Выбрать главу

Kiedy po drodze do windy minęłam Johna, sięgnął pod swój stolik i wyciągnął brązową kopertę.

– Dostałem to parę minut temu. Napisano „Pilne”. – Podziękowałam mu i usiadłam w kącie holu, zastanawiając się, kto mógł przesłać mi coś posłańcem o dziesiątej wieczorem w piątek. Rozerwałam kopertę i wyjęłam notkę:

Najdroższa Andreo!

Wspaniale, że cię dziś poznałam! Czy możemy spotkać się w przyszłym tygodniu na sushi czy coś innego? Podrzuciłam to w drodze do domu - uznałam, że po takim wieczorze może ci się przydać klin. Dobrej zabawy.

Ucałowania

Iiana

W środku było zdjęcie Mirandy jako węża, z tym że Iiana powiększyła je do rozmiaru dwadzieścia pięć centymetrów na trzydzieści dwa i pół centymetra. Przez parę minut uważnie mu się przyglądałam, masując sobie stopy, które wreszcie wysunęłam z butów od Manola, i patrzyłam Mirandzie w oczy. Wyglądała onieśmielająco i złośliwie, dokładnie tak jak suka, którą codziennie oglądałam. Ale dzisiaj wyglądała też na smutną i bardzo samotną. Dołożenie tego zdjęcia do kolekcji na lodówce i żarty na jego temat z Lily czy Aleksem nie sprawią, że stopy będą mnie mniej bolały ani nie zwrócą mi mojego piątkowego wieczoru. Podarłam zdjęcie i pokuśtykałam na górę.

15

– Andrea, tu Emily – usłyszałam charczenie z telefonu. – Słyszysz mnie? – Minęły całe miesiące, odkąd Emily dzwoniła do mnie do domu w środku nocy, więc wiedziałam, że sprawa musi być poważna.

– Cześć, jasne. Głos masz potworny – powiedziałam, gwałtownie siadając w łóżku i z miejsca zastanawiając się, czy Miranda zrobiła coś, co doprowadziło Emily do takiego stanu. Ostatnim razem Emily dzwoniła tak późno, kiedy Miranda zatelefonowała do niej o jedenastej wieczorem w sobotę z żądaniem, by wyczarterować dla niej i pana Tomlinsona prywatny odrzutowiec, żeby mogła dostać się do domu z Miami, ponieważ z powodu złej pogody odwołano ich planowy lot. Gdy zadzwonił telefon, Emily właśnie przygotowywała się do wyjścia z mieszkania, żeby wziąć udział we własnym przyjęciu urodzinowym, i od razu zadzwoniła do mnie i błagała, żebym się tym zajęła. Odebrałam jej wiadomość dopiero następnego dnia i kiedy oddzwoniłam, zastałam ją we łzach.

– Przegapiłam własne przyjęcie urodzinowe, Andrea – powiedziała płaczliwym głosem w sekundzie, w której odebrała telefon. – Przegapiłam własne przyjęcie urodzinowe, bo musiałam wyczarterować im lot!

– Nie mogli wziąć pokoju w hotelu na jedną noc i wrócić następnego dnia jak normalni ludzie? – zapytałam, wskazując oczywiste rozwiązanie.

– Myślisz, że o tym nie pomyślałam? Miałam zarezerwowane dla nich apartamenty w Shore Club, Albion i Delano siedem minut po jej pierwszym telefonie, bo uznałam, że nie mogła mówić serio. To znaczy, mój Boże, była sobota wieczór. Jak, do cholery, można wyczarterować lot w sobotę wieczorem?

– Zgaduję, że nie była zachwycona tym pomysłem? – zapytałam uspokajającym tonem, czując się naprawdę winna, że nie pomogłam jej przy tej okazji, i jednocześnie zachwycona, że ta akurat akcja mnie ominęła.

– Taa. Nie była. Dzwoniła co dziesięć minut, domagając się odpowiedzi, dlaczego jeszcze niczego dla niej nie znalazłam, a ja musiałam przełączać wszystkich tych ludzi na oczekiwanie, żeby odebrać jej telefon, i kiedy do nich wracałam, zdążyli się rozłączyć. – Chwyciła haust powietrza. – Koszmar.

– I co, jak to w końcu wyszło? Właściwie boję się pytać.

