Выбрать главу

– Cóż, mam nadzieję, że nie będziesz do tego zmuszona – oznajmiła tonem tak napiętym, że przestraszyłam się, czy nie załamie się pod ciężarem mojej ignorancji.

– Nie? Więc po co mi ponad dwadzieścia „twarzy” z podpowiedziami, jak używać wszystkich tych rzeczy?

Tak miażdżące spojrzenie mogłoby należeć do Mirandy.

– Andrea. Bądź poważna. To tylko na nagłe wypadki, w razie gdyby Miranda kazała ci dokądś iść w ostatniej chwili albo gdyby twój fryzjer czy wizażysta nie mogli przyjść. A, to mi przypomniało, że muszę ci pokazać, co ci spakowałam do włosów.

Gdy Allison demonstrowała mi, jak używać czterech różnych rodzajów okrągłych szczotek do prostowania włosów przy suszeniu, próbowałam uchwycić sens tego, co właśnie powiedziała. Ja też będę miała osobę, która zajmie się włosami i makijażem? Nie załatwiłam nikogo, żeby się mną zajmował, kiedy rezerwowałam całą obsługę dla Mirandy, więc kto to zrobił? Musiałam zapytać.

– Paryskie biuro – odparła Allison z westchnieniem. – Reprezentujesz Runwaya, rozumiesz, a Miranda jest na to bardzo uwrażliwiona. Będziesz brała udział w niektórych najbardziej szykownych imprezach na świecie u boku Mirandy Priestly. Chyba nie sądzisz, że potrafiłabyś uzyskać właściwy efekt bez fachowej pomocy, prawda?

– Nie, oczywiście, że nie. Zdecydowanie lepiej, żebym miała w tym zakresie profesjonalną pomoc. Dziękuję.

Gdy Allison zwolniła mnie po kolejnych dwóch godzinach (kiedy uznała, że gdyby któreś z czternastu zaplanowanych dla mnie na ten tydzień spotkań z fryzjerem i wizażysta nie wypaliło, nie narażę naszej szefowej na upokorzenie, rozsmarowując tusz na ustach albo goląc głowę po bokach i strosząc włosy na środku na irokeza). Gdy skończyłyśmy, myślałam, że wreszcie znajdę chwilę, żeby popędzić na dół do Jadalni i złapać jakąś wzbogaconą, kaloryczną zupę, ale Allison chwyciła telefon Emily – dawniej swój – i wybrała numer Stef z dziana dodatków.

– Cześć, skończyłam z nią i mam ją pod ręką. Chcesz przyjść?

– Zaczekaj! Muszę zjeść lunch, zanim wróci Miranda! Allison przewróciła oczami dokładnie jak Emily. Zaczęłam się zastanawiać, czy może to konkretne miejsce jakoś prowokuje tak mistrzowską demonstrację irytacji.

– Świetnie. Nie, nie, mówiłam do Andrei – powiedziała do telefonu, unosząc brwi – niespodzianka! – dokładnie jak Emily. – Wygląda na to, że jest głodna. Wiem. Tak, wiem. Powiedziałam jej to, ale wygląda, że upiera się przy… jedzeniu.

Wyszłam z biura, chwyciłam dużą miseczkę kremu z brokułów z serem cheddar i wróciłam w ciągu trzech minut, tylko po to, by zastać Mirandę siedzącą przy własnym biurku, trzymającą słuchawkę w pewnej odległości od twarzy, jakby oblazły ją pijawki.

– Telefon dzwoni, Andrea, ale kiedy odbieram… ponieważ ty najwyraźniej nie jesteś tym zainteresowana… nikt się nie zgłasza. Czy możesz mi wyjaśnić ten fenomen? – zapytała.

Oczywiście mogłam to wyjaśnić, ale nie jej. Przy tych rzadkich okazjach, gdy Miranda znalazła się w biurze sama, niekiedy odbierała telefon. Naturalnie dzwoniący byli tak zaszokowani, słysząc jej głos, że szybko się rozłączali. Nikt tak naprawdę nie był przygotowany na rozmowę z nią, gdy telefonował, ponieważ prawdopodobieństwo natychmiastowego połączenia było równe zeru. Dostałam ze dwadzieścia maili od redaktorów i asystentów, którzy informowali mnie – jakbym nie wiedziała – że Miranda znów odbiera telefony. „Dziewczyny, gdzie jesteście???”. Jedno po drugim głosiły alarmistyczne pisma. „Ona odbiera własny telefon!!!!”.

Wymamrotałam coś, że ja też odbieram czasem głuche telefony, ale Miranda straciła już zainteresowanie tematem. Wpatrywała się nie we mnie, ale w moją miseczkę zupy. Kilka kropli kremowego, zielonego płynu powoli spływało z brzegu. Jej spojrzenie zmieniło się w pełne obrzydzenia, gdy zdała sobie sprawę, że nie tylko trzymałam w ręku coś jadalnego, ale najwyraźniej planowałam to skonsumować.

