Uśmiechnął się lekko, ale Severus już na niego nie patrzył. Schował fiolkę do kieszeni szaty i wziął swoją szklankę z whisky. Harry westchnął i odchylił się w fotelu, wbijając wzrok w mężczyznę.
- Muszę ci coś powiedzieć... - zaczął trochę niepewnie. Chciał mu to wyznać. Gnębiło go to przez całą noc. - Wczoraj, kiedy wróciłem do dormitorium i położyłem się do łóżka... przyszła mi do głowy taka idiotyczna myśl. - Zaciął się. Severus zerknął na niego znad brzegu szklanki, unosząc brwi. - Pomyślałem, że skoro byłem w Pokoju Życzeń, to wszystko, co się wydarzyło, było tylko... moim życzeniem. Iluzją. Że to się nie stało naprawdę. Wiem, że to głupie... - dodał, widząc marszczące się czoło mężczyzny. - Ale tak strasznie chciałem, byś wrócił, że przez jakiś czas wydawało mi się, że wszystko to sobie wymyśliłem. Jednak potem... sięgnąłem do kieszeni i znalazłem kamień. I już wiedziałem, że to było prawdziwe. Że ty byłeś prawdziwy. I że naprawdę wróciłeś. - Uśmiechnął się promiennie, nie potrafiąc powstrzymać radości w swoim głosie.
Severus przymknął oczy. Jednym szybkim ruchem przechylił szklankę i wypił całą jej zawartość, a następnie odstawił ją z trzaskiem na blat i nie patrząc na Harry'ego, nalał sobie kolejną porcję.
Harry zagryzł wargę. Cóż, nie spodziewał się, że Severus zareaguje jakoś bardzo entuzjastycznie na jego wyznanie, ale sądził, że może... nieważne. Sięgnął po swoją filiżankę, a wtedy oczy mężczyzny momentalnie skierowały się na jego dłoń i wbiły w nią z taką przenikliwością, że to aż parzyło. Harry przysunął filiżankę do siebie, ale zatrzymał ją w połowie drogi, słysząc wydobywające się z ust Snape'a słowa:
- Wiesz... w całym swoim życiu nie spotkałem większego tchórza niż twój ukochany ojciec chrzestny. Nigdy nie odważył się zaatakować samotnie. Zawsze musiał mieć jak największą widownię, żeby wszyscy mogli oglądać jego szczeniackie popisy i zadzieranie nosa.
Harry zamarł, wpatrując się w Snape'a szeroko otwartymi oczami.
Co to miało znaczyć? Co Snape sobie wyobrażał, tak nagle atakując Syriusza? Co go nagle ugryzło?
- Czy moglibyśmy o tym nie rozmawiać? - zapytał, przysuwając filiżankę do ust. Widział, jak oczy mężczyzny uważnie śledzą każdy jego ruch i wpatrują się w niego z niemal płonącą intensywnością. - Nie mam ochoty słuchać o tym, jak bardzo nienawidziłeś Syriusza. - Kiedy Harry dotknął wargami brzegu naczynia, Snape wypalił ostrym, kąsającym tonem:
- Twój ojciec był jeszcze gorszy. Arogancki do granic możliwości. Uwielbiał się popisywać. Wiecznie otoczony wianuszkiem takich samych przygłupów jak on, którym imponował swoimi niebezpiecznymi, idiotycznymi pomysłami. Chodził po szkole, zachowując się jak pan i władca, wyobrażając sobie, że wszystko mu wolno, a prawda jest taka, że był napuszonym, żałosnym prostakiem.
Harry odsunął filiżankę od ust, czując, jak wzbiera w nim gniew. Jak Snape śmie mówić takie rzeczy o jego ojcu? Jak śmie? Przecież doskonale zdaje sobie sprawę, że to drażliwy temat! Jak może, teraz, przed ich wspólnym wyjściem, zachowywać się tak, tak... egoistycznie?
- Mój ojciec wcale nie był prostakiem - wysyczał, wbijając wyzywające spojrzenie w siedzącego naprzeciw i przyglądającego mu się z szyderczym uśmieszkiem na cienkich wargach mężczyznę. - Nie życzę sobie, żebyś tak o nim mówił! Co cię tak nagle ugryzło? - Położył filiżankę na kolanach i machnął drugą ręką w nieokreślonym kierunku. - Jeszcze przed chwilą wszystko było w porządku, a teraz nagle wyskakujesz z czymś takim. Nie mam ochoty wysłuchiwać tych twoich nędznych wynurzeń. - Zobaczył, jak po tych słowach w oczach Severusa rozbłyska ogień, ale nie interesowało go to. Nie pozwoli mu na takie zagrywki. Nie po to tu przyszedł! - Chciałem po prostu miło spędzić z tobą czas. Zresztą sam tego chciałeś, więc o co ci teraz chodzi?
Severus zacisnął usta. Harry westchnął.
