Выбрать главу

- Och, i myślisz, że samo Crucio wystarczy przeciwko Czarnemu Panu i zastępom jego wiernych Śmierciożerców? - Głos Mistrza Eliksirów ociekał cynizmem.

- Nauczę się też innych zaklęć - odparował Gryfon. - Na przykład... Legilimens Evocis.

Snape wyglądał na zaskoczonego. Zamilkł, jakby na chwilę stracił wątek.

- Skąd wiesz o tym zaklęciu? - zapytał, marszcząc groźnie brwi.

- Tonks opowiadała nam o nim na Obronie. Mówiła, że Voldemort go używa, więc dlaczego ja nie mogę? Mógłbyś mnie go nauczyć... - zaproponował nieśmiało.

Snape zmrużył oczy tak bardzo, iż zdawało się, że zamieniły się w dwie, ziejące wściekłością, szparki.

- Wykluczone - uciął ostro.

- Dlaczego nie? - Harry nie dawał za wygraną. - Podobno, jeżeli samemu potrafi się je rzucić, to łatwiej się przed nim obronić. A jak mam to zrobić, jeżeli nie będę go znał?

- Nie potrafiłeś nauczyć się obrony przed zwykłą Legilimencją, a chciałbyś poradzić sobie z czymś takim? Nie rozśmieszaj mnie, Potter - parsknął mężczyzna, zwracając twarz w stronę kominka.

Harry zagryzł zęby i zacisnął pięści. Wyczuwał pod skórą gotujący się gniew, który go parzył i sprawiał, że z trudem nad sobą panował.

- Nie chcę, by Voldemort rzucił na mnie to zaklęcie. Wolałbym śmierć, niż życie w koszmarze! - wykrzyknął łamiącym się głosem, gdyż przed oczami stanął mu obraz swych własnych, zalanych krwią dłoni, a w uszach zabrzmiał ochrypły śmiech.

Dlaczego Snape musiał być takim dupkiem? Co mógł mieć do stracenia? Dlaczego nie chce mu pomóc? Czyżby w ogóle w niego nie wierzył?

Severus spojrzał na niego, zacisnął usta i wstał.

- Czarny Pan nie rzuci na ciebie tego zaklęcia, Potter - wycedził chłodnym, odległym głosem, jakby chciał w ten sposób uciąć dyskusję.

Harry zamrugał, zaskoczony.

- Skąd... - zaczął, ale mężczyzna przerwał mu:

- Nie mam czasu na te bzdury, Potter. Wracaj do siebie i zajmij się czymś pożytecznym. Na przykład nauką eliksirów.

- Ale... - Harry nie chciał dać za wygraną. Dlaczego Snape był tego taki pewien? Skąd mógł to wiedzieć?

- Nie będę drugi raz powtarzał. Wynoś się! - wysyczał. Jego oczy były lodowate. Zdawało się, że mróz wypalił wszystkie uczucia, które Harry dostrzegał w nich poprzednio. Teraz nie widział nic. Zadrżał, gdyż bijący od Severusa chłód dotknął wszystkich jego zmysłów. Miał dość rozumu, by dłużej się nie sprzeciwiać.

Zamknął usta i zacisnął pięści. Wstał gwałtownie, trzęsąc się ze złości i wyszedł szybko, trzaskając drzwiami.

Wracając do wieży, w głowie Harry'ego kłębiło się tyle myśli, że kilka razy pomylił drogę. Próbował przeanalizować wszystko, co dzisiaj odkrył i czego się dowiedział, ale było tego zbyt wiele, a on był za bardzo roztrzęsiony.

Był pewien tylko jednego - jeżeli Snape postanowił być palantem, który nie chce go niczego nauczyć, to on już znajdzie jakiś sposób i nauczy się wszystkiego sam!

I zabije Voldemorta!

