– Może kawy? – zapytał. – Ależ musiałaś być zdenerwowana! Chłopiec naprawdę dobrze się czuje?
– Doskonale – zapewniłam. – Spóźniłam się, ponieważ…
– Spóźniła się! – wszedł mi w słowo pan Buckie. – Nie spodziewaliśmy się, że w ogóle cię zobaczymy po tej koszmarnej przygodzie. Na pewno nie chcesz dnia wolnego?
– To bardzo wielkoduszne – udało mi się wykrztusić – ale wypadek zdarzył się przedwczoraj.
– Nie szkodzi. Jeśli mógłbym coś dla ciebie zrobić, wystarczy, że mi o tym powiesz.
Tego wieczoru Matthew wrócił do domu przede mną. Oglądał telewizję i jadł smażoną fasolę z chlebem. Nie dopytywałam się, co było w szkole, kiedy się tam znów pojawił. Pewnie miał już dość upokorzeń.
– Był telefon – powiedział. – Ta gruba reporterka, pani Abershaw. Westchnęłam, trochę dlatego że byłam na nią zła, a trochę w jej obronie
– ta męska gruboskórność.
– Mat, ona nic nie poradzi na to, że jest gruba. Czego chciała tym razem?
– Pytała, czy przypomnieliśmy sobie cokolwiek w związku z tym człowiekiem. Powiedziała, że zadzwoni jeszcze raz, kiedy przyjdziesz. Mogłaby poradzić, gdyby się odchudzała.
– Co jej powiedziałeś?
– Niewiele więcej. Nie miał kółka w nosie. Po prostu zwyczajny facet z wąsami. To jej powiedziałem.
Zapytałam go nieśmiało, czy ma jakąś pracę domową. Wyłączył telewizor.
– Mnóstwo. Słówka łacińskie. I stary Fortescue zadał nam cholerną pracę z historii. Każdemu przydzielił ulicę w Bath i mamy napisać jej historię.
– A co ty dostałeś?
– On to naprawdę dobrze przygotował. Powiedział, że przeżyłem dzięki metodzie usta-usta, powinienem więc dostać Gay Street. Wszyscy chichotali.
– Niektórzy z tych nauczycieli nie są lepsi niż chłopcy, których uczą. Co masz zamiar robić dziś wieczorem?
– Narysować duży plan ulicy. Musimy uwzględnić wszystkie budynki. Jutro będziemy ustalać, kiedy to wszystko zbudowano, kto tam mieszkał i tak dalej.
– To chyba bardziej interesujące niż łacińskie słówka – powiedziałam, żeby go zachęcić.
Zadzwonił telefon.
Molly Abershaw. Zapytała, czy miałam w ręku gazetę.
– Tak – odparłam tonem, który niczego nie sugerował.
– Podobało się pani?
– Podobało? – powiedziałam. – Nie jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że się nas opisuje w gazetach, o czym, jak sądzę, pani wie. Ale nie możemy narzekać. Trzymała się pani faktów. Mój szef był zadowolony, że wymieniła pani z nazwy jego spółkę.
Molly Abershaw po drugiej stronie linii była równie opanowana jak ja.
– Całkowicie bezinteresownie. Zastanawiałam się tylko, czy dowiedziała się pani czegoś więcej o człowieku, który uratował Matthew życie.
– Nie – powiedziałam. – Nic więcej nie wiem. Pytałam o niego, ale bezskutecznie. A to, co przypisała mi pani w swoim artykule, że chcę mu osobiście podziękować, to rzeczywiście prawda.
Teraz głos stał się bardziej ożywiony.
– Właśnie dlatego chciałam z panią porozmawiać. Wpadłam na pomysł ciągu dalszego. Myślę, że moglibyśmy poprowadzić akcję: „Znajdźcie bohatera” i poprosić czytelników o pomoc.
– Rozumiem.
– Nie wydaje się pani zachwycona.
– Prawdę mówiąc, myślałam, że nic więcej o nas się nie ukaże w gazetach.
– Ale chciałaby go pani odnaleźć.
– Oczywiście, tak.
– To sposób równie dobry jak inne. Od pani chciałabym tylko jeszcze jednej wypowiedzi, że bardzo pragnie go pani znaleźć.
– Oczywiście, że chciałabym go znaleźć. Zaryzykował życie, żeby uratować mojego syna. Bardzo pragnę móc mu wyrazić wdzięczność, ale…;
– Świetnie. A Maxim zrobi pani i Matthew zdjęcie. Może jutro, jeśli pani pozwoli, zanim Matthew wyjdzie do szkoły.
