W tę pierwszą noc po powrocie odłożyłam słuchawkę i płakałam, nie tylko z powodu Aleksa, ale wszystkiego, co się zmieniło i przeobraziło podczas minionego roku. Weszłam do Elias – Clark jako ignorantka, kiepsko ubrana dziewczyna, a wycofałam się stamtąd z miękkimi kolanami jako nieco bardziej obyta, kiepsko ubrana na wpół dorosła osoba (chociaż teraz była to osoba, która zdawała sobie sprawę z tego, jak kiepsko jest ubrana). W tym czasie jednak przeżyłam dość, by wystarczyło na sto pierwszych posad po college'u. I chociaż moje papiery były teraz naznaczone szkarłatnym „Z”, mój chłopak uznał, że jest po sprawie, chociaż z konkretów została mi w garści tylko walizka (no dobrze, cztery walizki od Louisa Vuittona) pełna cudownych sygnowanych ciuchów – może było warto?
Wyłączyłam budzik, z dolnej szuflady biurka wygrzebałam stary notatnik z liceum i zaczęłam pisać.
Tata uciekł już do swojego biura, a mama była w drodze do garażu, kiedy zeszłam na dół.
– Dzień dobry, kochanie. Nie wiedziałam, że już wstałaś! Lecę, o dziewiątej mam ucznia. Lot Jill jest w południe, więc pewnie powinniście wyjść raczej wcześniej niż później, bo traficie na godziny szczytu. Będę miała włączoną komórkę, na wypadek, gdyby coś źle poszło. Czy będziecie z Lily na kolacji?
– Naprawdę nie jestem pewna. Właśnie się obudziłam i nie piłam jeszcze kawy. Myślisz, że co do kolacji mogę się zdecydować trochę później?
Ale nawet się nie zatrzymała, żeby wysłuchać mojej aroganckiej odpowiedzi – gdy otworzyłam usta, była już w połowie za drzwiami. Lily, Jill, Kyle i dziecko siedzieli przy kuchennym stole w milczeniu, czytając różne części Timesa. Na środku, razem z butelką Aunt Jemimah i masłem prosto z lodówki stał talerz z waflami, które wyglądały na wilgotne i kompletnie nieapetyczne. Jedyne, co wyglądało na używane, to kawa przyniesiona przez mojego ojca z Dunkin Donuts po porannym biegu – tradycja, która wywodziła się z jego całkowicie zrozumiałej niechęci do spożywania czegokolwiek, co własnoręczne przygotowała moja matka. Widelcem nabrałam wafla na papierowy talerz i zaczęłam go kroić, ale z miejsca oklapł i zmienił się w zawilgłą kupkę ciasta. – To jest niejadalne. Czy tata przyniósł dzisiaj jakieś pączki?
– Tak, ukrył je w szafie przy gabinecie – zaciągając, oznajmił Kyle. – Nie chciał, żeby twoja matka zobaczyła. Przyniesiesz całe pudełko, skoro tam idziesz?
Telefon zadzwonił, kiedy szłam odnaleźć ukryte łupy.
– Halo? – odebrałam przy użyciu najlepszej wersji zirytowanego głosu. Przestałam w końcu odbierać każdy telefon ze słowami „biuro Mirandy Priestly”.
– Cześć, witam. Czy mogę rozmawiać z Andreą Sachs?
– Przy telefonie, Mogę zapytać, kto mówi?
– Andrea, cześć, jestem Loretta Andriano z pisma Siedemnastolatka.
Serce mi podskoczyło. Popełniłam liczący dwa tysiące słów „fikcyjny” kawałek o nastolatce, która tak się angażuje, żeby dostać się do college'u, że ignoruje przyjaciół i rodzinę. Napisanie tego głupstwa zajęło mi wszystkiego dwie godziny, ale myślę, że udało mi się trafić we właściwy ton, jednocześnie zabawny i poruszający.
– Cześć, jak się masz?
– Świetnie, dziękuję. Słuchaj, trafiło do mnie twoje opowiadanie i muszę ci to powiedzieć – jestem zachwycona. Oczywiście trzeba wprowadzić pewne zmiany, a język trzeba nieco przystosować… nasi czytelnicy to w większości dzieci przed okresem dojrzewania i młodsze nastolatki… ale chciałabym go zamieścić w lutowym numerze.
– Naprawdę? – Ledwie mogłam w to uwierzyć. Wysłałam to opowiadanie do kilkudziesięciu czasopism dla nastolatek, a potem napisałam wersję nieco dojrzalszą i posłałam ją do kilkuset pism dla kobiet, ale nie zgłosił się do mnie nikt z żadnym komentarzem.
