– Monsieur Renaud, wspaniale w końcu pana poznać! – Nagle jedyne, o czym marzyłam, to wpełznąć do miłego, miękkiego łóżka i przespać dolegliwości związane ze zmianą czasu, ale Renaud szybko rozwiał moje nadzieje.
– Mademoiselle Andrea, madame Priestly chciałaby natychmiast widzieć panią w swoim pokoju. Zanim zainstaluje się pani we własnym, obawiam się. – Miał przepraszający wyraz twarzy i przez krótką chwilę pożałowałam go bardziej niż samej siebie. Najwyraźniej zakomunikowanie tej nowiny nie sprawiło mu przyjemności.
– Świetnie, kurwa – wymamrotałam, zanim zauważyłam, w jakie strapienie przyprawiło to monsieur Renauda. Przykleiłam do twarzy zwycięski uśmiech i zaczęłam jeszcze raz. – Proszę mi wybaczyć, mam wrażenie, że lot był strasznie długi. Czy ktoś mógłby mi powiedzieć, gdzie znajdę Mirandę?
– Oczywiście, mademoiselle. Jest w swoim apartamencie i wnoszę, że bardzo niecierpliwie pani oczekuje. – Kiedy spojrzałam na monsieur Renauda, wydało mi się, że zauważyłam lekkie wzniesienie oczu do nieba, i chociaż przez telefon zawsze uważałam go za przygnębiająco poprawnego, zawahałam się. Chociaż był zbyt profesjonalny, żeby to okazać, a tym bardziej cokolwiek powiedzieć, zaczęłam się wahać, że być może nie znosi Mirandy tak samo jak ja. Nie żebym miała na to jakiś autentyczny dowód, ale po prostu nie umiałam sobie wyobrazić nikogo, kto by jej nie nienawidził.
Drzwi windy się otworzyły i monsieur Renaud z uśmiechem zaprosił mnie do środka. Powiedział coś po francusku do chłopca hotelowego, który towarzyszył mi na górę. Renaud pożegnał mnie uprzejmym adieu i chłopak poprowadził mnie do apartamentu. Zapukał do drzwi, a potem uciekł, zostawiając mnie, żebym sama stawiła czoło Mirandzie.
Przelotnie zastanowiłam się, czy Miranda osobiście otworzy drzwi, ale nie potrafiłam sobie tego wyobrazić. W ciągu jedenastu miesięcy, kiedy wchodziłam i wychodziłam z jej mieszkania, nie udało mi się przyłapać jej na wykonywaniu niczego, co choćby przypominało wysiłek, nawet na tak przyziemnych zadaniach, jak odbieranie telefonu, wyjmowanie marynarki z szafy czy nalewanie szklanki wody. Zupełnie jakby codziennie był szabat, a ona ponownie stała się praktykującą Żydówką. No i oczywiście ja byłam jej szabes – gojem.
Ładna pokojówka w uniformie otworzyła drzwi i poprosiła mnie do środka, smutne oczy miała pełne łez i wpatrywała się wyłącznie w podłogę.
– Ahn – dre – ah! – usłyszałam gdzieś z głębi najwspanialszego salonu, jaki kiedykolwiek widziałam. – Ahn – dre – ah, chcę mieć na wieczór wyprasowany mój kostium od Chanel, ponieważ został praktycznie zrujnowany zagnieceniami podczas przelotu. Można by pomyśleć, że w concordzie będą potrafili obchodzić się z bagażem, ale moje rzeczy wyglądają potwornie. Zadzwoń też do Horace Mann i potwierdź, czy dziewczynki dotarły do szkoły. Będziesz to robić codziennie, po prostu nie ufam tej Annabelle. Nie zapomnij rozmawiać co wieczór zarówno z Caroline, jak i Cassidy i spisz listę ich lekcji do odrobienia oraz zbliżających się egzaminów. Rano oczekuję raportu na piśmie, tuż przed śniadaniem. Och, i natychmiast daj mi do telefonu senatora Schumera. To pilne. I wreszcie masz się skontaktować z tym idiotą Renaudem i powiedzieć mu, że spodziewam się, iż podczas mojego pobytu tutaj zapewni mi kompetentną obsługę, a jeśli to zbyt trudne, z pewnością dyrektor generalny będzie w stanie mi pomóc. Ta durna dziewczyna, którą mi przysłał, jest umysłowo upośledzona.
Moje oczy przesunęły się na smutną dziewczynę, która ukrywała się teraz w foyer – wyglądała na tak przerażoną, jak osaczony chomik, gdy drżąc, starała się nie płakać. Musiałam założyć, że rozumiała po angielsku, więc rzuciłam jej spojrzenie pełne szczerego współczucia, ale ona dalej się trzęsła. Rozejrzałam się po pokoju i rozpaczliwie usiłowałam zapamiętać wszystko, co właśnie wyrecytowała Miranda.
