Co za suka! – pomyślałam, za bardzo wściekła i zmęczona, żeby wymyślać jakieś twórcze inwektywy albo metody pozbawienia jej życia. Zadzwonił mój telefon i ponieważ wiedziałam, że to ona, wyłączyłam dzwonek, po czym u jednej z pracownic głównej recepcji zamówiłam dżin z tonikiem.
– Proszę. Proszę znaleźć kogoś, kto mi to przyniesie. Proszę. – Recepcjonistka spojrzała na mnie i skinęła głową. Wychyliłam całość w zaledwie dwóch długich łykach i wróciłam na górę sprawdzić, czego chciała. Była dopiero druga po południu mojego pierwszego dnia w Paryżu i chciałam umrzeć. Tylko że śmierć nie wchodziła w grę.
17
– Pokój Mirandy Priestly – odebrałam telefon w swoim nowym paryskim biurze. Mój wspaniały czterogodzinny sen, który miał wystarczyć za całonocny wypoczynek, został brutalnie zakończony o szóstej rano rozpaczliwym telefonem od jednego z asystentów Karla Lagerfelda i w tym dokładnie momencie odkryłam, że wszystkie telefony do Mirandy są przełączane bezpośrednio do mojego pokoju, żebym je odebrała. Wyglądało na to, że całe miasto i okolice wiedzą, że Miranda zatrzymała się tu na czas pokazów, więc mój telefon dzwonił bez przerwy od chwili, gdy weszłam. Nie wspominając nawet o ponad dwudziestu wiadomościach zostawionych już w poczcie głosowej.
– Cześć, to ja. Jak tam Miranda? Czy wszystko okej? Czy do tej pory coś już źle poszło? Gdzie ona jest i czemu nie jesteś z nią?
– Hej, Em! Dzięki za troskę. A tak przy okazji, jak się czujesz?
– Co? Och, nic mi nie jest. Trochę osłabiona, ale się poprawia. Nieważne. Co z nią?
– Tak, u mnie też w porządku, dzięki, że pytasz. Tak, to był długi lot i sypiam w najwyżej dwudziestominutowych odcinkach, bo telefon nie przestaje dzwonić, i jestem absolutnie pewna, że nigdy nie przestanie i, och! całkiem bez przygotowania wygłosiłam przemówienie… po napisaniu przemówienia całkiem bez przygotowania… do grupy ludzi, którzy pragnęli towarzystwa Mirandy, ale najwyraźniej nie do tego stopnia, żeby je sobie zapewnić. W sumie wyszłam na kompletną popierdzieloną idiotkę i w trakcie o mało nie dostałam zawału, ale hej, poza tym, wszystko po prostu świetnie.
– Andrea! Bądź poważna! Naprawdę się wszystkim martwiłam. Nie było za wiele czasu, żeby się na to przygotować, a wiesz, że jeżeli cokolwiek się nie powiedzie, ona i tak mnie o to obwini.
– Emily. Proszę, nie odbierz tego osobiście, ale nie mogę teraz z tobą rozmawiać. Po prostu nie mogę.
– Dlaczego? Czy coś się stało? Jak poszło wczorajsze spotkanie? Czy dotarła w porę? Czy masz wszystko, czego potrzebujesz? Czy na pewno nosisz odpowiednie ciuchy? Pamiętaj, reprezentujesz tam Runwaya, więc zawsze musisz wyglądać właściwie.
– Emily. Muszę się teraz rozłączyć.
– Andrea! Ja się martwię. Powiedz mi, co robiłaś.
– Cóż, niech pomyślę. W wolnym czasie, jaki miałam, wzięłam kilka masaży, dwa zabiegi na twarz i kilka manikiurów. Miranda i ja naprawdę polubiłyśmy wspólne sesje odnowy, to wspaniała zabawa. Ona bardzo się stara nie wymagać za wiele, twierdzi, że chce, żebym naprawdę korzystała z pobytu w Paryżu, bo to takie cudowne miasto i mam szczęście, że tu jestem. Więc właściwie tylko się włóczymy i wypoczywamy. Pijemy wspaniałe wino. Zakupy. No wiesz, jak zwykle.
– Andrea! To naprawdę nie jest zabawne, okej? A teraz powiedz mi, co się, do cholery, dzieje. – Im bardziej wydawała się zdenerwowana, tym bardziej poprawiał się mój humor.
– Emily, sama nie wiem, co ci powiedzieć. Co chcesz usłyszeć? Jak było do tej pory? Niech się zastanowię. Większość czasu spędziłam, usiłując wymyślić, jak najlepiej spać z telefonem, który nie przestaje dzwonić, i jednocześnie między drugą w nocy a szóstą rano wpakować sobie do gardła dość jedzenia, żeby utrzymało mnie przy życiu przez pozostałe dwadzieścia godzin. Zupełnie jakby tu trwał pieprzony ramadan, Em, nie ma jedzenia w ciągu dnia. Tak, powinnaś naprawdę żałować, że to tracisz.
