Energicznym ruchem wyjęłam komórkę, wystukałam numer i przyglądałam się, jak Miranda sinieje ze złości.
– Ahn – dre – ah! – syczała, o wiele zbyt wytworna, żeby zrobić scenę. – Co ty wyprawiasz? Mówię ci, że moje córki natychmiast potrzebują paszportów, a ty uznajesz, że to dobra pora na pogaduszki przez telefon? Czy odniosłaś może tak całkowicie błędne wrażenie, że w tym celu sprowadziłam cię do Paryża?
Tata podniósł telefon w biurze po trzecim sygnale, ale nie powiedziałam nawet cześć.
– Tato, wsiadam w najbliższy lot, na jaki zdążę. Zadzwonię, kiedy będę na JFK. Wracam do domu. – Z kliknięciem zamknęłam telefon, zanim zdążył odpowiedzieć, i popatrzyłam na Mirandę, która wyglądała na szczerze zaskoczoną. Poczułam przebijający się przez ból głowy i mdłości uśmiech, kiedy zdałam sobie sprawę, że udało mi się sprawić, by na moment odebrało jej głos. Niestety, szybko doszła do siebie. Istniała niewielka szansa, że nie zostałabym zwolniona, gdybym natychmiast zaczęła błagać, wyjaśniać i porzuciła prowokacyjną pozę, ale absolutnie nie byłam w stanie odzyskać nad sobą kontroli.
– Ahn – dre – ah, zdajesz sobie sprawę z tego, co robisz, prawda? Wiesz, że jeśli tak po prostu stąd wyjdziesz, będę zmuszona…
– Pierdol się, Miranda. Pierdol się.
Głośno chwyciła oddech, a jedna z jej dłoni w szoku pofrunęła do ust i poczułam, że kilkoro Klakierów odwraca się, chcąc zobaczyć, co to za zamieszanie. Zaczęli pokazywać na nas i szeptać, podobnie jak Miranda zszokowani, że jakaś nikomu nieznana asystentka właśnie powiedziała coś takiego – i to dość głośno – do jednej ze wspaniałych, żywych legend świata mody.
– Ahn – dre – ah! – Chwyciła mnie za ramię dłonią przypominającą szpony, ale wyrwałam się z jej uścisku i przywołałam na twarz gigantyczny uśmiech. Uznałam też, że nadszedł odpowiedni moment na zaprzestanie szeptów i dopuszczenie wszystkich do naszego małego sekretu.
– Tak mi przykro, Mirando – oznajmiłam normalnym głosem, który po raz pierwszy, odkąd wylądowałam w Paryżu, nie trząsł się w niekontrolowany sposób – ale nie sądzę, żebym zdołała dotrzeć na jutrzejsze przyjęcie. Rozumiesz to, prawda? Jestem pewna, że będzie uroczo, więc baw się dobrze. To wszystko. – Zanim zdążyła zareagować, podciągnęłam torebkę wyżej na ramię, zignorowałam ból przenikający stopy od palca do pięt i dumnym krokiem wyszłam zatrzymać taksówkę. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek czuła się lepiej niż w tamtym konkretnym momencie. Wracałam do domu.
18
– Jill, możesz przestać wrzeszczeć do siostry? – bezsensownie krzyczała mama. – Pewnie jeszcze śpi. – A potem ten sam głos jeszcze głośniej odezwał się z dołu schodów. – Andy, śpisz jeszcze? – wołała w kierunku mojego pokoju.
Z trudem otworzyłam jedno oko i zerknęłam na zegar. Piętnaście po ósmej rano. Dobry Boże, co ci ludzie sobie myślą?
Potrzebowałam kilku prób przekręcenia się z boku na bok, zanim zdołałam zebrać dość siły, żeby usiąść, i kiedy wreszcie mi się to udało, całe ciało zaczęło mnie błagać o jeszcze trochę snu, jeszcze tylko odrobinkę.
– Dzień dobry – uśmiechnęła się Lily. Kiedy się do mnie odwróciła, jej twarz wyłoniła się o parę centymetrów od mojej. – Nie da się ukryć, że wcześnie wstają. – Jill, Kyle i dziecko przyjechali do domu na Święto Dziękczynienia, więc Lily musiała zwolnić stary pokój Jill i przenieść się na niższą część mojego dziecięcego rozsuwanego łóżka, która teraz stała wysunięta, niemal na poziomie mojego własnego podwójnego miejsca do spania.
– Na co narzekasz? Wyglądasz, jakbyś była zachwycona tą pobudką i nie jestem pewna dlaczego.
