Выбрать главу

Warga jej zadrżała.

– Jutro muszę być w pracy. Szef będzie chciał, żebym go woziła.

– No to będzie musiał skorzystać z taksówki, prawda? – Spojrzał na Wigfulla. – Zatrzymaj taśmę. Wkrótce będzie nam potrzebna nowa.

Rozdział 2

Zanim wrócimy, John…

– Tak?

– Słówko.

Wigfull uniósł wysoko brwi. Z tymi swoimi operetkowymi wąsami wyglądał tak, jakby naprawdę nie miał pojęcia, o co chodzi Peterowi Diamondowi. Detektywi zostawili Danę Didrikson w pokoju przesłuchań, żeby przemyśleć to, czego do tej pory nie ujawniła, i każdy z nich zajął się tym z osobna – Diamond przy swoim biurku, Wigfull przy telefonie, w dyżurce. Teraz stanęli oko w oko u szczytu schodów.

Diamond przeszedł do rzeczy.

– Pojawiło się między nami nieporozumienie. Ja jej daję mówić, a ty wsadzasz kij między szprychy.

– Na przykład…?

– Do cholery, doskonale wiesz, o co mi chodzi.

– Panie Diamond, jeśli ma mi pan coś za złe, wolałbym, żeby wyłożył pan to jasno.

Diamond z trudem opanował przypływ złości.

– John, w tym jest coś bardziej zasadniczego. Nie nadajemy na tych samych falach. Ty z zasady jesteś wrogo nastawiony do kobiet, i to widać.

– Wrogo nastawiony? Przecież nam uciekała.

– Co nie znaczy, że mamy na nią naciskać.

– Oczywiście – mruknął jadowicie Wigfull, jasno dając do zrozumienia, że taka gadka ze strony człowieka, który wsadził Hedleya Missendale’a, niewiele wnosi.

Diamond nie dał się zbyć.

– Naszym celem jest wydobycie prawdy.

– Tak, a prawda jest taka, że zadurzyła się w Jackmanie i zamordowała jego żonę.

Wigfullowi wydawało się to aż nazbyt oczywiste.

– Może masz rację, ale to ma także inny wymiar – powiedział Diamond.

– Łzawa historyjka, o to chodzi?

– Nie wiem. Z pewnością wyjdzie więcej, jeśli damy jej szansę, żeby nam powiedziała.

– Innymi słowy chce pan, żebym trzymał niewyparzony jęzor za zębami. Nutka autoironii była ustępstwem, krokiem wstecz od zimnej wrogości i Diamond uśmiechem okazał, że przyjmuje to do wiadomości.

– Szansa już minęła. Okopała się. Musimy coś z tym zrobić, ale z głową. Według mnie nie zareaguje na groźby.

– W porządku, już powiedziałem, że będę milczał.

– Nie. Chcę, żebyś się wtrącał. Pomaga mi to, że panujesz nad szczegółami. Tak do niej podejdziemy, prawdą, sprawdzając jej wersję za pomocą faktów, o których wiemy, że są prawdziwe. Razem, John, jako zespół.

Wigfull odpowiedział niechętnym skinieniem głowy. Dość ostro zapytał też, jaką linię przyjmie teraz przesłuchanie.

Diamond wiedział, czego chce. Zaczną od zasugerowania Danie Didrikson, że była w domu Jackmana w dniu morderstwa. Bez względu na jej odpowiedź każą jej zdać sprawę z jej czynności w tamten poniedziałek. Dopiero kiedy będą dysponowali obrazem całego jej dnia, spróbują zgłębić jej motywy albo wykazać niespójności w zeznaniach. Było to przesłuchanie złożone, ulubione przez instruktorów w szkołach policyjnych i Wigfull nie mógł temu niczego zarzucić. Diamond, żeby dodać ludzkiego wymiaru tej rozmowie, dodał, że odbędzie się to jego osobistym kosztem, gdyż jego żona, Stephanie, wykorzystuje późne powroty męża jako amunicję w kampanii o zmodernizowanie kuchni. Składa mu późnym wieczorem przypalone ofiary.

– Powinien jej pan kupić kuchenkę mikrofalową – doradził Wigfull.

– Nie mam do nich zaufania.

– To nowa technologia. Bez naszej nie wiedziałbym, jak żyć.

– Tak też myślałem – powiedział Diamond, skłonny wierzyć, że dom Wigfulla nie da się odróżnić od salonu sprzedaży urządzeń elektrycznych.

