Выбрать главу

Diamond z pobłażaniem pokiwał głową i rozparł się w krześle.

– Skupmy się zatem na pańskim życiu. Niech pan nam opowie o tych tygodniach, które poprzedzały zniknięcie pańskiej żony. Ile czasu minęło od barbecue do jej zaginięcia?

– Barbecue było piątego sierpnia. Ostatni raz widziałem Gerry jedenastego września.

Diamond spojrzał na Wigfulla, który policzył w pamięci dni.

– Trochę ponad pięć tygodni.

– Jak zatem spędzaliście czas? Jackman westchnął z irytacją.

– Na litość boską! Harowałem jak wół, przygotowując tę cholerną wystawę.

Diamonda nie interesowała wystawa poświęcona Jane Austen.

– A życie osobiste? Co działo się w domu?

– Nic wielkiego. Po tym, co się stało, byliśmy wobec siebie bardzo podejrzliwi. Myślę, że Gerry celowo schodziła mi z drogi, kiedy tylko mogła, żebym się jakoś z tym pogodził. Ale mnie to szło niesporo.

– Nadal sypialiście razem?

– Jeśli chodzi panu o to, czy w jednym pokoju, to tak.

– I był pan w stanie zasnąć, wiedząc, że chciała pana zabić? – wtrącił Wigfull, jakby z ciekawości.

– Czułem się bezpieczniej, wiedząc, że jest w tym samym pokoju, niż gdyby była gdzieś w domu, gdzie Bóg jeden wie co mogła przygotowywać. – Powiedział to rozsądnym tonem.

Diamond też się postarał, żeby jego słowa zabrzmiały rozsądnie.

– Wasze życie przez te pięć tygodni do jej zaginięcia wyglądało więc tak: całymi dniami przygotowywał pan wystawę.

– Zgadza się.

– W dodatku nie mógł pan zbytnio odpocząć.

– Czasem pod koniec dnia szedłem popływać. Diamond uniósł palec.

– Właśnie. Miałem pana zapytać o to pływanie. Wcześniej wspominał pan o chłopcu, którego pan uratował. Jak ma na imię?

– Matthew.

– Tak. Zaprosił go pan na basen uniwersytecki.

– Napomknąłem tylko o tym – powiedział Jackman. – Nie wiem, dlaczego miałoby to interesować policję.

Diamond pochylił się do przodu oparty na łokciach i przykrył twarz dłońmi w geście wyrażającym zmęczenie albo zniechęcenie. Przejechał oburącz po czole i łysych zakolach.

– Panie profesorze – powiedział wreszcie – w tak poważnym śledztwie policję interesuje wszystko. Wszystko.

Jackman lekko wzruszył ramionami.

– Oczywiście. Matthew przychodził popływać. Był kilka razy. Zazwyczaj spotykałem się z nim przed ośrodkiem sportowym około dziewiątej.

– Był z matką?

– Podwoziła go do Claverton, ale nie pływała razem z nami. Obaj mieliśmy basen do wyłącznej dyspozycji prawie każdego wieczoru. Będzie z niego niezły pływak, jeśli nie zrezygnuje.

Przecząc złożonej dopiero co deklaracji, Diamond nie chciał się już niczego więcej dowiedzieć o pływackich postępach Matthew. Naprawdę uderzyło go to, że lekcje pływania mogły stać się pretekstem dla Jackmana do spotkań z rozwiedzioną matką chłopca. Nie umknęło jego uwagi, jak dobrze się wyrażał o pani Didrikson, robiąc nawet uwagi na temat jej pięknego uśmiechu.

– A po pływaniu…? – zapytał.

– Mat wracał do domu.

– Samochodem matki?

– Przeważnie.

– A jeśli nie, to…?

– Kilka razy ja go podwiozłem.

– Wchodził pan do domu, na przykład na kawę? – zapytał Diamond, jakby odpowiedź niewiele go obchodziła.

Niedbały ton nie zdołał zwieść Jackmana, który stracił cierpliwość.

– Na litość boską! Do czego pan znowu zmierza? Chce pan powiedzieć, że pływanie było tylko pretekstem do potajemnych schadzek z panią Didrikson? To nie jest początek XX wieku. Gdybym naprawdę chciał spędzać czas z tą kobietą, nie musiałbym szukać głupich wymówek.

– Może odpowiedziałby pan na moje pytanie, panie profesorze?

– Może powiedziałby mi pan, co mam wspólnego ze śmiercią mojej żony?

– To się dopiero zobaczy. Jest pan zmęczony? Może chciałby pan zrobić przerwę?

Jackman westchnął niecierpliwie.

