Выбрать главу

– Stary, bez obaw. Już mnie nie ma – zaciągnął jękliwie, gdy zmierzył wzrokiem Aleksa i zorientował się, że musiał wyciągnąć szyję, żeby spojrzeć mu w twarz. – Tylko się ubieram i spadam. – Podniósł z podłogi dżinsy i zlokalizował obszarpany podkoszulek pod wciąż wystawionym na publiczny widok ciałem Lily. Poruszyła się, gdy go spod niej wyciągnął, i kilka sekund później zdołała otworzyć oczy.

– Przykryj ją! – ostro rozkazał Alex, teraz najwyraźniej rozbawiony swoją nową rolą rzucającego groźby i kontrolującego sytuację. A Psychol bez słowa komentarza naciągnął kołdrę na ramiona Lily, tak że widoczna była tylko plątanina jej czarnych loków.

– Co się dzieje? – wychrypiała, usiłując utrzymać otwarte oczy. Odwróciła się i zobaczyła mnie trzęsącą się ze złości w progu, Aleksa przyjmującego męskie pozy i Psychola niezdarnie zawiązującego niebiesko – kanarkowożółte diadory i wynoszącego się w cholerę, zanim sprawy przybiorą naprawdę kiepski obrót. Za późno. Jej wzrok zatrzymał się na Psycholu.

– A kim ty, do cholery, jesteś? – zadała pytanie, siadając prosto i nie zdając sobie sprawy, że jest całkiem naga. Alex i ja instynktownie odwróciliśmy wzrok, gdy zaszokowana naciągała na siebie kołdrę, ale Psychol wyszczerzył zęby w lubieżnym uśmiechu i gapił się na jej piersi.

– Mała, chcesz powiedzieć, że nie pamiętasz? – zapytał. Jego ciężki australijski akcent z każdą mijającą sekundą stawał się mniej uroczy. – Wczoraj w nocy dokładnie widziałaś. – Podszedł do niej i wyglądało, że zaraz usiądzie na łóżku, jednak Alex zdążył chwycić go za ramię i ustawić w pionie.

– Wynocha. Teraz. Albo będę musiał sam cię wynieść – rozkazał, wyglądał na twardziela, po prostu słodko, i strasznie był z siebie dumny.

Psychol wyrzucił ręce w górę i zagdakał:

– Spadam. Zadzwoń kiedyś, Lily. Wczoraj w nocy byłaś świetna. – Przez drzwi sypialni szybko ruszył do salonu, z Aleksem, który deptał mu po piętach. – Człowieku, co za kłótliwa laska – powiedział do Aleksa chwilę przed tym, nim z hukiem zamknęły się frontowe drzwi, ale Lily chyba tego nie usłyszała. Wciągnęła na grzbiet podkoszulek i zdołała zwlec się z łóżka.

– Lily, kto to był, do cholery? Największy kretyn, jakiego w życiu spotkałam, nie wspominając już o tym, że absolutnie odrażający.

Powoli potrząsnęła głową i wyglądała, jakby koncentrowała się ze wszystkich sił, próbując sobie przypomnieć, gdzie wkroczył w jej życie.

– Odrażający. Masz rację, kompletnie odrażający, i nie mam pojęcia, co się stało. Pamiętam, jak wczoraj w nocy wychodziłaś, a ja rozmawiałam z jakimś naprawdę miłym facetem w garniturze – z jakiegoś powodu piliśmy jaegera – i na tym koniec.

– Lily, wyobraź sobie, jaka musiałaś być pijana, żeby nie tylko zgodzić się na seks z kimś, kto tak wygląda, ale jeszcze przyprowadzić go do naszego mieszkania! – Myślałam, że wskazuję na pewne oczywistości, ale jej oczy rozszerzyły się, jakby chodziło o zaskakujące odkrycie.

– Myślisz, że uprawiałam z nim seks? – zapytała miękko, odmawiając przyjęcia do wiadomości tego, co się rzucało w oczy.

Przypomniały mi się słowa Aleksa sprzed paru miesięcy: Lily piła więcej niż to normalne, wszystko na to wskazywało. Regularnie opuszczała zajęcia, aresztowano ją, a teraz przyciągnęła do domu mutanta o najbardziej przerażającym wyglądzie, jakiego kiedykolwiek miałam okazję oglądać. Pamiętałam też wiadomość, którą jeden z jej profesorów zostawił na naszej sekretarce tuż po ostatnich egzaminach, coś w sensie, że chociaż jej praca pisemna była olśniewająca, opuściła za dużo zajęć i oddała ją za późno, żeby dostać „A”, na które zasługiwała. Postanowiłam dyplomatycznie się włączyć.