– Być może widział mnie pan przed chwilą przy telefonie – kontynuował Wigfull. – Nie dzwoniłem do żony. Nie robię tego, odkąd mamy mikrofalówkę. – Kiedy Diamond myślał o przyczynie i jej skutku, Wigfull dodał niedbale, ale z łobuzerską nutką.

– Prawdę mówiąc, zadzwoniłem do Buckle’a, pracodawcy pani Didrikson.

– Po co?

– Powiedziałem mu, że pani Didrikson jutro nie przyjdzie do pracy.

– Czy nie było trochę za późno?

– Złapałem go w domu.

– Rozumiem. – Diamond, nieco zbity z pantałyku, ale czujny, poszedł do pokoju przesłuchań. – Jestem pewien, że będzie ci wdzięczna.

Usłyszał za sobą, jak Wigfull mówi podniesionym głosem.

– Nie zrobiłem tego z uprzejmości, panie Diamond. Zapytałem, czy stawiła się do pracy w poniedziałek, jedenastego września.

Diamond obrócił się na pięcie.

Wigfull wyglądał jak zadowolony kot, leżący na poduszce.

– I nie stawiła się. Buckie sprawdził w zapiskach. Wzięła dzień wolnego. W dniu morderstwa nie było jej w pracy. – Rozdzielał słowa jak aktor, kończący odcinek słuchowiska radiowego. Brakowało tylko głośnej muzyki.

Diamond jej nie zapewnił. Zaledwie kiwnął głową.

– Wiedział pan o tym? – Wigfull aż zapiał z niedowierzania.

– Zeznania przynieśli chłopcy, którzy chodzili po domach. Właśnie je przeczytałem. Widziano, jak kobieta w czarnym mercedesie skręcała na podjazd John Brydon House krótko po jedenastej piętnaście.

Naprawdę czuł się zadowolony.

***

Kiedy wrócili, stała tyłem do drzwi i w jej postawie było widać napięcie. Smukła postać patrząca przez okno na światła Bath z ramionami założonymi na piersi. Diamond pomyślał o tym, jak mało dowiedział się o charakterze tej kobiety przez dwie, trzy godziny pytań i odpowiedzi. Wynikało to częściowo z tego, że najwyraźniej wyuczyła się swojej opowieści na pamięć, wiedząc, że wcześniej czy później policja ją dorwie. Gładkie przedstawienie niewiele sugerowało, nie licząc tych wybuchów rozdrażnienia, kiedy Wigfull zaczął jej pod koniec przerywać. Wprawdzie emanowało z niej silne poczucie obowiązku, czy to w stosunku do jej niegrzecznego syna, czy szemranego szefa, czy też rycerza w lśniącej zbroi, profesora Jackmana, ale trzeba było jeszcze sprawdzić, ile jest obliczone na pokaz. Jedną rzecz Diamond zapamiętał dobrze: mocne uczucie triumfu, towarzyszące jej opowieści o poszukiwaniach listów Jane Austen, listów, które coraz bardziej zaczynały wyglądać na motyw morderstwa.

– Możemy wrócić do rozmowy? – zapytał.

– Nie mam nic więcej do powiedzenia. – Nie musiała tego mówić. Mógł odczytać odmowę z ułożenia jej ramion.

Kiwnął głową do Wigfulla, żeby założył nową taśmę i nagrał informacje wstępne. Kiedy miał to za sobą, przypomniał jej formalne ostrzeżenie i dodał.

– Właśnie otrzymaliśmy nowe informacje na pani temat. Nie przyniosło to spodziewanego efektu.

– Wiemy, że odwiedziła pani Geraldine Jackman w dniu, kiedy została zamordowana. Widziano panią…

Tym razem wstrząsnął nią dreszcz, próbowała go ukryć, udając, że pociera sobie ramiona.

Diamond dokończył zdanie:

– …więc musi być coś więcej do powiedzenia.

Wigfull odezwał się, przybierając nowy, nieagresywny styl.

– Może pani usiądzie?

Odwróciła się przez ramię, niezdecydowana, co robić, a potem podeszła do stołu i zajęła miejsce naprzeciwko Diamonda. Oczy jej błyszczały, jakby w jej mózgu działo się zbyt wiele, żeby mogła właściwie zinterpretować to, co widzi.

– Przyznaje pani, że weszła do tego domu? – zapytał Diamond. Opuściła głowę, co można było odczytać jako przytaknięcie.

– Dlaczego? – zapytał Diamond, odchodząc od przesłuchania strukturalnego, które sam zaproponował. – Dlaczego pani tam weszła?

Odpowiedziała szeptem zbyt cichym, żeby mógł go zarejestrować magnetofon.

– Poprosić ją, żeby oddała listy.