– Tak, jest nadal w szpitalu. Będę z tobą bardzo szczery, Andy. Nie jesteśmy pewni, czy z tego wyjdzie.
– Co?! Co ty mówisz? Czy ktoś wreszcie powie mi coś konkretnego?
– Kochanie, rozmawiałem z jej lekarzem już kilka razy i jestem całkowicie pewien, że zajmują się nią najlepiej, jak można. Ale Lily jest w śpiączce, kotku. Lekarz zapewnił mnie, co prawda, że…
– W śpiączce? Lily jest w śpiączce? – Nie umiałam się w tym wszystkim doszukać sensu, słowa nie chciały złożyć się w całość.
– Kochanie, spróbuj się uspokoić, wiem, że to dla ciebie szokujące, i strasznie żałuję, że muszę ci to mówić przez telefon. Zastanawialiśmy się, czy może nic ci nie mówić, dopóki nie wrócisz, ale ponieważ to wciąż jeszcze pół tygodnia, uznaliśmy, że masz prawo wiedzieć. Ale musisz też wiedzieć, że robimy z mamą wszystko, co się da, żeby Lily na pewno miała najlepszą opiekę. Zawsze była dla nas jak córka, wiesz o tym, więc nie zostanie sama.
– O mój Boże, muszę wracać do domu. Tato, muszę wracać do domu! Ona nie ma nikogo oprócz mnie, a ja jestem po drugiej stronie Atlantyku. Och, ale to pieprzone przyjęcie jest pojutrze, a to wyłączny powód, dla którego mnie tu przywiozła i na pewno mnie zwolni, jeżeli mnie tu nie będzie. Muszę pomyśleć!
– Andy, u ciebie jest późno. Myślę, że najlepsze, co możesz zrobić, to trochę się przespać, a potem się zastanowić. Oczywiście wiedziałem, że będziesz chciała natychmiast wracać do domu, bo taka już jesteś, ale miej w pamięci, że teraz Lily nie jest przytomna. Jej lekarz zapewnił mnie, że są znikome szansę, żeby wyszła z tego w trakcie następnych czterdziestu ośmiu do siedemdziesięciu dwóch godzin, że jej ciało tylko wykorzystuje ten czas jako przedłużony, głębszy sen, żeby się wyleczyć. Ale nic nie jest pewne – dodał miękko.
– A jeżeli z tego nie wyjdzie? Przypuszczam, że może mieć wszelkiego rodzaju uszkodzenia mózgu, potworne paraliże i takie rzeczy? O mój Boże, nie zniosę tego.
– Na razie po prostu nie wiedzą. Powiedzieli, że reaguje na bodźce w stopach i nogach, co jest dobrą oznaką, wskazaniem, że nie jest sparaliżowana. Ale z powodu rozległej opuchlizny na głowie nie da się niczego powiedzieć na pewno, dopóki z tego nie wyjdzie. Musimy czekać.
Rozmawialiśmy jeszcze przez kilka minut, zanim gwałtownie nie odłożyłam słuchawki i nie zadzwoniłam na komórkę Aleksa.
– Cześć, to ja. Widziałeś ją? – zapytałam bez słowa powitania. Stałam się teraz mini – Mirandą.
– Andy. Cześć. Więc wiesz?
– Tak, właśnie skończyłam rozmawiać z tatą. Widziałeś ją?
– Tak, jestem w szpitalu. Nie wpuszczają mnie teraz do jej pokoju, bo to nie pora odwiedzin, a ja nie należę do rodziny, ale chciałem tu być na wypadek, gdyby się obudziła. – Głos miał bardzo, bardzo odległy, kompletnie zagubiony we własnych myślach.
– Co się stało? Mama powiedziała, że prowadziła i uderzyła w taksówkę czy coś takiego. Dla mnie to wszystko kompletnie bez sensu.
– Uch, to koszmar – westchnął, najwyraźniej niezadowolony, że jeszcze nikt nie opowiedział mi całej historii. – Nie jestem pewien, ile wiesz, ale rozmawiałem z facetem, z którym była, kiedy to się stało. Pamiętasz Benjamina, tego faceta, z którym się widywała na drugim roku w college'u, którego nakryła w trójkącie z tymi dziewczynami?
– Oczywiście, pracuje teraz w moim budynku, czasami go widuję. A skąd on, do cholery, się w tym wziął? Lily go nienawidzi, nigdy się z tego nie otrząsnęła.
