Выбрать главу

Diamond nie był zniechęcony, rozkoszował się wyzwaniem. Na tym etapie należało dokonać taktycznej zmiany, która pozwoliłaby przetestować zarówno profesora, jak i innego człowieka. Nie podnosząc wzroku znad wieczornej gazety leżącej przed nim na biurku, odezwał się do Wigfulla:

– Myślę, że teraz powinniśmy zabrać się do niego we dwóch. Ty będziesz go wypytywał o fakty, a ja wytrącę go z równowagi, kiedy dostrzegę sposobność.

Aż miło było patrzeć, jak wstrząsnęło to Wigfullem, do tej pory skazanym na bierność. Do tej chwili Diamond zawsze rozgrywał własny spektakl, nie zważając na to, że Wigfull przeprowadził co najmniej dwa śledztwa w sprawie zabójstwa, zanim wyznaczono mu marną rolę dublera. Stało się to nie dlatego, że nie cieszył się dobrą opiniąjako inspektor, wręcz przeciwnie. Według teczki osobowej Wigfull wstąpił do policji w wieku dwudziestu czterech lat, został przeniesiony do wydziału zabójstw w drugim roku służby i szybko awansował. Był zdolnym chłopcem, któremu każdy wróżył wysoką szarżę, miał stopień naukowy z Open University. Śpiewająco przeszedł egzaminy promocyjne i w nieprzyzwoicie młodym wieku osiągnął rangę inspektora. Potem bezczelnie wyjaśnił dwa zabójstwa rodzinne w Bristolu. Nie miał szczęścia, że raport w sprawie Missendale’a oczyścił Diamonda z zarzutów, w przeciwnym wypadku teraz sam prowadziłby to śledztwo.

– Jak się pan czuje? – z troską zapytał Diamond profesora, kiedy wrócili do pokoju przesłuchań… a potem zepsuł wszystko, nie wykazując zainteresowania odpowiedzią. – Godziny przed śmiercią żony: jest pan gotów? Pytania zadawać będzie inspektor Wigfull. – Oparł łokieć na stole i podłożył dłoń pod brodę, jak Neron w Koloseum, czekający na walkę.

Wigfull zajął krzesło naprzeciwko Jackmana. Podkręcony wąs i szeroko osadzone, brązowe oczy sprawiały, że nie wyglądał równie dostojnie jak Diamond. Zaczął tonem tak łagodnym, że prawie nieśmiałym. Skinął głową, zanim zaczął mówić.

– Jeśli się nie mylę, proszę pana, powiedział pan, że ostami raz widział pan żonę w poniedziałek, jedenastego września?

– Tak.

– Czy pamięta pan cokolwiek z tego weekendu?

– Trudno, żebym zapomniał – odpowiedział Jackman bez irytacji. – W tamtą sobotę wystawa „Jane Austen w Bath” została oficjalnie otwarta przez burmistrza. Biegałem jak opętany.

– Panika ostatnich minut.

– Ostatniej minuty Dojdę do tego. Wszystko było na miejscu już w czwartek wieczór. Nie sądzę, żebyście to oglądali, ale uważam, że to niezła wystawa. Nie mogę też powiedzieć, żebyśmy wypełnili sale zgromadzeń, ale odpowiednie rozstawienie gablot i aparatura wideo pomogły nam uzyskać ciekawe efekty przestrzenne. Było trochę ciepłych komentarzy w prasie ogólnokrajowej i programy w lokalnej telewizji. Ale nie będziecie chcieli słuchać o wystawie.

– Chyba że jest w niej coś, co wiązałoby się z tym, co się stało… – powiedział Wigfull.

Diamond głośno nabrał powietrza i ostentacyjnie zaczął się wiercić na krześle. Widział, że przesłuchanie schodzi na boczny tor.

– Nie mogę sobie nawet wyobrazić, żeby to miało jakiekolwiek znaczenie – przyznał Jackman, nie spuszczając wzroku z Wigfulla – ale śmierć Gerry i tak jest dla mnie niewytłumaczalna. Czy mogę opowiedzieć o weekendzie, tak jak pan prosił? W tamten piątek większą część dnia spędziłem na Heathrow, witając weekendowego gościa.

Wigfull szeroko otworzył oczy.

– Gościł pan kogoś w domu, w tamten weekend?

– To doktora Louisa Junkersa, amerykańskiego naukowca z uniwersytetu w Pittsburghu – odpowiedział niedbale Jackman. – Specjalizuje się w twórczości Jane Austen, czego ja o sobie nie mogę powiedzieć. Junker opublikował pewną liczbę artykułów na temat jej powieści i robił kwerendę do większej biografii. Dowiedział się o wystawie i zaaranżował swoje wakacje tak, żeby móc na nią przyjechać. Korespondowaliśmy przez całe lato i zaprosiłem go do nas na tydzień, w którym wystawa będzie otwierana. Niestety, jego samolot opóźnił się o sześć godzin. Zamiast przylecieć w czwartek o dziesiątej rano, przyleciał o czwartej po południu. Dobrze, że cała wystawa była gotowa już poprzedniego dnia.