Zaczęła mrugać druga linia i przełączyłam Emily na oczekiwanie. Przy każdym dzwonku mój umysł wyrzucał szybką, niekontrolowaną myśl o Aleksie, zastanawiając się, czy mógłby zadzwonić i powiedzieć, że wszystko będzie w najlepszym porządku. Od przyjazdu dwa razy dzwoniłam z mojej międzynarodowej komórki i za każdym razem odbierał, ale jak zawodowy „cichy wielbiciel”, jakim byłam w liceum, rozłączałam się w chwili, gdy usłyszałam jego głos. Nigdy się jeszcze nie zdarzyło, żebyśmy tak długo nie rozmawiali, i chciałam usłyszeć, co się dzieje, ale jednocześnie nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że nagle, odkąd zrobiliśmy sobie przerwę od podsycania poczucia winy, życie stało się znacząco prostsze. A jednak wstrzymałam oddech, dopóki nie usłyszałam na linii skrzeczenia Mirandy.
– Ahn – dre – ah, kiedy ma przyjechać Lucia?
– Halo, Mirando. Zaraz sprawdzę jej plan podróży. Już go mam. Niech spojrzę, napisano tu, że leci prosto z dzisiejszej sesji w Sztokholmie. Powinna być w hotelu.
– Połącz mnie.
– Tak Mirando, zaczekaj moment, proszę. Przełączyłam ją na oczekiwanie i wróciłam do Emily.
– To ona, muszę lecieć. Mam nadzieję, że ci lepiej. Na razie.
– Mirando? Właśnie znalazłam numer Lucii i teraz cię połączę.
– Zaczekaj, Ahn – dre – ah. Za dwadzieścia minut wychodzę z hotelu na resztę dnia. Przed powrotem będę potrzebowała trochę apaszek i nowego szefa kuchni. Powinien mieć minimum dziesięć lat restauracyjnego doświadczenia głównie w kuchni francuskiej, być w stanie przygotować cztery rodzinne kolacje w tygodniu i przyjęcia z kolacją dwa razy w miesiącu. Teraz połącz mnie z Lucią.
Wiedziałam, że powinnam być poruszona faktem, że Miranda chce, abym zatrudniła dla niej nowojorskiego kucharza, będąc w Paryżu, ale jedyne, na czym mogłam się skupić, to fakt, że wychodziła z hotelu – beze mnie, i to na cały dzień. Przełączyłam się z powrotem do Emily i powiedziałam jej, że Miranda potrzebuje nowego kucharza.
– Popracuję nad tym, Andy – oznajmiła, kaszląc. – Przeprowadzę wstępne poszukiwania, a potem możesz porozmawiać z kilkoma finalistami. Dowiedz się tylko, czy Miranda chce zaczekać na spotkanie z nimi do powrotu do domu, czy wolałaby, żebyś zaaranżowała dla kilku przelot i spotkanie teraz na miejscu, okej?
– Chyba nie mówisz poważnie.
– Ależ oczywiście, że mówię poważnie. W zeszłym roku Miranda zatrudniła Carę podczas pobytu w Marbelli. Ich poprzednia niania właśnie wymówiła i kazała mi przysłać do siebie trzy finalistki samolotem, żeby od razu mogła kogoś znaleźć. Po prostu się dowiedz, okej?
– Jasne – wymamrotałam. – I dzięki.
Wykonałam szybki telefon do biura Briget, żeby ktoś od nich mógł skoczyć do Hermesa odebrać apaszki Mirandy, a potem byłam wolna – do jej następnego telefonu. Sama rozmowa o masażach była tak przyjemna, że postanowiłam zamówić sobie taki zabieg. Pierwszy wolny termin był wczesnym wieczorem, więc zadzwoniłam do obsługi i na razie poprosiłam o pełne śniadanie. Zanim lokaj mi je dostarczył, zdążyłam ponownie wpełznąć w jeden z aksamitnych szlafroków, włożyć kapcie od kompletu i przygotować się na ucztę złożoną z omletu, croissantów, drożdżówek, muffinów, ziemniaków, płatków oraz naleśników, które zjawiły się, tak smakowicie pachnąc. Kiedy pożarłam całe jedzenie i wypiłam dwie filiżanki espresso, poczłapałam z powrotem do łóżka, w którym tak naprawdę nie spałam poprzedniej nocy, po czym zasnęłam tak szybko, że zaczęłam się zastanawiać, czy ktoś nie dosypał czegoś do soku pomarańczowego.