Выбрать главу

– Jako ostatnia deska ratunku, owszem. Mogą nawet udowodnić, że w jego samochodzie przewieziono zwłoki. A więc jako człowiek inteligentny Jackman zabezpiecza sobie odwrót. Chce, żebyśmy odnieśli wrażenie, że Geraldine była wariatką, i to niebezpieczną. Jeśli laboratorium udowodni ponad wszelką wątpliwość, że udusił ją i wrzucił do jeziora, będzie mówił, że sprowokowała go powyżej wszelkiej wytrzymałości. Dostanie symboliczny wyrok. – Sposób, W jaki Diamond wypowiedział ostatnie słowa, nie pozostawiał wątpliwości co do tego, co sądzi o pobłażliwych wyrokach.

To była intrygująca próba prawdziwej roli Wigfulla w tym śledztwie. Czy istotnie był w rezerwie, jak zapewnił go komendant, czy może miał uważać, żeby nie doszło do zastraszania? Jeśli tak, Diamond postawił go wobec problemu. W czasie, który Wigfullowi zajmie podróż do Bristolu i wydobycie zeznań od małżeństwa Plato, Diamond będzie w stanie zmusić profesora do przyznania się. Bardziej przypadkowo niż z rozmysłem. Język, którego teraz używał, ociekał agresją. Użył tylu sformułowań dotyczących fizyczności. „Jest rozdarty… przerażony… Widziałeś jego minę?”

– Jeśli planuje pan kolejne przesłuchanie, chciałbym być przy tym obecny – powiedział stanowczo Wigfull.

– Oczywiście – odparł beztrosko Diamond. – Poczekam na ciebie.

– A on? Mogę przesłuchać małżeństwo Plato później.

– Cała rzecz zasadza się na tym, żeby wszystkich przesłuchiwać jednocześnie. Nie chcemy, żeby jedna grupa przyjaciół telefonowała do drugiej i ostrzegała, że gliny są w drodze, o co pytają i co trzeba odpowiadać. Roger Plato to gruba ryba. Jest twój, dobrze? – Popchnął kartkę w stronę Wigfulla. Były na niej adresy wszystkich przyjaciół Geraldine Jackman.

Z nieskrywaną niechęcią Wigfull wziął papier i zaczął szukać adresu Platów.

Diamond ziewnął i się przeciągnął.

– Wyjdę zaczerpnąć trochę świeżego powietrza.

Przeszedł z Wigfullem przez dyżurkę. Natychmiast okrążyli go dziennikarze, którzy siedzieli tam ściśnięci.

– Jakieś postępy, panie Diamond?

– W ogóle żadnych. Dlaczego nie pójdziecie do domu? Ja mam zamiar stąd wyjść.

– Przesłuchuje pan kogoś? Zatrzymaliście go? Oskarżycie go?

– Przesłuchujemy każdego, kto może pomóc.

Detektywi wyszli na podwórze, gdzie stały zaparkowane samochody. Wigfull wsiadł do swojej toyoty, włączył silnik i odjechał.

Diamond patrzył za nim. Potem odwrócił się i energicznie wrócił po schodach do komisariatu.

Rozdział 5

Przeszedł przez centrum informacyjne, nie odzywając się do nikogo. Informacje napływały w takim tempie, że sześciu cywilnych urzędników nie miało czasu odejść od komputerów. Sterta formularzy i wydruków komputerowych czekała na przejrzenie, ale dowodzący akcją miał ważniejsze sprawy na głowie. Był pewien, że wydobędzie przyznanie się do winy, zanim John Wigfull wróci z Bristolu.

Pchnął drzwi do pokoju przesłuchań.

Jackman stał w postawie zaczepnej, jeśli nie bojowej. Twarz miał spiętą, najwyraźniej przygotowywał się do przesłuchania trzeciego stopnia.

– Niech pan posłucha – powiedział – chcę, żeby mi pan coś jasno powiedział. Jestem aresztowany czy nie?

– Aresztowany? – powtórzył Diamond, jakby to słowo nie było znane nowoczesnej policji.

– Przyszedłem tutaj z własnej woli, żeby wam pomóc. Chcę odejść. Diamond przyznał mu rację kiwnięciem głowy.

– Wolałbym, żeby pan tego nie robił. Jeszcze wszystkiego nie wyjaśniliśmy, prawda? – Czuł głębokie zadowolenie, że jego człowiek jest zdenerwowany. Odprężony naukowiec był trudnym przeciwnikiem.

Jackman poczerwieniał.

– A co jeszcze trzeba wyjaśniać? Powiedziałem wam wszystko, co wiem. Diamond uśmiechnął się łagodnie.

– Bardzo nam pan pomógł, proszę pana. – To pełne szacunku podejście oznaczało istotną zmianę taktyki. – Przy okazji, czy nie mówiłem, że mam na imię Peter? Nie miałbym nic przeciwko temu, żebyśmy się zwracali do siebie w mniej formalny sposób, skoro zostaliśmy sami.

