Выбрать главу

Pokuśtykałam do sypialni w swoich dziesięciocentymetrowych szpilkach od Manola i ucałowałam Aleksa w czoło. Na chwilę otworzył oczy, uśmiechnął się do mnie i odwrócił na bok.

– Zdecydowanie dotrę do domu przed jedenastą, więc możemy pójść dokądś na kolację albo na drinka, okej? Przepraszam za to, naprawdę. Jeżeli zdecydujesz się wyjść gdzieś z chłopakami, zadzwoń, żebym mogła się z tobą spotkać, dobrze? – Tak jak obiecał, przyjechał prosto ze szkoły, żeby spędzić ze mną noc, i wcale nie był zachwycony, kiedy wróciłam z wiadomością, że on może sobie pozwolić na odprężający wieczór w domu, ale mnie proszę w tych planach nie brać pod uwagę. Siedział na balkonie przy mojej sypialni, czytając znaleziony gdzieś stary numer Yanity Fair i pił piwo, które Lily trzymała w lodówce dla gości. Dopiero po wyjaśnieniach, że muszę dziś wieczorem pracować, zauważyłam nieobecność Lily.

– Gdzie ona jest? – zapytałam. – Nie ma zajęć i wiem, że przez całe lato w piątki nie pracuje.

Alex pociągnął łyk pale ale i wzruszył ramionami.

– Przypuszczam, że jest tutaj. Drzwi ma zamknięte, ale widziałem, jak wcześniej kręcił się tu jakiś facet.

– Jakiś facet? Mógłbyś się zdobyć na bardziej szczegółowy opis? Jaki facet? – Zaczęłam się zastanawiać, czy ktoś się włamał, czy może Chłopak od Freuda został wreszcie zaproszony do domu.

– Nie wiem, wygląda przeraźliwie. Tatuaże, kolczyki, podkoszulek bez rękawów – cały komplecik. Nie umiem sobie wyobrazić, gdzie kogoś takiego spotkała. – Nonszalancko pociągnął kolejny łyk.

Ja też nie umiałam sobie tego wyobrazić, biorąc pod uwagę, że wczoraj o jedenastej wieczorem zostawiłam ją w towarzystwie bardzo uprzejmego faceta o imieniu William, który, z tego, co widziałam, nie był typem mężczyzny noszącego podkoszulek i gustującego w tatuażach.

– Alex, bądź poważny! Mówisz mi, że jakiś bandyta kręci się po moim mieszkaniu – bandyta, który wcale niekoniecznie został zaproszony – a ciebie to nie obchodzi? Przecież to śmieszne! Musimy coś zrobić – powiedziałam, wstając z krzesła i jak zwykle zastanawiając się, czy przeniesienie ciężaru spowoduje oderwanie się balkonu od ściany budynku.

– Andy, spokojnie. Z pewnością nie jest bandytą. – Przerzucił stronę. – Może to punkowo – grunge'owy przypał, ale nie bandyta.

– Pięknie, po prostu, kurwa, pięknie. A teraz ruszysz tyłek i sprawdzisz, co się tu dzieje, czy będziesz tak siedział całą noc?

Nadal na mnie nie patrzył i w końcu pojęłam, jak bardzo jest zły z powodu dzisiejszego wieczoru. Całkowicie zrozumiałe, aleja byłam równie zirytowana koniecznością pójścia do pracy i za cholerę nic nie mogłam na to poradzić.

– Możesz zawołać, gdybym był potrzebny?

– Świetnie – sapnęłam i urządziłam wielkie przedstawienie z gniewnym opuszczaniem balkonu. – Możesz nie czuć się winny, kiedy znajdziesz moje poćwiartowane zwłoki na podłodze w łazience. W końcu to nic wielkiego…

Z tupotem weszłam do środka i przez chwilę krążyłam po mieszkaniu, szukając jakiegoś dowodu na obecność tego faceta. Jedyne, co wydawało się nie na miejscu, to pusta butelka po ketel one w zlewie. Czy ona naprawdę zdążyła kupić, otworzyć i wypić całą butelkę wódki od wczoraj po północy? Zapukałam do drzwi Lily. Brak reakcji. Zapukałam trochę bardziej natarczywie i usłyszałam męski głos, stwierdzający nad wyraz oczywisty fakt, że ktoś puka do drzwi. Gdy nadal nikt nie reagował, przekręciłam gałkę.

