Выбрать главу

Odeszła. Skończyła mierzyć mnie z góry na dół, odepchnęła się od kontuaru i odeszła, kiedy wyjąkałam zdanie do połowy. Czułam żar wypływający na twarz, falę zakłopotania, bólu i upokorzenia, wszystko zmieszane razem, a fakt, że czułam spojrzenie Emily wpatrującej się we mnie z wściekłością, niczego nie ułatwiał. Uniosłam rozpaloną twarz i stwierdziłam, że Emily rzeczywiście wpatruje się we mnie z wściekłością.

– Czy Biuletyn jest uaktualniony? – zapytała Miranda, nie adresując pytania do nikogo konkretnie, gdy weszła do swojego gabinetu i, jak zauważyłam z zadowoleniem, podeszła wprost do podświetlanego stołu, gdzie ułożyłam gazety.

– Tak, Mirando, proszę – powiedziała uniżenie Emily, wbiegając za nią i wręczając podkładkę, do której przypinałyśmy wszystkie wiadomości dla Mirandy, w miarę jak przychodziły.

Siedziałam cichutko, w antyramach, które wisiały na ścianie, obserwując Mirandę niespiesznie poruszającą się po gabinecie: jeżeli patrzyłam na szkło, a nie na same fotografie, widziałam jej odbicie. Emily natychmiast zajęła się czymś przy swoim biurku i zapanowała cisza. Zastanawiałam się, czy w ogóle nie rozmawiamy ze sobą ani z nikim innym, kiedy ona jest w biurze? Napisałam pośpiesznie maił do Emily, pytając ją o to; widziałam, że go dostała i przeczytała. Odpowiedź nadeszła od razu: „Zgadza się. Jeżeli musimy porozmawiać, szepczemy. W innym razie ani słowa. I NIGDY nie odzywaj się do niej, jeżeli ona się nie odezwie. I NIGDY nie nazywaj jej panią Priestly – tylko Mirandą. Jasne?”. Znów poczułam, jakby ktoś wymierzył mi policzek, ale przeniosłam wzrok i kiwnęłam głową. I wtedy właśnie zauważyłam płaszcz. Leżał sobie, ogromny zwał przepięknego futra, zwinięty na końcu mojego biurka, z jednym rękawem zwisającym z brzegu. Spojrzałam na Emily. Przewróciła oczami, machnęła ręką w kierunku szafy i bezgłośnie poruszyła ustami: „Powieś to”. Był ciężki jak mokra kołdra dopiero co wyjęta z pralki i potrzebowałam obu rąk, żeby nie pozwolić mu wlec się po podłodze, ale ostrożnie powiesiłam go na jednym z jedwabnych wieszaków i delikatnie, cichutko, zamknęłam drzwi.

Nie zdążyłam jeszcze usiąść, gdy Miranda zjawiła się obok mnie i tym razem jej oczy bez przeszkód mogły wędrować po moim ciele. Chociaż wydaje się to niemożliwe, czułam gorąco ogarniające każdą część, którą zmierzyła wzrokiem, jednak byłam jak sparaliżowana, niezdolna zanurkować w stronę biurka. W chwili gdy moje włosy miały już buchnąć płomieniem, te nieubłagane niebieskie oczy ostatecznie zatrzymały się na poziomie moich.

– Poproszę o mój płaszcz – powiedziała cicho, patrząc wprost na mnie. Zadałam sobie w duchu pytanie, czy ona się zastanawia, kim jestem, czy też nie zauważyła różnicy, a może nic jej nie obchodzi, że właściwie obca osoba udaje jej asystentkę. W jej wzroku nie błysnął nawet ślad rozpoznania, mimo że moja rozmowa wstępna z nią miała miejsce zaledwie trzy tygodnie wcześniej.

– Naturalnie – zdołałam wykrztusić i ponownie udałam się w stronę szafy, co okazało się niewygodnym manewrem, ponieważ ona stała między szafą a mną. Odwróciłam się bokiem, nie chcąc jej potrącić, i spróbowałam się prześlizgnąć obok, sięgając, żeby otworzyć drzwi, które właśnie zamknęłam. Nie przesunęła się nawet o centymetr, żeby mnie przepuścić, czułam to spojrzenie kontynuujące wędrówkę. W końcu, na szczęście, moje dłonie zamknęły się na futrze i ostrożnie je wyswobodziłam. Miałam ochotę rzucić je do niej, żeby sprawdzić, czy złapie, ale powstrzymałam się w ostatniej sekundzie i przytrzymałam płaszcz jak dżentelmen dla damy. Wślizgnęła się w niego jednym zgrabnym ruchem ramion i wzięła do ręki telefon komórkowy, jedyną rzecz, którą przyniosła ze sobą do biura.