– Załatwione – zawołałam mniej więcej w kierunku jej głosu dochodzącego zza niewielkiego fortepianu i siedemnastu kwiatowych kompozycji rozmieszczonych uroczo w apartamencie wielkości domu. – Zaraz wracam ze wszystkim, co chcesz. – W duchu zganiłam się za nieformalny styl tej wypowiedzi i po raz ostatni rozejrzałam się po wspaniałym pomieszczeniu. Było to niewątpliwie najbardziej okazałe, najbardziej luksusowe miejsce, jakie w życiu widziałam, z brokatowymi zasłonami, grubym dywanem w kremowym kolorze, gęsto tkaną adamaszkową narzutą na królewskich rozmiarów łóżku, ze złoconymi figurkami dyskretnie poustawianymi na mahoniowych półkach i stolikach. Tylko płaski ekran telewizora i wąski srebrny zestaw stereo wskazywały, że całość nie została stworzona i zaprojektowana w poprzednim stuleciu przez zręcznych, wprawnych w swym fachu rzemieślników.
Wyminęłam trzęsącą się pokojówkę i wyszłam na korytarz. Ponownie pojawił się przerażony chłopak hotelowy.
– Czy mógłbyś zaprowadzić mnie do mojego pokoju? – zapytałam najuprzejmiej jak potrafiłam, ale on najwyraźniej uznał, że ja też będę nim pomiatać, więc znów popędził przodem.
– Proszę, mademoiselle, mam nadzieję, że będzie odpowiedni.
Jakieś dwadzieścia metrów w głąb korytarza znajdowały się drzwi bez kolejnego numeru. Prowadziły do miniapartamenru, niemal dokładnej repliki pokoju Mirandy, ale z niniejszym salonem i łóżkiem rozmiarów książęcych, a nie królewskich. Miejsce fortepianu zajęło duże mahoniowe biurko wyposażone w telefon obsługujący kilka linii, płaski laptop, drukarkę laserową, skaner i faks, ale poza tym pokoje były w znacznym stopniu zbliżone pod względem bogatego, komfortowego wystroju.
– Te drzwi prowadzą do prywatnego korytarza, który łączy pokoje pani i pani Priestly – wyjaśnił, zmierzając w tę stronę, żeby je otworzyć.
– Nie! Wszystko w porządku, nie muszę go oglądać. Wystarczy, że wiem, gdzie jest. – Zerknęłam na grawerowaną plakietkę umieszczoną dyskretnie na kieszeni jego nieskazitelnie odprasowanego uniformu. – Dziękuję, ee, Stephan. – Zaczęłam grzebać w torbie w poszukiwaniu gotówki na napiwek, ale zdałam sobie sprawę, że nie pomyślałam o wymianie dolarów na franki i nie zatrzymałam się jeszcze przy bankomacie. – Och, przepraszam, ja, ee, mam tylko dolary. Czy to w porządku?
Jego twarz spłonęła czerwienią i zaczął gęsto przepraszać.
– Och nie, proszę pani, proszę nie przejmować się takimi rzeczami. Pani Priestly zajmuje się takimi szczegółami przy wyjeździe. Ale ponieważ będzie pani potrzebować lokalnej waluty, proszę pozwolić, że coś pani pokażę. – Podszedł do gigantycznego biurka, wysunął górną szufladę i wręczył mi kopertę z logo francuskiego Runwaya. Wewnątrz tkwił plik franków, w sumie wartości około czterech tysięcy dolarów. Notka, nabazgrana przez Briget Jardin, redaktor naczelną, która wzięła na siebie główny ciężar planowania i przygotowania zarówno tego wyjazdu, jak i zbliżającego się przyjęcia Mirandy, głosiła:
Emily, kochanie, rozkosznie mieć cię tu u nas! Dysponuj, proszę, swobodnie załączonymi 33 210 frankami podczas pobytu w Paryżu. Rozmawiałam z monsieur Renaud i będzie gotów na wezwanie Mirandy przez dwadzieścia cztery godziny na dobę. Poniżej znajdziesz listę jego telefonów do pracy i do domu, podobnie jak numery do szefa hotelowej kuchni, trenera fitness, dyrektora do spraw transportu i oczywiście dyrektora generalnego. Wszyscy mają wprawę w goszczeniu Mirandy podczas pokazów, więc nie powinno tu być żadnych problemów. Oczywiście zawsze możesz mnie złapać w pracy, a w razie potrzeby pod komórką, telefonem domowym, faksem albo pagerem, gdyby któraś z was czegokolwiek potrzebowała. Jeżeli nie spotkamy się przed wielkim sobotnim soiree, z przyjemnością tam się z tobą zobaczę.