Выбрать главу

– Zauważyłaś, że ona nie ma przyjaciół, Emily? Zauważyłaś? Jasne, dzień i noc dzwonią do niej najbardziej odlotowi ludzie na świecie, ale nie dzwonią, żeby pogadać o dzieciakach, pracy czy swoim małżeństwie, prawda? Dzwonią, bo czegoś od niej chcą. Jasne, wygląda to imponująco, kiedy się człowiek przygląda z boku, ale możesz sobie wyobrazić, że nikt do ciebie nie dzwoni, jeżeli nie ma…

– Przestań! – wrzasnęła, a łzy znów płynęły jej po twarzy strumieniami. – Po prostu się już, kurwa, zamknij! Zjawiłaś się w tym biurze parę miesięcy temu i myślisz, że wszystko rozumiesz. Panienka Jestem Taka Sarkastyczna i Taka Ponad To Wszystko! Cóż, nic nie rozumiesz. Nic!

– Em…

– Nie bierz mnie pod włos, Andy, daj mi skończyć. Wiem, że Miranda jest trudna. Wiem, że czasami wydaje się szalona. Wiem, jak to jest wiecznie nie dosypiać i cały czas się bać, że zadzwoni, czego żaden z twoich przyjaciół nie rozumie. Znam to wszystko! Ale jeżeli tak bardzo tego nienawidzisz, jeżeli jedyne, co potrafisz, to cały czas narzekać na nią i wszystko inne, czemu po prostu nie odejdziesz? Bo twoje nastawienie to prawdziwy problem. Ale żeby powiedzieć, że Miranda to wariatka! Cóż, myślę, że bardzo wiele osób tutaj uważa, iż jest wspaniała i utalentowana. Uznaliby, że to ty zwariowałaś, że nie starasz się, najlepiej jak możesz, pomóc komuś tak niesamowitemu. Bo ona jest niesamowita, Andy, naprawdę jest niesamowita!

Rozważałam to przez chwilę i stwierdziłam, że ma rację. Miranda, o ile umiałam to ocenić, była rzeczywiście fantastyczną redaktorką. Ani jedno słowo z materiału przeznaczonego do druku nie trafiało do numeru bez jej pełnej, trudnej do uzyskania aprobaty, i nie obawiała się wyrzucić czegoś na szmelc i zacząć od nowa mimo kwaśnych min i niedogodności, jakich to wszystkim przyczyniało. Chociaż ubrania do zdjęć zamawiali różni redaktorzy działu mody, wyłącznie Miranda wybierała styl i modelki, które chciała widzieć w poszczególnych zestawach; redaktorzy prowadzący byli, co prawda, obecni podczas zdjęć, ale wykonywali po prostu konkretne i niesamowicie szczegółowe instrukcje Mirandy. To ona miała ostatnie – a często wręcz jedyne – słowo w kwestii każdej najdrobniejszej bransoletki, torby, butów, stroju, fryzury, historii, wywiadu, autora, zdjęcia, modelki, lokalizacji i fotografa, który wchodził do każdego numeru i to właśnie, w mojej ocenie, było zasadniczym powodem, dla którego pismo co miesiąc odnosiło tak olśniewający sukces. Runway nie byłby Runwayem - do licha, w ogóle niczym by nie był – bez Mirandy Priestly. Wiedziałam o tym, podobnie jak wszyscy. Nie mogłam jednak przyznać, że z tego powodu miała prawo traktować ludzi tak, jak to robiła. Dlaczego umiejętność połączenia wieczorowej sukni od Balmaina z chmurną, długonogą Azjatką na bocznej ulicy w San Sebastian miałaby wzbudzać taki podziw, żeby zwolnić Mirandę z odpowiedzialności za własne zachowanie? Wciąż nie mogłam tego pojąć, ale co ja wiedziałam? Najwyraźniej Emily chwyciła, o co w tym wszystkim chodzi.

– Emily, ja tylko mówię, że jesteś naprawdę wspaniałą asystentką, że Miranda ma szczęście, zatrudniając kogoś, kto pracuje tak ciężko jak ty, kogoś tak oddanego pracy. Ja tylko chcę, żebyś zdała sobie sprawę, że to nie twoja wina, kiedy ona jest z czegoś niezadowolona, to po prostu taki typ człowieka. Nie mogłabyś zrobić nic więcej.

– Wiem. Naprawdę. Ale ty jesteś dla niej zbyt surowa, Andy. Przemyśl to. To znaczy naprawdę się nad tym zastanów. Jest niewiarygodnie perfekcyjna i musiała sporo poświęcić, żeby się tu dostać, ale czy tego samego nie można by powiedzieć o każdym człowieku, który odniósł superwielki sukces w dowolnej branży? Powiedz mi, który dyrektor generalny, wspólnik, reżyser czy kto tam jeszcze nie musi czasem być ostry? To element tej pracy.