– Natychmiast się tego pozbądź! – warknęła z odległości czterech i pół metra. – Już sam zapach wystarcza, żeby zrobiło mi się niedobrze.

Wrzuciłam stanowiącą punkt obrazy zupę do kosza na śmieci i melancholijnie wpatrywałam się w stracone pożywienie, gdy jej głos przywołał mnie do rzeczywistości.

– Jestem gotowa na przeglądy! – skrzeknęła, teraz gdy jedzenie, które wykryła w Runwayu, zostało usunięte, sadowiąc się na krześle nieco swobodniej. – A kiedy z tym skończymy, zwołaj zebranie redakcyjne.

Każde jej słowo wywoływało kolejny przypływ adrenaliny; ponieważ nigdy nie miałam pewności, czego dokładnie zażąda, nigdy nie byłam też pewna, czy zdołam się z tym uporać. Planowanie przeglądów i cotygodniowych zebrań należało do obowiązków Emily, musiałam więc pognać do jej biurka i sprawdzić w jej terminarzu. W linii przy godzinie trzeciej napisała: Sesja Sedona, przegląd, Lucia/Helen. Wystukałam wewnętrzny do Lucii i odezwałam się, gdy tylko odebrała.

– Jest gotowa – oznajmiłam w stylu wojskowej komendy. Helen, asystentka Lucii, odłożyła słuchawkę, nie mówiąc ani słowa, i wiedziałam, że ona i Lucia są już w połowie drogi. Gdyby nie zjawiły się w dwadzieścia – dwadzieścia pięć sekund, zostałabym wysłana, żeby je upolować i osobiście im przypomnieć – na wypadek, gdyby zapomniały – że dzwoniłam do nich trzydzieści sekund wcześniej z informacją, że Miranda była gotowa, a to znaczy wówczas gotowa. Generalnie rzecz biorąc, był to czysty kłopot, kolejny dowód, że wymuszone noszenie wąskich szpilek czyniło życie jeszcze bardziej nieznośnym. Bieganie po redakcji w szaleńczym poszukiwaniu kogoś, kto najprawdopodobniej ukrywał się przed Mirandą, nigdy nie było zabawne, ale naprawdę przykre tylko wówczas, gdy dana osoba przypadkiem znalazła się w łazience. Cokolwiek by jednak człowiek robił w męskiej czy damskiej toalecie, nie jest to właściwa wymówka, by nie stawić się w tym dokładnie momencie, gdy jego obecność jest oczekiwana. Tak więc musiałam tam wpadać – czasami zaglądać pod drzwi w poszukiwaniu charakterystycznych butów – i grzecznie prosić, w jak najmniej upokarzających słowach, jakie udało mi się wymyślić, żeby kończyli i zmierzali do gabinetu Mirandy. Natychmiast. Na szczęście dla wszystkich zainteresowanych Helen zjawiła się w parę sekund, popychając przed sobą przeładowany, przeciążony wieszak na kółkach, drugi zaś ciągnąc za sobą. Wahała się przelotnie przed przeszklonymi drzwiami gabinetu do chwili, gdy doczekała się ze strony Mirandy jednego z tych niedostrzegalnych skinień głowy, i wtedy pociągnęła wieszaki przez grubą wykładzinę.

– To wszystko? Dwa wieszaki? – zapytała Miranda, ledwie unosząc wzrok znad tekstu, który czytała.

Helen najwyraźniej była zaskoczona faktem, że się do niej zwrócono, ponieważ Miranda z zasady nie rozmawiała z asystentkami. Ale Lucia nie pokazała się jeszcze ze swoimi wieszakami, więc nie było wielkiego wyboru.

– Hm, ee, nie. Lucia będzie tu za chwilę. Ma jeszcze dwa. Czy chciałabyś, żebym, ee, zaczęła pokazywać, co zamówiłyśmy? – zapytała nerwowo Helen, wygładzając prążkowany top wyłożony na marszczoną spódnicę.

– Nie.

A potem:

– Ahn – dre – ah! Znajdź Lucie. Według mojego zegarka jest trzecia. Jeśli nie jest przygotowana, mam do roboty ważniejsze rzeczy, niż siedzieć tu i na nią czekać. – Co nie do końca było prawdą, skoro najwyraźniej nie skończyła jeszcze czytać i minęło teraz mniej więcej trzydzieści pięć sekund od chwili, gdy wykonałam wstępny telefon. Ale nie miałam zamiaru niczego udowadniać.

– Nie ma potrzeby, Mirando, już jestem – bez tchu oznajmiła Lucia, popychając i ciągnąc wieszaki, gdy mijała mnie stojącą, bo zdążyłam się podnieść, żeby rozpocząć poszukiwania. – Bardzo przepraszam. Czekaliśmy na ostami płaszcz od ludzi YSL.