I z tej ciemności... wyłoniły się ręce. Wynurzyły się spod ziemi, jakby nie należały do świata żywych. Blade, o pomarszczonej, zielonkawej skórze i długich, żółtych, ostrych jak brzytwy pazurach. Złapały go za nogi i ręce, zagłębiając mu się w skórze i próbując wciągnąć pod ziemię.
Harry zaczął się szamotać, próbując się wyrwać, ale było ich zbyt wiele. Wbijały mu się w ciało, rozdrapywały skórę, czepiały się ubrania, zaciskały na szyi, dusiły, szarpały za włosy. Cuchnęły zgnilizną i odorem siarki, pokryte oślizgłą, lepką mazią, która zostawała mu na palcach, kiedy próbował oderwać je od swojej twarzy i uwolnić się od ich nieustannego ataku.
Ale były zbyt silne, były wszędzie. Ich uścisk bolał, paznokcie raniły, a rozcięcia piekły. Dwie z nich zacisnęły mu się na szyi z taką siłą, iż zaczęło brakować mu powietrza, ale nie był w stanie się od nich uwolnić. Dusił się i charczał, wołając rozpaczliwie:
Severusie!
Próbował je rozewrzeć, krzyczał, krzyczał z całych sił, ale one wciskały mu się do ust i mógł tylko jęczeć i szarpać się.
Severusie
Słyszał w uszach bicie własnego serca. Przekręcił głowę na bok, walcząc z białymi plamami, które zaczęły wykwitać mu przed oczami z braku powietrza i wtedy... zobaczył go.
Stał tuż obok, otulony swoją czarną peleryną. Jego twarz ukryta była w cieniu włosów i Harry nie mógł jej dostrzec. Ale w tym samym momencie Severus pochylił się nad nim i Harry był pewien, że wystarczy wyciągnąć rękę, a uda mu się go dosięgnąć...
Kręciło mu się w głowie, płuca piekły boleśnie, błagając o upragnione powietrze, którego ich pozbawiono. Jego wycieńczone walką ciało znieruchomiało i Harry przestał się szarpać, wpatrując się spod wpółprzymkniętych powiek w twarz Severusa.
Widział... widział na niej coś tak pięknego... tylko Severus tak na niego patrzył... tylko on.
Chciał wyciągnąć do niego rękę. Dotknąć... chociaż skrawka jego szaty. Był tak blisko...
Ale ręce przytrzymywały go mocno. Zbyt mocno.
- Nie boję się - wyszeptał z największym trudem, poświęcając na te słowa resztkę swojego tchu.
Severus uśmiechnął się w odpowiedzi.
I Harry nie zobaczył już nic więcej. Ogarnęła go nieprzenikniona, gęsta ciemność.
68. The world is in your eyes
The yearning to be near you
I do what I have to do
Deep within I'm shaken by the violence
Of existing for only you*
Pochwycony w kleszcze rozpaczy umysł poszukuje wszystkiego, co mogłoby ulżyć cierpieniu, przeobrażając to, z czym sobie nie radzi, w uczucie, które jest równie silne, ale pozwala... odreagować. Uwolnić się od ciężaru, chociaż na krótką chwilę. Zawsze ktoś musi być... winny.
- To ty ją zabiłeś, skurwielu! Jesteś po ich stronie! - wycharczał Ron, przeszywając Severusa spojrzeniem, które już dawno wykroczyło poza ramy niepoczytalności i niebezpiecznie szybko zbliżało się do szaleństwa.
George, Fred i Greg wpatrywali się w Rona wstrząśnięci. Ginny zamarła, patrząc na brata tak, jakby nagle zaczął mówić w innym języku. Wyglądali niczym rozstawieni na scenie aktorzy, którzy nagle zrozumieli, że jeden z nich postanowił całkowicie zmienić scenariusz. I jeżeli szybko nie zareagują, to cała sztuka legnie w gruzach. A Severus przyglądał się ze spokojem wpatrzonym w niego, płonącym nienawiścią oczom, mając wrażenie, że ogląda przedstawienie wyreżyserowane przez szaleńca.
Ron potoczył przekrwionymi oczami po ziemi i zanim ktokolwiek zdążył go powstrzymać, rzucił się ku swojej różdżce, odwracając się w stronę Severusa i ciskając w niego zaklęciem porażenia ciała.
Ale Severus nie miał żadnego problemu z odbiciem zaklęcia, które zrykoszetowało i świsnęło tuż obok Weasleyówny. Dziewczyna krzyknęła i natychmiast przykucnęła, osłaniając głowę rękami. Fred i George rzucili się ku bratu, łapiąc go wpół i próbując odebrać mu różdżkę.
- Co ty wyprawiasz, Ron?
