Выбрать главу

Na szczęście kierowca najwyraźniej wiedział, dokąd jedzie, bo przez ostatnią godzinę cierpiałam na paranoidalny lęk, że Ona zwróci się do mnie i zapyta, gdzie odbywa się ten niezidentyfikowany koktajl. Rzeczywiście odwróciła się w moją stronę, ale nic nie powiedziała, decydując się zamiast tego na pogawędkę z SGG przez komórkę. W kółko powtarzała, że spodziewa się jego przyjazdu o takiej porze, żeby miał masę czasu na przebranie się i drinka przez wielką sobotnią imprezą. SGG przylatywał prywatnym odrzutowcem swojej firmy i aktualnie debatowali, czy zabrać Caroline i Cassidy; ponieważ on nie miał wracać przed poniedziałkiem, a ona nie chciała, żeby dziewczynki musiały opuszczać dzień w szkole. Dopiero kiedy zajechaliśmy przed czteropiętrowy dom przy obrzeżonej drzewami ulicy w Marais, zaczęłam się zastanawiać, co właściwie miałabym robić przez całą noc. Zwykle wykazywała dość rozsądku, żeby nie poniżać Emily, mnie czy innych pracowników publicznie, co oznaczało – przynajmniej na pewnym poziomie – że miała świadomość, co właściwie robi. W takim razie, skoro nie mogła kazać mi przynosić sobie drinków, znajdować kogoś przez telefon albo zanieść czegoś do pralni chemicznej w czasie pobytu tam, co niby miałam robić?

– Ahn – dre – ah, to przyjęcie wydaje para, z którą byłam zaprzyjaźniona, kiedy mieszkaliśmy w Paryżu. Poprosili, żebym przywiozła asystentkę, która zabawi ich syna, bo generalnie uważa takie imprezy za raczej nudne. Jestem pewna, że znajdziecie wspólny język. – Zaczekała, by kierowca otworzył jej drzwi, i zgrabnie wysiadła w swoich idealnych czółenkach od Jimmy'ego Choo. Zanim zdążyłam otworzyć własne drzwi, wspięła się na trzy stopnie i już wręczała płaszcz lokajowi, który najwyraźniej oczekiwał na jej przybycie. Klapnęłam z powrotem na miękkie skórzane siedzenie na minutkę, próbując przetrawić tę nową rozkoszną informację, którą z takim spokojem mi przekazała. Fryzura, makijaż, zmiana planów, histeryczna konsultacja z poradnikiem ubraniowym, motocyklowe buty, wszystko to, żebym mogła spędzić wieczór, niańcząc dzieciaka, gówniarza jakiejś bogatej pary? I to w dodatku francuskiego gówniarza.

Pełne trzy minuty poświęciłam na przypominanie sobie, że od New Yorkera dzieliło mnie teraz tylko kilka miesięcy, że mój rok poddaństwa niedługo miał się opłacić, że z pewnością dam radę znieść jeszcze jeden wieczór nudy, by dostać wymarzoną pracę. Nie pomagało. Nagle rozpaczliwie zapragnęłam zwinąć się na kanapie u moich rodziców i żeby mama zrobiła mi w mikrofalówce trochę herbaty, podczas gdy tata rozkłada planszę do scrabble'a. Jill i nawet Kyle też przyjechaliby z wizytą, z maleńkim Isaakiem, który gaworzyłby i uśmiechał się na mój widok, a Alex by zadzwonił i powiedział, że mnie kocha. Nikogo by nie obchodziło, że mam poplamione spodnie od dresu albo przerażająco nieumalowane paznokcie u nóg ani że jem wielkiego czekoladowego eklera. Absolutnie nikt nie miałby pojęcia, że gdzieś po drugiej stronie Atlantyku odbywają się jakieś pokazy mody i z całą pewnością nikt nie byłby zainteresowany rozmową o nich. Ale wszystko to wydawało się niewiarygodnie odległe, właściwie o lata świetlne, i musiałam teraz stawić czoło całej klice ludzi, którzy żyli i umierali na wybiegu. Temu i z całą pewnością rozwrzeszczanemu, rozpuszczonemu dzieciakowi, bełkocącemu coś po francusku.

Kiedy w końcu zwlokłam swoje skąpo, acz stylowo odziane ciało z siedzenia w limuzynie, lokaj na nikogo już nie czekał. Dochodziła do mnie muzyka grana przez prawdziwy zespół, a z okna ponad ogródkiem wydobywał się zapach sosnowych szyszek. Wzięłam głęboki wdech i wyciągnęłam rękę, żeby zapukać, ale drzwi same się otworzyły. Spokojnie mogę stwierdzić, że nigdy, przenigdy w całym moim młodym życiu nie byłam bardziej zaskoczona niż tamtego wieczoru: uśmiechał się do mnie Christian.

– Andy, kochanie, tak się cieszę, że mogłaś przyjść – powiedział, pochylając się i całując mnie prosto w usta. Dość śmiały pocałunek, zważywszy na to, że wargi miałam szeroko otwarte z niedowierzania.

– Co ty tu robisz?

Uśmiechnął się i odsunął ten odwieczny loczek z czoła.

