Выбрать главу

Lily zdołała chwiejnie pokonać schody i przywitać się z moimi rodzicami, którzy oboje byli ubrani do pracy i żegnali się z Kyle'em.

Pościeliłam swoje łóżko i wepchnęłam pod spód leżankę Lily, pamiętając, żeby przetrzepać jej poduszkę przed włożeniem na dzień do szafy. Wyszła ze śpiączki, zanim jeszcze zdążyłam wysiąść z paryskiego samolotu i po Aleksie byłam pierwszą osoba, która widziała ją po wybudzeniu. Przeprowadzono milion badań każdej możliwej części jej ciała, ale z wyjątkiem paru szwów na twarzy, szyi i klatce piersiowej oraz złamanej kostki, była idealnie zdrowa. Oczywiście wyglądała potwornie – dokładnie tak jak można się spodziewać po kimś, kto miał bliskie spotkanie z nadjeżdżającym pojazdem – ale poruszała się bez trudu i wydawała się wręcz wkurzająco pogodna jak na kogoś, kto właśnie przeżył to, co ona.

To był pomysł taty, żebyśmy podnajęły nasze mieszkanie na listopad i grudzień i przeprowadziły się do nich. Chociaż mnie wydał się co najmniej niezbyt zachwycający, wynosząca zero dolarów pensja nie dostarczała zbyt wielu argumentów przeciw. A poza tym, wyglądało na to, że Lily chętnie wyrwie się na trochę z miasta i zostawi za sobą wszystkie pytania oraz plotki, którym będzie musiała stawić czoło, gdy tylko spotka kogoś znajomego. Wpisałyśmy mieszkanie na craislist.com jako „idealne miejsce na wakacje, żeby cieszyć się wszystkimi urokami Nowego Jorku”. Ku naszemu zaskoczeniu i zdumieniu para starszych Szwedów, których dzieci mieszkały w mieście, zapłaciła pełną żądaną przez nas cenę – o sześćset dolarów za miesiąc więcej, niż same płaciłyśmy. Trzysta dolców miesięcznie spokojnie wystarczało każdej z nas na życie, szczególnie biorąc pod uwagę, że moi rodzice zapewniali nam darmowe jedzenie, pranie i korzystanie ze starej toyoty camry. Szwedzi wyjeżdżali tydzień po Nowym Roku, w samą porę, żeby Lily ponownie zaczęła semestr i żebym ja zaczęła, cóż, coś.

To Emily była osobą, która oficjalnie mnie zwolniła. Nie żebym po moim małym wybuchu z brzydkimi wyrazami miała jakieś przedłużające się wątpliwości co do własnej sytuacji zawodowej, ale Miranda, jak sądzę, była dość wściekła, żeby wsadzić jeszcze ostatnią szpilę. Całość zajęła najwyżej trzy albo cztery minuty i została przeprowadzona z bezwzględną skutecznością charakterystyczną dla Runwaya, którą tak uwielbiałam.

Zdążyłam tylko zatrzymać taksówkę i ściągnąć but z pulsującej lewej stopy, gdy zadzwonił telefon. Oczywiście moje serce odruchowo fiknęło koziołka, ale kiedy przypomniałam sobie, że właśnie powiedziałam Mirandzie, co może zrobić ze swoim „Przypominasz mi mnie samą, kiedy byłam w twoim wieku”, zdałam sobie sprawę, że to nie może być ona. Szybkie podliczenie minionych minut (jedna dla Mirandy na zamknięcie otwartych ust i odzyskanie spokoju na użytek wszystkich Klakierów, którzy się przyglądali, kolejna na znalezienie komórki i wykonanie telefonu do Emily do domu, trzecia na przekazanie plugawych szczegółów mojego bezprecedensowego wystąpienia i ostatnia dla Emily, na zapewnienie Mirandy, że osobiście „dopilnuje, żeby wszystko zostało załatwione”). Tak, chociaż identyfikacja numeru podczas międzynarodowych rozmów wskazywała tylko „niedostępna”, nie było najmniejszych wątpliwości, kto dzwonił.

– Cześć, Em, jak się masz? – niemal zanuciłam, rozcierając bosą stopę i starając się nie dotykać brudnej podłogi taksówki.

Wydawała się kompletnie zaskoczona moim szczebiotem.

– Andrea?

– Hej, to ja, jestem tu. Co jest? Dosyć się śpieszę, więc… – Myślałam, żeby spytać wprost, czy zadzwoniła mnie zwolnić, ale uznałam, że tym razem jej odpuszczę. Przygotowałam się na tyradę, którą na pewno dla mnie szykowała – jak mogłaś ją zawieść, mnie zawieść, Runway zawieść, cały świat mody, bla, bla, bla – ale nic takiego nie nastąpiło.