- Czasami w ogóle nie potrafię cię zrozumieć. Jesteś tak cholernie... trudny w obyciu. - Pokręcił głową i ponownie podniósł filiżankę do ust, a wtedy znowu usłyszał ten kpiący, obliczony jedynie na zadanie ciosu głos:
- Nie tylko był żałosnym prostakiem - kontynuował Snape, zupełnie ignorując słowa Harry'ego - ale również najgorszą kanalią, jaką kiedykolwiek spotkałem na swojej drodze. Razem z Blackiem zaśmiewali się ze swych marnych dowcipów i w tych swoich mikroskopijnych móżdżkach uroili sobie, że są ponad resztą, że nie dotyczą ich żadne zakazy ani reguły, że na zawsze pozostaną lepsi od innych... a teraz obaj nie żyją. Jakież to przykre... - Lekceważące prychnięcie, które towarzyszyło ostatnim słowom, sprawiło, że w Harrym coś pękło. Z całej siły odstawił filiżankę, rozlewając jej zawartość na blat i zerwał się na równe nogi.
- Dosyć! Odwołaj to! Natychmiast to odwołaj! Nic nie wiesz o moim ojcu! To ty jesteś żałosnym prostakiem, a nie on! - krzyczał, kipiąc z gniewu i zaciskając dłonie w pięści. Okrążył stolik i stanął nad mężczyzną, który jednak na niego nie patrzył. Wpatrywał się w rozlaną na stoliku herbatę, a w jego oczach płonęło coś bardzo niebezpiecznego. - Mówisz te wszystkie rzeczy teraz, kiedy już go nie ma i nie może się obronić. Dlaczego wtedy mu się nie postawiłeś? Dlaczego nie wyzwałeś go na pojedynek, skoro tak go nienawidziłeś?
Snape oderwał wzrok od rozlanej herbaty i podniósł się z fotela, spoglądając na Harry'ego z góry. Wyglądał na absolutnie rozjuszonego, jakby coś go nagle jeszcze bardziej rozwścieczyło.
- Ponieważ był tchórzem - wysyczał Harry'emu prosto w twarz. - Nigdy nie przyjąłby mojego wyzwania na pojedynek sam na sam. Zawsze zasłaniał się swoimi durnymi przyjaciółmi, grał odważnego tylko w otoczeniu swojego fanklubu. Bez nich był jak kaleka, który nie trafiłby w cel, nawet gdyby dać mu mapę. Bez nich był nikim!
- Mówisz tak, bo mu zazdrościłeś!
TRZASK!
Głowa Harry'ego odskoczyła do tyłu, okulary zsunęły mu się na czubek nosa, a on sam cofnął się o kilka kroków, odrzucony siłą uderzenia. Policzek piekł go żywym ogniem. Odruchowo przycisnął dłoń do rozpalonej skóry.
O boże. Severus go uderzył. Severus go uderzył. Jeszcze nigdy... nigdy nie posunął się do...
Harry znał to uczucie. Uczucie, kiedy w gardle pojawia się ta nieprzyjemna gula. Kwaśna i gorzka zarazem, niepozwalająca na przełknięcie śliny. Kiedy oczy zaczynają szczypać i nic nie można na to poradzić, ponieważ jedyne, co czujesz, to przenikający wszystko ból.
Powoli odwrócił głowę i spojrzał na Snape'a z niedowierzaniem. Mężczyzna z oszołomieniem wpatrywał się w swą uniesioną dłoń, jakby nie potrafił uwierzyć, że należy do niego. Ostrożnie zgiął palce i przeniósł spojrzenie na trzymającego się za wściekle zaczerwieniony policzek Harry'ego. Potem ponownie na swą dłoń i ponownie na Harry'ego.
Harry nie mógł już tego znieść. Czuł napływające do oczu łzy. Łzy zdrady i rozczarowania. Jeszcze wczoraj Severus go przepraszał, mówił te wszystkie rzeczy, okazywał mu czułość i zachowywał się tak, jak Harry zawsze marzył... a dzisiaj znowu go zaatakował, zupełnie bez powodu, pokazujący tym samym, że wcale się nie zmienił. Że to wszytko, co wczoraj powiedział, było... tylko kłamstwem!
Opuścił rękę i rozmytym od łez wzrokiem zauważył, jak oczy Snape'a rozszerzają się, kiedy mężczyzna ujrzał pełnię rozległej czerwieni pokrywającej policzek Harry'ego. Przełykając pierwsze, spływające po twarzy łzy, odwrócił się. Stał bez ruchu, próbując zebrać w sobie dostatecznie dużo siły, aby ruszyć z miejsca i dojść do drzwi. Nie wiedział, jak ma to zrobić, ponieważ jego nogi trzęsły się tak bardzo, że z trudem się na nich utrzymywał. Poprawił zsunięte okulary, mając nadzieję, że może dzięki temu zdoła cokolwiek dostrzec.