– Nie masz wyboru? Masz wybór! Andy, ta praca nie jest już tylko pracą, na wypadek, gdyby to uszło twojej uwagi, wchłonęła całe twoje życie! – Też wrzeszczał, czerwień z jego twarzy objęła także szyję i uszy. Normalnie uznałabym, że to urocze, nawet seksowne, ale dzisiejszego wieczoru chciałam tylko położyć się spać.
– Alex, posłuchaj, wiem, że…
– Nie, to ty posłuchaj! Zapomnij na chwilę o mnie, nie żeby to było takie trudne, ale zapomnij o tym, że w ogóle się już nie widujemy z powodu czasu, jaki spędzasz w pracy, z powodu niekończących się sytuacji awaryjnych. Co z twoimi rodzicami? Kiedy ostatnio się z nimi widziałaś? A twoja siostra? Zdajesz sobie sprawę, że właśnie urodziła swoje pierwsze dziecko, a ty nawet nie widziałaś własnego siostrzeńca, prawda? Czy to aby czegoś nie oznacza? – Zniżył głos i nachylił się w moją stronę. Pomyślałam, że może szykuje się do przeprosin, ale powiedział: – A co z Lily? Nie zauważyłaś, że twoja najlepsza przyjaciółka stała się zagorzałą alkoholiczką? – Musiałam wyglądać na kompletnie zaszokowaną, ponieważ wypalił gwałtownie: – Nawet nie próbuj powiedzieć, że nie zdawałaś sobie z tego sprawy, Andy. To najoczywistsza rzecz na świecie.
– Tak, oczywiście, że pije. Podobnie jak ty, ja i wszyscy, których znamy. Lily jest studentką i tak właśnie zachowują się studenci, Alex. Co w tym takiego dziwnego? – Kiedy powiedziałam to głośno, zabrzmiało jeszcze bardziej żałośnie, a on tylko potrząsnął głową. Przez kilka minut oboje milczeliśmy, wreszcie się odezwał.
– Ty po prostu nie rozumiesz, Andy. Nie jestem pewien, jak właściwie do tego doszło, ale mam wrażenie, że w ogóle cię nie znam. Myślę, że musimy się rozstać.
– Co? Co ty mówisz? Chcesz się rozstać? – zapytałam, zbyt późno zdając sobie sprawę, że mówił bardzo, bardzo poważnie. Alex był taki wyrozumiały, taki słodki, tak bardzo do mojej dyspozycji, że przyjęłam za pewnik, że zawsze będzie pod ręką, gotów wysłuchać, dać mi się wygadać po długim dniu albo mnie rozweselić, podczas gdy wszyscy inni bez oporów mnie olewali. Jedyny problem polegał na tym, że ja ze swojej strony nie za bardzo dotrzymywałam umowy.
– Nie, wcale nie. Nie rozstać, tylko zrobić przerwę. Mam wrażenie, że obojgu nam dobrze by zrobiła ponowna ocena tego, co się z nami dzieje. Z pewnością nie wydajesz się entuzjastycznie do mnie nastawiona, a ja nie mogę powiedzieć, żebym był tobą zachwycony. Może trochę czasu spędzonego oddzielnie dobrze nam obojgu zrobi.
– Dobrze nam zrobi?! Myślisz, że to nam pomoże?! – Chciałam krzykiem zareagować na banalność jego słów, na pomysł, że „rozstanie na jakiś czas” naprawdę pomoże się nam zbliżyć. Wydawało mi się takie samolubne, że robi to akurat teraz, akurat gdy zbliżałam się do końcówki mojej rocznej „odsiadki” w Runwayu, na parę dni przed największym wyzwaniem w mojej karierze. Przelotne ukłucia smutku i troski sprzed paru minut gładko ustąpiły miejsca irytacji. – A więc świetnie. Zróbmy sobie przerwę – powiedziałam sarkastycznie i małostkowo. – Krótki oddech. Wygląda to na wspaniały plan.
Wpatrywał się we mnie tymi wielkimi brązowymi oczyma z wyrazem przemożnego zdziwienia i bólu, a potem mocno zacisnął powieki, wyraźnie po to, żeby pozbyć się widoku mojej twarzy.
– Okej, Andy. Skrócę twoją tak wyraźną mękę i wyjdę. Mam nadzieję, że wspaniale spędzisz czas w Paryżu, naprawdę. Niedługo się odezwę. – I zanim w ogóle zdążyłam zdać sobie sprawę z tego, co się dzieje, ucałował mnie w policzek, jak ucałowałby Lily albo moją mamę, i poszedł w stronę drzwi.
– Alex, nie uważasz, że powinniśmy o tym porozmawiać? – zapytałam, starając się mówić spokojnym głosem, zastanawiając się, czy naprawdę teraz wyjdzie.
