W gardle zaczęła mi wzbierać żółć. Jak zwykle wiadomość pozbawiona była wszelkich uprzejmości. Żadnego halo, do widzenia czy dziękuję. Oczywista sprawa. Ale co więcej, została pozostawiona prawie pół dnia wcześniej, a ja wciąż jeszcze nie oddzwoniłam. Podstawa do zwolnienia, wiedziałam, ale też nic nie mogłam z tym zrobić. Jak amatorka, założyłam, że mój plan zadziała perfekcyjnie, i nawet nie zdawałam sobie sprawy, że Jurij nie zadzwonił, by potwierdzić odbiór i dowóz. Przejrzałam książkę telefoniczną w swojej komórce i szybko wybrałam numer komórki Jurija, kolejny zakup Mirandy, żeby mieć kogoś na wezwanie w wymiarze dwadzieścia cztery na siedem.
– Cześć Jurij, tu Andrea. Przepraszam, że zawracam ci głowę w niedzielę, ale zastanawiałam się, czy odebrałeś wczoraj te książki z rogu Osiemdziesiątej Siódmej i Amsterdam?
– Cześć, Andy, jakże mnie miło twój głos słyszeć – zaciągnął z ciężkim rosyjskim akcentem, który zawsze uważałam za taki kojący. Mówił do mnie „Andy” jak stary ulubiony wujaszek, odkąd się poznaliśmy, i w jego wykonaniu – w przeciwieństwie do SGG – wcale mnie to nie raziło. – Oczywiście, że odebrał książki, tak jak kazała. Myślisz, że ja nie chciał ci pomóc?
– Nie, nie, oczywiście że nie, Jurij. Tylko właśnie dostałam wiadomość od Mirandy, że jeszcze ich nie otrzymali, i zastanawiam się, co poszło nie tak.
Przez chwilę milczał, a potem podał mi nazwisko i numer pilota, który leciał tym prywatnym odrzutowcem wczoraj po południu.
– Och, dziękuję, dziękuję, dziękuję – powiedziałam, w szalonym tempie gryzmoląc numer i modląc się, żeby pilot okazał się pomocny. – Muszę uciekać, przepraszam, że nie możemy pogadać, ale życzę wspaniałego weekendu.
– Tak, tak, i tobie wspaniałego weekendu, Andy. Ja myślę, że ten pilot pomoże wyśledzić książki. Miłego szczęścia dla ciebie – stwierdził wesoło i rozłączył się.
Słyszałam, że Lily robi gofry, i rozpaczliwie chciałam się do niej przyłączyć, ale musiałam uporać się z tym teraz, inaczej byłam bez pracy. A może już zostałam zwolniona, pomyślałam, i nikt się nawet nie po trudził, żeby mi o tym powiedzieć. Mieściłoby się to w skali możliwości Runwaya, wystarczy sobie przypomnieć o redaktorce z działu mody zwolnionej podczas miodowego miesiąca. Natknęła się na informację o zmianie swojego statusu zatrudnienia, przeglądając egzemplarz Women’s Wear Daily na Bali. Szybko zadzwoniłam pod numer, który dał mi Jurij, i myślałam, że zemdleję z frustracji, kiedy włączyła się sekretarka.
– Cześć, Jonathan? Mówi Andrea Sachs z czasopisma Runway. Jestem asystentką Mirandy Priestly i muszę zadać ci pytanie na temat wczorajszego lotu. Właściwie po namyśle dochodzę do wniosku, że pewnie wciąż jesteś w Paryżu albo może w drodze z powrotem. No cóż, chciałam tylko sprawdzić, czy te książki i och, no cóż, ty sam oczywiście, dotarliście do Paryża w całości. Możesz oddzwonić do mnie na komórkę? Dziewięć – jeden – siedem – pięć – pięć – pięć – pięć – zero – cztery – dziewięć. Proszę, zadzwoń jak najszybciej. Dzięki. Pa.
Pomyślałam o telefonie do portiera w Ritzu, by sprawdzić, czy pamięta przyjazd samochodu, który przywiózłby te książki z prywatnego lotniska na obrzeżach Paryża, ale szybko zdałam sobie sprawę, że z mojej komórki nie można odbywać rozmów zagranicznych. Bardzo możliwe, że nie została zaprogramowana do wykonywania tylko tego jednego zadania, ale właśnie teraz tylko to miało znaczenie. W tym momencie Lily oznajmiła, że ma dla mnie talerz gofrów i filiżankę kawy. Weszłam do kuchni i wzięłam jedzenie. Ona pociągała krwawą mary. Fuj. Była niedziela rano. Jak mogła pić?
– Chwila dla Mirandy? – zapytała, patrząc na mnie ze współczuciem.
