– Kim? – zapytał Wigfull.
– John, na litość boską – warknął Diamond. – Niech pani mówi dalej.
– Byłam bardziej zaskoczona niż obrażona. Zapytałam, kim jest, a ona, że przypadkiem żoną człowieka, z którym się aktualnie pieprzę. To wszystko działo się w obecności mojego dwunastoletniego syna. – Podniosła wzrok, twarz miała wykrzywioną bólem, jaki wywołało to wspomnienie. – Wyobraża pan sobie? Poprosiłam ją, żeby wyszła. Biedne dziecko, wyglądał, jakby piorun go strzelił. Zanim przestąpiła próg, zaczęła rzucać na mnie oskarżenia tak pokrętne, że zwątpiłam, czy jest przy zdrowych zmysłach. Powiedziała, że wykorzystałam Matthew jako przynętę, żeby złapać jej męża. Odkryłam, że Greg nie ma dzieci, i zamachałam mu przed nosem Matthew – właśnie takich słów użyła – wiedząc, jak bardzo pragnie mieć syna.
– Co pani na to powiedziała?
– Prawdę. Ze opowiada cholerne bzdury i że nigdy nie spałam z jej mężem. Potem, oczywiście, starała się jak mogła uzasadnić te szalone oskarżenia. Przypomniała, że zaprosiłam Grega na kawę, kiedy przywiózł Matthew z basenu. Pomyślałam, że kawa i herbatnik w mojej kuchni to jeszcze nie powód do rozwodu, i tak jej powiedziałam. Ale w oczach Geraldine wszystko to było częścią utkanej przeze mnie pajęczyny: pływanie, wspólne wyjścia, drink, który kupiłam Gregowi w Viaduct… oczywiście, ktoś nas widział. Nie można było jej przekonać. W końcu przestałam protestować i dałam się jej wygadać z nadzieją, że jak skończy, to sobie pójdzie. I tak się stało. Nie przyszła, żeby mnie wysłuchać. Chciała po prostu wypuścić nadmiar pary i zrobiła to. Wreszcie wybiegła jak furia.
– Nie groziła pani, nie stawiała ultimatum?
– Nie, to był po prostu stek obelg.
– Jak się pani czuła po tym wszystkim? Wyobrażam sobie, że musiała pani być wściekła.
– Raczej oszołomiona. Kręciło mi się w głowie. Natychmiast porozmawiałam z Matem i powiedziałam mu, że ta kobieta jest najwyraźniej niezrównoważona. Przeprosił za to, że wpuścił ją do domu, ale była bardzo miła, dopóki ja się nie pojawiłam. Tak to bywa z tego rodzaju szaleństwem. Dziewięćdziesiąt pięć procent czasu wydają się całkowicie przy zdrowych zmysłach.
Diamond pokiwał głową.
– Na wypadek gdyby Matthew uwierzył w któryś z jej zwariowanych zarzutów, przysięgłam uroczyście, że wszystkie są nieprawdziwe. Zgodziliśmy się co do tego, że Greg ma problemy z tą kobietą, przecież razem żyją. Powiedziałam Matowi, że po tym, co zostało powiedziane, nie powinien już chodzić z Gregiem na pływalnię.
W uchu Diamonda brzmiało to jak sztuczny patos, ale podszedł do tego z powagą.
– Jak to przyjął?
– Po męsku, jak na chłopca w jego wieku. Z początku nie widział w tym sensu. W końcu Greg był dla niego drugim ojcem przez cały lipiec i sierpień, więc odczuł ból rozstania. Musiałam zwrócić mu uwagę, że i Greg będzie musiał zaprzestać wypraw na basen wobec tego, co powiedziała Geraldine.
– Zrozumiał?
– Tak.
Cała sprawa natchnęła Diamonda istotnymi przeczuciami. Ten incydent nie musiał być bezpośrednim motywem morderstwa, ale najwyraźniej głęboko utkwił w psychice Dany Didrikson. Nie tylko zaatakowano jej moralność, ale także uczciwość jako matki, a to wystarczy, żeby niebezpiecznie rozjuszyć każdą kobietę. Mimo że tyle czasu minęło od incydentu, w jej oczach i głosie czaiła się dzika wściekłość, kiedy mówiła o Geraldine Jackman.
Znów naprowadził ją na główną linię śledztwa.
– Miała pani kolejny problem na głowie: listy Jane Austen.
– Teraz pan rozumie, dlaczego nie przekazałam ich tamtego wieczoru?
– Ale w końcu zrobiła to pani.
