Wybrałam siedem płytek i ostrożnie ustawiłam przed sobą.
– Tak, to były szalone tygodnie. Najpierw przeprowadzka, potem nowa praca. Dziwne miejsce, trudno to wyjaśnić. No wiesz, wszyscy są piękni, szczupli i noszą wspaniałe ciuchy. I naprawdę wydają się dość mili, byli przyjaźnie nastawieni. Trochę jakby brali jakieś poważne leki na receptę. Sama nie wiem…
– Co takiego? Co chciałaś powiedzieć?
– Nie umiem tego sprecyzować, mam po prostu takie wrażenie, że to domek z kart, który rozpadnie się wokół mnie. Potrafię pozbyć się myśli, że to śmieszne, pracować dla czasopisma o modzie, wiesz? Jak na razie praca była trochę bezmyślna, ale nic mnie to nie obchodzi. Dostateczne wyzwanie stanowi sam fakt, że to wszystko jest nowe, wiesz? Skinął głową.
– Wiem, że to „fajna” praca, ale cały czas się zastanawiam, w jaki sposób przygotowuje mnie do New Yorkera. Po prostu muszę szukać dziury w całym, bo na razie wydaje się za dobra, żeby była prawdziwa. Mam nadzieję, że tylko mi odbija.
– Nie sądzę, kochanie, myślę raczej, że jesteś wrażliwa. Ale z jednym muszę się zgodzić, uważam, że ci się poszczęściło. Ludzie przez całe życie nie widzą tego, co zobaczysz przez ten rok. Pomyśl tylko! Pierwsza posada po college'u i pracujesz dla najważniejszej kobiety w przynoszącym największe zyski czasopiśmie w największym wydawnictwie prasowym na świecie. Obejrzysz to wszystko sama, od podszewki. Jeżeli będziesz miała oczy otwarte i zachowasz właściwą skalę wartości, przez rok nauczysz się więcej niż większość ludzi w tej branży podczas całej kariery. – Umieścił na środku planszy swoje pierwsze słowo, EMOCJE.
– Niezły ruch na otwarcie – powiedziałam, policzyłam punkty, podwojone, ponieważ pierwsze słowo zawsze przechodzi przez różową gwiazdę, i zapoczątkowałam zapis punktacji. Tata: 24 punkty, Andy: 0. Moje litery nie wydawały się specjalnie obiecujące do chwili, kiedy zdałam sobie sprawę, że gdybym tylko miała jeszcze jedno „M” mogłabym ułożyć „Jimmy” jak Jimmy Choo. Ale ponieważ to nazwa własna, byłoby to niezgodne z zasadami. No więc dodałam tylko Y, L oraz I do M i zainkasowałam siedem nędznych punktów.
– Chcę mieć pewność, że naprawdę się postarasz – stwierdził, przesuwając płytki na swojej podstawce. – Im więcej o tym myślę, tym bardziej jestem przekonany, że wynikną z tego dla ciebie ważne rzeczy.
– No cóż, mam nadzieję, że masz rację, bo skaleczeń papierem do pakowania wystarczy mi na bardzo, bardzo długo. Lepiej, żeby było w tym coś więcej niż tylko to.
– Będzie, kochanie, będzie. Zobaczysz. To początek czegoś fantastycznego, wyraźnie czuję. I przeprowadziłem małe śledztwo na temat twojej szefowej. Ta Miranda wygląda na twardą kobietę, bez wątpienia, ale myślę, że ją polubisz. I że ona polubi ciebie.
Wyłożył słowo ŚCIERA przy użyciu mojego I. Wyglądał na zadowolonego.
– Mam nadzieję, że masz rację, tato. Naprawdę mam taką nadzieję.
– Jest redaktorką naczelną Runwaya, no wiesz, tego czasopisma o modzie – wyszeptałam natarczywie do słuchawki, mężnie starając się nie poddać frustracji.
– A, wiem, o które ci chodzi! – stwierdziła Julia, asystentka do spraw kontaktów z prasą w Scholastic Books. – Świetne pismo. Uwielbiam te wszystkie listy, w których dziewczynki opisują wstydliwe przygody z miesiączką. To są prawdziwe listy! A pamiętasz ten, gdzie…
– Nie, nie, nie to dla nastolatek, to jest zdecydowanie dla dorosłych kobiet. – Przynajmniej teoretycznie. – Naprawdę nigdy nie widziałaś Runwaya? - Zastanowiłam się, czy to w ogóle możliwe. – W każdym razie pisze się to P – R – I – E – S – T – L – Y. Miranda, tak – oznajmiłam z nieskończoną cierpliwością. Ciekawe, jak by zareagowała, gdyby wiedziała, że rozmawiam z kimś, kto naprawdę nigdy o niej nie słyszał. Pewnie niezbyt dobrze. – No cóż, gdybyś mogła odezwać się do mnie jak najszybciej, byłabym bardzo wdzięczna – powiedziałam do Julii. – A jeśli starsza asystentka niedługo wróci, przekaż jej, proszę, żeby do mnie zadzwoniła.
