okiem, palił, obdzierał ze skóry i stosował najbrutalniejsze tortury? Do tego wszystkiego doprowadziła ich Czarna Magia, którą ty tak bezmyślnie chciałeś wpuścić do swojej duszy, chciałeś pozwolić jej zapuścić w niej korzenie. I teraz pytasz, dlaczego ci na to nie pozwoliłem?
Harry wpatrywał się w Severusa z mieszaniną niedowierzania i przerażenia. Brwi mężczyzny były ściągnięte, usta zaciśnięte w bladą linię, a na policzkach pojawił się niewyraźny odcień gniewu i wzburzenia.
- Ale ten sen... - zaczął niepewnie Harry.
- Jeżeli chodzi o sen, to nie chcę, żebyś dalej zawracał sobie nim głowę. Nic takiego się nie wydarzy, zapewniam cię - odparł niezwykle zdecydowanym, pewnym siebie głosem. Harry'ego dziwiła trochę ta pewność.
- Skąd możesz wiedzieć? - zapytał. - Nie widziałeś tego. Nie wiesz, jakie to było realne...
- Ale wiem, jak odróżnić projekcję zastraszonego umysłu od wizji sprowadzanych przez Czarnego Pana. Musisz mi zaufać. - Coś w spojrzeniu mężczyzny zmieniło się. Harry zmarszczył brwi. W końcu Snape był Mistrzem Oklumencji. Znał się na tym. Harry nie miał powodu, by mu nie ufać.
- Dobrze - odparł cicho, wykrzywiając wargi w niewyraźnym uśmiechu.
Zapadła cisza. Snape przypatrywał mu się uważnie, jakby się nad czymś zastanawiał, i to bardzo głęboko. Ale w końcu poruszył się i spuścił głowę, wbijając spojrzenie w jeden z guzików znajdujących się na koszuli Harry'ego.
- Wydaje mi się, że powinniśmy na trochę wyrwać się z tego zamku. Co powiesz na małą wyprawę do Hogsmeade? Jutro wieczorem?
Oczy Harry'ego rozszerzyły się.
- Do Hogsmeade? Chcesz iść ze mną do Hogsmeade? - zapytał osłupiały.
Snape przeniósł spojrzenie na podłokietnik fotela.
- Powinniśmy oderwać się od tego wszystkiego. Dobrze nam zrobi spędzenie trochę czasu poza szkołą, poza jej murami. Takie chwilowe odetchnięcie, by wszystko wróciło do normy.
Harry wpatrywał się w niego z oszołomieniem.
Do... do Hogsmeade? Severus zapraszał go do Hogsmeade? Przecież do Hogsmeade zawsze chodziło się na randki! Czyżby Severus właśnie zaprosił go na... na...? O cholera!
- Ja... To znaczy jasne, że pójdę z tobą do Hogsmeade. Chętnie. Nie ma sprawy - wymamrotał, czując szaleńcze bicie własnego serca. Może Snape chciał mu tą ran... tym wyjściem wynagrodzić te dwa tygodnie?
Snape oderwał wzrok od podłokietnika i przeniósł go na dywan. Harry miał dziwne wrażenie, że mężczyzna unika kontaktu wzrokowego.
- Mam nadzieję, iż zdajesz sobie sprawę z tego, że nikt nie może o tym wiedzieć? Nie możesz nikomu, absolutnie nikomu powiedzieć. I musisz być bardzo ostrożny. Nikt nie może cię zobaczyć.
Harry'ego dziwiły te instrukcje. O co Severusowi chodziło? Przecież zawsze był ostrożny. Nikt nigdy nie odkrył, gdzie znika wieczorami.
- W porządku - odpowiedział.
Snape zerknął w bok, na płonący w kominku ogień. Wciąż nie chciał spojrzeć Harry'emu w oczy.