– Protestuję przeciw pokrętnym wywodom!
– Zamiast protestować, księże proboszczu, należałoby wpierw przemyśleć własne błędy: wychowawcze, propagandowe, etyczne. Myśmy wszyscy stworzyli ruch satanistów, szanowna pani dyrektor. Wielbią diabła ze współczucia, bo prześladowany. Z podziwu, bo potężny, Boga się nie uląkł, stawia dzielnie opór. Z przekory wreszcie, bo ileż można strawić bogobojnego słowolejstwa i modlitewnych westchnień, zalewających kraj niby monsun wybrzeża Bangladeszu? Szatan staje się odtrutką na natarczywość ewangelizacji.
– Czyżby? Wrogość wobec religii jest dziedzictwem socjalizmu, panie Śliwa. Stamtąd czerpią wyznawcy szatana swoją nienawiść do Boga. Naciągana jest ta pańska psychologia, maskuje niechęć wobec Kościoła.
– Kto między bezkrytycznym uwielbieniem a wrogością nie widzi całej gamy pośrednich odcieni, powinien zamknąć się w pustelni, liczyć gwiazdy i żywić się korzonkami, a nie manipulować dziecięcym charakterem.
– Panie kolego… księże proboszczu… ludzie, zlitujcie się! – dyrektorce znów zbierało się na płacz. – Kłótnia prowadzi do nikąd. Jaka rada?
– Wyszukam tych satanistów i spróbuję im przemówić do rozumu – zdecydował Piotr. -Wezmę moją klasę na cmentarz, uporządkujemy groby. Ksiądz Pyrko, jeśli wolno sugerować, wygłosi kazanie o szacunku dla ludzkich szczątków. A policja przestanie się interesować incydentem. Zgoda?
Wszyscy spojrzeli na proboszcza. Pokręcił głową, nie bardzo przekonany do recepty, innej jednak sam nie potrafił zaproponować.
– No to życzymy powodzenia panu Śliwie – powiedział cierpko i wszyscy z ulgą rozeszli się do klas.
Podczas przerwy, dyżurując na dziedzińcu, zauważył Piotr znak szatański: mały palec i wskazujący mierzą w niebo na podobieństwo rogów, pozostałe palce skurczone. Diabelskim symbolem pozdrawiało się trzech chłopców z ósmej B; jednego rozpoznał – Antek, syn ogrodnika Świderskiego. Podszedł ich znienacka.
– Cześć, Antek. Możesz przedstawić kolegów?
– Mogę. Ten to Maciek Kajdyr, a ten Romek, ksywa Sierżant, bo jego ojciec jest komendantem posterunku.
– Chłopaki, mam do was ważną sprawę. Przyjdźcie po lekcjach do gabinetu języka polskiego, dobrze?
– Czemu nie, możemy przyjść.
Przyszli. Usadził ich w ławce, a sam siadł okrakiem na krześle, z rękoma wspartymi na poręczy. Wysilił się na ton obojętny, jakby gawędził o błahym filmie, który trzeba wprawdzie omówić, ale do którego nie warto przywiązywać większej wagi.
– Narozrabialiście na cmentarzu, widziano was.
– Różni z miasta też byli – wyrwało się Antkowi.
– Nie zwalaj na innych. Tylko wy mnie obchodzicie. Nie prowadzę śledztwa, żadna kara wam nie grozi, możecie zaspokoić moją ciekawość. Czarną mszę odprawiono?
– Tak. Maciek jest naszym kapłanem.
– Odmawiasz modlitwy, Kajdyr?
– Dopiero dwa razy…
– Tekst musi być interesujący. Przytocz fragmencik.
– No, zaczyna się…
– Chyba pamiętasz?
– Chwała Lucyferowi a na ziemi pokój jego wiernym sługom. Sławimy cię, Królu Piekieł, boś niezwyciężony. Dzięki ci składamy, Książe Wszechmocny, że gnębisz wrogów naszych. Słuchamy cię pokornie, Panie Zemsty, albowiem ty zgotujesz klęskę fałszywym prorokom i ich wyznawcom. Który siedzisz na tronie wszechświata wysłuchaj naszych modlitw, podnieś nas z nędzy i upokorzenia. Pobłogosław naszym czynom, oddal od uszu naszych zakłamanie papistów. Łączymy się w jedności ze wszystkimi duchami piekieł w hołdzie dla Ciebie – o Najwyższy, o Przenajświętszy, Władco Ciemności, w których jest prawda. Ave Lucyfer!
– Zarżnęliście kota.
– Przecież czarna msza wymaga ofiary krwawej – powiedział Romek Sierżant, zdziwiony niewiedzą nauczyciela.
– I ty ją spełniłeś?
– Ktoś musiał to zrobić.
– A dewastacja grobów czemu miała służyć?
– Nie było żadnej dewastacji – zaprotestował Antek – myśmy tylko odwracali krzyże, ramionami ku dołowi. Niektóre zrobiono z kiepskiego materiału, rozpadły się.