Był piątkowy ranek w środku grudnia i słodka, przesłodka weekendowa wolność miała nadejść za jedyne dziesięć godzin. Próbowałam przekonać obojętną na sprawy mody Julię ze Scholastic, że Miranda Priestly naprawdę jest kimś ważnym, kimś, dla kogo warto nagiąć reguły i zawiesić logikę. Okazało się to znacznie trudniejsze, niż oczekiwałam. Skąd miałam wiedzieć, że będę zmuszona wyjaśniać rangę pozycji Mirandy, żeby wywrzeć presję na kimś, kto nigdy nie słyszał o najbardziej prestiżowym czasopiśmie o modzie na świecie ani o jego sławnej redaktorce? Podczas trzech krótkich tygodni pracy na stanowisku asystentki Mirandy zdążyłam się już zorientować, że tego rodzaju epatowanie stanowiskiem i przypodchlebianie się o przysługi wchodziło w zakres moich obowiązków, ale zwykle osoba, którą starałam się do czegoś przekonać, onieśmielić czy w inny sposób poddać presji, stawała się kompletnie spolegliwa na samo wspomnienie nazwiska mojej szefowej.
Pechowo dla mnie, Julia pracowała w wydawnictwie akademickim, gdzie na uzyskanie statusu VIP – a znacznie większe szansę miał ktoś w rodzaju Nory Ephron albo Wendy Wasserstein niż osoba znana ze swego nieskazitelnego gustu w kwestii futer. Pojęłam to instynktownie. Próbowałam przypomnieć sobie czasy, kiedy sama nie słyszałam o Mirandzie Priestly – pięć tygodni wcześniej – i nie potrafiłam. Jednak wiedziałam, że kiedyś był taki magiczny czas. Zazdrościłam Julii jej obojętności, ale miałam zadanie do wykonania, a ona nie była pomocna.
Czwarty tom z tej parszywej serii o Harrym Potterze miał wyjść następnego dnia, w sobotę, a obie ośmioletnie bliźniaczki Mirandy chciały dostać po książce. Pierwsze egzemplarze planowano rzucić do księgarń w poniedziałek, ale ja musiałam dostać je do ręki w sobotę rano – parę minut po tym, gdy opuszczą magazyn. Po czym Harry i reszta chłopaków mieli zdążyć na prywatny lot do Paryża.
Moje zamyślenie przerwał telefon. Odebrałam, jak zwykle teraz, gdy Emily ufała mi na tyle, że mogłam rozmawiać z Miranda. I nie da się ukryć, rozmawiałyśmy – prowadziłyśmy rozmowy w liczbie mniej więcej dwudziestu dziennie. Nawet z oddali Miranda zdołała wślizgnąć się w moje życie i całkowicie przejąć nad nim kontrolę, rzucając rozkazy, żądania i roszczenia z prędkością karabinu maszynowego od siódmej rano do chwili, gdy wreszcie wolno mi było wyjść o dziewiątej wieczorem.
– Ahn – dre – ah? Halo? Jest tam kto? Ahn – dre – ah!
Zerwałam się na równe nogi w momencie, gdy usłyszałam, że wymawia moje imię. Chwilę zabrało mi przypomnienie i pogodzenie się z faktem, że w rzeczywistości nie było jej w biurze ani nawet w kraju i przynajmniej na razie byłam bezpieczna. Emily zapewniła mnie, że Miranda pozostaje kompletnie nieświadoma, że Allison awansowała, a ja zostałam zatrudniona, że były to dla niej nieistotne szczegóły. Dopóki ktoś odbierał telefon i dostarczał jej tego, czego potrzebowała, jego faktyczna tożsamość nie miała nic do rzeczy.
– Zupełnie nie rozumiem, czemu tak długo trwa, zanim się odezwiesz po odebraniu telefonu – oznajmiła. Każdy inny człowiek na świecie mówiłby żałośnie, ale Miranda przemawiała należycie zimno i stanowczo. Jak to ona. – W razie gdybyś była tu za krótko, żeby się w tym zorientować, wyjaśniam, że kiedy dzwonię, ty odbierasz. To naprawdę proste. Rozumiesz? Ja dzwonię. Ty odbierasz. Dasz sobie z tym radę, Ahn – dre – ah?
Chociaż nie mogła mnie zobaczyć, kiwnęłam głową jak sześciolatka, którą właśnie napomniano, bo rzucała spaghetti w sufit. Skupiłam się na tym, żeby nie zwrócić się do niej „proszę pani”, ten błąd popełniłam tydzień wcześniej i o mało nie zostałam za to zwolniona.