Kiwnęłam głową.
– Zdaje się, że tym razem spieprzyłam sprawę na dobre – stwierdziłam, z wdzięcznością biorąc talerz. – Spokojnie mogą mnie za to zwolnić.
– Kochanie, zawsze tak mówisz. Ona cię nie zwolni. A przynajmniej lepiej, żeby cię nie zwalniała – masz najwspanialszą pracę na świecie!
Spojrzałam na nią uważnie i zmusiłam się, żeby zachować spokój.
– Ależ masz – powiedziała. – No więc trudno ją zadowolić i jest trochę stuknięta. Kto nie jest? A ty dostajesz za darmo buty, makijaż, fryzjera i ciuchy. Ciuchy! Kto na świecie dostaje za darmo sygnowane ciuchy tylko za to, że codziennie pokazuje się w pracy? Andy, pracujesz w Runwayu, nie rozumiesz? Milion dziewczyn dałoby się zabić za twoją robotę.
Zrozumiałam. Dokładnie wtedy zrozumiałam, że Lily, po raz pierwszy, odkąd poznałam ją dziewięć lat temu, nie rozumiała. Jak wszyscy pozostali moi przyjaciele uwielbiała wysłuchiwać zwariowanych historyjek, które zgromadziłam przez kilka ostatnich tygodni – plotki i blichtr – ale tak naprawdę nie miała pojęcia, jak ciężki był każdy dzień. Nie pojmowała, że chodziłam tam dzień po dniu nie dla darmowych ciuchów, że wszystkie darmowe ciuchy świata nie mogłyby uczynić tej pracy znośną. Przyszedł czas, by wprowadzić jednego z moich najbliższych przyjaciół w mój świat, bo wtedy, byłam tego całkiem pewna, zrozumie. Trzeba jej to tylko powiedzieć. Tak! Nadszedł czas, żeby podzielić się z kimś tym, co się właściwie działo. Otworzyłam usta, żeby zacząć, podniecona perspektywą zjednania sobie sprzymierzeńca, ale zadzwonił mój telefon.
Cholera jasna! Chciałam rzucić nim o ścianę, powiedzieć temu, kto był po drugiej stronie, żeby poszedł do diabła. Ale jakaś cząstka mnie miała nadzieję, że to Johnathan z jakimiś informacjami. Lily uśmiechnęła się i kazała mi się nie śpieszyć. Smutno skinęłam głową i odebrałam.
– Czy to Andrea? – zapytał męski głos.
– Tak, czy to Jonathan?
– W rzeczy samej. Właśnie dzwoniłem do domu i dostałem twoją wiadomość. Lecę teraz z powrotem z Paryża, w trakcie kiedy rozmawiamy, jestem gdzieś nad Atlantykiem, ale miałaś taki zmartwiony głos, że chciałem od razu do ciebie oddzwonić.
– Dziękuję! Dziękuję! Naprawdę to doceniam. Tak, trochę się martwię, bo wcześniej telefonowała Miranda i wydaje mi się dziwne, że jeszcze nie dostała paczki. Dałeś ją kierowcy w Paryżu, prawda?
– Jasne. Wiesz, w moim biznesie nie zadaje się pytań. Lecę, gdzie i kiedy mi każą, i staram się dostarczyć tam wszystkich w jednym kawałku. Ale z pewnością niezbyt często lecę za granicę, mając na pokładzie wyłącznie paczkę. Wyobrażam sobie, że musi to być coś naprawdę ważnego, organ do transplantacji albo może jakieś tajne dokumenty. Więc owszem, zająłem się paczką troskliwie i oddałem kierowcy, tak jak mi kazano. Miły facet z Ritza. Nie było żadnych problemów.
Podziękowałam mu i rozłączyłam się. Portier w Ritzu postarał się, żeby kierowca podjechał pod prywatny samolot pana Tomlinsona na prywatnym lotnisku tuż pod Paryżem i przekazał Harry 'ego do hotelu. Jeśli wszystko poszło zgodnie z planem, powinna była dostać te książki przed siódmą czasu miejscowego i biorąc pod uwagę, że tam było już późne popołudnie, nie umiałam sobie wyobrazić, co poszło nie tak. Niestety, musiałam zadzwonić do portiera, a ponieważ moja komórka nie miała zasięgu międzynarodowego, trzeba będzie znaleźć telefon, który go miał.
Zaniosłam talerz wystygłych gofrów z powrotem do kuchni i upchnęłam je w śmietniku. Lily znów leżała na kanapie, na wpół śpiąc. Uściskałam ją na do widzenia i powiedziałam, że zadzwonię później, po czym ruszyłam wezwać taksówkę do biura.