Można się było zorientować, że w tej kwestii nie dojdziemy do porozumienia. Było jasne, że Emily jest oddana Mirandzie, Runwayowi, temu wszystkiemu, ale nie mogłam zrozumieć dlaczego. Nie różniła się niczym od setek innych osobistych asystentek, asystentek redakcyjnych, redaktorów pomocniczych i redaktorów współpracujących, starszych redaktorów i redaktorów naczelnych pism poświęconych modzie. Nie potrafiłam tego zrozumieć. Z tego, co do tej pory widziałam, każdy z nich był upokarzany, poniżany i generalnie obrażany przez swojego przełożonego tylko po to, żeby robić dokładnie to samo w chwili, gdy tylko dostanie awans. A wszystko to, by pod koniec długiej i wyczerpującej wspinaczki po szczeblach kariery mogli powiedzieć, że mają miejsce w pierwszym rzędzie na pokazie Yves'a Saint – Laurenta i po drodze załapali się na kilka darmowych torebek od Prady?

Nadszedł czas, żeby przytaknąć.

– Wiem – westchnęłam, ustępując przed jej uporem. – Mam tylko nadzieję, że ty wiesz, jaką wyświadczasz jej przysługę, angażując się w te jej gówniane sprawy, nie inaczej.

Spodziewałam się szybkiego kontrataku, ale Emily uśmiechnęła się.

– Słyszałaś, jak dopiero co sto razy jej powiedziałam, że czwartkowy fryzjer i wizażysta zostali potwierdzeni?

Kiwnęłam głową. Emily wyglądała wręcz frywolnie.

– Stuprocentowe kłamstwo. Do nikogo nie dzwoniłam ani niczego nie potwierdzałam! – Ostatnie słowa praktycznie wyśpiewała.

– Emily! Nie żartujesz? Ale co teraz zrobisz, właśnie przysięgłaś na wszystkie świętości, że osobiście to potwierdziłaś. – Pierwszy raz, odkąd zaczęłam tę pracę, miałam ochotę uściskać tę dziewczynę.

– Andy, bądź poważna. Naprawdę myślisz, że ktokolwiek przy zdrowych zmysłach odmówiłby zrobienia jej fryzury i makijażu? To może zniszczyć im karierę, musieliby zwariować, żeby ją spławić. Jestem pewna, że facet cały czas zamierzał to zrobić, pewnie tylko musiał zmienić plany podróży czy coś tam. Nie muszę potwierdzać, bo jestem pewna, że to załatwi. Bo jakże by inaczej? Przecież to Miranda Priestly!

Teraz pomyślałam, że sama się rozpłaczę, ale tylko powiedziałam:

– Więc co powinnam wiedzieć, żeby zatrudnić tę nową nianię? Chyba muszę zacząć od razu.

– Tak – zgodziła się ze mną, wciąż zachwycona własnym sprytem. – Myślę, że to dobry pomysł.

Pierwszej dziewczynie, z którą rozmawiałam o posadzie niani, dosłownie odebrało głos.

– O mój Boże! – jęknęła, kiedy przez telefon zapytałam ją, czy nie miałaby nic przeciw temu, żeby spotkać się ze mną w biurze. – O mój Boże! Nie żartujesz? O mój Boże!

– Hm, to oznacza tak czy nie?

– Boże, tak. Tak, tak, tak! Do Runway. O mój Boże. Zaczekaj, aż powiem moim przyjaciółkom. Umrą. Po prostu umrą. Powiedz mi tylko, gdzie i kiedy mam się stawić.

– Rozumiesz, że Miranda wyjechała i się z nią nie spotkasz, prawda?

– Tak jest. Całkowicie.

– I wiesz też, że chodzi o posadę niani dla dwóch córek Mirandy, prawda? Że to nie ma nic wspólnego z Runwayem?

Westchnęła, jakby godząc się z tym smutnym, niefortunnym faktem.

– Tak, oczywiście. Niania, wszystko rozumiem.

Cóż, tak naprawdę nie do końca, bo chociaż miała odpowiedni wygląd (wysoka, nieskazitelna figura, w miarę dobrze ubrana i zdecydowanie niedożywiona), wciąż ponawiała pytania, która część pracy wymaga jej obecności w biurze.

Rzuciłam jej szczególnie mordercze spojrzenie, ale najwyraźniej nie zauważyła.

– Hm, żadna. Pamiętasz, że o tym rozmawiałyśmy? Po prostu przeprowadzam dla Mirandy wstępne rozmowy i tak się składa, że robię to w biurze. Ale na tym koniec. Jej bliźniaki tu nie mieszkają, wiesz?