Выбрать главу

– A gdzie, do cholery, był wtedy Język z Ćwiekiem? Po prostu cię zostawił, żebyś gniła w więzieniu? – Zanim zdążyła odpowiedzieć, przyszło mi na myśl coś innego: A gdzie ja, do cholery, wówczas byłam? Czemu Lily nie zadzwoniła do mnie?

– Właściwie to był wspaniały…

– Lily, dlaczego…

– …zaproponował, że ze mną zostanie, i nawet zadzwonił do prawnika swoich rodziców…

– Lily. Lily! Przestań na chwilę. Czemu do mnie nie zadzwoniłaś? Wiesz, że byłabym tam w jednej chwili i nie wyszłabym, dopóki by cię nie wypuścili. Więc dlaczego? Czemu do mnie nie zadzwoniłaś?

– Och, Andy, to już bez znaczenia. Naprawdę nie było tak źle, przysięgam. Nie mogę pojąć, że byłam taka głupia, i możesz mi wierzyć, skończyłam z upijaniem się do takiego stopnia. Po prostu nie warto.

– Dlaczego? Czemu nie zadzwoniłaś? Całą noc byłam w domu, byłabym tam w dwie sekundy.

– Nieważne, naprawdę. Nie zadzwoniłam, bo zdałam sobie sprawę, że albo pracujesz, albo jesteś naprawdę zmęczona, i nie chciałam zawracać ci głowy. Szczególnie w sobotę wieczorem.

Usiłowałam sobie przypomnieć, co takiego robiłam poprzedniego wieczoru i jedyne, co wyraźnie utkwiło mi w pamięci, to oglądanie Wirującego seksu w TNT, dokładnie po raz sześćdziesiąty ósmy w życiu. I ten był absolutnie pierwszym, kiedy zasnęłam, zanim Johnny oświadczył: „Nikt nie stawia Baby w kącie” i ruszył, żeby, całkiem dosłownie, porwać ją w ramiona, aż doktor Houseman przyzna, że to nie Johnny wpędził Penny w kłopoty, i poklepie go po plecach, i całuje Baby, która ostatnio odzyskała imię Frances. Uważałam całą tę scenę za czynnik, który określił rozwój mojej osobowości.

– Że pracuję? Myślałaś, że pracuję? A co bycie za bardzo zmęczonym ma wspólnego z tym, że potrzebujesz pomocy? Lii, nie rozumiem.

– Słuchaj, Andy, zostawmy to, okej? Pracujesz cały czas. Dzień i noc, często też w weekendy. A kiedy nie pracujesz, narzekasz na pracę. Nie żebym nie rozumiała, bo wiem, jaką masz harówkę, i wiem, że twoja szefowa to wariatka. Ale nie chciałam być właśnie tą osobą, która przeszkodzi ci w sobotę wieczorem, kiedy mogłaś odpoczywać albo być gdzieś z Aleksem. To znaczy on twierdzi, że w ogóle cię nie widuje, i nie chciałam go tego pozbawiać. Gdybym naprawdę cię potrzebowała, tobym zadzwoniła, i wiem, że przyleciałabyś galopem. Ale przysięgam, nie było tak źle. Proszę, czy możemy o tym zapomnieć? Jestem wykończona i naprawdę potrzebny mi prysznic i własne łóżko.

Byłam tak oszołomiona, że nie zdołałam się odezwać, ale Lily uznała moje milczenie za przyzwolenie.

– Jesteś tam? – zapytała po niemal trzydziestu sekundach, podczas których rozpaczliwie usiłowałam znaleźć słowa, żeby przeprosić albo wyjaśnić lub cokolwiek. – Słuchaj, właśnie weszłam do domu. Muszę się przespać. Mogę do ciebie zadzwonić później?

– Hm, ee, jasne – zdołałam wydusić. – Lii, tak mi przykro. Jeżeli kiedykolwiek miałaś wrażenie, że nie możesz…

– Andy, przestań. Nic się nie stało, nic mi nie jest, z nami wszystko w porządku. Po prostu porozmawiamy później.

– Okej. Śpij dobrze. Zadzwoń, gdybym mogła coś zrobić…

– Zadzwonię… Och, a jak nowe mieszkanie, tak przy okazji?

– Jest wspaniałe, Lii, naprawdę. Fantastyczne się spisałaś. Jest lepiej, niż sobie wyobrażałam. Będzie nam tu cudownie. – Nawet w moich własnych uszach brzmiało to bez wyrazu i stało się oczywiste, że mówię tylko po to, żeby mówić, zatrzymując ją przy telefonie, by się upewnić, czy nasza przyjaźń nie zmieniła się w jakiś niewyjaśniony, ale nieodwracalny sposób.