– Tak, po kilku bezsennych nocach. Pomyślałam sobie: dlaczego mam pozwolić, żeby ta głupio zazdrosna kobieta pozbawiła Grega satysfakcji płynącej z posiadania cennych listów? Dla mnie nie miały znaczenia, ale w jego rękach namieszałyby w literackim światku. Zagwarantowałyby sukces jego wystawie. Po ogromnym ryzyku, jakie wziął na siebie, ratując mojego syna, musiałabym być kompletnym mięczakiem, gdybym bała się powtórnie narazić na połajanki Geraldine. W piątek wieczorem, na dzień przed otwarciem wystawy, zebrałam się w sobie i poszłam do niego do domu.
– Przecież mogła pani wysłać listy pocztą i uniknąć spotkania z panią Jackman? – powiedział Wigfull.
– Były zbyt cenne, żeby powierzać je poczcie. Poza tym było za mało czasu.
Diamond odezwał się z większym zrozumieniem.
– Myślę, że chciała pani zobaczyć jego reakcję, kiedy mu je pani pokaże.
Uśmiechnęła się lekko, potwierdzając, że trafił w sedno.
– Szczerze mówiąc, tak. Najpierw zadzwoniłam, żeby się upewnić, że będzie w domu. Powiedziałam tylko, że mam coś, co chciałabym mu dać, i zapytałam, czy nie będę przeszkadzać, jeśli zaraz przyjadę. Skorzystałam ze sposobności i jeszcze raz podziękowałam mu telefonicznie za jego uprzejmość wobec Mata i mnie, a potem jasno postawiłam sprawę, że spotkania na pływalni muszą się skończyć.
– Powiedziała pani dlaczego?
– Myślę, że wiedział. Geraldine z pewnością powiedziała mu o swoich podejrzeniach. Nie wyglądała na osobę skrytą. W każdym razie nie oponował. Kiedy przyjechałam, ulżyło mi, że to Greg powitał mnie w drzwiach.
A kiedy pokazałam mu listy, cóż to była za wspaniała chwila! Tak się cieszyłam, że jednak przyszłam. Ucieszył się. Kazał mi opowiedzieć ze szczegółami, jak na nie natrafiłam. A potem wszedł nieznany mi mężczyzna, Amerykanin.
– Doktor Junker.
– Tak się nazywał. Chyba był autorytetem w sprawach Jane Austen i kiedy zobaczył listy, aż zadrżał z podniecenia. Był całkowicie pewien, że wyszły spod ręki Jane. Kiedy parę minut później weszła Geraldine Jackman, nie ściągnęła na siebie takiej uwagi, która według niej należała się jej z założenia. Wygłupiała się jak rozkapryszone dziecko.
To było fascynujące, móc wysłuchać opowieści o znanym epizodzie z innego punktu widzenia, ale Diamond skupił się raczej na faktach, a nie na wrażeniach. Relacja Dany Didrikson ściśle odpowiadała temu, co powiedzieli Jackman i Junker. Zauważyła rażące umizgi Geraldine do Jackmana i powtórzyła złośliwą propozycję złożoną przez panią domu, żeby Jackman okazał wdzięczność, zabierając ją, Danę Didrikson, na kolację do restauracji.
– Tylko dla porządku, nie umawiała się pani na ponowną wizytę w tym domu?
– Czy nie wyraziłam się jasno? – zapytała. – Kończyłam znajomość z Jackmanami.
– I skończyła pani?
– Tak. – Odchyliła się do tyłu. W jej brązowych oczach widać było zmęczenie. – To wszystko, nie mam wam nic więcej do powiedzenia.
Diamond patrzył na nią, nie wiedząc, czy powiedziała to złośliwie, czy stawia opór. Nagle poczuł się rozbity, nieprzygotowany na zakończenie przedstawienia w połowie seansu.
– Chce pani powiedzieć, że potrzebna jest pani przerwa.
– Nie – odparła. – Nie to chcę powiedzieć.
– Niechże pani da spokój – powiedział łagodnie. – Musi być coś jeszcze. Wiemy, że jest.
W oczach miała coś, co potwierdzało jego przypuszczenia, ale nie chciała tego przyznać.
– Jestem zatrzymana, tak?
– Jeszcze nie.
– W takim razie chciałabym wyjść.
– W takim razie – powiedział Diamond – będę zmuszony zatrzymać panią.
– Za co?
– Za nieostrożną jazdę. To wystarczy.
– To absurd.
– Przykro mi. Tak, jest pani zatrzymana.
– Co to znaczy?
– To znaczy, że możemy panią przetrzymać przez dobę albo trzydzieści sześć godzin, jeśli tak postanowię.