– Nosicie jakieś sataniczne znaki? Pewno też odwrócone krzyże?
– Różnie. Albo krzyże, albo medaliony z kozłem, albo liczbę 666. Co kto woli. Pan nas nie wyda prokuratorowi?
– Obiecałem i słowa dotrzymam. Teraz, proszę, posłuchajcie mnie. Protestujecie przeciw religii, rozumiem, zewsząd wciskają wam kit, to budzi opór, nie chcecie dołączyć do stada bogobojnych baranów. Dobrze. Zastanówmy się więc nad istotą waszego protestu. Zamiast religii katolickiej – szatańska. Zamiast modłów do Boga – modły do Króla Piekieł. Zamiast mszy kościelnej – czarna. Uciekacie przed niewolą boską by stać się więźniami niewoli diabelskiej. Jedne dogmaty zastępujecie innymi. Porzucacie Kościół chrześcijański dla Światowego Kościoła Szatana, który powstał w roku 1966 i wymaga takiego samego posłuszeństwa wobec hierarchów, jak Watykan. Odrzucacie Biblię bo sławi Boga, lecz gotowi jesteście uznać Czarną Biblię, głoszącą boskość szatana. Cóż się zmieniło? Nic!
Piotr stwierdził z zadowoleniem, że jego słowa wywarły na chłopcach wrażenie. Zawstydzili się jakby. Antek Świderski wiercił się niespokojnie w ławce by wreszcie zauważyć:
– W coś przecież trzeba wierzyć.
– W ludzki rozum. I bez religii możecie szanować bliźnich i nie krzywdzić innych. Czy wam do szczęścia potrzebna cała ta humorystyczna mitologia z niebem i piekłem? Zasady moralne tkwią w nas, ujawnia je doświadczenie życiowe każdemu, kto nie jest egoistą i cynikiem. Filarem naszego bytu nie bywa ślepa wiara, lecz rozsądek. Pomyślcie nad tym.
Wracając do domu Piotr wstąpił do biblioteki i wypożyczył kilka rozpraw o religii katolickiej. Ojciec oglądał w telewizji western, w którym trup słał się gęsto, a bohaterowie marnowali amunicję – on zaś zagłębił się w lekturze. Domyślał się jakiejś niespójności w nauce Kościoła. I w końcu znalazł pęknięcie. Ha – stwierdził z satysfakcją – święci teoretycy nie zdołali uporać się z problemem piekła.
Rzeczywiście. W doktrynie chrześcijańskiej występują dwie teorie piekielne. Pierwsza głosi, że szatani to stworzeni przez Boga aniołowie, którzy zbuntowali się przeciw Panu i za karę strąceni zostali do piekieł, skąd rozsiewają zło na świat i ludzi. Jeśli tak, Bóg nie jest wszechwiedzący, bo nie przewidział buntu, ani wszechmocny, bo zmuszony jest tolerować konkurencję, dzielić się władzą nad ludźmi z buntownikami. Według drugiej teorii szatan i jego zastępy istniały i istnieją nadal niezależnie od Stwórcy i one to sprawują wbrew niemu władzę nad światem materialnym. Jeśli tak, Bognie jest bogiem jedynym, jego kompetencje są ograniczone, okazuje się wplątany w rywalizację z innym potężnym bytem samoistnym i w trosce ó własne panowanie nakazuje wiernym: „Nie będziesz miał innych bogów przede mną".
Gdyby Piotr podzielał pasję porównawczą świętej pamięci Ateusza, dostrzegłby bez trudu źródło tej dwoistości, mianowicie w dziedzictwie przedchrześcijańskich kultur, zwłaszcza staroperskiego mazdaizmu, gdzie dwa potężne bóstwa walczą stale ze sobą: dobry Ahura-Mazda i zły Aryman. Nauczyciel nie tropił jednak wtórności doktryny chrześcijańskiej, jej rozlicznych zapożyczeń z dawniejszych religii, lecz postawił sobie pytanie, który z tych mocarzy pozaziemskich jest istotą dobrą a który uosobieniem zła. Jeśli toczy się bezpardonowa walka to obie strony stosują perfidne podstępy i kamuflaż, usiłują pozyskać sobie zwolenników przy pomocy naciąganej argumentacji, a ogłuszonym zgiełkiem bitewnym Ziemianom miesza się już we łbach.
Po czynach poznacie ich, mówi Pismo. Biorąc pod uwagę morze przelanej krwi, rzezie innowierców, dziesiątki tysięcy spalonych na stosach, okrutne wojny prowadzone w imię boże – to żydowsko-chrześcijański Jahwe, bezwzględny staro-testamentowy Jahwe, władający światem materialnym i usiłujący zawładnąć każdą duszą – jest Arymanem, szatanem, księciem ciemności. Człowiek poszukuje sprawiedliwego Boga, miłosiernego Stwórcę, uosobienie dobroci – a trafia w sieć manipulacji kapłanów Jahwe.