– Wiem, też tak myślałem, ale wygląda na to, że ostatnio się spotykali i wczoraj w nocy byli razem. On twierdzi, że dostali bilety na Phish w Nassau Coliseum i razem tam pojechali. Przypuszczam, że Benji za bardzo się upalił i uznał, że nie powinien prowadzić do domu, więc Lily zgłosiła się na ochotnika. Wrócili do miasta bez problemów, dopóki Lily nie przejechała na czerwonym, a potem skręciła pod prąd w Madison, prosto w nadjeżdżających. Uderzyli czołowo w taryfę, po stronie kierowcy i no, uch, no wiesz. – W tym momencie zaczął płakać i wiedziałam, że sprawy muszą wyglądać gorzej, niż mi powiedzieli.
Przez ostatnie pół godziny wyłącznie zadawałam pytania – mamie, tacie i teraz Aleksowi – ale nie mogłam się zmusić do tego, żeby zadać to najbardziej oczywiste: dlaczego Lily przejechała na czerwonym, a potem próbowała jechać w kierunku południowym aleją prowadzącą tylko na północ? Ale nie musiałam pytać, bo Alex jak zwykle dokładnie wiedział, o czym myślałam.
– Andy, poziom alkoholu we krwi miała prawie dwa razy wyższy niż dopuszczalna norma. – Stwierdził to trzeźwo, starając się mówić wyraźnie, żebym nie musiała go prosić o powtórzenie tych słów.
– O mój Boże.
– Jeżeli – kiedy – się obudzi, będzie musiała uporać się nie tylko z problemami zdrowotnymi, ma poważne kłopoty. Na szczęście taksiarzowi nic nie jest, tylko kilka guzów i siniaków, a Benjamin ma kompletnie zmiażdżoną lewą nogę, ale on też z tego wyjdzie. Musimy tylko zaczekać na Lily. Kiedy wracasz do domu?
– Co? – Wciąż próbowałam przetrawić fakt, że Lily „widywała się” z facetem, o którym zawsze myślałam, że go nienawidzi, że znalazła się w śpiączce, ponieważ była tak pijana właśnie w jego towarzystwie.
– Pytałem, kiedy wracasz do domu? – Gdy przez moment milczałam, pociągnął: – Wracasz do domu, prawda? Chyba tak poważnie to nie bierzesz pod uwagę możliwości, żeby tam zostać, kiedy twoja najlepsza na świecie przyjaciółka leży w szpitalu, prawda?
– Co ty sugerujesz, Alex? Że to moja wina, bo tego nie przewidziałam? Że ona leży w szpitalu, ponieważ ja jestem teraz w Paryżu? Że gdybym wiedziała, że spotyka się znów z Benjaminem, to nic by się nie stało? Co? Co właściwie chcesz powiedzieć? – wrzasnęłam. Cała ta gmatwanina emocji z nocy znalazła ujście w prostej, pilnej potrzebie nawrzeszczenia na kogoś.
– Nie, nic takiego nie powiedziałem. Ty to powiedziałaś. Ja tylko założyłem, że oczywiście wracasz do domu, żeby z nią być najszybciej jak to możliwe. Nie osądzam cię, Andy, wiesz o tym. Wiem też, że u ciebie jest naprawdę późno i przez najbliższe parę godzin nic nie możesz zrobić, więc może po prostu spróbuj się trochę przespać i zadzwoń, kiedy będziesz wiedziała, którym lotem lecisz. Odbiorę cię z lotniska i możemy jechać prosto do szpitala.
– Świetnie. Dzięki, że tam z nią jesteś, naprawdę to doceniam i wiem, że Lily też. Zadzwonię, kiedy będę wiedziała, co robię.
– Okej, Andy. Tęsknię za tobą. I wiem, że zrobisz to, co należy. – Rozłączył się, zanim zdążyłam się do niego dobrać za to zdanie.
Zrobię to, co należy? Co należy? A co to, do cholery, miało znaczyć? Byłam wściekła, że tak po prostu założył, że wskoczę w samolot i popędzę do domu, bo on mi kazał. Nienawidziłam jego protekcjonalnego, moralizatorskiego tonu, przez który z miejsca czułam się jak jeden z jego drugoklasistów przyłapany na rozmawianiu podczas lekcji. Nienawidziłam go za to, że to on siedział teraz z Lily, chociaż była moją przyjaciółką, że to on był łącznikiem między moimi własnymi rodzicami a mną, że znów patrzył na mnie z wyżyn swojej wyższości moralnej i miał decydujący głos. Dawno minęły czasy, kiedy mogłabym odłożyć słuchawkę pokrzepiona jego obecnością, zamiast tych przepychanek, wiedząc, że jesteśmy w tym razem i razem przez to przejdziemy. Kiedy do tego doszło?