– Jak to w końcu wyszło? Chyba jak to w końcu nie wyszło? Obdzwoniłam wszystkie prywatne firmy czarterowe w stanie Floryda i, jak możesz sobie wyobrazić, w sobotę o północy nie odbierali telefonów. Przez pagery kontaktowałam się z poszczególnymi pilotami, zadzwoniłam do linii krajowych sprawdzić, czy kogoś mi polecą, i udało mi się nawet porozmawiać z kimś z kierownictwa w Międzynarodowym Porcie Lotniczymi Miami. Powiedziałam mu, że w ciągu pół godziny potrzebuję samolotu, żeby dwie osoby mogły polecieć do Nowego Jorku. Wiesz, co zrobił?

– Co?

– Roześmiał się. Histerycznie. Oskarżył mnie, że szukam przykrywki dla terrorystów, przemytników narkotyków, wszystkiego. Powiedział, że mam większe szansę na dwudziestokrotne porażenie przez piorun niż znalezienie o tej porze samolotu i pilota – bez względu na to, ile jestem skłonna zapłacić. I że gdybym ponownie do niego zadzwoniła, byłby zmuszony przekazać moją prośbę FBI. Możesz w to uwierzyć? – W tym miejscu krzyczała. – Możesz w to, kurwa, uwierzyć? FBI!

– Jak przypuszczam, Mirandzie też się to nie spodobało?

– Taa, była po prostu zachwycoooona. Przez dwadzieścia minut nie chciała przyjąć do wiadomości, że nie można wynająć żadnego samolotu. Zapewniłam ją, że nie są wszystkie zajęte, ale że to trudna pora na próbę wyczarterowania lotu.

– I co się stało? – Nie umiałam wyobrazić sobie szczęśliwego zakończenia.

– Mniej więcej o wpół do drugiej rano pogodziła się w końcu z myślą, że tej nocy nie dotrze do domu – nie, żeby to miało jakiekolwiek znaczenie, skoro dziewczynki były ze swoim ojcem, a Annabelle była pod ręką przez całą niedzielę, na wypadek, gdyby jej potrzebowały – i kazała mi kupić bilet na pierwszy poranny lot.

To było zdumiewające. Skoro jej lot został odwołany, założyłam, że same linie lotnicze dałyby jej miejsce na pierwszy lot rano, szczególnie biorąc pod uwagę jej pierwszorzędny – z – wyróżnieniem – plus – złoty – platynowo – brylantowy – kierowniczo – Vipowski status i liczbę przebytych kilometrów oraz oryginalny koszt jej biletów na pierwszą klasę. Powiedziałam to Emily.

– Tak, cóż, Continental wpisał ich na swój pierwszy lot o szóstej pięćdziesiąt rano. Ale kiedy Miranda usłyszała, że ktoś inny zdołał dostać się na lot Delty o szóstej trzydzieści pięć, dostała szału. Nazwała mnie niekompetentną idiotką, w kółko pytała, co ze mnie za asystentka, skoro nie potrafię zrobić czegoś tak prostego jak załatwienie prywatnego samolotu. – Pociągnęła nosem i wypiła łyk czegoś, pewnie kawy.

– O mój boże, wiem, co chcesz powiedzieć. Powiedz, że tego nie zrobiłaś!

– Zrobiłam.

– Nie. Chyba żartujesz. Dla piętnastu minut?

– Zrobiłam to. A jaki miałam wybór? Była naprawdę ze mnie niezadowolona, a w ten sposób wyglądało przynajmniej, że naprawdę coś robię. Chodziło o kolejne kilka tysięcy dolców, właściwie nic wielkiego. Była prawie szczęśliwa, kiedy się rozłączyłyśmy, a czego więcej można chcieć?

W tym momencie obie zaczęłyśmy się śmiać. Wiedziałam i Emily wcale nie musiała mi tego mówić – a ona wiedziała, że ja wiedziałam – że kupiła dla Mirandy dwa dodatkowe bilety w klasie biznes na lot Delty tylko po to, by zamknąć jej usta, żeby nieustające żądania i obelgi wreszcie, na Boga, ustały.

Byłam bliska uduszenia.

– No więc. Zanim załatwiłaś samochód, który zabrał ją do Delano…

– …była prawie trzecia nad ranem i od jedenastej zdążyła zadzwonić na moją komórkę dokładnie dwadzieścia dwa razy. Kierowca czekał, kiedy brali prysznic i przebierali się w swoim apartamencie, a potem odwiózł ich prosto na lotnisko, w samą porę, żeby zdążyli na swój wcześniejszy lot.

– Przestań! Musisz przestać – wyłam, skręcając się ze śmiechu nad tą uroczą serią wydarzeń. – To się nie mogło naprawdę wydarzyć.