– Pasuje do tego, co mamy.
– No cóż, poczułem, że nie powinienem przy tym być. Greg chciał omówić z nią całą sprawę. Nie wiedziałem o tej pani nic poza tym, że miała w ręku niezwykle cenne dokumenty. Dyplomatycznie zacząłem się cofać do drzwi, chciałem ich zostawić sam na sam. Właśnie wtedy drzwi się otwarły i weszła pani Jackman. Nie, to za mało powiedziane. Wkroczyła, jakby była gwiazdą zaproszoną do telewizji. Pachniała drogimi perfumami, ubrana w obcisłą, czarną długą suknię. Ta kobieta zaledwie pół godziny temu w kraciastej koszuli i wypłowiałych dżinsach przygotowywała mi kanapkę. Pomyślałem, że pewnie mają zamiar wyjść na kolację, chociaż Greg nadał był ubrany w codzienny strój, ten, który nosił na lotnisku. Tak czy inaczej, natychmiast powiedział jej o listach. Najwyraźniej znały się z panią Didrikson, ale od początku panowała między nimi chłodna atmosfera, która nie uległa ociepleniu, gdy Gerry Jackman rzuciła okiem na listy i powiedziała, że nigdy nie zrozumie ludzi, którzy zbierają stare szpargały bez wartości literackiej.
– Czy to była zaczepka?
– Tak to odczytałem. Ale reakcji właściwie nie było. Pani Didrikson nie odezwała się ani słowem. Greg próbował to jakoś zatuszować, ja wspierałem go jak mogłem. Gerry podeszła do mnie bardzo blisko – stykaliśmy się czubkami butów – spojrzała na mnie załomie i zapytała, co ciekawego leci teraz na Broadwayu. Najwyraźniej chciała przyćmić panią Didrikson. Poczułem się bardzo niezręcznie, powiedziałem, że nie mieszkam w Nowym Jorku i nie jestem na bieżąco w sprawach teatralnych. Nie ustawała w próbach wciągnięcia mnie w rozmowę, ignorując pozostałych. Wreszcie pani Didrikson powiedziała, że musi już iść. Gerry przerwała jej w pół słowa i zaproponowała Gregowi, żeby zabrał panią Didrikson na kolację.
– Jeszcze tego wieczoru?
– Tak, w podzięce za trud związany z odnalezieniem listów. Nie miałem pojęcia, jaką grę prowadzi Gerry. Nadal nie wiem, o co chodziło. Greg powiedział, że nie może mnie zostawić, na co Gerry odparła, że z przyjemnością dotrzyma mi towarzystwa. Tak ubrana – ona i ja sami w domu. Wyobraża pan sobie?
– Czy Jackman przyjął propozycję?
– Nie. Pani Didrikson ucięła sprawę, mówiąc, że jest zajęta. Odprowadził ją do drzwi. Wyszedł z nią nawet na podjazd, chyba po to, żeby zamienić kilka słów na osobności. Zostałem z Gerry. Przejechała mi palcem po kręgosłupie i powiedziała, żebym jej nie winił, że to robi. – Doktor Junker zakasłał nerwowo, jakby znów to przeżywał. – Jestem naukowcem, panie Diamond. Noszę grube okulary i mam czterdzieści sześć lat. Mam coraz wyższe czoło, a nos większy od przeciętnego. Nie jestem przyzwyczajony do zalotów atrakcyjnych kobiet. Żadna się do mnie nie zalecała. Co by pan zrobił na moim miejscu?
Byłoby interesujące móc wysłuchać Diamonda, ale odmówił odpowiedzi. Zadał natomiast pytanie.
– Czy chce pan powiedzieć, że między panem a panią Jackman coś zaszło? O to panu chodzi?
– Ależ nie! Mówię o tym, że nie przyjąłem tej propozycji. – Po tym mocnym zaprzeczeniu w głosie Junkera pojawiła się wyraźna nutka żalu.
– Sądzę, że nie byłoby to łatwe, szczególnie w obecności profesora Jackmana.
– Myśli pan, że robiła to poważnie? Czy raczej mnie podpuszczała?
– Skąd mam to wiedzieć – odparł Diamond. Jego cierpliwość była na wyczerpaniu. – Jestem policjantem, a nie paniusią z rubryki porad osobistych. Co stało się potem?
– Nalała mi drinka. Potem usłyszałem, że samochód pani Didrikson rusza i Greg wrócił. Spędziliśmy jeszcze trochę czasu nad listami. Greg, zresztą słusznie, stwierdził, że trzeba potwierdzić ich autentyczność, zanim umieści sieje na wystawie. Mógł to załatwić najwcześniej w poniedziałek. Boże, żałuję, że ich nie sfotografowałem. Pewnie ich pan nie znalazł?
– Nie.
– Wielka szkoda.
– A gdy dopił pan drinka, doktorze?
– Poszedłem do łóżka. Zasnąłem. Obudziłem się dopiero około jedenastej następnego dnia. Kiedy zszedłem na dół, Greg pojechał już na wystawę.
