I wreszcie po trzech miesiącach się poddałam. Po prostu za bardzo mnie to zmęczyło. Codzienne zmagania z garderobą wyssały ze mnie całą energię, emocjonalną, fizyczną i psychiczną. To znaczy do chwili gdy wreszcie ustąpiłam. To był dzień jak każdy inny, stałam z żółtym kubkiem „Ja V Opatrzność” w jednej ręce, drugą przebierałam wśród swoich ulubionych ciuchów od Abercrombiego. Po co z tym walczyć? – zadałam sobie pytanie. Samo noszenie ich ciuchów niekoniecznie musi oznaczać, że kompletnie się zaprzedałam, prawda? A poza tym, komentarze na temat mojej aktualnej garderoby stawały się coraz częstsze i bardziej zjadliwe i zaczęłam się zastanawiać, czy aby nie ryzykuję posady? Przejrzałam się w dużym lustrze i musiałam się roześmiać: dziewczyna w staniku Maidenform (br!) i bawełnianych majtkach (podwójne br!) próbuje wyglądać, jakby stanowiła element Runwaya! Ha. Nie z tym gównem, na pewno nie. W końcu, na litość boską, pracowałam dla Runwaya - ubieranie się w coś, co nie było podarte, obstrzępione, poplamione czy za duże naprawdę nie wystarczało, żeby rozwiązać problem. Odsunęłam na bok swoją niemarkową koszulę i odszukałam tweedową spódnicę od Prady, czarny golf od Prady i kozaki Prady do pół łydki, które Jeffy wręczył mi pewnego wieczoru, gdy czekałam na Książkę.
– Co to jest? – zapytałam, rozpinając zamek torby na ubrania.
– To, Andy, powinnaś nosić, jeżeli nie chcesz, żeby cię zwolnili. – Uśmiechnął się, ale nie patrzył mi w oczy.
– Przepraszam?
– Słuchaj, po prostu uważam, że powinnaś wiedzieć, że twój, ee, wygląd niezbyt dobrze pasuje do stylu reszty. Wiem, że te rzeczy są drogie, ale są na to sposoby. Mam w Szafie tyle wszystkiego, że nikt nie zauważy, jeżeli będziesz potrzebowała, ee, czasem coś sobie pożyczyć. – Palcami wykonał znak cudzysłowu przy „pożyczyć”. – I oczywiście powinnaś obdzwonić wszystkich ludzi z PR i postarać się o kartę rabatową na rzeczy ich projektantów. Ja dostaję tylko trzydzieści procent zniżki, ale skoro ty pracujesz dla Mirandy, byłbym zaskoczony, gdyby w ogóle cokolwiek ci policzyli. Nie ma powodu, żebyś nosiła to, ee, to coś z Gapa, co teraz.
Nie wyjaśniłam, że noszenie Ninę West zamiast butów od Manola albo dżinsów sprzedawanych w dziale młodzieżowym u Macy'ego, a nie gdzieś w raju markowych ciuchów na ósmym piętrze u Barneya, było moją osobistą próbą pokazania wszystkim, że nie dałam się uwieść temu, co oferuje Runway. Zamiast tego tylko skinęłam głową, zauważając, że wyglądał na straszliwie skrępowanego koniecznością powiedzenia mi, jak codziennie się poniżałam. Zastanawiałam się, kto go do tego skłonił. Emily? Czy sama Miranda? Zresztą nie miało to specjalnego znaczenia. Cholera, przetrwałam już trzy pełne miesiące – jeśli noszenie golfa od Prady zamiast Urban Outfitters miało mi pomóc przetrwać kolejnych dziewięć, niech tak będzie. Postanowiłam, że natychmiast zacznę kompletować nową, ulepszoną garderobę.
Ostatecznie wyszłam o szóstej pięćdziesiąt, w sumie cholernie zadowolona z tego, jak wyglądam. Facet w wózku śniadaniowym w pobliżu mojego mieszkania wręcz gwizdnął, a zanim zrobiłam dziesięć kroków, zatrzymała mnie jakaś kobieta, która oznajmiła, że przygląda się tym kozakom od trzech miesięcy.
