– Mówiłaś, zdaje się, że ma kucharza – wytknął Alex. – Czemu on nie mógł tego załatwić?
– Rzeczywiście ma kucharza. Ma też gosposię, nianię i dwójkę dzieci, więc nie mam pojęcia, czemu to ja zostałam wysłana po zioła do kolacji. Szczególnie irytujące było to, że na Piątej Alei nie ma żadnych delikatesów, podobnie jak przy Madison i Park, więc musiałam się dostać aż na Lex, żeby coś znaleźć. Ale oczywiście nie mieli w sprzedaży bazylii i szłam dziewięć przecznic w górę, dopóki nie znalazłam otwartego D'Agostino. Zajęło mi to dodatkowe czterdzieści pięć minut. Powinnam nabyć pieprzony regał z ziołami i zacząć wszędzie go ze sobą ciągać. Ale pozwólcie, że wam powiem, jak bardzo opłaciło się poświęcić tych czterdzieści pięć minut! Pomyślcie tylko, ile się nauczyłam, kupując tę bazylię, o ile lepiej jestem przygotowana na przyszłość, kiedy będę pracować w czasopismach! Jestem teraz na prostej drodze do kariery redaktorskiej! – błysnęłam zwycięskim uśmiechem.
– Za twoją przyszłość! – zawołała Lily, nie wyczuwając w mojej diatrybie ani śladu sarkazmu.
– Jest strasznie zaprawiona – stwierdził cicho Alex, przyglądając się Lily takim wzrokiem, jakim można by obserwować chorego krewnego, który śpi w szpitalnym łóżku. – Zjawiłem się punktualnie, z Maksem, który już sobie poszedł, ale ona musiała tu siedzieć od paru godzin. Albo pije naprawdę szybko.
Lily zawsze piła z rozmachem, ale kompletne mnie to nie dziwiło, bo Lily wszystko robiła z rozmachem. Pierwsza w gimnazjum paliła trawę i pierwsza w liceum straciła dziewictwo, w college'u pierwsza zdecydowała się na skoki z opóźnionym otwarciem spadochronu. Kochała każdego i wszystko, co nie odwzajemniało tego uczucia, dopóki dzięki temu czuła, że żyje.
– Po prostu nie rozumiem, jak możesz z nim sypiać, skoro wiesz, że w życiu nie zerwie ze swój ą dziewczyną – powiedziałam o facecie, z którym potajemnie spotykała się na trzecim roku.
– A ja po prostu nie rozumiem, jak możesz przestrzegać w życiu tylu zasad – odpaliła w rewanżu. – Gdzie miejsce na radość w twoim idealnie zaplanowanym, zaprojektowanym, wypełnionym zasadami życiu? Pożyj trochę, Andy! Poczuj coś! Dobrze jest żyć!
Może ostatnio piła trochę więcej, ale widziałam, że ten pierwszy rok studiów był niesamowicie stresujący nawet dla niej, a jej profesorowie na Uniwersytecie Columbia byli bardziej wymagający i mniej wyrozumiali niż ci, których owinęła sobie wokół małego palca w Brown. Może to nie taki zły pomysł, stwierdziłam, dając znak kelnerce. Może alkohol był sposobem, żeby to znieść. Zamówiłam waniliową stoliczną oraz sprite'a, i pociągnęłam długi, solidny łyk. Przede wszystkim zrobiło mi się od tego niedobrze, bo wciąż jeszcze nie zdążyłam zjeść niczego oprócz rodzynek i wypić coli light, o które wcześniej postarała się dla mnie Emily.
– Na pewno miała po prostu kilka ciężkich tygodni w szkole – powiedziałam do Aleksa, jakby Lily nie siedziała z nami. Nie zauważyła, że o niej mówimy, ponieważ zajęła się rzucaniem zalotnych spojrzeń spod półprzymkniętych powiek jakiemuś yuppie przy barze. Alex otoczył mnie ramieniem, a ja przesunęłam się na kanapie. Wspaniale było znów znaleźć się tuż obok niego – miałam wrażenie, że od ostatniego razu minęły całe tygodnie.
– Nie znoszę psuć zabawy, ale naprawdę muszę wracać do domu – oznajmił Alex, zakładając mi kosmyk włosów za ucho. – Poradzisz sobie z nią?
– Musisz iść? Już?
– Już? Andy, siedziałem tu, patrząc, jak twoja najlepsza przyjaciółka pije, przez ostatnie dwie godziny. Przyszedłem się zobaczyć z tobą, ale ciebie nie było. A teraz jest prawie północ, a ja wciąż jeszcze mam wypracowania do sprawdzenia. – Mówił spokojnie, ale widziałam, że był zdenerwowany.