– Poproszę dziś wieczorem o Książkę, Emily – powiedziała, pewnym krokiem wychodząc z biura, prawdopodobnie nawet nie zauważając grupki trzech kobiet stojących w korytarzu, które na jej widok rozpierzchły się na boki, przyciskając podbródki do piersi.

– Tak, Mirando. Każę Andrei przynieść ją na górę.

I tyle. Wyszła. Wizyta, która wywołała panikę na skalę całego biura, gorączkowe przygotowania, a nawet poprawki garderoby i makijażu, trwała mniej niż cztery minuty i odbyła się – przynajmniej tak mi mówiły moje niedoświadczone oczy – bez absolutnie żadnej przyczyny.

8

– Nie patrz teraz – powiedział James, jak brzuchomówca nie poruszając ustami – ale wyszpiegowałem Reese Witherspoon na trzeciej.

Natychmiast okręciłam się wokół własnej osi, podczas gdy on aż się skurczył z zakłopotania, i rzeczywiście, była tam, pociągała z kieliszka szampana i śmiejąc się, odchyliła głowę. Nie chciałam, żeby robiło to na mnie wrażenie, ale nic nie mogłam poradzić: była jedną z moich ulubionych aktorek.

– James, kochanie, tak się cieszę, że zdołałeś dotrzeć na moje przyjątko – zażartował szczupły, piękny mężczyzna, który wyszedł zza naszych pleców. – A kogo my tu mamy? – Ucałowali się.

– Marshall Madden, guru koloru, a to Andrea Sachs. Andrea jest aktualnie…

– Nową asystentką Mirandy – dokończył Marshall, uśmiechając się do mnie. – Wszystko o tobie słyszałem, maleńka. Witaj w rodzinie. Mam nadzieję, że mnie odwiedzisz, obiecuję, że razem możemy trochę, hm, wygładzić twoją aparycję. – Czule przesunął rękoma po mojej głowie i chwycił końcówki włosów, żeby porównać barwę dołu z tą przy skórze. – Tak, tylko muśnięcie czegoś w kolorze miodu i będzie z ciebie kolejna supermodelka. Weź mój numer od Jamesa, kochanie, i wpadnij, kiedy tylko będziesz miała chwilę. Pewnie łatwiej to powiedzieć, niż przeprowadzić! – zanucił, odpływając w stronę Reese.

James westchnął i spojrzał za nim tęsknie.

– To mistrz – znów westchnął. – Po prostu najlepszy. Bezkonkurencyjny. Powiedzmy, że co najmniej olbrzym wśród karłów. I jaki cudowny. – Olbrzym wśród karłów? Zabawne. Do tej pory, gdy ktoś używał tego określenia, zawsze wyobrażałam sobie Shaquille'a O'Neala ruszającego w stronę kosza i mijającego małego napastnika – nie kolorystę.

– Rzeczywiście jest cudowny, tu się z tobą zgodzę. Umawiałeś się z nim kiedyś? – Wyglądało mi to na idealne zestawienie: młodszy redaktor działu urody w Runwayu umawia się z najbardziej poszukiwanym kolorystą całego wolnego świata.

– Chciałbym. Jest z tym samym facetem już od czterech lat. Wyobrażasz sobie? Cztery lata. Odkąd to seksowny gej może być monogamiczny? To po prostu nie fair!

– Odkąd to seksowny heteryk może być monogamiczny? No, chyba że monogamiczny ze mną. – Mocno zaciągnęłam się papierosem i wydmuchnęłam prawie idealne kółko.

– No więc przyznaj się, Andy. Powiedz, że się cieszysz, że tu przyszłaś. Przyznaj, że to najwspanialsze przyjęcie na świecie – szepnął z uśmiechem.

Gdy Alex odwołał spotkanie, niechętnie zdecydowałam się pójść z Jamesem, głównie dlatego, że nie dawał mi spokoju. Wydawało się całkowicie niemożliwe, żeby na przyjęciu poświęconemu książce o rozjaśnianiu włosów wydarzyło się cokolwiek interesującego, ale musiałam przyznać, że zostałam mile zaskoczona. Kiedy Johnny Depp przywitał się z Jamesem, byłam zaszokowana, że ten nie tylko swobodnie z nim rozmawiał, ale zdołał nawet rzucić kilka naprawdę zabawnych dowcipów. I niezwykle przyjemne okazało się odkrycie, że Gisele, najseksowniejsza ze wszystkich seksownych dziewczyn, była po prostu niska. Oczywiście jeszcze przyjemniej byłoby odkryć, że jest niska i gruba albo że ma poważny problem z trądzikiem, który w całości został wyczyszczony z tych jej wspaniałych zdjęć na okładkach, ale mogłam się zadowolić niskim wzrostem. Tak w sumie, jak na razie, te półtorej godziny nie było złe.