Выбрать главу

– Emily! – zawołała Miranda z wnętrza swojego zwodniczo pogodnego gabinetu.

– Tak, Mirando? – Odpowiedziałyśmy obie, zrywając się, żeby sprawdzić, na którą z nas wskaże.

– Emily, słyszę, że właśnie rozmawiałaś z ludźmi z Post - powiedziała, kierując uwagę w moją stronę. Prawdziwa Emily z ulgą usiadła.

– Tak, Mirando, właśnie się rozłączyłam. Rozmawiałam w sumie z trzema różnymi osobami i wszyscy się upierają, że w ubiegłym tygodniu nie recenzowali żadnej azjatycko – kontynentalnej restauracji na Manhattanie. Może to było wcześniej? – Na chwiejnych nogach stałam teraz przed jej biurkiem z głową pochyloną wystarczająco nisko, by wpatrywać się w czarne szpilki bez pięt od Jimmy'ego Choo na dziesięciocentymetrowych obcasach, które Jeffy dostarczył mi ze złośliwą satysfakcją wypisaną na twarzy.

– Manhattan? – Wyglądała na zmieszaną, oburzoną i wściekłą jednocześnie. – A kto powiedział coś o Manhattanie?

Teraz przyszła moja kolej na zmieszanie.

– Ahn – dre – ah, mówiłam ci już co najmniej pięć razy, że ta recenzja dotyczyła nowej restauracji w Waszyngtonie. Ponieważ będę tam w przyszłym tygodniu, masz mi zrobić rezerwację. – Odchyliła głowę i ułożyła usta w coś, czego nie dało się opisać inaczej niż mianem niegodziwego uśmieszku. – Która dokładnie część tego zadania stanowi dla ciebie tak poważne wyzwanie?

Waszyngton? Pięć razy mi mówiła, że restauracja jest w Waszyngtonie? Nie sądzę. Najwyraźniej traciła rozum albo czerpała sadystyczną przyjemność z obserwowania, że ja go tracę. Ale będąc dokładnie taką idiotką, za jaką mnie miała, znów odezwałam się bez zastanowienia.

– Ale Mirando, jestem całkiem pewna, że New York Post nie zamieszcza recenzji na temat restauracji w Waszyngtonie. Wydaje mi się, że odwiedzają i recenzują tylko miejsca w Nowym Jorku.

– Czy to miało być zabawne, Ahn – dre – ah? Czy tak sobie wyobrażasz poczucie humoru? – Jej uśmiech zniknął i gdy siedząc na krześle, pochylała się w przód, wyglądała jak sęp, który niecierpliwie krąży wokół zdobyczy.

– Hm, nie, Mirando. Po prostu myślałam, że…

– Ahn – dre – ah, jak wyraźnie zaznaczyłam do tej pory jakieś dwadzieścia razy, recenzja, której szukam, jest w Washington Post. Słyszałaś o tej gazetce, prawda? Tak jak Nowy Jork ma New York Jimesa, także Waszyngton ma własną gazetę. Widzisz, jak to działa? – Było to coś więcej niż szyderstwo: zwracała się do mnie w sposób tak protekcjonalny, jakby zaledwie krok dzielił ją od mówienia do mnie jak do niemowlaka.

– Zaraz ci ją przyniosę – oznajmiłam najspokojniej, jak potrafiłam i cicho wyszłam.

– Och, i Ahn – dre – ah? – Serce mi drgnęło, a żołądek zaczął powątpiewać, czy zniesie kolejną „niespodziankę”. – Spodziewam się, że weźmiesz udział w dzisiejszym przyjęciu, żeby powitać gości. To wszystko.

Spojrzałam na Emily, która wyglądała na kompletnie otumanioną, zmarszczone czoło nadawało jej wygląd dokładnie tak oszołomionej, jak sama się czułam.

– Czy ja dobrze usłyszałam? – wyszeptałam do Emily, która nie mogła zrobić nic innego, tylko skinąć głową i ruchem ręki nakazać mi przejść na jej stronę biura.

– Obawiałam się tego – wyszeptała ponuro jak chirurg, który mówi członkowi rodziny pacjenta, że po otwarciu klatki piersiowej znaleźli coś potwornego.

– Ona nie może mówić poważnie. Jest czwarta po południu w piątek. Przyjęcie zaczyna się o siódmej. Obowiązują stroje wieczorowe, na litość boską. Nie ma mowy, żeby spodziewała się, że tam pójdę. – Ponownie z niedowierzaniem zerknęłam na zegarek i spróbowałam dokładnie odtworzyć sobie jej słowa.