– Czy nie powinienem zapytać cię o to samo? Ponieważ podążasz za mną wszędzie, dokąd tylko się udam, chyba będę musiał założyć, że chcesz się ze mną przespać.

Spłonęłam rumieńcem i, jak zawsze wytworna, głośno prychnęłam.

– Tak, coś w tym rodzaju. Prawdę mówiąc, nie zjawiam się tu jako gość, jestem tylko dobrze ubraną niańką. Miranda poprosiła, żebym z nią przyszła, i do ostatniej chwili nie uprzedziła, że mam pilnować smarkatego syna gospodarzy. Więc, jeśli mi wybaczysz, lepiej pójdę się upewnić, czy ma potrzebne mleko i kredki.

– Och, niczego mu nie brakuje i jestem pewien, że jedyne, czego będzie dziś wieczorem potrzebował, to jeszcze jednego pocałunku od niani. – Po czym ujął moją twarz w dłonie i znów mnie pocałował. Otworzyłam usta, żeby zaprotestować, zapytać, co się tu, do cholery, dzieje, ale wziął to za entuzjazm i wsunął mi język między rozchylone wargi.

– Christian! – syknęłam cicho, zastanawiając się, ile potrwa, zanim Miranda mnie zwolni, kiedy zostanę przyłapana na obściskiwaniu się z przypadkowym facetem na jej własnym przyjęciu. – Co ty wyprawiasz? Puść mnie! – Wywinęłam mu się, ale on dalej szczerzył zęby w tym wkurzająco rozkosznym uśmiechu.

– Andy, ponieważ wyraźnie wolno kojarzysz, to jest mój dom. Moi rodzice wydają to przyjęcie, a ja byłem dość sprytny, by ich poprosić, żeby twoja szefowa przyprowadziła cię ze sobą. Czy to ona ci powiedziała, że jestem dziesięciolatkiem, czy sama doszłaś do takiego wniosku?

– Żartujesz. Powiedz mi, że żartujesz. Proszę.

– Nic z tego. Fajnie, co? Skoro jakoś nie mogę cię dopaść w żaden inny sposób, pomyślałem, że może to zadziała. Moja macocha i Miranda były zaprzyjaźnione, kiedy Miranda pracowała we francuskim Runwayu - jest fotografem i cały czas robi dla nich zdjęcia – więc musiałem ją tylko skłonić, by powiedziała Mirandzie, że jej samotny syn nie miałby nic przeciw towarzystwu w osobie pewnej atrakcyjnej asystentki. Zadziałało bez pudła. Chodź, postaramy się o drinka dla ciebie. – Położył rękę w dolnej części moich pleców i poprowadził do masywnego dębowego baru w salonie, gdzie trzech barmanów w uniformach rozdzielało martini, szklanki szkockiej oraz eleganckie wysokie kieliszki z szampanem.

– Zaczekaj, sprawdzę, czy dobrze rozumiem: nie muszę dzisiaj nikogo niańczyć? Nie masz młodszego braciszka ani nic z tych rzeczy, prawda? – Trudno mi było pojąć, że przyjechałam na przyjęcie z Miranda Priestly i przez cały wieczór nie mam innych obowiązków poza dotrzymywaniem towarzystwa Seksownemu Inteligentnemu Pisarzowi. A może zaprosili mnie, bo chcą, żebym tańcem albo śpiewem zabawiła gości, może zabrakło im jednej kelnerki i uznali, że ja będę pod ręką? A może zmierzamy w stronę szatni, gdzie powinnam zastąpić siedzącą tam dziewczynę, która wygląda na znudzoną i zmęczoną? Mój umysł jakoś nie mógł przyswoić wersji Christiana. – Cóż, nie mówię, że niańczenie będzie dziś zupełnie niepotrzebne, ponieważ zamierzam wymagać całej masy troski. Ale sądzę, że wieczór okaże się milszy, niż oczekiwałaś. Zaczekaj tutaj. – Ucałował mnie w policzek i zniknął w tłumie gości, w większości dystyngowanie wyglądających mężczyzn oraz dość artystowsko prezentujących się modnych kobiet koło czterdziestki i pięćdziesiątki, najwyraźniej mieszaniny bankierów i ludzi z czasopism z kilkoma projektantami, fotografami i modelkami, których dorzucono dla smaku. Na tyłach domu znajdowało się małe, eleganckie, wyłożone kamieniami patio, oświetlone białymi świecami, gdzie spokojnie grał skrzypek, i wytknęłam tam głowę na dwór. Natychmiast rozpoznałam Annę Wintour, absolutnie zachwycającą w lejącej kremowej jedwabnej sukni i ozdobionych paciorkami sandałach od Manola. Z ożywieniem rozmawiała z mężczyzną, który, jak uznałam, musiał być jej facetem, chociaż gigantyczne okulary przeciwsłoneczne od Chanel nie pozwalały stwierdzić, czy była rozbawiona, obojętna lub wstrząsana łkaniem. Prasa uwielbiała porównywać błazeństwa oraz fochy Anny i Mirandy, ale uznałam za niemożliwe, żeby ktokolwiek mógł być tak nieznośny jak moja szefowa.