– Halo? Jest tu kto? – zawołałam, starając się nie zaglądać do wnętrza pokoju, ale zdołałam wytrzymać jakieś pięć sekund. Z dwóch par dżinsów splątanych na podłodze, stanika zwisającego z krzesła przy biurku i przepełnionej popielniczki, od której pokój cuchnął jak świetlica w akademiku, przeniosłam spojrzenie wprost na łóżko, gdzie moja najlepsza przyjaciółka leżała wyciągnięta na boku, plecami do mnie, kompletnie naga. Kiepsko wyglądający facet z warstwą potu nad górną wargą i tłustymi włosami wtopił się we wzór na pościeli Lily: dziesiątki jego wijących się, przeplatających, przerażających tatuaży stanowiły idealny kamuflaż na tle kołdry w zielono – niebieską kratkę. Łuk brwiowy przebity złotym kółkiem, masa błyszczącego metalu w każdym uchu i dwa niewielkie, zaokrąglone kolce wychodzące z brody. Na szczęście miał na sobie bokserki, ale wyglądały na tak brudne, wyświechtane i stare, że prawie – prawie – żałowałam, że je ma. Pociągnął papierosa, powoli i znacząco wydmuchnął dym, i kiwnął głową mniej więcej w moim kierunku.

– Jo – powiedział, machając papierosem w moją stronę. – Może zamkniesz drzwi, m – ja droga?

Co? M – ja droga? Czy ten zasyfiały Australijczyk naprawdę palił trawkę w łóżku mojej przyjaciółki, czy zawsze się tak zachowywał? Zadałam mu to pytanie.

– Palisz trawkę? – zapytałam, nie przejmując się już kwestią manier i zupełnie nie przestraszona. Był niższy ode mnie i mógł ważyć najwyżej sześćdziesiąt pięć kilo – na moje oko najgorsze, co mógł mi w tym momencie zrobić, to mnie dotknąć. Wstrząsnęłam się, gdy pomyślałam o tysiącznych sposobach, na jakie prawdopodobnie dotykał Lily, która wciąż głęboko spała w jego kojącej bliskości. – Za kogo ty się, do cholery, uważasz? To jest moje mieszkanie i chciałabym, żebyś je opuścił. Teraz! – dodałam. Moją odwagę wspomagały ograniczenia czasowe: miałam dokładnie godzinę, żeby wyszykować się na najbardziej stresujący wieczór w mojej karierze, i użeranie się z tym rozciągniętym na łóżku Psycholem nie było ujęte w planie.

– Laaaaaaaaska. Ochłoń – wydyszał i znów się zaciągnął. – Nie wygląda, żeby twoja przyjaciółka chciała, bym wyszedł…

– Chciałaby, gdyby przypadkiem BYŁA PRZYTOMNA, TY DUPKU! – wrzasnęłam, przerażona myślą, że Lily – najprawdopodobniej – uprawiała seks z tym facetem. – Zapewniam cię, że mówię w imieniu nas obu: WYPIERDALAJ Z NASZEGO MIESZKANIA!

Poczułam rękę na ramieniu i obróciłam się na pięcie, żeby zobaczyć Aleksa ze zmartwioną miną, oceniającego sytuację.

– Andy, może wskoczysz pod prysznic i pozwolisz, żebym ja się tym zajął, okej? – Chociaż nikt nie nazwałby go dużym facetem, w porównaniu z tym wyniszczonym śmieciem, który aktualnie pocierał metalem ze swojej twarzy o nagie plecy mojej najlepszej przyjaciółki, wyglądał jak zawodowy zapaśnik.

– CHCĘ. ŻEBY. ON – wskazałam, dla jasności – WYNIÓSŁ. SIĘ. Z. MOJEGO. MIESZKANIA.

– Wiem, i zdaje mi się, że on też jest właściwie gotów do wyjścia, prawda, stary? – zapytał Alex kojącym głosem, jakiego można by użyć wobec podejrzanego o wściekliznę psa, którego człowiek obawia się rozzłościć.

– Laaaaaaaaska, nie ma kwestii. Tylko się trochę zabawiłem z Lily. Wczoraj w nocy w Au Bar normalnie za mną szalała – zapytaj, kogo chcesz, wszyscy ci powiedzą. Normalnie mnie, kurwa, błagała, żebym z nią wrócił.

– Nie wątpię – uspokajająco stwierdził Alex. – Kiedy chce, bywa z niej naprawdę przyjacielska dziewczyna, ale czasami za dużo pije, żeby wiedzieć, co robi, więc jako jej przyjaciel będę musiał poprosić cię, żebyś teraz wyszedł.

Psychol zgniótł papierosa i urządził wielki pokaz wyrzucania w górę rąk w szyderczym geście poddania.

– Stary, żaden problem. Tylko wezmę szybki prysznic i załatwię z moją malutką Lily właściwe pożegnanie, a potem ruszam. – Przerzucił nogi na bok łóżka i sięgnął po ręcznik, który wisiał obok jej biurka.

Alex ruszył do przodu, zgrabnie wyjął facetowi ręcznik z rąk i spojrzał mu prosto w oczy.

– Nie. Myślę, że powinieneś wyjść teraz. Od razu. – I ruchem, jakiego nigdy przez te trzy lata naszej znajomości u niego nie widziałam, ustawił się dokładnie na wprost Psychola i pozwolił, by ta bliskość zasugerowała niewątpliwie zamierzoną groźbę.