– Och, mówiła całkiem poważnie – odparła Emily, sięgając po telefon. – Pomogę ci, okej? Ty znajdź tę recenzję w Washington Post i daj jej kopię, zanim wyjdzie. Jurij przyjeżdża za piętnaście minut, żeby zabrać ją do domu na czesanie i makijaż. Załatwię ci suknię i wszystko, czego potrzebujesz na wieczór. Nie martw się, załatwimy to. – Z szybkością karabinu maszynowego zaczęła wybierać numery i pełnym nacisku szeptem przekazywać instrukcje. Stałam i gapiłam się na nią, ale nie podnosząc wzroku, machnęła ręką i gwałtownie wróciłam do rzeczywistości.

– Ruszaj – szepnęła, spoglądając na mnie z niezwykłą jak na nią odrobiną współczucia. Ruszyłam.

14

– Nie możesz tam przyjechać taksówką – powiedziała Lily, podczas gdy bezradnie dźgałam się w oko nowiutkim tuszem do rzęs Maybelline Great Lash. – To oficjalna okazja. Wezwij samochód, na litość boską. – Przyglądała się jeszcze z minutę, a potem wyjęła mi z dłoni oblepioną szczoteczkę i pukając palcem w powiekę, kazała zamknąć oczy.

– Chyba masz rację – westchnęłam, wciąż nie chcąc przyjąć do wiadomości, że swój piątkowy wieczór spędzę w formalnej sukni wieczorowej w Metropolitan Museum, witając nowobogackich – ale – wciąż – wieśniackich gości z Georgii oraz Karoliny Północnej i Południowej, przyoblekając kiepsko umalowaną twarz w kolejne sztuczne uśmiechy. Oświadczenie Mirandy zostawiło mi wszystkiego trzy godziny na znalezienie sukni, kupienie podkładu, przygotowanie się i zmianę wszystkich weekendowych planów. W całym tym szaleństwie zapomniałam o załatwieniu transportu.

Na szczęście praca w jednym z największych w kraju pism poświęconych modzie (praca, za którą milion dziewczyn dałoby się zabić!) miała swoje plusy i do czwartej czterdzieści zdołałam pożyczyć powalającą, długą do kostek czarną kreację Oscara de la Renty, uprzejmie dostarczoną przez Jeffy'ego, guru Szafy i miłośnika wszystkiego, co kobiece („Dziewczyno, idziesz na oficjalne przyjęcie, wkładasz de la Rentę i koniec. A teraz nie wstydź się, ściągaj te spodnie i przymierz to dla Jeffy'ego”. Zaczęłam się rozpinać i Jeffym wstrząsnął dreszcz. Zapytałam, czy naprawdę uważa moje na wpół nagie ciało za tak odrażające, i powiedział, że oczywiście nie, za wstrętną uznał wyłącznie linię moich majtek). Asystentka z działu mody zamówiła już dla mnie parę pantofli od Manola w odpowiednim rozmiarze, a Samantha z dodatków wybrała połyskliwą, srebrną wieczorową torebkę Judith Leiber z długim, brzęczącym łańcuszkiem. Wyraziłam zainteresowanie bardziej dyskretną kopertą Calvina Kleina, ale tylko prychnęła na tę sugestię i wręczyła mi Judith. Stef zastanawiała się, czy powinnam mieć obróżkę czy wisior, a Allison, świeżo awansowana do działu urody redaktorka, rozmawiała przez telefon ze swoją manikiurzystką, która na zamówienie przychodziła do klienta.

– Spotka się z tobą w sali konferencyjnej o czwartej czterdzieści pięć – powiedziała Allison, kiedy podniosłam słuchawkę. – Będziesz na czarno, zgadza się? Upieraj się przy Ruby Red Chanel. Powiedz jej, żeby rachunek wystawiła na nas.

Całe biuro doszło do stanu niemal histerycznego napięcia nerwów, próbując dostosować mój wygląd do wieczornej gali. Z pewnością nie dlatego, że wszyscy mnie uwielbiali i daliby się zabić, żeby mi pomóc; chodziło raczej o to, że Miranda złożyła na nich odpowiedzialność za doprowadzenie mnie do porządku, i aż się palili, by dowieść jej jakości swego gustu i klasy.

Lily skończyła litościwą pomoc przy makijażu i przelotnie pomyślałam, czy wyglądam śmiesznie, ubrana w długą do ziemi suknię Oscara de la Renty i z błyszczykiem Bonne Belle na ustach. Prawdopodobnie tak, ale odrzuciłam wszystkie oferty przysłania wizażysty do mieszkania. Cały personel próbował nalegać – bez śladu subtelności – ale nieustępliwie odmówiłam. Nawet moja wytrzymałość miała pewne granice.