Propozycja wywołała ironiczny śmiech.

– Mniej formalny? – Jackman z pogardą spojrzał na akustyczną wy – I ściółkę ścian.

– Nie nagrywaliśmy rozmowy. – Tym razem Diamond mógł powiedzieć prawdę. – Nie zrobilibyśmy tego, nie informując pana. To dlatego dziewczyna robiła notatki. – Przerwał na chwilę, żeby się upewnić, że nieobecność stenografistki została w pełni doceniona. – Jeśli chce się pan gdzieś przenieść, da się to załatwić. Zaproponowałbym wieczorny spacer, ale mielibyśmy towarzystwo prasy. Wiesz, jacy oni są, Gregory.

Jackman, wytrącony z równowagi tą dobrodusznością, skrzywił się na dźwięk swojego imienia.

– Greg, jeśli już musisz.

– Przepraszam… Greg.

Diamond rozmawiał z nim jak z przyjacielem. Wbrew plotkom, które krążyły o komisarzu, po przeniesieniu do Avon i Somerset nie zmuszał podejrzanych do posłuszeństwa. Był bardziej subtelny. Kiedy uznał, że nadeszła chwila, jego zwykłe szorstkie maniery ustępowały uprzejmości, której trudno się było oprzeć po wielogodzinnym przesłuchaniu. Na tym etapie uśmiech Petera Diamonda był bardziej produktywny niż zaciśnięta pięść. W swoim czasie sądził, że w ten właśnie sposób nakłonił Hedleya Missendale’a do przyznania się; chłopak wydawał się tak otumaniony, że sypał się równo, jakby był dumny z tego, że znajdzie się w towarzystwie Bony i Clyde’a i w ogóle rabusiów i morderców. W podręczniku Diamonda ta pojedyncza pomyłka nie przeczyła efektywności techniki.

– Musisz mi wybaczyć pewne rzeczy, które powiedziałem wcześniej – kontynuował tym samym towarzyskim tonem. – W mojej pracy człowiek tak bardzo szuka faktów, że ludzkie uczucia muszą zejść na dalszy plan. Mówię o tym, bo nietrudno mi było przeoczyć fakt, iż przyszedłeś tutaj z dobrej woli, żeby udzielić nam pomocy.

– I udzielałem jej do granic wytrzymałości – powiedział sarkastycznie Jackman. Widać umiał się oprzeć temu urokowi.

Diamond pokiwał głową.

– To prawda. Może wypiłbyś jeszcze jedną kawę, Greg? Zdumiony tą zmianą, ale prawidłowo oceniając ją jako cyniczny manewr, Jackman wyciągnął fałszywe wnioski.

– Czy to próba zmiękczenia mnie, zanim wróci twój pomagier i skopie leżącego?

Diamond uśmiechnął się rozbawiony. Delektował się wizją Johna Wigfulla, pana Porządnickiego z komendy głównej, rzucającego się na podejrzanego.

– Pojechał do Bristolu, żeby porozmawiać ze świadkiem.

– To miał być żart – odparł Jackman trochę niepewnie.

– Zaczynam rozumieć twoje poczucie humoru.

– Myślę, że napiłbym się tej kawy.

– Świetnie. Zejdźmy do stołówki. Nie wiem jak ty, ale ja umieram z głodu. – Popatrzył na telefon i podniósł słuchawkę. – Pozwolisz? – zapytał Jackmana. – Muszę przedtem zatelefonować. Ona jest do tego przyzwyczajona, ale lubi, jak sieją uprzedza. – Wykręcił numer. – To ja – powiedział chwilę potem do słuchawki. – Co u ciebie… Nie jestem pewien, kochanie, ale jak tylko będę mógł. Sama nie dasz rady?…zapomniałem… Tak, oczywiście, ale nie czekaj na mnie. – Odłożył słuchawkę. – Ogląda mecz. A kiedy ja jestem w domu i chcę oglądać, narzeka. Nigdy nie zrozumiem kobiet.

Celowo rozwijał ten temat przez jakiś czas, kiedy jedli kanapki z tostów i pili kawę przy akompaniamencie piosenek Beatlesów i hałaśliwej gry w karty, której przewodził były sierżant, obecnie zatrudniony jako cywilny operator komputera. Jedna czy dwie opowiastki Diamonda o zdziwaczałych kobietach, jakie spotkał w życiu, sprawiły, że na odprężonej twarzy Jackmana pojawiło się coś, co przypominało uśmiech. Komisarz opowiadał rozbrajająco, jak trudno było mu uwieść Stephanie, jego żonę, harcmistrzynię w miejscowej drużynie. Odwiedził skautów w Hammersmith jako funkcjonariusz współpracujący z lokalną społecznością, żeby wygłosić pogadankę o zasadach bezpieczeństwa na drogach, i oczarowała go urocza szefowa. Tamtego wieczoru lont został zapalony, a małe dziewczynki w brązowych mundurkach były świadkami, jak sypią się z niego iskry.