– Przepraszam cię za to, naprawdę. Wiesz, że bym przyszła, gdybym miała na to jakiś wpływ. Wiesz, że…
– Wiem, oczywiście. Nie twierdzę, że zrobiłaś coś złego ani że mogłaś to jakoś inaczej rozegrać. Rozumiem. Ale spróbuj też zrozumieć moje powody, okej?
Kiwnęłam głową i pocałowałam go, ale czułam się okropnie. Ślubowałam sobie, że jakoś mu to wynagrodzę, wybiorę jakiś wieczór i zaplanuję coś naprawdę wyjątkowego tylko dla nas dwojga. W końcu znosił to wszystko z mojej strony bez narzekań.
– Ale chyba zostaniesz na noc? – zapytałam z nadzieją.
– Nie, o ile nie potrzebujesz pomocy przy Lily. Naprawdę muszę iść do domu i zająć się tymi pracami. – Uściskał mnie na do widzenia, pocałował Lily w policzek i ruszył w stronę drzwi. – Zadzwoń, gdybyś mnie potrzebowała – powiedział, wychodząc.
– Hej, czemu Alex wyszedł? – zapytała Lily, chociaż siedziała tam podczas całej rozmowy. – Jest na ciebie wkurzony?
– Pewnie tak – westchnęłam, tuląc do piersi płócienną teczkę. – Ostatnio traktowałam go w gówniany sposób. – Poszłam do baru poprosić o menu z przystawkami, a kiedy wróciłam, ten yuppie siedział zwinięty na kanapie obok Lily. Wyglądał na dwadzieścia parę lat, ale rzednące włosy nie pozwalały stwierdzić tego z całą pewnością.
Chwyciłam kurtkę i rzuciłam nią w Lily.
– Wkładaj to. Wychodzimy – oznajmiłam, patrząc na niego. Nie należał do wysokich, a spodnie z zaszewkami nie pomagały jego pulchnej sylwetce. W dodatku fakt, że jego język znajdował się teraz pięć centymetrów od ucha mojej najlepszej przyjaciółki, nie wpływał na zwiększenie mojej sympatii.
– Hej, po co ten pośpiech? – zapytał jękliwym, nosowym głosem. – Twoja przyjaciółka i ja dopiero się poznajemy. – Lily uśmiechnęła się i kiwnęła głową, próbując pociągnąć łyk drinka, bez świadomości, że ma pustą szklankę.
– Cóż, to bardzo słodkie, ale na nas już pora. Jak masz na imię?
– Stuart.
– Miło mi cię poznać, Stuart. Może dasz Lily swój numer telefonu, żeby mogła do ciebie zadzwonić, kiedy trochę lepiej się poczuje – albo i nie. Jak ci się to podoba? – Błysnęłam w jego stronę swoim najbardziej zwycięskim uśmiechem.
– Hm, jak chcesz. Bez obaw. Później was złapię. – Wstał i poszedł do baru tak szybko, że Lily nawet nie zdążyła zauważyć jego nieobecności.
– Stuart i ja dopiero się poznajemy, prawda, Stu? – Odwróciła się w stronę, gdzie przed chwilą siedział, i wyglądała na zmieszaną.
– Stuart musiał lecieć, Lii. Chodź, wynosimy się stąd.
Narzuciłam jej kurtkę na sweter i szarpnięciem postawiłam na nogi. Kołysała się niebezpiecznie, zanim odzyskała równowagę. Na zewnątrz było zimno. Uznałam, że to pomoże jej wytrzeźwieć.
– Nie czuję się dobrze – znów zaczęła bełkotać.
– Wiem, kochanie, wiem. Weźmy taksówkę do ciebie do mieszkania, okej? Jak myślisz, dasz radę?
Kiwnęła głową, a potem bardzo wymownie pochyliła się i zwymiotowała. Dokładnie na swoje brązowe buty, opryskując przy okazji brzegi bojówek. Gdyby tylko dziewczyny z Runwaya mogły zobaczyć teraz moją najlepszą przyjaciółkę, krążyła mi po głowie uparta myśl.
Posadziłam Lily na parapecie witryny, którą po uważnych oględzinach wytypowałam jako pozbawioną alarmu, i zabroniłam jej się ruszać. Po przeciwnej stronie ulicy był całodobowy monopolowy, a ta dziewczyna zdecydowanie potrzebowała trochę wody. Do czasu gdy wróciłam, zdążyła zwymiotować jeszcze raz – tym razem obrzygała się z góry na dół – a oczy miała błędne. Kupiłam dwie butelki mineralnej Poland Spring, jedną do wypicia, a drugą do mycia, ale teraz była za bardzo uświniona. Jedną butelkę wylałam jej na stopy, żeby spłukać wymiociny, a połowę drugiej na kurtkę. Lepiej być przemoczonym niż pokrytym rzygami. Była tak pijana, że nawet tego nie zauważyła.