Oparta na łokciu Lily czytała gazetę i pociągała kawę z kubka, który podnosiła i odstawiała z powrotem na podłogę przy łóżku.
– Nie śpię od wieków, słuchałam, jak Isaac płacze.
– Płakał? Naprawdę?
– Nie mogę uwierzyć, że go nie słyszałaś. Bez przerwy od jakiejś szóstej trzydzieści. Miły dzieciak, Andy, ale z tym porannym koszmarem trzeba coś zrobić.
– Dziewczynki! – ponownie wrzasnęła mama. – Czy ktoś tam się obudził? Ktokolwiek? Nic mnie nie obchodzi, czy jeszcze śpicie, dajcie mi znać w ten czy inny sposób, proszę, bo nie wiem, ile wafli rozmrozić!
– Dajcie mi znać w ten czy inny sposób, proszę? Ja ją zabiję, Lii. – A potem w stronę zamkniętych drzwi. – Jeszcze śpimy, nie widzisz? Jak kamień, pewnie jeszcze przez całe godziny. Nie słyszymy dziecka, twoich wrzasków ani niczego innego! – odkrzyknęłam, opadając z powrotem na łóżko. Lily się roześmiała.
– Spokojnie – powiedziała zupełnie nie w swoim stylu. – Są po prostu szczęśliwi, że jesteś w domu, a ja, że tu jestem. Poza tym, to jeszcze tylko dwa miesiące i będziemy u siebie. Naprawdę nie jest tak źle.
– Dwa miesiące? Na razie minął jeden, a jestem gotowa się zastrzelić. – Ściągnęłam przez głowę nocną koszulę – jeden ze starych treningowych podkoszulków Aleksa – i włożyłam bluzę. Te same dżinsy, które nosiłam codziennie przez kilka ostatnich tygodni, leżały w pobliżu szafy zwinięte w kłąb; kiedy wciągałam je na biodra, zauważyłam, że wydają się ciasnawe. Teraz, gdy nie musiałam już ratować się łykaniem w pędzie porcji zupy ani utrzymywać przy życiu wyłącznie dzięki papierosom oraz kawie, moje ciało dopasowało się do sytuacji i odzyskało pięć kilogramów, które straciłam, pracując w Runwayu. I nawet nie mrugnęłam okiem; uwierzyłam, kiedy Lily i rodzice powiedzieli mi, że wyglądam zdrowo, a nie grubo.
Lily wciągnęła spodnie od dresu na bokserki, w których spała, i bandaną przewiązała swoje przypominające afro loki. Przy włosach zebranych z twarzy bardziej widoczne stały się wściekle czerwone ślady w miejscu, w którym jej czoło spotkało się z odłamkami przedniej szyby, ale szwy już się rozpuściły i doktor obiecał, że zostaną minimalne, jeśli w ogóle, blizny.
– Chodź – stwierdziła, chwytając kulę, która stała oparta o ścianę wszędzie tam, dokąd poszła. – Wszyscy dzisiaj wyjeżdżają, więc może wreszcie porządnie się wyśpimy.
– Nie przestanie wrzeszczeć, dopóki nie zejdziemy, prawda? – wymamrotałam, podtrzymując ją za łokieć, żeby pomóc przy wstawaniu. Na gipsie na prawej kostce podpisała się cała moja rodzina, a Kyle wszędzie nabazgrał małe, wkurzające wiadomości od Isaaca.
– Bez szans.
W drzwiach pojawiła się moja siostra, niosąc w ramionach dziecko, które miało zaśliniony tłuściutki podbródek, ale teraz chichotało zadowolone.
– Zobacz, kogo tu mam – zagruchała, podrzucając uszczęśliwionego chłopca w górę i w dół. – Isaac, powiedz swojej cioci Andy, żeby nie była taką potworną zdzirą, skoro bardzo, bardzo niedługo wyjeżdżamy. Możesz to zrobić dla mamusi, kochanie? Możesz?
Isaac w odpowiedzi prychnął w bardzo uroczy dziecinny sposób, a Jill miała taką minę, jakby na jej oczach zmienił się w dorosłego mężczyznę i wyrecytował kilka sonetów Szekspira.
– Widziałaś to, Andy, słyszałaś? Och, mój mały mężczyzna jest najsłodszy na świecie!
– Dzień dobry – powiedziałam, całując ją w policzek. – Wiesz, że nie chcę, żebyś wyjeżdżała, prawda? Również Isaac jest mile widziany, o ile nauczy się spać między północą a dziesiątą rano. Do licha, nawet Kyle może zostać, jeżeli obieca się nie odzywać. Widzisz? Jesteśmy tu bezproblemowi.