Выбрать главу

– A Dana okazała wzruszającą wiarę we mnie.

– W jaki sposób?

– Zastanów się, dlaczego nie zadzwoniła na policję w dniu, kiedy znalazła ciało Gerry. Weszła do domu i znalazła ją martwą na łóżku. Każdy uznałby, że zabiłem żonę, prawda?

Diamond zareagował neutralnym skrzywieniem warg. Jackman mówił dalej, podekscytowany:

– Jest dla mnie niewiarygodnie dobra. Nie zadzwoniła na policję nawet wtedy, gdy w jeziorze znaleziono ciało. Kiedy przyszliście ją przesłuchać, próbowała uciec. Wszystko to jest bardzo podejrzane w oczach prawa. Ale ja jestem pewien, że robiła to, żeby mnie chronić. Nie chciała, by na podstawie jej zeznań oskarżono mnie o zabójstwo.

– Skąd wiesz, że uciekała?

– Od jej adwokatki. Ma akta policyjne z wszystkimi oświadczeniami.

– Skoro tak – powiedział Diamond – to jesteś lepiej poinformowany ode mnie. Do czego się przyznała?

– Tylko do tego, że weszła do domu i znalazła ciało.

– Trzyma się tego?

– Oczywiście.

W tym „oczywiście” nie było udawania. Diamond powinien mocno wierzyć w niewinność Dany Didrikson. A jednak nadal nie był przekonany. Już nieraz słyszał takie uwagi od zakochanych mężczyzn. Albo winnych mężczyzn.

– Czy adwokatka omówiła z tobą dowody z laboratorium kryminalistycznego?

Jackman westchnął i rozłożył ręce w geście bezradności.

– Nie mogło być gorzej. Ustalono, że to jej samochodem przewieziono zwłoki. W bagażniku znaleziono cząstki naskórka i trochę włosków ze skóry. Naukowcy udowodnili za pomocą analizy DNA, że pochodziły z ciała mojej żony.

Stwierdzenie, że nie mogło być gorzej, nie było przesadą. Sprawa była teraz zapięta na ostatni guzik.

Litując się nad stanem umysłu tego człowieka, Diamond złagodził swoje wnioski.

– Rozumiem twój niepokój, profesorze. W dzisiejszych dniach nie da się wygrać z naukowcami. Kiedyś dowody z laboratorium kryminalistycznego podlegały różnym interpretacjom. Każda ze stron miała swój zestaw biegłych. Ale po wprowadzeniu testów DNA to się skończyło. W obliczu takich dowodów sam oskarżyłbym panią Didrikson o zabójstwo. – Cholerna ironia, pomyślał, kiedy to powiedział. Peter Diamond przyznający nieomylność ludziom w białych kitlach.

– Z pewnością jest tu miejsce na wątpliwości – powiedział Jackman. – A jeśli to ktoś inny korzystał z tego samochodu?

– Chcesz powiedzieć, że wypożyczyła go mordercy? Musiałbyś ją zapytać. Nic na ten temat nie powiedziała, kiedy ją przesłuchiwałem.

– A powinna. Na tamtym etapie nie wiedziałeś, że samochód został wykorzystany do przewiezienia zwłok Gerry.

– Będą ją o to musieli zapytać jej prawnicy. Nie pokładałbym w tym wielkich nadziei.

Zapadła cisza tak intensywna, jakby opuszczono kratę znad baru. Jackman zawahał się, zatopiony we własnych przemyśleniach, spojrzał w kieliszek, zakręcił resztkami brandy.

– Ten inspektor, który przejął od ciebie sprawę.

– John Wigfull? Teraz to nadinspektor.

– Tak. Nie zrozum mnie źle, Diamond, ale z mediów słyszy się mnóstwo o mylnych skazaniach. Widziałem, że jest nad wyraz ambitny. Wydaje się być niemal fanatycznie…

Diamond przerwał mu stanowczo.

– Nie mów tak, profesorze. Nie wbiję byłym kolegom noża w plecy.

– Próbuję wyjaśnić niewytłumaczalne.

– Najwyraźniej. Dopij, dobrze? Mam parę stołów do wysprzątania.

***

Godzinę po pójściu do łóżka, zmęczony jak pies, nadal był mocno zaabsorbowany tym, co usłyszał od Jackmana. Głupota. Nie ma ochoty znowu się w to wplątywać. Wszelka pomoc, jakiej udzieliłby obronie, będzie uznana za zawiść, za próbę odegrania się na Johnie Wigfullu.

