Wspinali się na ścieżkę prowadzącą do skraju urwiska. Julian zauważył zamyślenie w jej oczach i podejrzewał, jakie wizje snuje w tej chwili jej bujna wyo raźnia. Było coś, o czym chciałjej przypomnieć prz powrotem do domu i pustego łóżka. Zacisnął usta próbując znaleźć odpowiednie słowa.
– Zdajesz sobie sprawę – powiedział chłodno -teraz jesteśmy wspólnikami przestępstwa?
– O czym ty mówisz? – zmarszczyła czoło.
– Przed chwilą nielegalnie weszliśmy do tego dom i przeszukaliśmy go. To własność prywatna, Emelino.
– Więc? – zapytała niespokojnie, wchodząc n ścieżkę.
– Więc chciałbym tylko, byś zdała sobie sprawę, angażujesz się w coś, co nie jest legalne.
– Polegam na twoim profesjonalizmie i liczę na to, że uchroni nas od poważnego niebezpieczeństwa, Julianie – powiedziała raźno.
– Nie rozumiesz, o co mi chodzi, Emmy – odrzekł, ujmując ją za ramię. – Chcę ci pokazać, że teraz oboje musimy doprowadzić tę sprawę do końca. Włamując się ze mną do tego domu jeszcze mocniej przypieczętowałaś nasz układ. Rozumiesz?
Wyrwała ramię z jego uchwytu, zatrzymała się i wpatrzyła w niego ze zdumieniem.
– Czyżbyś sądził, że próbuję się wykręcić z warunków umowy? – zapytała z godnością. – Czy to dlatego zabrałeś mnie dzisiaj ze sobą? Jesteś bardzo przebiegłym człowiekiem, Julianie Colterze, ale pragnę ci powiedzieć, że tym razem przechytrzyłeś sam siebie. Zaangażowałam się w ten plan, jeszcze zanim ty się pojawiłeś, pamiętasz?
– Chcę, żebyś zrozumiała, że zaangażowałaś się we mnie, nie tylko w plan.
Odsunęła się od niego, z trudem hamując zdenerwowanie.
– Czy myślisz, że sobie tego nie uświadamiam? Wiem, co zrobiłam, przyjmując twoją ofertę pomocy, Julianie. Zawsze spłacam swoje długi. Wyrównam rachunek, gdy mi go przedstawisz.
Odwróciła się i wbiegła do domu.
ROZDZIAŁ CZWARTY
Następnego ranka Emelina próbowała niespostrze-żenie przekraść się do wsi na kawę, ale Kserkses ją wytropił. Na widok brązowo-czarnego psa, który szczeknął na powitanie i zeskoczył ze schodków domu jęknęła w duchu i szybko rozejrzała się dokoła. Juliana na szczęście nie było widać w pobliżu.
– Siad, piesku! Wracaj. Wracaj do domu, słyszysz? – powiedziała szorstko, próbując go odpędzić, ale tryskający entuzjazmem doberman tylko zaskamla i podsuną} łeb pod jej dłoń, domagając się pogłaskania
– Wracaj do domu, Kserkses! – nalegała Emelina ale gdy pies nadal nie reagował, westchnęła i po-skrobała go po głowie.
Głos Juliana przerwał tę scenę. Emelina odwróciła się na pięcie i zobaczyła go na szczycie urwiska. Widocznie był na plaży w pobliżu domu Leightona i ściągnęło go tu zachowanie Kserksesa.
– Nic z tego nie wyjdzie, jeśli będziesz mu dawała mieszane sygnały – powiedział z łagodnym rozbawieniem. -Musisz być stanowcza. Jeśli każesz mu wracać do domu, a jednocześnie go pieścisz, mieszasz mu tylko we łbie.
– Nie wygląda na skołowanego – zauważyła Emeli-na sucho, spoglądając na psa.
– Bo wie, który sygnał jest ważniejszy – powiedział Julian, podchodząc bliżej. – Pieszczota z twojej strony jest o wiele ważniejsza niż rozkaz odejścia.
– Głupi pies.
– Ja osobiście jestem mu wdzięczny – ciągnął Julian.
– Gdyby cię nie zatrzymał na drodze, poszłabyś prosto do wsi beze mnie, prawda?
– Przy odrobinie szczęścia – zgodziła się Emelina pod nosem.
– Wstydź się. Po tym, jak dałaś mi słowo, że pozwolisz, bym ci dziś rano postawił przyzwoitą kawę?
– Dałam słowo? – Emelina zarumieniła się w poczuciu winy, usiłując przypomnieć sobie tę rozmowę.
– Nie pamiętam, żebym ci dawała takie słowo – powiedziała powoli.
– Ale to wyraźnie wynikało z rozmowy – rzucił zdecydowanie Julian i odesłał Kserksesa do domu.-Już, Kserkses. Do środka. Przez ciebie moja poranna kawa się opóźnia.