Odwrócił się, smutno uśmiechnął i powiedział:
– Nie rozmawiajmy już dzisiaj, Andy. Powinniśmy byli rozmawiać przez minione miesiące, przez miniony rok, a nie próbować wcisnąć to wszystko teraz w jedną rozmowę. Pomyśl o wszystkim, okej? Zadzwonię do ciebie za parę tygodni, kiedy wrócisz i wszystko się uspokoi. I powodzenia w Paryżu… wiem, że świetnie się sprawdzisz. – Otworzył drzwi, przeszedł przez próg i cicho zamknął je za sobą.
Pobiegłam do pokoju Lily, miała mi powiedzieć, że Alex przesadza, że muszę jechać do Paryża, ponieważ to jest najlepsze dla mojej przyszłości, że ona nie ma problemu z piciem, a ja nie jestem złą siostrą, wyjeżdżając z kraju akurat wtedy, gdy Jill urodziła swoje pierwsze dziecko. Ale Lily spała na kołdrze, całkiem ubrana, z pustą koktajlową szklanką na podręcznym stoliku. Obok stał otwarty laptop Toshiba i zaczęłam się zastanawiać, czy zdołała napisać chociaż słowo. Zajrzałam. Brawo! Wpisała nagłówek, w którym umieściła swoje nazwisko, rok, nazwisko profesora i najprawdopodobniej tymczasową wersję tytułu: „Psychologiczne aspekty zakochiwania się we własnym czytelniku”. Roześmiałam się na głos, ale nawet nie drgnęła, więc przeniosłam komputer na biurko, ustawiłam jej budzik na siódmą i zgasiłam światło.
Gdy tylko weszłam do sypialni, zadzwoniła moja komórka. Po zwykłej pięciosekundowej sesji łomotu serca, jaką przechodziłam przy każdym dzwonku ze strachu, że to Ona, odebrałam bez namysłu, wiedząc, że to Alex. Nie mógł zostawić spraw w takim zawieszeniu. To był ten sam facet, który nie potrafił zasnąć bez buziaczka na dobranoc i życzenia mi słodkich snów; nie było mowy, żeby po prostu wyniośle wyszedł, całkowicie pogodzony z koncepcją, żebyśmy nie rozmawiali przez parę tygodni.
– Cześć, kochanie – wyszeptałam bez tchu. Już za nim tęskniłam, ale byłam uszczęśliwiona, że dzwoni i że niekoniecznie muszę zmierzyć się z tym problemem osobiście. Bolała mnie głowa, a ramiona sprawiały wrażenie przyklejonych do uszu i chciałam tylko usłyszeć, jak mówi, że wszystko to wielka pomyłka, i zadzwoni jutro. – Tak się cieszę, że dzwonisz.
– „Kochanie”? No, no! Robimy postępy, nieprawdaż, Andy? Lepiej uważaj, bo jeszcze zacznę rozważać możliwość, że mnie pragniesz – gładko powiedział Christian z uśmiechem, który słyszałam nawet przez telefon. – Ja też się cieszę, że zadzwoniłem.
– Och. To ty.
– Nie jest to najcieplejsze powitanie, jakiego w życiu doznałem! O co chodzi, Andy? Unikasz mnie ostatnio, prawda?
– Oczywiście, że nie – skłamałam. – Miałam po prostu zły dzień. Jak zwykle. Co jest?
Roześmiał się.
– Andy, Andy, Andy. Przestań. Nie ma powodu, żebyś była taka nieszczęśliwa, jesteś na najlepszej drodze do sukcesu. A skoro o tym mowa, dzwonię z pytaniem, czy chcesz pójść ze mną na kolację Penklubu w James Beard House jutro wieczorem. Powinna być masa ciekawych ludzi i od dawna się nie widzieliśmy. Oczywiście to spotkanie czysto profesjonalne.
Po zbyt wielu latach czytania w Cosmopolitan artykułów „Jak poznać, czy on jest gotów się zaangażować” można by pomyśleć, że w tym momencie powinnam zobaczyć błyskające światełko ostrzegawcze. I zobaczyłam – po prostu postanowiłam je zignorować. To był bardzo długi dzień i pozwoliłam sobie myśleć – tylko przez kilka minut – że może, być może, MÓGŁBY naprawdę być szczery. Pieprzyć to. Miło było porozmawiać przez parę minut z mężczyzną, który nie był krytycznie nastawiony, nawet jeśli nie przyjmował do wiadomości, że byłam z kimś związana. Wiedziałam, że tak naprawdę nie przyjmę zaproszenia, ale kilka minut niewinnego flirtu przez telefon nikomu jeszcze nie zaszkodziło.
– Och, naprawdę? – zapytałam z udawaną rezerwą. – Opowiedz mi wszystko o tym spotkaniu.
– Mam zamiar przedstawić ci listę powodów, dla których powinnaś ze mną pójść, Andy, ale pierwszy z nich jest najprostszy: wiem, co jest dla ciebie dobre. Kropka. – Boże, ależ był arogancki. Czemu tak mnie to pociągało?