– Tak, oczywiście. No więc, właśnie rozmawiałam z Mirandą… – Zawiesiła głos, jakby z nadzieją, że ja pociągnę dalej i wyjaśnię, że to wszystko jedna wielka pomyłka, i nie ma co się martwić, bo w ciągu ostatnich czterech minut udało mi się wszystko naprawić.

– I usłyszałaś, co się stało, jak przypuszczam?

– Hm, tak! Andy, co się dzieje?

– To ja powinnam pytać o to ciebie, zgadza się?

Milczenie.

– Słuchaj Em, mam przeczucie, że zadzwoniłaś mnie zwolnić. Jeśli tak, to w porządku, wiem, że to nie twoja decyzja. No więc czy kazała ci zadzwonić i się mnie pozbyć? – Chociaż czułam się lżej niż od wielu miesięcy, przyłapałam się na tym, że wstrzymuję oddech, zastanawiając się, czy może, jakimś ślepym trafem, na szczęście lub nieszczęście, Miranda uszanowała to, że kazałam się jej odpierdolić, zamiast się tym przerazić.

– Tak. Kazała mi cię zawiadomić, że zostałaś zwolniona ze skutkiem natychmiastowym, i chciałaby, żebyś wymeldowała się z Ritza, zanim wróci z pokazu. – Powiedziała to miękko i ze śladem żalu w głosie. Być może z powodu wielu godzin, dni i tygodni wyszukiwania oraz szkolenia kogoś od nowa, które ją teraz czekały, ale zabrzmiało to, jakby chodziło o coś więcej.

– Będziesz za mną tęsknić, co, Em? No dalej, wyduś to, wszystko w porządku, nikomu nie powiem. Jeżeli o mnie chodzi, tej rozmowy w ogóle nie było. Nie chcesz, żebym odchodziła, prawda?

Cud nad cudami, znów się roześmiała.

– Co takiego jej powiedziałaś? Powtarzała tylko, że zachowałaś się prostacko i nie jak dama. Nie mogłam się od niej dowiedzieć niczego dokładniej.

– Och, prawdopodobnie dlatego, że kazałam się jej odpierdolić.

– Nie!

– Dzwonisz, żeby mnie zwolnić. Zapewniam cię, że tak.

– O mój Boże.

– Tak, cóż, skłamałabym, gdybym nie przyznała, że był to najbardziej satysfakcjonujący moment w całym moim żałosnym życiu. Oczywiście teraz zostałam zwolniona przez najpotężniejszą kobietę na rynku wydawniczym. Muszę nie tylko znaleźć sposób na spłacenie mojej karty MasterCard z prawie przekroczonym limitem, ale też perspektywa przyszłego zatrudnienia w czasopismach wygląda mi raczej kiepsko. Może powinnam podjąć pracę dla któregoś z jej wrogów? Pewnie z radością mnie zatrudnią, co?

– Jasne. Wyślij swoje papiery do Anny Wintour – nigdy się specjalnie nie lubiły.

– Hm. Muszę się nad tym zastanowić. Słuchaj Em, bez urazy, okej? – Obie wiedziałyśmy, że nie miałyśmy absolutnie, kompletnie nic wspólnego poza Mirandą Priestly, ale skoro tak wspaniale się dogadywałyśmy, stwierdziłam, że zagram tę rolę do końca.

– Jasne, oczywiście – skłamała niezręcznie, świetnie wiedząc, że zaraz zniknę w górnych warstwach kasty społecznych pariasów. Szansę, by licząc od dziś, Emily w ogóle przyznała, że mnie zna, wynosiły zero, ale to było okej. Może za dziesięć lat, kiedy ona zasiądzie w środku pierwszego rzędu na pokazie Marca Jacobsa, a ja nadal będę robiła zakupy w Filene's i jadała w Benihanie, pośmiejemy się z tego wszystkiego. Ale pewnie nie.

– Bardzo bym chciała pogadać, ale jestem teraz trochę zakręcona, nie wiem, co dalej. Muszę wykombinować jakiś sposób, żeby jak najszybciej dostać się do domu. Myślisz, że mogę skorzystać ze swojego biletu powrotnego? Nie może chyba mnie zwolnić i zostawić na pastwę losu w obcym kraju, prawda?

– Oczywiście takie postępowanie byłoby w pełni uzasadnione, Andrea – powiedziała. Aha! Ostatni docinek. Odkrycie, że tak naprawdę nic się nie zmienia, było pocieszające. – W końcu to ty porzucasz pracę, zmusiłaś ją, żeby cię zwolniła. Ale nie, nie sądzę, żeby była mściwą osobą. Opłatę za zamianę biletu zrób na nasz rachunek, postaram się jakoś to przepchnąć.