Emelina zmarszczyła czoło. Do diabła, o ile mogła sobie przypomnieć, niczego takiego nie sugerowała. Było już jednak za późno. Julian szedł obok niej i nie miała innego wyboru, jak zgodzić się na jego towarzystwo.
– Co robiłeś przy domu Leightona?-zapytała nagle, gdy zbliżali się do kawiarni.
– Rozglądałem się. Coś mnie niepokoi i nie mogę sobie uświadomić co.
Wchodząc do kawiarni u boku Juliana, Emelina znów poczuła na sobie ukradkowe spojrzenia. Poprzednio zareagowała na zaciekawienie miejscowych nerwowością zmieszaną z zażenowaniem, dzisiaj jednak poczuła gwałtowny gniew. Nieświadomie wyprostowała się i uniosła głowę z wyzwaniem.
– Przestań się gapić na tego rybaka przy ladzie – poradził Julian łagodnie.
– Ale on patrzy na ciebie.
– No to co?
– To, że jest źle wychowany! Nie powinien się tak na ciebie gapić! – syknęła.
– Jest ciekaw – wyjaśnił Julian obojętnie i odwrócił się, żeby złożyć zamówienie u równie zaciekawionej kelnerki.
– Nie przeszkadza ci to? – zapytała z wahaniem, gdy kelnerka odeszła. -To znaczy, ciekawość i te wszystkie przypuszczenia?
– Nieszczególnie. Nie bardzo mnie interesuje, co ludzie o mnie myślą.
– Ależ jesteś arogancki. Nie zawracałbyś sobie głowy wyjaśnianiem niczego, nawet gdybyś był prezesem banku, a nie… – Gwałtownie urwała i poczerwieniała.
– A nie kim, Emmy? – zaciekawił się z rozbawieniem w oczach.
– Mniejsza o to – odrzekła ostro. – Jak długo masz zamiar tu zostać? – Wszystko, byle tylko zmienić temat rozmowy!
– Jeszcze nie wiem.
– Skąd pochodzisz, Julianie?
– Z Arizony.
Skinęła głową. Słyszała plotki o ważnych postaciach świata przestępczego, które przeprowadzały się w cieplejszy klimat.
– Masz jeszcze jakieś pytania? – zapytał Julian uprzejmie, gdy kelnerka przyniosła im kawę.
Emelina nie potrafiła wymyślić żadnego „bezpiecznego" pytania, więc potrząsnęła głową i patrząc mściwie na dziewczynę, zajęła się kawą.
– Przestań się tak w nią wpatrywać – odezwał się Julian.
– Rozmawia o tobie z tym rybakiem – Emelina nie odrywała wzroku od dziewczyny, aż ta uświadomiła sobie, że znajduje się pod nieżyczliwą obserwacją i rumieniąc się ze zmieszania, odeszła na drugi koniec baru.
– To niech gada. Co chcesz zrobić? Pobić ich, bo nie mogą się powstrzymać od domysłów na mój temat?
– Julianie, to nie jest zabawne.
Wzruszył ramionami, zupełnie nie przekonany.
– Czy teraz ja mogę ci zadać kilka pytań? – zapytał z przesadną uprzejmością.
– Na przykład?
– Na przykład, dlaczego twoje małżeństwo się rozpadło – odparł spokojnie.
Zdumiała się.
– To bardzo osobiste pytanie!
Znów wzruszył ramionami i czekał. W tym czekaniu było coś takiego, że Emelina poruszyła się niepewnie na krześle.
– Julianie, jedyną rzeczą, jaką zdobyłam w małżeńst -wie, była sterta długów, które trzeba było spłacić. To nie jest temat, na który chciałabym rozmawiać, szczególnie z obcymi!
– Chyba nie jestem już dla ciebie obcym, prawda? Jakie to były długi? – nie ustępował.
– Mój mąż zaciągnął wiele pożyczek, by pokryć wydatki w college'u i na studiach. Miał kosztowne upodobania – dodała, przypominając sobie corvettę i piękne ubrania. – Gdy ode mnie odszedł, musiałam przerwać naukę, by spłacić jego rachunki. – Skrzywiła się i obróciła do okna. – Wygląda na to, że połowę życia straciłam na spłacanie długów!
– A kto cię jeszcze nimi obciążył?
– Mój ojciec zawsze był pod kreską – powiedziała, przypominając sobie pogodnego, zawsze roześmianego, koszmarnie nieodpowiedzialnego rodzica. – W końcu zrobiło się tego za dużo, nawet dla niego, więc kilka lat temu zniknął i zostawił Keitha i mnie, żebyśmy pozbierali skorupy. Moja matka miała bardzo podobny charakter do niego. Na szczęście później bogato wyszła za mąż. – Odrzuciła głowę do tyłu i zobaczyła, że Julian bacznie wpatruje się w jej twarz. -Mam znakomite referencje przy zaciąganiu kredytów, Julianie -powiedziała z goryczą. – Nie musisz się martwić, że ci nie zapłacę.