Tak jak miałam teraz w zwyczaju, podeszłam na róg Trzeciej Alei, pośpiesznie zatrzymałam taksówkę i oklapłam na ciepłym tylnym siedzeniu, zbyt zmęczona, żeby czuć wdzięczność, że nie musiałam włączać się w tłum zwykłych ludzi w metrze. Chrapliwie powiedziałam:
– Sześćset czterdzieści Madison. Poproszę szybko. – Taksiarz spojrzał na mnie w tylnym lusterku z odrobiną współczucia, przysięgam, i stwierdził:
– Ach, tak. Budynek Elias – Clark. – Z piskiem ruszyliśmy w lewo, w Dziewięćdziesiątą Piątą Ulicę, a potem jeszcze raz w lewo w Lex, przelecieliśmy przez światła do Pięćdziesiątej Dziewiątej i stamtąd na zachód do Madison. Dokładnie po sześciu minutach, ponieważ nie było ruchu, gwałtownie zatrzymaliśmy się przed wysokim, chudym, gładkim monolitem, który dawał tak doskonały przykład właściwej sylwetki tylu swoim rezydentom. Należność wyniosła sześć dolarów czterdzieści centów, dokładnie tak jak każdego kolejnego ranka, i wręczyłam taksiarzowi banknot dziesięciodolarowy, dokładnie tak jak każdego kolejnego ranka.
– Proszę zatrzymać resztę – zanuciłam, czując tę samą co każdego dnia radość na widok ich zaskoczenia i szczęścia. – Runway stawia.
Z tym z całą pewnością nie było problemów. Wystarczył tydzień w pracy, by się zorientować, że księgowość nie była mocną stroną Elias, nie zajmowała też priorytetowej pozycji. Odpisanie sobie codziennych dziesięciodolarowych przejażdżek taksówką nigdy nie stanowiło problemu. W innej firmie zastanawiano by się, być może, co w ogóle dawało prawo do jazdy taksówką; w Elias – Clark zastanawiano się, czemu zniżasz się do korzystania z taksówki, skoro dostępny jest wóz z szoferem. Fakt, że codziennie mogłam ocyganić firmę na dziesięć dodatkowych dolarów – chociaż nie wyobrażam sobie, by ktokolwiek wprost ucierpiał z powodu mojej rozrzutności – sprawiał, że znacznie lepiej się czułam. Niektóry nazwaliby to pasywno – agresywnym buntem. Ja nazywałam to wyrównywaniem rachunków.
Wyskoczyłam z taksówki, wciąż jeszcze szczęśliwa, że uprzyjemniłam komuś dzień, i weszłam do budynku. Samo lśnienie i szyk, tak samo jak w przypadku wszystkich rezydentów. Chociaż nosił nazwę Elias – Clark, połowę wynajmował JS Bergman, jeden z najbardziej prestiżowych banków w mieście (naturalnie). Wszystko mieliśmy oddzielne, nawet windy, ale to nie powstrzymywało bogatych bankierów od nich i modnych piękności od nas od gapienia się na siebie w holu.
– Hej, Andy. Jak leci? Dawno się nie widzieliśmy. – Głos za mną brzmiał głupio i niechętnie zastanowiłam się, dlaczego ten ktoś po prostu nie zostawi mnie w spokoju.
Przygotowywałam się psychicznie na rozpoczęcie porannych przepychanek z Eduardem i kiedy usłyszałam swoje imię, odwróciłam się, żeby zobaczyć Benjamina, jednego z wielu byłych chłopaków Lily z college'u, który bezwładnie osunął się przy ścianie obok wejścia i chyba nawet nie zauważył, że siedzi na chodniku. Był tylko jednym z wielu, ale pierwszym, którego naprawdę szczerze polubiła. Nie rozmawiałam z dobrym starym Benjim (nienawidził, żeby tak do niego mówić), odkąd Lily natknęła się na niego, gdy uprawiał seks z dwiema dziewczynami z jej śpiewającej a cappella grupy muzycznej. Weszła prosto do jego mieszkania poza campusem i znalazła go rozciągniętego w salonie, gwiazdę własnego filmu porno z sopranistką i kontralcistką, nieśmiałymi dziewczynami, które nigdy więcej nie zdołały spojrzeć Lily w oczy. Próbowałam ją przekonać, że to tylko szczeniacki żart, ale tego nie kupiła. Płakała całymi dniami i wymusiła na mnie obietnicę, że nikomu nie powiem, co odkryła. Ale okazało się, że nie musiałam nikomu mówić, ponieważ on to zrobił – przechwalał się każdemu, kto chciał słuchać, że „dopadł dwie śpiewające kujonki”, jak to ujął, podczas gdy „trzecia patrzyła”. Opowiadał to w taki sposób, jakby Lily była tam przez cały czas, siedziała na kanapie i z przyjemnością obserwowała, jak jej wielki, zły facet zabiera się do męskich zajęć. Lily przysięgła, że nigdy więcej nie zakocha się w żadnym facecie, i na razie chyba dotrzymywała przyrzeczenia. Sypiała z całym tłumem facetów, ale z pewnością nie pozwoliła im kręcić się w pobliżu przez czas dość długi, żeby faktycznie narazić się na ryzyko odkrycia w nich czegoś przyjemnego.