Z tego, co usłyszał, oskarżenie skierowane przeciwko Danie Didrikson było nie do obalenia po tym, jak ekipa kryminalistyczna powiązała jej samochód z przestępstwem. Troska i wsparcie ze strony Jackmana tylko wzmocnią stanowisko prokuratury. Motyw nie mógłby zostać wyraźniej wyartykułowany, chyba że Jackman wynająłby samolot i przeleciał nad miastem z banerem głoszącym: „Dana kocha Grega”.

Ale zawsze uważał, że ta zbrodnia ma drugie dno. Niepowiązane wątki dyndały kusząco. Ta dziwna sprawa z pożarem i pytanie, czy Geraldine Jackman naprawdę chciała zabić męża. Czy była paranoiczką, jak nieraz twierdził Jackman?

Potem ta niezwykła scena, której świadkami byli Dana Didrikson i Matthew na podjeździe do John Brydon House, kiedy Geraldine szarpała się z mężczyzną imieniem Andy najwyraźniej po to, żeby go zatrzymać. Czy Andy był jej kochankiem, który chciał odejść?

I dlaczego nie odnalazły się listy Jane Austen?

Na krótko musiał zapaść w płytki sen, bo kiedy się obudził, była dopiero za pięć druga, a on powtarzał sobie pytania i odpowiedzi, jak jakąś irytującą litanię z koszmarnego snu: kogo przeoczyłem? Louis Junker, Stanley Buckie, Roger Plato, Andy ktoś tam, Molly Abershaw…

Usiadł i pomyślał: dlaczego się tym przejmuję?

Nikt się tym nie przejmuje poza Jackmanem.

Wigfull śpi spokojnym snem człowieka, który zakończył sprawę.

Może posiedzę trochę dłużej i pomyślę.

Rozdział 6

Następnego dnia rano zadzwonił na uniwersytet do Jackmana, odrzucając chwilowo przekonanie, że nie jest mądrze wplątywać się w to. Minimalna szansa, że Dana Didrikson jest niewinna, kazała mu opowiedzieć o pomyśle, na który wpadł nad ranem.

– Słuchaj, przypomniałem sobie coś, co być może będzie miało wpływ na sprawę. Mówię ci o tym, bo uważam, że dzięki temu prawda może wyjść na jaw, ale nie chcę, żebyś wspomniał o mnie prawnikom ani komukolwiek. Rozumiesz?

– Co to takiego?

Jackman był zbyt gorliwy, a to nie sprzyjało spokojowi duszy Diamonda.

– Przyrzekasz, że nie będziesz mnie w to mieszać?

– Tak.

– Chodzi o samochód pani Didrikson.

– Mów.

– Powiedziałeś, że badania kryminalistyczne wykazały, że ciało twojej żony zostało umieszczone w bagażniku mercedesa, zgadza się? Założenie jest takie, że to pani Didrikson zawiozła je nad jezioro. Kiedy przesłuchiwałem ją kilka dni temu, powiedziała, że musi zapisywać każdy przejazd w książce wozu, nawet jeśli są to jazdy prywatne. Zdobądź tę książkę, a dowiesz się, jaki użytek zrobiła z samochodu w poniedziałek, jedenastego września, i w następne dni. Jeśli to ktoś inny wykorzystał samochód, żeby przewieźć ciało z Widcombe nad Chew Valley Lake, zrobił około pięćdziesięciu kilometrów. To musi wyjść z wyliczeń.

– Jezu Chryste, masz rację! – Jackman przerwał, a potem wyczuwając problem, z mniejszym optymizmem powiedział. – A jeśli nie wyjdzie?

– Musi. Jedynym sposobem na wymazanie tak długiej trasy z książki pracy kierowcy jest sfałszowanie wpisu… albo wymyślenie podróży w jakieś inne miejsce, albo udawanie, że to część dłuższej jazdy. Rzecz w tym, że zauważyłaby fałszywy wpis.

– Prawda.

– A jeśli sama sfałszowała książkę, łatwo będzie to sprawdzić. W każdym razie będziesz wiedział.

– Tak. – Entuzjazm aż kipiał w jego głosie.

– Nadążasz za mną, profesorze?

– Dziękuję, tak. Będę w kontakcie.

– O, nie ma potrzeby. – Niektórzy ludzie boją się prawdy, pomyślał Diamond. Odłożył słuchawkę i zastanowił się, czy ma coś innego do roboty. To poważny problem mieć tyle czasu do zagospodarowania.

Minął prawie tydzień, kiedy Jackman zadzwonił pewnego wieczora do baru, w chwili gdy oblegali go klienci z dyskoteki.

– Kto mówi?

– Greg Jackman. Zapytałem o to.

– Co? Nie słyszę cię?

– O książkę pracy kierowcy. Narobiłem zamieszania.