– Świetnie. Cieszę się, że ci się podoba. Mam nadzieję, że Chłopakowi z Ćwiekiem na Języku też się spodoba – zażartowała, chociaż to także zabrzmiało pusto.

Rozłączyłyśmy się i stałam tak w salonie, gapiąc się na telefon, dopóki nie wszedł mój tata i nie oznajmił, że zabiera mnie i Aleksa na lunch.

– Co się stało, Andy? I gdzie jest Lily? Zdałem sobie sprawę, że będzie potrzebowała pomocy przy swoich rzeczach, ale nie zamierzam zostać tu dłużej niż do trzeciej. Czy już jedzie?

– Nie, ee, rozchorowała się w nocy. Chyba zanosiło się na to od kilku dni, więc pewnie nie wprowadzi się do jutra. To właśnie z nią rozmawiałam.

– Cóż, jesteś pewna, że u niej wszystko w porządku? Myślisz, że powinniśmy do niej zajrzeć? Zawsze paskudnie się czuję z powodu tej dziewczyny, bez prawdziwych rodziców, tylko z tą stukniętą starą nietoperzycą babcią. – Położył mi rękę na ramieniu, jakby chciał wepchnąć mój ból głębiej. – Na szczęście ma ciebie za przyjaciółkę. Inaczej byłaby na świecie całkiem sama.

Głos uwiązł mi w gardle, ale po paru sekundach zdołałam wykrztusić parę słów.

– Tak, pewnie tak. Ale nic jej nie jest, naprawdę. Ma zamiar po prostu to przespać. Chodźmy po jakieś kanapki, okej? Portier powiedział, że cztery przecznice stąd są świetne delikatesy.

– Biuro Mirandy Priestly – odezwałam się stale teraz używanym znudzonym tonem, który, jak miałam nadzieję, informował o mojej niedoli każdego, kto ośmielał się zakłócać mój czas na mailowanie.

– Cześć, czy to Eem – em – em – Emily? – rozległ się sepleniący, zacinający się głos po drugiej stronie.

– Nie, Andrea. Jestem nową asystentką Mirandy – powiedziałam, mimo że zdążyłam się już przedstawić tysiącom ciekawskich rozmówców.

– Ach, nowa asystentka Mirandy – ryknął dziwny kobiecy głos. – Ależ jesteś najszczęśliwszą dziewczyną na ś – ś – ś – świecie! No i jak, póki co podoba ci się etat u diabła wcielonego?

Nabrałam animuszu. To było coś nowego. Podczas tych stu dni, które przepracowałam w Runwayu, nie spotkałam ani jednej osoby, która tak odważnie ośmieliłaby się źle wyrazić o Mirandzie. Mówiła poważnie? A może tylko mnie podpuszczała?

– Hm, no cóż, praca dla Runwaya to naprawdę pouczające doświadczenie – usłyszałam, że i ja się jąkam. – Oczywiście milion dziewczyn dałoby się zabić za tę posadę. – Czy ja to właśnie powiedziałam?

Chwila ciszy, po której nastąpiło coś jak wycie hieny.

– Och, to po prostu, k – k – k – kurwa, coś wspaniałego! – zaskrzeczała, jednocześnie jakby dusząc się ze śmiechu. – Czy zamyka was w mieszkaniu w West Village i odmawia wszystkich rzeczy od G – g – g – gucciego, dopóki nie macie mózgów odpowiednio wypranych, żeby rzeczywiście gadać takie gówniane kawałki? F – f – f – fantastyczne! Ta kobieta to naprawdę nie byle kto! No cóż, panno Pouczające Doświadczenie, ptaszki ćwierkały, że tym razem Miranda naprawdę zatrudniła sobie myślącą s – s – s – s – służącą, ale widzę, że ptaszki jak zwykle były w błędzie. Podobają ci się bliźniaki od Michaela Korsa i wszystkie te śliczne futra od J. Mendela? Tak, kotku, świetnie się nadasz. A teraz daj mi do telefonu tę swoją szefową z kościstym tyłkiem.

Miałam sprzeczne odczucia. Pierwszym impulsem było kazać się jej odpieprzyć, powiedzieć, że mnie nie zna i nietrudno się domyślić, że ta dyskusyjna postawa życiowa ma stanowić kompensatę za jąkanie. Ale bardziej chciałam przysunąć słuchawkę do ust i gorąco wyszeptać: Jestem więźniem, i to w większym stopniu, niż może pani sobie wyobrazić, proszę, och, proszę przyjść tu i uratować mnie przed tym piekielnym praniem mózgu. Ma pani rację, jest tak, jak pani to opisała, ale ja jestem inna! Ale nie miałam szansy ani na jedno, ani na drugie, ponieważ w końcu zdałam sobie sprawę, że nie wiem, do kogo należy ten głęboki, zacinający się głos.