– Lii, kochanie, nie sądzę, żeby problemem był ten facet. Myślę, że to wszystko z powodu picia.

Zaczęła szczotkować włosy i dopiero teraz dotarło do mnie, że było już po szóstej w piątkowy wieczór, a ona właśnie wstawała z łóżka. Nie zaprotestowała, więc mówiłam dalej.

– Nie żebym miała coś przeciw piciu – stwierdziłam, starając się zachować stosunkowo spokojny klimat rozmowy. – Oczywiście nie jestem przeciwniczką picia. Zastanawiam się tylko, czy to się ostatnio trochę nie wymknęło spod kontroli, wiesz? Czy w szkole wszystko było w porządku?

Otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale Alex wetknął głowę przez drzwi i wręczył mi piszczącą komórkę.

– To ona – oznajmił i wyszedł. Wrrrr! Ta kobieta miała wyjątkowy talent do rujnowania mi życia.

– Przepraszam – powiedziałam do Lily, ostrożnie przyglądając się wyświetlaczowi, który w kółko krzyczał „MP KOM”. – Zwykle wystarcza jej parę sekund, żeby mnie poniżyć albo udzielić nagany, więc zachowaj tę myśl. – Lily odłożyła szczotkę i przyglądała się, jak odbieram.

– Biur… – Znów o mało nie odebrałam telefonu, jakbym była w pracy. – Tu Andrea – poprawiłam się, szykując się na reprymendę.

– Andrea, wiesz, że oczekuję cię tu dziś wieczorem o wpół do siódmej, prawda? – Warknęła do telefonu bez powitania, nie przedstawiając się.

– Och, hm, wcześniej mówiłaś, że o siódmej. Muszę jeszcze…

– Wcześniej mówiłam szósta trzydzieści i teraz to powtarzam. Szósssssta trzydzieśśśśści. Zrozumiano? – Klik. Rozłączyła się. Spojrzałam na zegarek. Szósta pięć. To był pewien problem.

– Chce mnie tam widzieć za dwadzieścia pięć minut – rzuciłam w przestrzeń.

Lily z ulgą powitała przeszkodę w rozmowie.

– W takim razie lepiej się zbieraj, okej?

– Jesteśmy w środku rozmowy i to jest ważne. Co chciałaś wcześniej powiedzieć? – Słowa były właściwe, ale dla nas obu stało się jasne, że moje myśli były już tysiące kilometrów stąd. Stwierdziłam, że nie ma czasu na prysznic, i zostało mi teraz piętnaście minut, żeby wskoczyć w wieczorowy strój i do samochodu.

– Poważnie, Andy, musisz się zbierać. Idź się przygotować, później się tym zajmiemy.

I kolejny raz nie miałam innego wyboru, jak tylko w pośpiechu, z walącym sercem, włożyć na siebie suknię, przejechać szczotką po włosach i spróbować dopasować niektóre z nazwisk do zdjęć wieczornych gości, wcześniej wydrukowanych przez chcącą pomóc Emily. Lily z umiarkowanym rozbawieniem obserwowała rozwój sytuacji, ale wiedziałam, że martwiła się incydentem z Psycholem, i czułam się okropnie, że nie mogłam się tym zająć od razu. Alex rozmawiał przez telefon ze swoim młodszym bratem, próbując go przekonać, że naprawdę jest za mały na chodzenie do kina o dziewiątej i że mama wcale nie postępuje okrutnie, kiedy mu tego zabrania.

Ucałowałam go w policzek, a on gwizdnął i zapowiedział, że pewnie umówi się z kimś na kolację, ale żebym później zadzwoniła, gdybym chciała się przyłączyć. Najszybciej jak może biec człowiek na szczudłach, pobiegłam do salonu, gdzie Lily trzymała w rękach kawałek wspaniałego czarnego jedwabiu. Spojrzałam na nią pytająco.

– Coś do narzucenia, na twoje wielkie wyjście – zanuciła, strząsając jedwab jak kapę na łóżko. – Chcę, żeby moja Andy wyglądała równie wytwornie jak wszystkie te bogate wieśniaki z Karoliny, których będzie dziś wieczorem obsługiwać jak zwykła kelnerka. Babcia kupiła mi to przed laty na ślub Erica. Nie umiem ocenić, czy to wspaniałe, czy paskudne, ale z pewnością odpowiednio wieczorowe i Chanel, więc powinno się nadać.

Uściskałam ją.

– Obiecaj mi tylko, że jeśli Miranda zabije mnie za powiedzenie czegoś niewłaściwego, spalisz tę suknię i dopilnujesz, żeby mnie pochowano w spodniach od dresu. Obiecaj!