Ale chłopak wydawał się być całkowicie zaślepiony. Wyrwał się im, uderzając łokciem w brzuch jednego z braci, a pięścią trafiając w twarz drugiego i ponownie wycelował w Severusa, wykrzykując rozpaczliwie:
- Reducto!
Mężczyzna błyskawicznie odbił zaklęcie, posyłając w kierunku rozwścieczonego chłopaka zaklęcie rozbrajające, które trafiło go prosto w pierś i odrzuciło na kilka metrów do tyłu. Weasley upadł na plecy, a z jego ust wyrwał się głośny jęk.
Fred i George niemal natychmiast rzucili się ku niemu, łapiąc go za ręce i przyciskając do ziemi, aby nie mógł się już podnieść.
- Ron, przestań. Odwaliło ci? - zapytał jeden z nich, wycierając rękawem krew płynącą ze swojego rozbitego nosa.
- NIE! Puśćcie mnie! Nic nie wiecie! - wrzeszczał Ron, szamocząc się i próbując wyrwać. - On zabijał aurorów! Widziałem to! Jestem pewien, że to on ją zabił! Jest zdrajcą! Zwykłym mordercą!
Fred i George znieruchomieli i odwrócili głowy. Severus poczuł na sobie kilka par zdumionych spojrzeń.
Świetnie, tylko tego mu brakowało...
- To prawda? - zapytał Fred Weasley, puszczając brata, podnosząc się z ziemi i wpatrując się w Snape'a podejrzliwym spojrzeniem.
Severus rozejrzał się. Ujrzał unoszące się różdżki. Wszyscy trzej Weasleyowie oraz chłopak z Ravenclawu stali obok siebie, celując w niego.
Cóż za niewdzięczni, bezrozumni gówniarze! Powinien ulotnić się stąd od razu, kiedy tylko się pojawili. Weasleyowie zawsze sprowadzali jedynie kłopoty. Nie zamierzał im się tłumaczyć. Ani tracić czasu na bezsensowne potyczki.
- Ginny, chodź tu - wyszeptał ostrożnie Greg i kiedy tylko spojrzenie Snape'a padło na podnoszącą się powoli z ziemi i wpatrującą w niego z niedowierzaniem, rudowłosą dziewczynę, jego wyćwiczona przez lata szybkość drapieżnika zaprocentowała. Doskoczył do niej, błyskawicznie łapiąc ją za gardło, przystawiając różdżkę do jej głowy i osłaniając się nią przed wycelowanymi w siebie różdżkami.
- Zostaw ją! - krzyknął Greg, jeszcze mocniej zaciskając drżącą dłoń na swojej broni.
- Na waszym miejscu opuściłbym te nieprzydatne patyczki, chyba, że chcecie narazić swoją siostrę na niebezpieczeństwo - wysyczał, tocząc bezwzględnym spojrzeniem po zaskoczonych twarzach.
- Mówiłem, że jest zdrajcą! Obłąkany, pieprzony bydlak! - ryknął Ron, celując w Snape'a z taką zawziętością, jakby pragnął go spopielić samym tylko spojrzeniem.
Fred i George wydawali się być rozdarci pomiędzy pragnieniem rzucenia się na Snape'a nawet z gołymi pięściami, jeżeli zaszłaby taka potrzeba, a pomiędzy koniecznością zapewnienia siostrze bezpieczeństwa.
- Puść ją, już je odkładamy - powiedział Fred, podnosząc lewą dłoń w geście poddania się i jednocześnie opuszczając różdżkę.
- Nie, on i tak ją zabije! Tak jak zabił Hermionę! - wykrzyknął Ron, podchodząc o krok bliżej.
- Ron, uspokój się i odłóż tę cholerną różdżkę! - warknął George, ruszając w stronę brata, ale w tej samej chwili do ich uszu dotarło kilka wykrzyczanych w pobliżu zaklęć i powietrze rozświetliły ostre rozbłyski, a po dwóch urwanych wrzaskach z mgły wynurzyli się Molly i Arthur Weasleyowie.
- Fred, George! Mieliście się nie oddalać! - wykrzyknęła Molly, podbiegając do synów. Jej suknia była ubłocona i podarta, tak jakby właśnie przedarła się przez pole kolczastych krzewów. - Wiesz, ile czasu was szukaliśmy? Ron! Merlinowi niech będą dzięki, że cię odnaleźli! Gdzie wasza sios...? - Jej rozbiegane spojrzenie padło na cofającego się powoli Severusa. - Severusie, co ty wyprawiasz? - zapytała głosem nasączonym zdumieniem, w tej samej chwili, w której jej mąż wycelował w Snape'a różdżką. Najwyraźniej o wiele szybciej kojarzył fakty.