– Został pan sam z panią Jackman?
Z tamtej strony dobiegł zażenowany śmiech.
– Tak, tylko nie zachowywała się tak, jak poprzedniego wieczoru. Była całkiem inna w stosunku do mnie. Jakby przyjacielska, ale w ogóle się nie narzucała. Zawiozła mnie do sali zgromadzeń na uroczystość otwarcia i została ze mną przez całe popołudnie, co musiało być dla niej nieznośnie nudne. Mam na myśli wystawę. Sfotografowałem prawie wszystkie eksponaty. Trzeba oddać Gregowi sprawiedliwość, że wystawa była fantastyczna.
– Dużo rozmawialiście?
– Oczywiście.
– Dowiedział się pan czegoś interesującego o pani Jackman, ojej problemach lub planach?
– Przykro mi – odparł Junker. – Unikaliśmy tematów osobistych. Po doświadczeniu z poprzedniego wieczoru uznałem, że lepiej będzie się trzymać dziewiętnastowiecznych powieści.
– Spotkaliście tam kogoś? Na przykład jakichś jej przyjaciół?
– Kilku facetów z wydziału anglistyki. Chcieli ze mną porozmawiać o tekście, który niedawno napisałem dla dodatku literackiego „Timesa”, to wszystko.
– Nikogo, kto znałby panią Jackman?
– Było tam mnóstwo takich, którzy ją rozpoznawali. Kilkanaście razy musiała dać autograf. Nie sądzę, żeby spotkała kogokolwiek, kogo naprawdę znała. Powiedziała mi, że jej przyjaciele nie są molami książkowymi.
– To chyba prawda. – Diamond nadal próbował wyłowić jakichś podejrzanych. – Wspomniał pan komuś o listach?
– Boże broń. Ustaliliśmy z Gregiem, że nie powiemy o tym nikomu. W świecie naukowców takie rzeczy trzyma się w tajemnicy, dopóki nie ma się stuprocentowej pewności.
Junker kontynuował opowieść o wydarzeniach tamtego dnia. Historia, jaka się z tego wyłoniła, była zasadniczo taka sama jak ta, którą Diamond wydobył z Jackmana: posiłek w pubie po wystawie zamykał dzień. Decyzja, żeby wcześnie pójść spać. Następnego dnia spokojny poranek w innym pubie, z niedzielnymi gazetami.
– Tylko pan i profesor Jackman?
– Tak. Pani Jackman pozostała w łóżku, przynajmniej tak mi się wydawało.
– A więc po raz pierwszy Jackman miał okazję rozmawiać z panem w cztery oczy od tej historii w piątkowy wieczór?
– Tak.
– Nawiązał do tego?
– Pobieżnie. Chciał mnie przepraszać, ale powiedziałem, że to niepotrzebne. Mówił, że Gerry zdarzają się takie nieprzewidywalne epizody. Zlekceważyłem to, robiąc jakąś szowinistyczną uwagę na temat kobiet. To wszystko. Po lunchu wróciliśmy do domu, wkrótce potem musiałem wyjechać. Gerry zeszła na dół, żeby się ze mną pożegnać. Zachowywała się normalnie, niewinnie podaliśmy sobie ręce i to był ostatni raz, kiedy ją widziałem. Greg odwiózł mnie na stację na pociąg do Londynu. Następnego ranka miałem odwiedzić pewnego profesora w University College.
– Dalrymple’a.
– Jest pan dobrze poinformowany. Musiałem to odwołać. Kiedy rezerwowałem lot do Paryża, nie zdawałem sobie sprawy, że Heathrow leży tak daleko od miasta. Nie było mowy, żebym spotkał się z Edgarem Dalrymple’em i zdążył na samolot. – Junker przerwał. – Chce pan posłuchać o moim spotkaniu z Gregiem w Paryżu?
– Bardzo proszę.
– To krótka opowieść. W poniedziałek wyszedłem na kolację, a kiedy wróciłem, ku swemu zdumieniu zobaczyłem, że stoi w holu mojego hotelu. Powiedział, że zginęły listy Jane Austen, i zapytał, czy aby nie zabrałem ich przez pomyłkę. Może pan sobie wyobrazić, jak się czułem. Było oczywiste, co myśli. Nie ukrywałem zazdrości, kiedy te listy spadły mu jak z nieba. Teraz wyglądało to tak, jakbym nadużył gościnności i je ukradł. Zapewniam pana, że nie zrobiłem tego… i nie było możliwości, żebym je wziął przez pomyłkę. Razem przeszukaliśmy moje rzeczy. Bagaż, pokój, wszystko. Powiedział, że to Gerry musiała je złośliwie zabrać. Nikt inny o nich nie wiedział. Musiałem się z nim zgodzić. Zwróciłem mu uwagę, że może nie podobało jej się, iż jakaś inna kobieta daje mu taki niezwykły prezent. To by wyjaśniało, dlaczego zachowała się wtedy tak dziwnie.