– John, cofnij mercedesa. Myślę, że sporo nam wyśpiewa. Stary wszedł mu w słowo.
– Jeśli przyznaje się do winy, chcę, żeby to zaprotokołowano.
– Dziękuję, że nam pan o tym przypomniał – powiedział Diamond. – W odpowiednim czasie przyjdzie do pana funkcjonariusz. – Wrócił do mercedesa i usiadł z tyłu, za Daną Didrikson. – Z powrotem, do domu – powiedział do Wigfulla, kiedy inspektor wsiadł do wozu.
Na szczycie wzgórza przesiadł się do swojego samochodu i przejechał krótki dystans. Ból już nie był tak obezwładniający. Wigfull jechał za nim mercedesem. Zaparkowali oba wozy przed domem pani Didrikson.
Drzwi były otwarte, tak jak je zostawili. Diamond puścił panią Didrikson przodem. Zawołała kogoś głośno po imieniu.
– Jeśli woła pani syna – powiedział Diamond – to wybiegł tymi drzwiami, kiedy chcieliśmy wejść.
– Nie miał powodu, żeby uciekać. – Zawołała głośniej. – Mat, jesteś tutaj?
– Próbował nas nie wpuścić – wyjaśnił Wigfull. – Moglibyśmy oskarżyć go o utrudnianie i o napaść. Kopnął pana Diamonda celnie i boleśnie.
– To tylko mały chłopiec – odparła z pogardą.
Diamond, dając piękny przykład altruizmu, mrugnął na Wigfulla, żeby nie drążył sprawy.
– Chcemy panią przesłuchać. To zajmie sporo czasu.
– Tutaj?
– Nie, na Manvers Street. Jest już późno. Proszę spakować trochę rzeczy.
– Chcecie, żebym poszła na posterunek? Nie możecie porozmawiać ze mną tutaj?
– Nie da się tego zrobić.
– A co z Matem? Nie mogę zostawić go samego na noc. Przecież on ma dopiero dwanaście lat.
Diamond zapewnił, że zajmą się chłopcem pod jej nieobecność. Abbey Choir School dysponuje internatem na Lansdown Road. Kiedy pani Didrikson w towarzystwie Diamonda poszła na górę, żeby spakować rzeczy, Wigfull spędził trochę czasu przy telefonie, informując patrol, żeby poszukał chłopca i zawiózł go na noc do szkoły.
Sypialnia Dany Didrikson niewiele mówiła o charakterze właścicielki, choć widać było, że jest osobą bardzo metodyczną i skromną. Ściany pomalowano emulsją w odcieniu magnolii, ostatnio bardzo modnym. Półki umocowane na stałe, szafki i podwójne łóżko. Wolno stojąca toaletka. Dywan od ściany do ściany, utrzymany w neutralnej, kamiennej kolorystyce. Dopasowane do niego zasłony. Żadnych obrazów, zdjęć, książek, wypchanych zwierząt czy rozrzuconych ubrań. Sypialnia była podobna do pokoju hotelowego, być może dlatego, że praca szofera zostawiała pani Didrikson niewiele czasu na cokolwiek innego niż sen.
Zdjęła torbę z górnej półki w szafie i włożyła do niej parę rzeczy.
– Czy mogę teraz spakować torbę dla Matthew?
Diamond się zgodził. Słyszał, jak Wigfull na dole nadal rozmawia przez telefon.
Musieli pójść jeszcze wyżej, do pokoju chłopca. To pomieszczenie wykazywało więcej życia. Kartonowe ptaki i nietoperze z zestawów dla modelarzy zwisały z sufitu. Ściany były ozdobione plakatami z gwiazdami popu. Skarpetki i okładki płyt walały się na podłodze. Szachy z niedokończoną grą stały na biurku. Zdecydowanie częściej tu ktoś bywał, tym bardziej że lokator leżał na łóżku za drzwiami.
– Mat, myślałam, że wyszedłeś – powiedziała matka. – Wołałam cię i nie odpowiadałeś.
Leżał na brzuchu, kartkując komiks. Widać było tylko jego ciemne włosy. Nie podniósł wzroku.
– Mat, słyszysz mnie? Chłopiec nadal nie patrzył na nią.
– To gliny. Przewrócili mnie i wdarli się do środka. Pytałem ich o nakaz, ale nie zwrócili na to uwagi.
– Przewrócili cię?
– Kiedy mnie kopnął, odepchnąłem go – wyjaśnił Diamond.
– Na ścianę – odparł gwałtownie Matthew. – Rąbnął pan moją głową o ścianę i przewrócił mnie pan. A w ogóle, czego pan chce?