– Zdecydowanie. Płacimy półtora dolara za słowo i będę cię potrzebowała do wypisania kilku formularzy podatkowych. Pisywałaś już wcześniej jako wolny strzelec, prawda?
– Właściwie nie, ale pracowałam w Runwayu. - Nie wiem, czemu uznałam, że to mogłoby pomóc – szczególnie że jedyne, co tam pisywałam, to przypomnienia, których celem było zastraszyć innych – ale Loretta najwyraźniej nie dostrzegła tego rażącego braku logiki w mojej wypowiedzi.
– Och, naprawdę? Moja pierwsza praca po college'u to była posada asystentki w dziale mody w Runwayu. Podczas tamtego roku nauczyłam się więcej niż przez następne pięć lat.
– To było niezłe doświadczenie. Miałam szczęście, że tam trafiłam.
– A czym się zajmowałaś?
– Właściwie to byłam asystentką Mirandy Priestly.
– Naprawdę? Moja biedna, nie miałam pojęcia. Zaraz, czy to ciebie dopiero co zwolniła w Paryżu?
Zbyt późno zdałam sobie sprawę, że popełniłam wielki błąd. Parę dni po moim powrocie do domu w Page Six znalazła się całkiem spora notatka o całej tej paskudnej sprawie, prawdopodobnie napisana przez któregoś z Klakierów, świadka mojego straszliwego braku wychowania. Biorąc pod uwagę, że zostałam zacytowana, nie umiałam wymyślić nikogo innego, kto mógłby to napisać. Jak mogłam zapomnieć, że inni też mogli to czytać? Miałam przeczucie, że Loretta nagle będzie znacznie mniej zadowolona z mojego opowiadania niż trzy minuty wcześniej, ale teraz za późno było na ucieczkę.
– Hm, tak. Nie było tak źle, jak to wygląda, naprawdę. W tym artykule w Page Six rozdmuchali to niewspółmiernie do rzeczywistości. Naprawdę.
– Cóż, mam nadzieję, że nie! Ktoś powinien był powiedzieć tej kobiecie, żeby się odpierdoliła, i jeżeli to byłaś ty, no to chylę czoło! Przez ten rok, kiedy tam pracowałam, zmieniła moje życie w piekło, a nawet nie zamieniłam z nią słowa. Słuchaj, muszę teraz lecieć na lunch z prasą, ale może umówimy się na spotkanie? Musisz przyjechać i wypełnić różne papiery, a ja i tak chciałabym cię poznać. Przynieś ze sobą wszystko, co twoim zdaniem nadawałoby się do publikacji u nas.
– Wspaniale. Och, doprawdy wspaniale. – Uzgodniłyśmy, że spotkamy się w najbliższy piątek o trzeciej, i odłożyłam słuchawkę, wciąż nie mogąc uwierzyć w to, co się stało. Kyle i Jill zostawili dziecko z Lily, bo poszli się ubierać i pakować, i mały wszczął tego rodzaju płaczliwe narzekanie, które brzmiało, jakby dwie sekundy dzieliły go od pełnowymiarowej histerii. Wyciągnęłam go z krzesełka i ułożyłam sobie na ramieniu, przez frotowe śpioszki głaszcząc po pleckach i, co niezwykłe, uciszył się.
– Nie uwierzysz, kto to był – zanuciłam, tańcząc po pokoju z Isaakiem w ramionach. – Sekretarz redakcji z Siedemnastolatki. Wydadzą mnie!
– Zamknij się! Drukują historię twojego życia?
– To nie jest historia mojego życia, to jest historia życia Jennifer. I ma tylko dwa tysiące słów, więc nie jest to największa rzecz na świecie, ale to początek.
– Jasne, jak tam sobie chcesz. Młoda dziewczyna tak się wciąga, żeby do czegoś dojść, że w końcu pieprzy sobie układ z wszystkimi ludźmi, którzy coś znaczą w jej życiu. Historia Jennifer. Uch – hm, jak chcesz. – Lily jednocześnie szczerzyła zęby w uśmiechu i przewracała oczami.
– Wszystko jedno, detale, detale. Rzecz w tym, że publikują w lutowym numerze i płacą mi trzy tysiące dolarów. Szaleństwo, co?
– Gratulacje, Andy. Serio, niesamowita sprawa. No i będziesz to miała w dorobku, co?
– Jasne. Hej, to nie New Yorker, ale na początek okej. Gdyby udało mi się upchnąć parę takich rzeczy, może też w innych czasopismach, mogłabym do czegoś dojść. Spotkam się z tą kobietą w piątek i kazała mi przynieść wszystko, nad czym pracuję. I nawet nie spytała, czy mówię po francusku. I nienawidzi Mirandy. Z tą kobietą mogę pracować.