– Czy wcześniej spotykał się pan z doktorem Junkerem?

– Nie, tylko korespondowaliśmy. Niejest niczym nadzwyczajnym w środowisku akademickim zaproponowanie koledze, żeby przenocował w domu gospodarza. Mnie samego goszczono tak, kiedy byłem w Ameryce.

– Był z panem przez cały weekend?

– Do niedzieli. Wziął udział w otwarciu i został całe popołudnie. Powiedział mnóstwo wielkodusznych słów. Ledwie trzymałem się na nogach tamtego dnia po tych wszystkich wywiadach i oprowadzaniu grubych ryb, więc musiałem zostawić go samego z jego zabawkami. A właściwie niezupełnie. Towarzystwa dotrzymywała mu Gerry. Sama zaproponowała, ku memu wielkiemu zaskoczeniu, gdyż zwykle nie wykazuje zainteresowania sprawami uniwersyteckimi. Chyba polubiła Junkera. Nie wiem, o czym mogli rozmawiać. W życiu nie wzięła do ręki poważnej powieści.

– Czy zachowywała się normalnie?

– Zależy, co pan rozumie pod pojęciem „normalnie”. Kiedy obcowała z innymi ludźmi, potrafiła użyć swego uroku. Jej szalone wybuchy były zazwyczaj skierowane pod moim adresem. – Jackmanowi wyrwało się westchnienie, jakby beształ się za to, co przed chwilą powiedział. – Tak czy inaczej, w sobotę wieczór wszyscy byliśmy skonani. Wystawę zamknięto o szóstej, we trójkę zjedliśmy coś w pubie, a potem wróciliśmy do domu. Niedzielny poranek spędziliśmy spokojnie nad papierami, a potem poszliśmy do pubu na duże piwo i kanapkę.

– Pan z doktorem Junkerem?

– Tak. Gerry jak zwykle wylegiwała się w łóżku. Wstała dopiero, żeby pożegnać naszego gościa. Zawiozłem go na stację mniej więcej kwadrans przed czwartą.

– Mówił pan o panice. Profesor skinął głową.

– To się stało później, tego samego wieczoru.

– W niedzielę?

– Tak. Nie wiem, czy ma to cokolwiek wspólnego ze śmiercią Gerry. Cały ten rozgłos towarzyszący przygotowaniom do wystawy sprawił, że ofiarowano mi pewną liczbę przedmiotów wiążących się z Austen – model statku, którego kapitanem był kiedyś brat Jane, Frank, kilka rysunków piórkiem, przedstawiających postacie z powieści, wczesne wydania w specjalnych oprawach i tak dalej. Większość nie nadawała się do moich celów, ale w przeddzień wystawy ofiarowano mi dwa listy datowane na rok 1800, które gdyby okazały się prawdziwe, mogłyby wywołać sensację w środowisku. Zostały prawdopodobnie napisane przez Jane Austen do jej ciotki Jane, która od paru lat mieszkała już w Bath.

– Ładny prezent! – skomentował Wigfull.

Jackman, jakby bojąc się, że przecenił znaczenie listów, dodał:

– Były króciutkie i nie było w nich niczego nowego, ale i tak wzbudziłyby zainteresowanie naukowców. Oczywiście bez potwierdzenia autentyczności nie mogłem umieścić ich na wystawie. Byłem tym jednak podniecony, jak może pan sobie wyobrazić, i chętnie pokazałbym je jako eksponaty, gdyby okazały się prawdziwe. Oczywiście pokazałem je doktorowi Junkerowi. Lepiej niż ja znał charakter pisma Jane. Według niego to ona je napisała.

– Naprawdę? A jak pan wszedł w ich posiadanie?

– Dał mi je ktoś, kto widział mnie w telewizji, kiedy mówiłem o wystawie. Ofiarodawca nie pragnął rozgłosu, aja obiecałem, że postąpię zgodnie z jego życzeniem. Myślę, że stanowiły część paczki starych listów, sprzedanych przez filatelistę ze względu na stemple pocztowe. To było, zanim wprowadzono znaczki i zanim zaczęto używać kopert. Listy pisano po jednej stronie kartki papieru, adresowano po drugiej, potem składano i pieczętowano. Ofrankowania dokonywała poczta. Ludzie zbierają je dla stempli pocztowych, a nie dlatego, żeby przylepione były do nich rzadkie okazy znaczków z okresu wiktoriańskiego jak czarna jednopensówka. Czasem można je kupić za grosze.