___________________

* "Dangerous" by Depeche Mode

 

--- rozdział 20---

 

20. Depression.

I'll pick you up when you're feeling down

I'll put your feet back on solid ground

I'll pick you up and I'll make you strong

I'll make you feel like you still belong

It'll be allright, I'll make it allright*

Tej nocy Harry nie mógł zasnąć. Przewracał się z boku na bok, starając się odpędzić nawiedzające go obrazy i słowa. Dusiło go wspomnienie nienawiści, którą zobaczył w oczach Severusa, przygniatały setki pytań, na które nie było odpowiedzi. Przepełniał go żal i gniew. Za to, jak został potraktowany. Starał się zdusić to w sobie, ale ziarenko kiełkowało w nim i wyciągało swe korzenie ku każdej myśli, jaka przewijała się przez jego głowę. Leżał w ciemności i przeklinał Snape'a, przeklinał siebie, przeklinał wszystko, co wydarzyło się w komnacie Mistrza Eliksirów. Kiedy w końcu pozbył się trawiącej go złości, a zasób przekleństw, jakie znał, całkowicie się wyczerpał, mógł w końcu przeanalizować wszystko, co się wydarzyło, ze względnym spokojem.

Dlaczego Severus tak się wobec niego zachował? Harry już dawno nie widział go w takim stanie. Emanowała z niego nieokiełznana wściekłość, która musiała buzować w nim jeszcze zanim pojawił się Harry. A jego przybycie okazało się w tamtej chwili ogniem, który podpalił lont. I Severus wybuchnął.

Im dłużej o tym myślał, tym bardziej był pewny jednego - nastrój, w jakim znajdował się wtedy Snape, musiał być winą Voldemorta. Może kazał zrobić Severusowi coś, co go bardzo poruszyło? A nawet, jeżeli to nie była sprawka Voldemorta, to przecież istniało mnóstwo innych powodów, które mogły doprowadzić Snape'a do takiego gniewu. Coś musiało się stać - coś bardzo złego. I Snape odreagował to na Harrym - pierwszej osobie, która się pojawiła. Ranił go gestami, kąsał słowami - wszystko po to, by sprawić mu ból.

Harry zamyślił się. W gruncie rzeczy... potrafił go zrozumieć. Przecież sam pamiętał szarpiącą, trującą wściekłość, którą odczuwał w zeszłym roku, po śmierci Syriusza, kiedy rozmawiał z Dumbledore'em. Wpadł wtedy w taki szał, że zdemolował mu połowę gabinetu. Pamiętał, jak chciał rzucić się na dyrektora, chciał go zranić, sprawić mu taki sam ból, jaki on odczuwał w tamtym momencie. Był gotowy na wszystko, zupełnie nad sobą nie panował.

I najwyraźniej, Severus był wtedy w takim samym stanie.

Harry pamiętał także to, jak po kilku chwilach szarpiącej nim furii, która doprowadziła go niemal do rzucenia się na Dumbledore'a, wszystkie wzburzone emocje opadły, wściekłość zniknęła, pozostawiając po sobie jedynie wstyd za wszystko, co zrobił, albo powiedział. I - wstrzymał oddech, przypominając to sobie - w oczach Severusa zobaczył to samo, kiedy ten wrócił. Wtedy miał wrażenie, że tylko mu się to wydawało, ale teraz, kiedy zamykał powieki, widział to tak wyraźnie... Spojrzał w oczy Snape'a i zobaczył w nich... wstyd. Czy to możliwe, że to były... wyrzuty sumienia? Czy Severus jest zdolny do takich uczuć? Był wtedy w takim szoku, że natychmiast odrzucił tę opcję, wmówił sobie, że musiało mu się to przewidzieć, to było zbyt... nieprawdopodobne. Ale gniew na niego wyparował, jakby to spojrzenie zdmuchnęło go całkowicie, i Harry nie potrafił już dłużej być zły na Mistrza Eliksirów.

Harry westchnął, próbując zatrzasnąć drzwi przed chaosem, który bez przerwy starał wedrzeć się do jego umysłu. I tak wszystko było zbyt skomplikowane. Nadal dręczyły go pytania, na które nie umiał znaleźć odpowiedzi. Najgorsze w całej tej plątaninie uczuć było jednak powolne nadciąganie nieuniknionego - tego, co musiał zrobić, wyboru, którego musiał dokonać. Świadomość tego dokuczała mu niczym bolący ząb i chociaż starał się o tym zapomnieć, jego myśli ciągle powracały do tego tematu, jak język, który wciąż potrąca bolące miejsce i nie potrafi przestać. A wiedza, że ten ząb trzeba będzie w końcu wyrwać, była jeszcze gorsza.

Ale postanowił już. Teraz nie ma odwrotu. Kleszcze przygotowane, a fotel czeka... Musi jedynie zdobyć się na odwagę, usiąść na nim i poddać się temu, co go czeka. Jednak nadal brakowało mu czegoś, albo kogoś, kto by go na niego popchnął.