Выбрать главу

– If they don't give me a lots ofcredit, I just walk away – ay - wymruczałam, przeciągając i wyciszając słowa przy końcu, dokładnie jak Madonna.

Uniósł brwi.

– Gdzie twój entuzjazm, moja droga?

Pomyślałam, że dostanę szału, jeżeli znów usłyszę jego głos, więc cisnęłam swoją torbę z gazetami na ladę, wyrzuciłam ramiona w powietrze, a biodra wypchnęłam w lewo, dramatycznie wydymając usta.

– A materiał! A materiał! A materiał! A materiał… GIRL! - prawie wrzasnęłam, a on gdakał, klaskał i szuuuu! Przepuścił mnie.

Do zapamiętania: przedyskutować z Eduardem, kiedy i w jakiej sytuacji stosowne jest robienie ze mnie kompletnej idiotki. Ponownie zanurkowałam do windy i przemknęłam obok Sophy, która uprzejmie otworzyła drzwi korytarza, zanim zdążyłam choćby poprosić. Pamiętałam nawet, żeby zrobić postój w miniaturowej kuchni i nałożyć trochę lodu do jednego z pucharków Baccarata, które trzymałyśmy w specjalnej szafce nad mikrofalówką wyłącznie dla Mirandy. Ze szklanką w jednej ręce i gazetami w drugiej wyszłam zza rogu i zderzyłam się z Jessicą, znaną też jako Dziewczyna od Manikiuru. Wyglądała jednocześnie na poirytowaną i spanikowaną.

– Andrea, zdajesz sobie sprawę, że Miranda jest w drodze do biura? – zapytała, mierząc mnie wzrokiem z góry na dół.

– Jasne. Mam tu jej gazety i wodę, a teraz muszę zanieść je do gabinetu, więc jeśli mi wybaczysz…

– Andrea! – zawołała, gdy przebiegłam obok. Kostka lodu wyleciała ze szklanki i wylądowała przed działem artystycznym. – Pamiętaj, żeby zmienić buty!

Stanęłam w miejscu jak wryta i spojrzałam w dół. Miałam na sobie zabawne tenisówki z rodzaju tych, które zaprojektowano wyłącznie po to, żeby wyglądały odlotowo. Zasady ubierania się – te niewypowiedziane i inne – uległy oczywiście rozluźnieniu podczas nieobecności Mirandy i chociaż absolutnie wszyscy w biurze wyglądali fantastycznie, każdy miał na sobie coś, czego za żadne skarby świata nie włożyłby w obecności Mirandy. Moje jaskrawoczerwone tenisówki były tego idealnym przykładem.

Zanim dotarłam do biura, oblałam się potem.

– Cześć, mam wszystkie gazety i kupiłam też czasopisma, na wszelki wypadek. Jedyny problem, że chyba nie mogę mieć tych butów, prawda?

Emily wyszarpnęła z ucha słuchawkę i pozwoliła jej zwisać z biurka.

– Nie, oczywiście, że nie możesz ich mieć na sobie. – Chwyciła słuchawkę, wystukała cztery cyfry i oznajmiła: – Jeffy, przynieś mi parę od Jimmy'ego w rozmiarze… – Spojrzała na mnie.

– Dziewięć i pół. – Wyjęłam z szafy małą butelkę pellegrino i napełniłam szklankę.

– Dziewięć i pół. Nie, teraz. Nie, Jeff, mówię serio. Natychmiast. Andrea ma na nogach tenisówki, na litość boską, czerwone tenisówki, a Ona może tu być w każdej chwili. Okej, dzięki.

W tym momencie zauważyłam, że podczas tych czterech minut, które spędziłam na dole, Emily zdołała zmienić sprane dżinsy na skórzane spodnie, a swoje własne zabawne tenisówki na szpilki bez palców. Sprzątnęła też całe biuro, chowając to, co miałyśmy na biurkach, do szuflad, i wpychając do szafy wszystkie otrzymane prezenty, które nie zostały jeszcze przetransportowane do mieszkania Mirandy. Powlekła usta świeżą warstwą błyszczyku i dodała trochę koloru policzkom, a teraz kiwała na mnie, żebym zaczęła się ruszać.

