– Musiałem być cholernie zdeterminowany, żeby się z tym uporać – wspominał. – Steph zaczęła traktować mnie poważnie, dopiero gdy pojawiłem się na obozie letnim z parą osłów. Sierżant dyżurny z Hammersmith po przejściu na emeryturę otworzył schronisko dla starych osłów. Niezły był z niego kumpel. Chyba te osły przeważyły szalę. Wkrótce potem zaręczyliśmy się ze Steph. Wtedy byłem szczuplejszy. – Uśmiechnął się. – Trochę szczuplejszy. Mogłem usiąść oklep na ośle i nikt nie złożył skargi do Królewskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami.
Przerwał i wepchnął resztkę kanapki do ust.
– Wierzysz w miłość, Greg?
– W miłość? Diamond pokiwał głową.
– Czy coś takiego istnieje, czy wszyscy ulegamy złudzeniu? Czy to tylko oszukańcza sztuczka piosenkarzy i tekściarzy? Pożądanie jestem w stanie zrozumieć. Podziw i szacunek. Ale miłość to co innego. Chodzi mi o to, czy kochałeś Geraldine, kiedy się z nią żeniłeś?
Jackman spojrzał na niego przeciągle.
– Do tego zmierzałeś? Chcesz się dowiedzieć więcej o moich stosunkach z żoną? Dlaczego nie zapytałeś wprost?
– Nie odpowiadaj, skoro tak uważasz. – Diamond był urażony. – Próbuję znaleźć wspólny język.
– Peter, stary druhu – powiedział z sarkazmem Jackman – powiem ci wszystko, bylebyś się ode mnie odczepił. – Odchrząknął. – Może powiem to inaczej: jeśli chcesz o coś zapytać, wal śmiało. Mam zamiar wrócić wieczorem do domu. Tak, myślę, że ją kochałem. Później wszystko się popsuło, ale zachowałem dla niej trochę czułości. Czy to wystarczy?
– Co cię w niej pociągało poza urodą?
– Wydawało mi się, że już to przerabialiśmy. Pochlebiało mi, że wolała mnie od słynnych aktorów telewizyjnych, z którymi pracowała.
– To nie jest miłość.
– Co teraz próbujesz udowodnić? Ze jestem pozbawiony ludzkich uczuć, że jestem psychopatą? Masz jakąś teorię na temat morderstwa i próbujesz mnie w nią upchnąć? Kochałem Geny, bo była inna niż wszystkie dziewczyny, które zdarzyło mi się spotkać. Inteligentna, spostrzegawcza, dzielna, optymistyczna. W niespotykany, tajemniczy sposób jej umysł kontaktował się z moim. To samo nas bawiło i cieszyło. Czy to wystarczy?
Wykład był krótki, ale przekonywający.
– A potem zaczęło być źle, okropnie źle. Nie wiem dlaczego. Do pewnego stopnia rozumiem to: jej kariera się rozpadła, ale dlaczego zwróciła się przeciwko mnie, jakbym był jej wrogiem, tego nigdy nie pojmę. Wobec swoich przyjaciół nadal była tą samą Geny, kipiącą życiem. Dla mnie już nie.
– Sprawiła, że to życie stało się nie do zniesienia – podpowiedział Diamond. – Jasno to wyraziłeś.
– Nie – szybko poprawił go Jackman. – Nie było nie do zniesienia. Nie użyłem tego słowa. Widzisz, ja ją znosiłem.
– To mnie nauczy, żeby liczyć się ze słowami wobec profesora angielskiego – powiedział cierpko Diamond, chcąc ominąć tę przeszkodę w rozmowie. – Powiedzmy, że była trudna. Dlaczego się z nią nie rozwiodłeś? Czy to nie było oczywiste rozwiązanie problemu?
Jackman sapnął, jakby w proteście, że znów wypycha się go na ring.
– A ty zakładasz, że rozwiązałem ten problem, zabijając ją.
– Tego nie powiedziałem.
– Nie musiałeś. – Odepchnął talerz z niedojedzoną kanapką. – Nie miałem nic przeciwko rozwodowi, Geny też. Myślę, że oboje widzieliśmy, jak szybkim krokiem zmierzamy ku temu, ale nie rozmawialiśmy o tym.
– Dlaczego?