– To wcześnie. Wychodzi z domu o wpół do dziewiątej.
– To nie problem. Maxim przyjdzie do was po ósmej. Proszę pani…?
– Tak?
– Czy mogłaby pani zapytać Matthew, jak nazywają się jego dwaj koledzy? Mam nadzieję, że zapamiętali jakieś szczegóły, które mogłyby nam pomóc znaleźć tego człowieka.
Zrobiłam się ostrożna.
– Może nie mieszajmy w to tych chłopców?
– Chcę z nimi tylko porozmawiać. Zastanawiam się, czy można uzyskać więcej szczegółów i sporządzić portret pamięciowy tego człowieka.
– Policja to robi, żeby zidentyfikować przestępców – zwróciłam jej uwagę.
Na chwilę zapadło milczenie.
– Nie o to mi chodziło i wątpię, żeby nasi czytelnicy tak to rozumieli. W każdym razie chciałabym jutro skontaktować się z chłopcami. Mogą porozmawiać ze mną telefonicznie. Ma pani nasz numer? Jest na ostatniej stronie gazety.
Nie obiecałam jej niczego, powiedziałam tylko, że powiem o tym Matowi.
– To wystarczy. Jeśli Mat przypomni sobie coś jeszcze, chętnie bym z nim porozmawiała.
– Powiem mu. – Odłożyłam słuchawkę.
Takie zainteresowanie było męczące. Rozumiałam człowieka, który uratował Matthew, że chce pozostać anonimowy.
Rozdział 4
W piątek Matthew przyszedł do kuchni i otworzył lodówkę. Zapytałam, co spodziewa się znaleźć.
– Krem – odparł.
– Jesteś optymistą. Wczoraj zjadłeś resztkę. Jeśli naprawdę ci to potrzebne, to w zamrażalniku są lody. Jaką masz pracę domową w tym tygodniu? – Czasu zawsze jest tak mało, że moje rozmowy z synem są zredukowane do takich pogaduszek. Nie lubię udawać nadgorliwej mamuśki, ale on pewnie tak to widział, a i ja odnosiłam takie wrażenie. Był w wieku, w którym niechętnie ujawnia się myśli, więc trzymaliśmy się spraw praktycznych, a kwestia pracy domowej jest nie do pominięcia.
Powiedział, że musi dokończyć tłumaczenie z łaciny, przygotować się do sprawdzianu z Biblii na poniedziałek i – jak mówił – „zrobić ten pedalski projekt z historii”.
– Matthew! – słyszałam gorsze słowa, kiedy jeździłam taksówką, ale raziło mnie, że słyszę to od własnego syna. – Co ci właściwie w nim przeszkadza?
– Mamy znaleźć słynnych ludzi, którzy mieszkali przy tej ulicy i napisać coś o ich życiu. Pierś ma łatwo. Dostał Circus, a tam są tabliczki z nazwiskami. A ja utknąłem na Gay Street, co za pech.
– Musisz trochę poszukać. Chyba na tym polega to zadanie.
– Poszukać?
– Nie udawaj głupka, Mat. Muszą być jakieś książki, w których możesz to sprawdzić.
– Gdzie?
– Na początek w bibliotece.
– Chyba żartujesz.
– Nie w szkolnej bibliotece, tylko w publicznej. Pójdziemy tam jutro. Pokażę ci, gdzie szukać.
– O której? W soboty pracujesz.
– Jeszcze nie mogę ci powiedzieć, kochanie. Postaram się znaleźć czas.
Jego spojrzenie mówiło, że nie bardzo mi wierzy. Odwrócił się i zgarbiony powlókł do swojego pokoju. Usłyszałam, jak włącza telewizor. Poczułam napięcie w karku i ramionach. Jeśli nie mam czasu, żeby pomóc dziecku w pracy domowej, to jaki to wszystko ma sens? Niewdzięczność Mata jeszcze bardziej pogrążyła mnie w rozpaczy. Ciągle musiałam sobie przypominać, że jego zachowanie jest normą w okresie dojrzewania. Nie osiągnął jeszcze takiej dojrzałości, żeby dać sobie radę z hormonami, jeśli to w ogóle jest możliwe. Przykład jego ojca nie był zachęcający.
Z pokoju nagle usłyszałam krzyk.
– Mamo, chodź. Zirytowałam się.
– Nie mów tak do mnie, Matthew.
– Szybko.
Nutka ponaglenia w jego głosie zelektryzowała mnie. Zastałam Matthew na kolanach przed telewizorem. Palcem dotykał ekranu.
– To on!
– Kto?
– No ten, który uratował mi życie.