Chwyciłam torbę z gazetami i wysypałam wszystkie na stos na kopioramę w jej gabinecie, coś w rodzaju podświetlanego stołu, przy którym, jak twierdziła Emily, Miranda stała godzinami i przeglądała filmy, które nadchodziły po sesji zdjęciowej. Ale tu także lubiła mieć ułożone gazety i jeszcze raz zajrzałam do notatnika, żeby sprawdzić właściwą kolejność. Najpierw New York Times, następnie Wall Street Journal, a potem Washington Post. I tak dalej, i tak dalej, według wzorca, którego nie potrafiłam rozszyfrować, każda lekko zachodząca na brzeg następnej, aż leżały na stole wachlarzem, cała formacja. Women’s Wear Daily stanowiło jedyny wyjątek: miało być umieszczone na środku biurka.

– Już jest! Andrea, chodź tu, ona jest w drodze na górę – usłyszałam syk Emily z sekretariatu. – Jurij właśnie do mnie dzwonił, że ją podwiózł.

Położyłam WWD na jej biurku, ustawiłam pellegrino w narożniku biurka na lnianej serwetce (Po której stronie? Nie mogłam sobie przypomnieć, po której powinno stać stronie) i jak strzała umknęłam z gabinetu, rozglądając się dookoła po raz ostatni, żeby sprawdzić, czy wszystko było w porządku. Jeff, jeden z asystentów w dziale mody, który pomagał w porządkowaniu garderoby do sesji, podrzucił mi pudełko z butami owinięte gumową opaską i czmychnął. Natychmiast szarpnęłam pokrywkę. Wewnątrz była para butów na obcasie od Jimmy'ego Choo z paskami z wielbłądziej sierści oplatającymi stopę i klamerkami umieszczonymi w środku tego wszystkiego, wartych prawdopodobnie około ośmiuset dolarów. Cholera! Musiałam je włożyć. Jednym szybkim ruchem zrzuciłam tenisówki i przepocone już skarpetki i wsunęłam je pod biurko. Prawy wszedł dość łatwo, ale miałam za krótki paznokieć, żeby zwolnić klamerkę na lewym, aż wreszcie… jest! Podważyłam ją i wepchnęłam lewą stopę, patrząc, jak paski wrzynają się w już opuchnięte ciało. Podczas kilku kolejnych sekund zdołałam zapiąć klamrę i właśnie ponownie siadałam prosto, kiedy weszła Miranda.

Zamarłam. Kompletnie sparaliżowało mnie w pół ruchu, mój mózg pracował dość szybko, żebym zrozumiała, jak śmiesznie muszę wyglądać, ale nie dość szybko, żebym się poruszyła. Natychmiast mnie zauważyła, prawdopodobnie dlatego, że spodziewała się zobaczyć Emily siedzącą na starym miejscu, i podeszła. Oparła się o kontuar, który biegł ponad moim biurkiem, pochyliła nad nim i zbliżyła do mnie, aż była w stanie obejrzeć całą moją postać, podczas gdy znieruchomiała siedziałam na krześle. Jej jasne, niebieskie oczy przesunęły się w górę i w dół, z boku na bok, zmierzyły moją białą koszulę, czerwoną dżinsową minispódniczkę z Gapa, już zapięte sandały z sierści wielbłąda od Jimmy'ego Choo. Czułam, jak bada mnie centymetr po centymetrze, skórę, włosy i ubranie; jej oczy przesuwały się niesamowicie szybko, ale twarz pozostała nieruchoma. Nachyliła się jeszcze bardziej, aż wreszcie jej twarz znalazła się w niewielkiej odległości od mojej i mogłam wyczuć fantastyczny aromat szamponu oraz kosztownych perfum, tak blisko, że zdołałam dostrzec bardzo drobne linie wokół jej ust i oczu, niewidoczne z bardziej komfortowej odległości. Ale nie mogłam zbyt długo wpatrywać się w jej twarz, bo ona uważnie badała moją. Nie dostrzegłam najmniejszej nawet oznaki rozpoznania, że a) spotkałyśmy się przecież już wcześniej, b) byłam jej nową pracownicą lub c) nie byłam Emily.

– Witam, pani Priestly – pisnęłam impulsywnie, chociaż gdzieś głęboko w duchu wiedziałam, że ona nie wypowiedziała jeszcze ani słowa. Ale napięcie stało się nieznośne i nic nie mogłam na to poradzić, wyrwało mi się. – Taka jestem podniecona, że będę dla pani pracować. Bardzo dziękuję za szansę na… – Zamknij się! Po prostu zamknij tę swoją głupią gębę! Kompletny brak godności.