– Musisz pamiętać, że byliśmy małżeństwem zaledwie dwa lata. To prawda, że w tym czasie zobaczyłem zdumiewające zmiany w osobowości Geny, ale wiedziałem, skąd się biorą. Przechodziła trudny okres, musiała zrezygnować z BBC, przenieść się na prowincję do mnie. Nie tak wyobrażaliśmy sobie życie. Może byłem naiwny, ale uważałem, że kobieta, którą się stała, nie jest prawdziwą Geny. Potrzebowała więcej czasu, żeby przyzwyczaić się do roli zwyczajnej śmiertelniczki, a nie postaci medialnej. – Rozejrzał się na lewo i prawo, jakby oznajmiał, że teraz nastąpi głębsze wyznanie. Nikt w stołówce nie mógł usłyszeć jego słów, zagłuszonych piosenką She loves you. – To zabrzmi głupio, ale czasem miałem wrażenie, że opętał ją diabeł. Gdyby udało mi się go przepędzić, nasze małżeństwo byłoby uratowane. Ale wróćmy do twojego pytania. Nie rozmawiałem z nią o rozwodzie, bo nie chciałem jej porzucać. Nasza miłość miała pomóc nam przetrwać kryzys.
– A jednak toczyły się między wami wściekłe awantury.
– Oczywiście. Irytowała mnie przy każdej sposobności.
– Zabiłeś ją, Greg?
– Nie.
– Bez premedytacji.
– Ach! – Jackman szerzej otworzył oczy. – To przynęta, co? Zabójstwo, a nie morderstwo.
– Widzę, że zapoznałeś się z terminologią.
– Poza Miltonem i Szekspirem czytuję też inne rzeczy. Nie, panie Diamond. Nie pójdę na ugodę, że to zabójstwo. Nie pójdę na żadną ugodę, którą zaproponujesz. Jeśli masz zamiar mnie w to wrobić, to bardzo się pomyliłeś. Nie spodziewaj się, że wezmę udział w tej intrydze.
Diamond zacisnął zęby. Przez chwilę bał się, że nie zapanuje nad sobą.
– A skoro mowa o pisarzach – dodał Jackman – to chyba jeden z bohaterów ze sztuki Joego Ortona mówi, że policjanci powinni być pod ochroną, jak wiewiórki. Twój puszysty ogonek może znaleźć się w niebezpieczeństwie, jeśli pomylisz się co do mnie.
Diamond nie wiedział, jak to się stało, ale zobaczył wyraźnie, że przesłuchanie poszło w zupełnie inną stronę i że teraz to on się broni. Przyszło mu na myśl nieprzyjemne podejrzenie, że wygadany profesorek wie o sprawie Missendale’a. Ten pomysł pojawił się chyba w samą porę; musiał za wszelką cenę stłumić chęć wyrwania z niego prawdy siłą.
Przełknął więc dumę i przywołał na pomoc ludzi w białych kitlach.
– Nie dasz rady zaprzeczyć raportom z laboratorium. Jeśli ją zabiłeś, wrobią cię, jak to ująłeś, dowody kryminalistyczne, nie ja. Twoja krew, odciski palców, próbki z twojego samochodu. Mogę poczekać jeszcze kilka godzin.
– Co mój samochód ma z tym wspólnego?
– Ciało trzeba było jakoś przewieźć do jeziora. – Mówiąc to, myślał, że traci panowanie nad rozmową. Przyznanie się do winy miał wyciągnąć z niego uprzejmością, nie pogróżkami.
– Moje odciski palców mają prawo być na moim samochodzie. – Jackman zmarszczył brwi.
– Tak, ale jeśli, na przykład, w bagażniku zostanie znaleziony ludzki włos i okaże się ponad wszelką wątpliwość, że to włos twojej żony, będziesz musiał odpowiedzieć na kilka pytań.
Wyglądało na to, że Jackman ma jakieś wątpliwości.
– Potrafią zidentyfikować taki włos?
– Nie chodzi o sam włos – odparł Diamond – ale o mikroskopijne cząsteczki skóry przyczepione do cebulki.
– A znaleźli jakiś włos?
– Są bardzo gorliwi. Ciągle znajdują jakieś śmieci i szczątki.
– Chcecie mnie wrobić.
– Gregory, powinieneś pilnować swojego Miltona i Szekspira. Wszedłeś na cudzy teren.
– Masz przeczucie, że to ja ją zabiłem i nie chcesz się z tego wycofać – odparł twardo Jackman.
Nastrój rozmowy zmienił się całkowicie. Diamond przez chwilę kręcił głową, dając poznać, że ma coś więcej niż przeczucie, coś znacznie więcej.