– Dwa, może trzy razy zostałem zaproszony na kawę. To chciał pan wiedzieć? A skoro pan tak się uparł przy tej linii przesłuchania, to pewnego popołudnia zabrałem Mata na mecz krykieta w Trowbridge i na święto balonów w Bristolu. Lubię tego chłopca. Nie mam syna i miło było mi spędzać z nim czas. Przy obu okazjach jego matka była w pracy. Czy zechciałby pan uwierzyć, że ludzie czasem działają ze szlachetnych pobudek?

– Moja wiara nie ma z tym nic wspólnego – powiedział Diamond. – A co z pańską żoną? Nie miała za złe, że zabiera pan chłopca na krykieta czy gdzie indziej?

– A dlaczego miałaby coś mieć?

– Może przy jej podejrzliwości uznała, że robi pan wyprawy z matką chłopca.

– Mówi pan ojej podejrzliwości czy o swojej? – zapytał Jackman. – Niech pan posłucha, Gerry była w stanie wszystko uznać za spisek, ale proszę nie zapominać, że to ona zaprosiła panią Didrikson na swoje przyjęcie, więc trudno, by miała mi za złe, że gdy spotkałem tę kobietę następnym razem, zamieniłem z nią kilka uprzejmych słów. To wszystko. Nie poszedłem z nią do łóżka.

– Jaka była pańska żona przez ostatnie pięć tygodni życia?

– Ma pan na myśli jej zachowanie? Rzadko ją widywałem. Poranki spędzała w łóżku. Rozmawiała przez telefon z przyjaciółmi.

– Z kimś konkretnym?

– O ile wiem, z całą galaktyką. Kiedy się jednak spotykaliśmy, była nieznośna. Albo zbyt nadęta, żeby się odzywać, albo gotowa do walki, której nie podejmowałem.

– Czy była taka dla wszystkich?

– Nie, kiedy odbierała telefon od któregoś z przyjaciół, robiła się czarująca. Mogła być wściekła na mnie, a potem podnosiła słuchawkę i uwodzicielskim głosem mówiła: „Halo, tu Gerry”, zanim jeszcze wiedziała, kto dzwoni. Myślę, że to oznaka dobrego aktorstwa.

– O co walczyliście?

Jackman zacisnął pięści i huknął nimi w stół.

– Ludzie, czy nic do was nie dociera? Nie podejmowałem walki. To ona była napastliwa. Powody były banalne. Przykład. Zginęło lusterko z toaletki i oskarżyła mnie, że je zabrałem. Po co mi było lusterko z rączką z kości słoniowej? Powiedziałem, że musiało się spodobać którejś z kobiet uczestniczących w przyjęciu, ale Gerry nie chciała przyjąć do wiadomości faktu, że jedna z jej przyjaciółek ma lepkie ręce. Irytowały ją właśnie takie błahostki. W końcu, żeby się zamknęła, zaproponowałem jej moje lustro do golenia. Nie było jej potrzebne. Miała trzy ruchome lustra przymocowane do toaletki, jeszcze jedno w łazience i mnóstwo luster ściennych w całym domu. Ale powiedziała, że już była w łazience i wzięła to lusterko do golenia. Nie wchodziłem w to, dlaczego lusterko ręczne jest niezbędne. Gdy była w takim nastroju, żadne argumenty do niej nie trafiały.

– Twierdzi pan, że to kolejny objaw choroby, o której pan wspominał?

– Niczego nie twierdzę. Mówię o tym, co było. Nie mam ani doświadczenia, ani siły, żeby zajmować się jej problemami umysłowymi. Długo jeszcze macie mnie zamiar tutaj trzymać?

Diamond pominął to pytanie.

– Chcę szczegółowo przyjrzeć się kilku ostatnim dniom życia pańskiej żony. Przyszedł czas na przerwę, niech pan tymczasem to przemyśli. Pozwolę sobie zaproponować coś do zjedzenia. Wyślę kogoś po kanapki, proszę powiedzieć, co by pan chciał. Może coś gorącego do picia albo piwo?

– Myślałem, że takim jak ja podajecie chleb i wodę.

Rozdział 3

Peter Diamond zdjął marynarkę i zarzucił ją na szafkę z aktami, włożył dłonie pod szelki, dotykając palcami plamy potu na gorsie koszuli. Przesłuchanie nie rozwinęło się tak obiecująco, jak powinno. Profesor okazał się silniejszym przeciwnikiem, niż się z początku wydawał. Niektóre odpowiedzi były teraz mniej ostrożne, ale Jackman nadal intelektualnie prowadził dobrą obronę. Odmawiając oskarżenia kogoś innego, oparł się przynęcie, na którą łatwo złapałaby się większość winnych. Każdy w jego sytuacji powinien chwycić się szansy i zrzucić brzemię podejrzenia na któregoś ze znajomych z notatnika z adresami.