– Twoja matka pomoże nam w śledztwie. – Diamond powiedział to łagodniej, niż powinien. Dzieciak, jego zdaniem, nie zasługiwał na to. Wyglądał na klasyczny przykład chłopca, któremu brakuje ojca, więc wyżywa się na bezradnej matce. Diamond zszedł na półpiętro i krzyknął w dół.
– John, dzieciak jest tutaj. Był tu przez cały czas.
W sypialni chłopca pani Didrikson wyjaśniała synowi, dlaczego będzie musiał spędzić noc w internacie. Matthew bezskutecznie próbował wyprosić, żeby mógł zostać sam w domu, potem odwrócił się do wszystkich plecami i znów zajął się swoim komiksem. Matka pakowała mu torbę pod pobłażliwym okiem Diamonda, który mimo wszystko czuł litość dla chłopca. Łatwo nie docenić, co znaczy jedna noc w internacie.
Część IV Dana
Rozdział 1
Chodzi o to, co się stało z Geraldine Jackman, prawda? Chcecie wiedzieć, co mnie łączy z Jackmanami? Chętnie o tym opowiem, jeśli pozwolicie mi to zrobić po swojemu, ale będzie to dla mnie ogromny wysiłek. Nie jestem jedną z tych trajkotek, które opowiadają historię swojego życia każdemu, nawet w kolejce do kasy. Z natury jestem skryta; to brzmi tak, jakbym trzymała ludzi na dystans i często tak jest, ale nie powiedziałabym o sobie, że jestem nieśmiała – to kojarzy mi się z pięciolatką, zakrywającą rączkami buzię podczas przyjęcia urodzinowego. Lepiej powiedzieć, że nie potrafię się zwierzać. W rezultacie często mówią o mnie, że jestem niemiła, nieprzystępna. Nieustannie próbuję z tym walczyć, ale wierzcie mi, kiedy się jest samotną matką, trzeba umieć ująć się za siebie i za dziecko.
Kiedy Sverre, mój były mąż, porzucił mnie trzy lata temu, zostałam taksówkarzem. Możecie pomyśleć, że to dziwny sposób zarabiania na życic dla człowieka nieprzystosowanego społecznie. Tymczasem to było dla mnie zbawienie. Nauczyłam się nosić maskę i kryć za nią. Widziałam siebie, jak gram rolę taksówkarza i opowiadam te banały o ruchu i turystach, i o tym, co właśnie usłyszałam przez radio, a przez cały czas czułam, że jestem o milion kilometrów od tego. Osobiście w ogóle mnie to nie obchodziło. Ale ta sprawa jest inna.
W porządku, zaczynamy. Kiedy spotkałam Jackmanów, nie byłam już taksówkarzem. Pracowałam jako kierowca u pana Stanleya Buckle’a, dyrektora Realbrew Ales. Dlatego jeździłam mercedesem. Nie jest mój.
Tę pracę zaproponował mi osobiście pan Buckie pewnego wieczoru, kiedy jechał moją taksówką z Bath do swojego domu w Bristolu. Już kilka razy wcześniej był moim pasażerem i pomyślałam, że jest dość miły. Trochę ze mną flirtował, jak to mężczyźni w średnim wieku z kobietami taksówkarzami. Nic nadzwyczajnego. Wtedy nie wiedziałam, że jest szefem Realbrew. Orientowałam się, że ma udziały w paru przedsiębiorstwach w Bath i w Bristolu, i oczywiście widziałam jego piękny dom, stojący naprzeciwko Clifton College, więc byłam pewna, że mnie nie nabiera, kiedy zaproponował mi pracę. Pod koniec kursu zapytał mnie po prostu, ile zarabiam tygodniowo, i zaproponował, że da mi tyle samo, płatne raz na miesiąc w zamian za pracę przez sześć dni w tygodniu bez nocy. Będę mogła korzystać z samochodu służbowego, o ile dokładnie spiszę przejechane odległości.
Nie wahałam się. Taksówka dawała chleb, ale to był młyn. Do tego dnia nie widziałam dla siebie innego wyjścia.
Oczywiście wiecie o tym, że w lipcu uratowano mojego syna przed utonięciem. Powiedział wam o tym Greg – profesor Jackman. Był to jeden z najbardziej przerażających dni w moim życiu, i to nie tylko przez to, co przytrafiło się Matowi. Miałam problemy z policją, zanim jeszcze dowiedziałam się o nim. Nie w Bath, ale może o tym wiecie?
Przepraszam. To nie brzmi jasno, prawda? Może lepiej, jeśli opowiem o całym dniu, bo to ma związek z tym, co zdarzyło się później.
Wcześnie rano zadzwonił do mnie pan Buckie. Potrzebny mu był samochód. Miałam go podwieźć do Clifton przed dziewiątą.